-
Catherine
Nie,nie powtórzy,nie pozwolę na to....I nie mówmy o tym nigdy więcej,nigdy,dobrze? - powiedziała stanowczo,nieco się uspokajając i opierając głowę o jej piersi,nie dość że miała na nią kojący wpływ to nie potrafiła się na nią długo złościć,zwłaszcza że czuła iż była trochę niesprawiedliwa gniewając się na nią tak bardzo wczorajszej nocy.... - A ja to bym niby nie poszła tropić w jej stanie gdyby ktoś ukradł coś Adele czy Betty? Jesteśmy takie same,troszczymy się bardziej o innych niż o siebie.... - pomyślała,a z każdą upływającą chwilą uspokajała się coraz bardziej,teraz gdy myślała o Lothiriel nie widziała już swego mrocznego snu a troskliwą i kochającą kobietę,otaczającą ją matczyną troską....
-
Kersijana
Rozbawiona dziewczynka zawsze ją rozweselała. Jakaś pozytywna energia z niej biła... Może dziś ze mną będziesz jechała to opowiesz mi o swych snach, a ja opowiem ci o swoich... Oczywiście Kersi nie miała zamiaru mówić jej prawdziwego snu... Popatrzyła miło na Beatrice... A Ty jak spałaś?
-
Kersijana:
Siostrzyczko, myślałam że obie pojedziemy... Szepnęła Betty do Adeli co usłyszałaś. Mała przytuliła się do siostry nic nie mówiąc, ale chyba chce jechać razem z nią, co nie powinno dziwić biorąc pod uwagę że dziewczyny niewiele czasu ostatnio ze sobą spędzały. Dobrze spałam, śniłam o dniach swego panowania... A ty? Moja mama miewa prorocze sny, wszyscy Noldorowie takie mają? Spytała, tuląc małą do siebie cały czas.
Catherine:
Dobrze skarbie... Moja córeczko, wiesz przecież że na nikim mi tak nie zależy jak na tobie i reszcie moich dzieci... Szepnęła Lothiriel przytulając Cię mocno i poprawiając przy tym Twe włosy.
-
Catherine
Wiem,dlatego tak bardzo Cię kochamy.... - mruknęła cicho,wtulając się w nią jeszcze bardziej,ku swemu zdziwieniu coraz bardziej widziała w niej swoją mamę,mamę której nigdy tak naprawdę nie miała,jednak wciąż nie była gotowa by tak o niej myśleć i nazywać ją w ten sposób....
-
Kersijana
Posmutniała gdy zrozumiała, że mała chce jechać z Siostrą... Starała się tego jednak po sobie nie poznać...
Tak mój Skarbie... Nordolczycy miewają prorocze sny... Ale kiedyś indziej opowiem CI jak śniłam o Małej Księżniczce co zamieszkała w Bursztynowym pałacu przy którym rosły ogrody o wszystkich kolorach świata... Pogłaskała ją po głowie...
-
Kersijana:
Dziewczynka uśmiechnęła się do Ciebie, chyba rozumiejąc co chciałaś jej przekazać.
Catherine:
Po chwili Lothiriel przestała Cię przytulać, pogładziła tylko po dłoni i podeszła do Tristana.
Wszyscy:
Usłyszeliście głośny krzyk królowej - wsiadać na konie, usadowcie się jak chcecie i ruszamy, powinniśmy dotrzeć o Larii o jutrzejszym świcie!
-
Kersijana
Pomogła małej wejść na konia Beatrice sprawdzając czy ma on pozapinane wszystko jak należy i czy nie będą miały jakiejś nieprzyjemnej niespodzianki... Gdy upewniła się, że wszystko u niej w porządku zawołała na swego rumaka.... Pogłaskała go po policzku i ucałowała... Bardzo sprawnie go dosiadła.... Starała się jechać za nimi coby w razie czego mogłajakoś pomóc
-
Catherine
Odprowadziła królową wzrokiem i podeszła do Rosie w oczekiwaniu na Margaret przytulając się do jej szyi i głaszcząc ją po grzywie - "Zięć",pfff,dobre sobie,choć muszę przyznać że jego zaloty są całkiem miłe hihi
-
Margaret zaraz wsiadła na konia Catherine, obejmując ją od tyłu w pasie. Ruszyliście więc naprzód, droga była całkiem przyjemna, zrobiliście kilka postojów na posiłek a także obmycie się, jak była okazja. Noc także była spokojna, spędziliście ją już bardzo blisko Larii, w lesie, gdzie w miarę wygodnie się przespaliście.
O poranku, dotarliście przed mury Larii, dużego i gwarnego miasta, ostatniego bastionu na drodze do wielkich lasów, z których właśnie przybyliście, oraz stepów Jatu. Potężne, kamienne fortyfikacje, baszty i wielka brama robią na was duże wrażenie. Widzicie wielu wszelakich ludzi podążających do miasta, jak i wychodzących poza jego mury. Dwóch strażników z halabardami, w zielonych tunikach z wyszytymi białymi końmi strzeże wrót. Za blankami krzątają się i obserwują teren łucznicy.
Lothiriel i Elrohir nałożyli kaptury na swe głowy, widocznie nie chcąc by ktoś rozpoznał w nich Noldorów. Rycerz Brzasku dodatkowo płaszczem okrył większość swej zbroi.
-
Catherine
Mimo że spędziła w nich większość swojego życia nie przepadała za miastami,zwłaszcza tymi największymi,wiązały się głównie z bolesnymi wspomnieniami a miała by problem by wymienić choć jedno szczęśliwe....Dlatego westchnęła ciężko i aż przymknęła oczy,po chwili je otworzyła jednak delikatny smutek zdążył zagościć na jej twarzy a ona sama zaczęła po prostu wpatrywać się ze znudzeniem w drogę przed sobą,Larię znała jak własną kieszeń i nie była to dla niej żadna atrakcja....
-
Kersijana
Podobnie jak Elf i Elfka również nakryła głowę kapturem... Nic się nie odzywała ino przyglądała z zaciekawieniem i troszkę z podziwem na mury i bramy i budynki... Ciekawili ją też i ludzie którzy wcześnie wstali i krzątali się w pośpiechu koło swoich spraw....
-
Przed bramą zatrzymał was jeden ze strażników, podniósł przyłbicę swej salady i uniósł dłoń w geście powitania. Catherine rozpoznała w niej Alnurfa, znajomego strażnika który czasem ją gonił za kradzieże, ale po pewnym czasie zaczął przymykać oczy na jej szczwane obrabianie lokalnych, bogatych tłuściochów. A kogoś to znowu przyprowadziła Catherine? Wyglądalibyście jak jakiś królewski orszak hehe, gdyby nie to że ta urocza młoda dama ma całą sukienkę oblepioną czymś fioletowym. Rzekł z uśmiechem, patrząc na Betty.
Na Kersijanę tymczasem przygląda się drugi strażnik. Ma dziwne wrażenie, że gdyby nie hełm to dostrzegłaby napaloną n nią twarz i oczy, rozbierające ją ze wszystkiego co ma...
-
Catherine
Ach,to tylko bogaci klienci,wynajęli mnie do eskorty do miasta,sam rozumiesz.... - odparła nieco się rumieniąc na to niespodziewane spotkanie,bynajmniej nie czuła nic do strażnika,ale nie chciała by wydało się że kradła,nie wszyscy musieli o tym wiedzieć....
-
Kersijana
Dostrzegając przyglądającego się jej strażnika tak pokierowała koniem by znaleźć się za kimś innym. Nie chciała nikogo prowokować a jedyne co to wypocząć po podróży. Spojrzała tez w kierunku Elfa czy widzi strażnika i czy domyśla się tego co i ona...
-
Bogaci klienci powiadasz... Dobrze cię widzieć w Larii Cat, nie wiem czy słyszałaś, ale demoniczny koń jakiego wyhodowali nasi zacni zwiadowcy Stanowczego Wezwania, zgwałcił pewnego śmiałka, który miał go ujarzmić. Rumak przypłacił to jednak życiem, rycerz bowiem odgryzł mu kuśkę. Wiem, brzmi głupio hehe, ale to prawda. Ealdred i jego córcia nie mogli wytrzymać ze śmiechu - rzekł Alnurf. Byliście parą? I nie jesteśmy żadnymi klientami, przecież jestem twoją siostrą! Wypaliła nagle Betty, widząc rumieńce na twarzy siostry.
Elrohir szepnął do ukochanej - widzę... Mam go zabić? Chętnie to zrobię, za samo to, że przygląda ci się w taki sposób, przygląda się tobie, NOLDORCE!
-
Catherine
Aż jęknęła i zaraz odparła coraz bardziej czerwona - Co?My parą?Ehh,nie,co Ty za głupoty wygadujesz dziewczyno.... - i zaraz rzuciła spojrzenie Adele jasno sugerujące że to najwyższy czas by doprowadzić Betty do porządku,od razu dodała do Arnulfa z zakłopotaniem - Hehe,ona tak czasem ma,jest nieco szalona....A teraz pozwolisz.... - kierując wzrok na drogę dojazdową do miasta
-
Adela zachichotała tylko patrząc na siostrę, już miała coś powiedzieć kiedy nagle wtrąciła Lothiriel - przyjaźń czyni cuda, a jak wiesz dobry człowieku, Catherine łatwo obdarzyć sympatią. Nic więc dziwnego że nazywają się siostrami.
-
Catherine
Z trudem nie wydała z siebie głośnego westchnięcia ulgi,rumieniec nieco zelżał jednak wciąż była wyraźnie zakłopotana i czekała z napięciem co odpowie Arnulf.... - Ufff,dobrze że mnie kiedyś polubił,kto inny mógł by zacząć zadawać wiele nieprzyjemnych pytań....Choć to w sumie dziwne że obdarzył mnie sympatią,no ale cóż,nie wnikam hihi
-
Kersijana
Poprawiła swój kaptur na głowie. Nie jest wart Twego miecza mój miły... Nie uchybił mi jeszcze.. A i coś mi się widzi,że nie możemy zwracać na siebie uwagi... Wyszeptała do Lubego kładąc mu rękę na jego dłoni. Może strażnik zrozumie ten gest, że Kersi nie jest wolną osobą....
-
Hehe, no tak, przyjaźń... Wjeżdżajcie śmiało, tylko uważajcie na Ealdreda, bo mimo że się prawie tarzał ze śmiechu to potem zrozumiał, jak świetnego rumaka i wielką szansę stracił hehe - rzekł Alnurf odsuwając się.
Dobrze Kersi, ale niech tylko coś zrobi... Szepnął Elrohir ściskając Twą dłoń. Noldorka ujrzała jeszcze dziwną wypukłość w tunice halabardnika...
Ruszyliście wgłąb miasta. Panuje spory tłok i gwar, ludzie krzątają się wszędzie, ale widząc waszą drużynę rozstępują się. Lothiriel poprowadziła was przed jedną z tawern, do jej stajni, gdzie wjechaliście. Wręczyła stajennemu monetę i kazała zamknąć stajnię na chwilę oraz nie wpuszczać do niej nikogo. Betty, my sobie zaraz na osobności porozmawiamy. A teraz słuchajcie, ja, Kersi, Elrohir i Betty pójdziemy do księcia, by przeciągnąć go na naszą stronę. Reszta pójdzie do marszałka Ealdreda z zakonu Stanowczego Wezwania. Cathy, ty najlepiej się z nim dogadasz. Kersi, ty spróbujesz porozmawiać z księżną, by wpłynęła na męża. Jakieś pytania? Rzekła królowa.
-
Catherine
Stopniowo zbierała się w niej złość i żal że młodsza siostra tak zrujnowała jej wymyśloną naprędce przykrywkę,gdy tylko znaleźli się w stajni i zsiadła z konia wyrzuciła z siebie - Betty jak mogłaś!Myślisz czasem?!Zastanów się co by się stało gdyby mnie nie znał i nie lubił! Powiem Ci co by było,dalej byśmy stali pod tą cholerną bramą i wysłuchiwali czemu nazywam klientkami własne siostry! - gdy skończyła tyradę podbiegła do Lothiriel i po prostu wpadła w jej objęcia tuląc się mocno w podzięce za to że uratowała ją przed kompromitacją....
-
Kersijana
Do strażnika zanim ruszyły w drogę... Mości rycerzu, zapasowa halabarda ino króciutka taka jakoś... Hmmm tym to jedynie w piasku dołki podłubać... Nie słuchając czy klnie za nią czy cokolwiek ruszyła w drogę.
Z Księżną... hmmm... Nie ma problemu... odparła Królowej głaszcząc konia gdy dotarły do stajni
-
Przepraszam - powiedziała niegłośno skruszona Beatrice, stojąc jak ofiara losu i patrząc błyszczącymi oczkami. Cśś, nieważne, na szczęście wszystko dobrze się skończyło, nie gniewaj się na nią, wiesz że ona najpierw gada a potem myśli - szepnęła Lothiriel przytulając Catherine. No już, zbierajmy się, Adelo pójdziesz z Cathy, Margaret i Tristanem.
Nagle pierścień Lothiriel zalśnił, a Kersijana usłyszała w swej głowie - księżna znana jest z wszelakich wybryków, wiesz o czym mówię... Uważaj na nią.
-
Kersijana
Mówisz pani o tym, że Ona lubi... hi hi....Kresi zaśmiała się pod nosem... To lepsza by Margaret tam była...
-
Catherine
Westchnęła ciężko i odparła,szybko łagodniejąc gdy tylko ujrzała siostrę na skraju płaczu- Wiem....,już dobrze Betty,ale naprawdę postaraj się czasem pomyśleć zanim coś powiesz,mogli byśmy mieć kłopoty.... - po chwili dodała przenosząc wzrok na królową - A skąd pewność że ja się z nim dogadam? Dyplomatką to ja nie jestem i dobrze o tym wiesz....
-
Kersi... Ja cię proszę, pomyśl czasem... Kersijana usłyszała głos królowej. Lothiriel po tym odparła córce - matczyne przeczucie Cathy. To mało?
Betty natomiast mimo tego zaczęła szlochać, chyba wolałaby by siostra ją przytuliła...
-
Catherine
Wiele,ale jak zawalę przez swój niewyparzony język to nie miejcie pretensji.... - odparła i podeszła do Betty by ją przytulić i otrzeć jej łzy - No już,nie płacz kochanie,wybaczyłam Ci przecież,tak?
-
Kersijana
Dobrze już dobrze... Pożartować zawsze jest miło... hi hi.... dam sobie radę.... Cathe nie przejmuj się tak... Straż Cię zna to przynajmniej nie musisz czuć się obco w tym mieście.... Kersi powiedziała do wojowniczki całkiem przyjaźnie.. Od dłuższego czasu obie się unikają nie wiedzieć czemu... Kersi nie zależało na jakiejś wielkiej przyjaźni z Catherine, ale jak na razie razem podróżują to wypada od czasu do czasu zamienić jakieś słowo.
-
No dobrze Cathy, a wiesz, myślę, że ładna by była para z ciebie i tego strażnika. Mimo, że nie ze szlachty, to na przystojnego wyglądał hihi. Ale jednak Tristan będzie dla ciebie lepszy, to taki dzielny rycerz, idealny dla mojej siostrzyczki hihi - rzekła Beatrice, a jej humor od razu się zmienił na lepszy. Tristan uśmiechnął się na te słowa, ale raczej z zachowania królewny,
Adela na pożegnanie przytuliła się do Kersijany, mówiąc - żegnaj ciociu, mama mówiła że zanim wszystko załatwimy, kilka dni może potrwać...
-
Catherine
Zażenowała się na jej słowa i po raz kolejny westchnęła mówiąc zirytowanym głosem - Tak,tak,oczywiście siostrzyczko.... - jednak zaraz spoważniała,utuliła mocno ją i Lothiriel,obydwu składając całusy na policzkach - Uważajcie na siebie.... - odsunęła się ledwo powstrzymując narastające wzruszenie i odpowiedziała Kersijanie by czymś zająć myśli - Tak,znam je jak własną kieszeń,ale jakoś wątpię by Ealdred mnie polubił,dziwny to człek....
-
Kersijana
Uśmiechnęła się na słowa wojowniczki z odrobiną troski... Może nie będzie tak źle... Podniosła Adelę na ręce i całując ją w policzek... Bądź grzeczna a gdy w noc spojrzysz na gwiazdy to szukaj tej najpiękniejszej. Ja na nią tez będę patrzyła to tak jakbyśmy koło siebie stały...Postawiła dziewczynkę na ziemię....
No cóż,to chyba trza nam ruszać... A Powiedz mi Pani Moja czy nie lepiej jeszcze odświeżyć się zanim z nimi się spotkamy? Nie wypada do tak wytwornych ludzi jak kocmołuchy iść..Powiedziała do królowej.
-
Adela przytuliła się raz jeszcze do Kersijany i uśmiechnęła do niej, gdy ta ją już postawiła na ziemię.
Lothiriel odwzajemniła czuły pocałunek córki, a oczy zaszły jej łzami. Tak, masz rację Kersi... Jak chcesz się umyć to idź do karczmarza i zamówcie z Elrohirem kąpiel, a dopiero potem idź do księżnej. Ja też się jeszcze umyję, córeczki? Chcecie z mamą? Betty i Adela przytaknęły radośnie.
-
Catherine
Może.... - odparła elfce bez przekonania,na słowa królowej zaś niczego już nie powiedziała a po prostu objęła ją za szyję z radosnym uśmiechem i rozbawionymi iskierkami w oczach....
-
Kersijana
Chwyciła Elfa za rękę...O to dobry pomysł... Chodź miły zamów pokój i kąpiel... Uśmiechnęła się do Elfa..
-
Zamówiliście swe kąpiele...
Catherine:
Do pokoju, jaki wynajęliście wniesiono bardzo dużą balię, żebyście wszystkie się pomieściły. Dziewczyny są roześmiane tylko Lothiriel smutniejsza, domyślasz się że to z nadchodzącej tęsknoty za Tobą i Adelą. Betty się potknęła, i gdyby nie mama to wpadłaby do balii z wodą...
Kersijana:
Do wynajętego przez Elrohira pokoju wniesiono balię. Znasz może moja miła sposoby, na urozmaicenie naszych pięknych uniesień? Spytał Noldor lubieżnie patrząc na Ciebie.
-
Catherine
Potem się będziesz martwić,teraz zaznaj z nami nieco radości i uśmiechnij się hihi - szepnęła Noldorce na ucho i zaczęła ją delikatnie i powoli rozbierać
-
Catherine:
Rozdziałaś Lothiriel do naga, w międzyczasie ona zdjęła z Ciebie całe ubranie. Dobrze córcia, niech ci będzie - zaśmiała się niegłośno, całując Cię po tym w policzek. Następnie wzięła na ręce i stęknęła żartobliwie przy tym. No, jak mi kręgosłup pójdzie przez noszenie mojej walniętej córeczki to jak ona mi się odwdzięczy? Spytała patrząc Ci w oczy.
-
Catherine
Sama będzie nosić aż i jej nie pójdzie hihi - odparła obejmując ją za szyję i wpatrując się w nią ze szczerym uśmiechem
-
Catherine:
Królowa zachichotała i wniosła Cię do balii, gdzie jest już reszta dziewczyn. Adela z Betty ochlapują się już wodą wielce rozbawione. Wiesz co? Dobrze być mamą - stwierdziła Lothiriel patrząc na Ciebie, ale nagle posmutniała.
-
Catherine
Od razu gdy znalazła się w balii zachichotała i ochlapała je obie wodą,zaś na słowa Lothiriel odparła - Na pewno,zwłaszcza z takimi wspaniałymi córkami.... - wiedziała skąd się wziął jej smutek dlatego postanowiła go szybko odegnać,uśmiechnęła się do królowej i niemal od razu delikatnie ją odwróciła zaczynając obmywać jej plecy,ramiona i kark,masując je przy tym - Siostrzyczki pomóżcie mi,ktoś musi się włosami zająć,a i z ramionami przyda się pomoc hihi