-
Co!? Ryknął rozwścieczony hrabia, pierwszy raz widzicie go tak zezłoszczonego i wyprowadzonego z równowagi. Godwyn doniósł Aurorę bliżej a ta cała zapłakana zaczęła mówić - ojcze, ten nikczemny człowiek zwiódł mnie po tańcu, prosił bym mu pokazała piękne, gwieździste niebo nad Ziemią Świętą, to go poprowadziłam na piętro do okna, a ten siłą zaciągnął mnie do komnaty a tam... Och ciężko mi o tym mówić, on był taki okrutny, na szczęście pan Godwyn usłyszawszy mój krzyk rozpaczy wbiegł z mieczem do komnaty i ubił łotra, wyrzucając go zarazem z okna. Och ojcze cóż teraz będzie, o ja biedna...
Przeklęty Niemiec! Niech się smaży w piekle! Wykrzyczał hrabia, po czym wziął Aurorę na ręce, nagle uwaga wszystkich oczu na sali skupiła się na niej, przy Agnes zostali tylko Robert, Bertrand i trzymający troskliwie jej dłoń Oswald. Kobieta
cierpi dalej, zapłakana, a medyk jeszcze nie nadchodzi.
Jak śmiecie bronić tego parszywego łotra! Znam panienkę Aurorę od dziecka i wiem, że jest cnotliwa a oszczerstwa rzucane w jej stronę srogo ukarzę! Dodał Baldwin z Ibelinu.
-
Bertrand
Obrócił głowę zwracając wzrok na Baldwina i uśmiechnął się lekko Już ja wiem jak ty ją znasz, i jaka ona cnotliwa.
-
Robert
Gdzie te bandaże i medyk - krzyknął jeszcze głośniej ale widząc że wszyscy zajęci są Godwynem i jakąś kobietą którą właśnie hrabia wziął na ręce,powiedział gniewnie - Chędożyć to! Oswaldzie bierz mój płaszcz, z niego zrobimy opatrunek,nie po to pojedynek wygrała by teraz nam się tu wykrwawić!
-
Pan de Ibelin ma rację, panienka Aurora to cne dziewczę! Rozległy się nagle okrzyki ze strony rycerzy, chyba nie tylko Baldwin ją dobrze zna... Zaś Godwyn o mało się nie zadławił, jak to usłyszał i wykrzyczał - o to dokładnie! Jak swego konia kocham!
Tymczasem przy ciężko ranne Agnes, Oswald wykonał polecenie Roberta i wziął jego płaszcz, po czym naciął suknię kobiety i przewiązał ranę owym płaszczem. Pani de Montmirail ledwo wyjąkała do was - dziękuję wam... Dziękuję. Zaraz po tych słowach straciła przytomność.
-
Robert
Wydał z siebie głośne westchnięcie ulgi i powiedział do Oswalda i Bertranda,choć bardziej do tego pierwszego - Dobrze żeście Panowie przy niej ze mną ostali, inaczej nie chcę myśleć do czego by doszło......., nie ruszajmy jej już lepiej zanim medyk nie przyjdzie
-
Bertrand
Powstał, podszedł do leżącej Agnes, i spojrzał jeszcze w jej oblicze, potem wziął swój miecz z podłogi i schował go do pochwy. Trudno uwierzyć że niewiasta tak sprawnie brzytwą umie machać.
-
Adriano
W to nie wątpiłem od chwili naszego spotkania.
-
Hrabia Rajmund zakrzyknął - koniec uczty! Wybaczcie, ale z córką być muszę! Po tych słowach wszedł przez spore, drewniane drzwi do jakiegoś korytarza, towarzyszy mu dwóch nieznanych wam z imienia rycerzy. Goście zebrani na sali nie wydają się okazywać złości, ale raczej współczucie.
Tymczasem wreszcie przybiegł medyk, uklęknął nad Agnes i zabrał się do opatrywania jej ran. Och Panie Niebieski, dobrze żeście krwawienie jej zatrzymali bo już by żywot postradała - rzekł. Oswald klepnął Roberta w ramię, również na jego obliczu widać ulgę.
-
Robert
Nie raz się na polu walki było to i zimną krew się człowiek zachowywać nauczył i rannych ratował, pomóc ją gdzieś przenieść? - zapytał ze słyszalną troską w głosie
-
Ja ją wezmę, ale chodź za mną Robercie, ty Bertrandzie też i pan de Silan jeśli chcesz z nami - rzekł Oswald, po czym wziął delikatnie swą przyjaciółkę na ręce i zaczął iść ku jej komnacie mówiąc po drodze cicho - bez względu na to, kto spiskowcem uczta się zakończyła i zapewne dziś ataku na hrabiego nie przypuści, na turnieju być może spróbuje. Bardziej się boję o Agnes, Gawain może i jest durniem ale może chcieć pomsty na niej dokonać, dlatego... Pomożecie mi dziś jej strzec?