-
Vito:
Victor? Eh... Cholera. Czekaj no i trzymaj łyżkę i mieszkaj - dał ci do rąk dużą, drewnianą łyżkę, umoczoną w jakimś jasnym i pięknie pachnącym sosem. W garnku widzisz jak pływają kawałki marchwi i innych warzyw oraz parę kawałków jakiegoś mięsa. Sam karczmarz prędko poleciał do lady i zaczął ją przetrząsywać po wszystkich półkach i szafkach, jakie tam miał.
-
Vito
A ja jestem kurna strażnikiem czy kucharzem?! pomyślał, lecz zaczął mieszać tak jak szynkarz mu kazał.
-
Dan
Eeee,tak dobrze powiedziane Panie Kapitanie,ekhm,to ja się jeszcze przypomnę w sprawie tej nagrody....,słyszałeś już na pewno o tym co znalazłem w kopalni a potem wspólnie z Twoimi ludźmi i czcigodnymi przedstawicielami naszych zakonów odesłałem tam gdzie leżeć powinno hehe
-
Dan:
Wulfgar podniósł brew słysząc Twoje słowa - No dobra, chodź za mną... A wy wywalcie mi go za koszary! Razem z tym jego kufrem! Niech się cieszy i zna moją łaskę, że nie wtrąciłem go do lochu i nie wysłałem do koloni karnej. Następnym razem, gdy znowu zacznie chojraczyć to nie będę taki miły i go wyzywał na pojedynek - wydał polecenie rekrutom, a ci zaczęli gdzieś go ciągnąć razem z jego kufer... Wulfgar wszedł do głównego pomieszczenia koszar.
Vito:
Trochę to trwało zanim karczmarz znalazł to co mu potrzebne i wertowanie papierów, ale koniec końców wydał swój werdykt - Tak. Był tu niejaki Victor trzy dni temu, lecz już tu nie jest zakwaterowany. Mówił, że potrzebował niewielkiego pokoju na jeden dzień i to wszystko...
Techniczny:
Deklaruj Andrij i ty Arroyo czy idziecie czy co wy robicie w końcu.
-
Vito
Szlag... no dobrze, dziękuję za pomoc. odpowiedział oddając łyżkę Coragonowi i wychodząc z karczmy. Udał się następnie w pobliże chaty Ignaza, z nadzieją że spotka Bernarda.
-
Dan
Hmm,nawet mu trochę współczuję....,a do tego biedak się pewnie bez sakiewki obudzi....- pomyślał udając się za Wulfgarem
-
Andrij
No dobra, trzeba uzgodnić co dalej robić. Przesłuchałem jednego ze strażników. Jana mianowicie. Niepokoją mnie dwie rzeczy. Mówił że w pewnym momencie poczuł że czas popłynął jakoś dziwnie, Cóż albo przysnął na chwilę albo ktoś go zmusił do snu bo nie słyszałem o magi zmieniającej czas. Mówił też że jakiś pijak go nachodził ale uciekł na widok miecza. Wtedy mógł ktoś wejść do środka.
-
Dan:
Kapitan podszedł do jakiegoś kufra i wyciągnął parę brzęczących mieszków ze złotem. Obok Ciebie po lewej i prawej stronie stoją strażnicy w podobnych to zbrojach jak Wulfgar uważnie ci się przyglądając. Po kilku chwilach ten wstał i wręczył ci duży i ciężki mieszek ze złotem - Trzymaj. 400 sztuk złota jest w tym mieszku.
Vito:
Po drodze do chaty Ignaza natrafiasz na swoją siostrę, która stoi przy jednym z targowisk z jedzeniem i kupuje jakieś towary. Chyba jeszcze Cię nie zauważyła.
-
Vito
Ujrzawszy siostrę, podszedł do niej i położył jej dłoń na ramieniu. Co słychać Anabelle? Co kupujesz? spytał uśmiechając się do niej.
-
Dan
Zważył mieszek w dłoni jak gdyby szacując jego zawartość i od razu po tym schował go za pazuchę....,po chwili zaś powiedział - Dziękuję Kapitanie,to bardzo hojna nagroda....,ale czy mogli byśmy włączyć jeszcze do tego skorzystanie z usług Waszego medyka....,jedna z bestii mnie użarła w dłoń....