-
Catherine:
Królowa mruknęła cicho i odchyliła głowę do tyłu zadowolona z pieszczot. Twoje siostry natychmiast zaczęły Ci pomagać w dawaniu ukojenia mamie poprzez masaż. Betty wzięła się za włosy Lothiriel, myjąc je i masując jedno z jej ramion, a Adela wzięła się za jej stopy. Ale na razie obejrzała tylko, obmywając delikatnie. Nie wiem, jak to dobrze zrobić... Powiedziała zastanawiając się, widocznie nigdy nikogo na poważnie nie masowała.
-
Catherine
To trzeba Cię nauczyć żebyś potem mogła za nasz się brać hihi - odparła z uśmiechem,ucałowała królową w kark i przeszła do jej stóp biorąc jedną do rąk,zaczynając ją masować i mówiąc - Patrz i ucz się Adele,zaraz w praktyce na moich i Betty potrenujesz hihi
-
Catherine:
No ucz się córeczko od siostry, bo zna się na tym - królowa zwróciła się do Adeli z uśmiechem. dziewczynka z uwagą zaczęła obserwować ruchy Twoich dłoni. W sumie to chyba nic trudnego? Spytała, a Betty odpowiedziała jej - nic trudnego, ale trzeba uważać by nie za mocno i nie za delikatnie, bo zaczniesz tym łaskotać hihi.
-
Catherine
Połaskotać też czasem można hihi - powiedziała i delikatnie połaskotała stopy Lothiriel,dawno nie miała tak dobrego humoru jak teraz i pomimo nadchodzącego rozstania wręcz promieniała - Nareszcie jesteśmy same! Tylko ja,siostry i....Lothiriel....Och jakie to cudowne,musimy częściej tak robić!
-
Catherine:
Lothiriel zaśmiała się głośno i mimowolnie zabrała szybko nogę. Ajj głupia, wiesz że my Noldorki mamy czulszą i delikatniejszą skórę? Spytała z uśmiechem.
-
Catherine
Ojejku no,już dobrze.... - odparła znów sięgając po jej stopę - To teraz będzie coś innego skoro na łaskotki narzekasz hihi - dodała i zaczęła ją znów masować dokładając do tego czułe pocałunki
-
Catherine:
Królowa znów mruknęła i zaczęła cicho wzdychać wraz z każdym pocałunkiem, teraz już całkowicie rozluźniona. Zamknęła oczy, opierając głowę o krawędź balii. Adela wzięła się za masowanie drugiej stopy Lothiriel, a Betty za jej dłonie. Widać, że wszystkie potrzebowałyście takiej chwili...
-
Catherine
Kochana,dobrze Ci idzie,jeszcze tylko pocałunki dołóż.... - powiedziała do Adele zachęcająco i sama nie ustawała w pieszczotach stóp królowej,czuła że nareszcie może choć trochę się odwdzięczyć za jej dobre serce i to jak dziś jej pomogła
-
Catherine:
Adela poszła za Twoją radą, a królowa z tego co widzisz mimo swej woli, zaczyna się nieco podniecać. Jej pierścień zalśnił, a Ty usłyszałaś w swej głowie jej głos - córeczko błagam... To cudowne ale...
-
Catherine
Och....,przepraszam,ja chciałam dobrze,nie myślałam że....,no wiesz.... - odpowiedziała zakłopotana,jednak uszanowała jej prośbę i zaczęła całować ją coraz rzadziej i masować coraz mniej intensywnie,aż wreszcie przestała i rzekła - No,to teraz moja kolej hihi - odwracając się do nich plecami w wyczekiwaniu na pieszczoty
-
Catherine:
Lothiriel usiadła za Tobą przytulając Cię mocno i szepcąc do ucha - dziękuję ci skarbie, kocham cię. Zaczęła po tym myć Twe włosy, głaszcząc je i okręcając czasem wokół palca kosmyki. Beatrice chyba już nie ma siły, położyła się przy Tobie opierając głowę o Twą pierś, a Adela zaczęła masować Ci stopy.
-
Catherine
Betty a Ty? Niedługo się rozstajemy i nie wiadomo kiedy będzie następny raz a Ty już się zmęczyłaś? - odparła z lekkim smutkiem jednak mimo to położyła jej rękę na głowie delikatnie ją głaszcząc,zaraz też zaczęła cicho mruczeć dzięki Adele i Lothiriel....
-
Catherine:
Wiem... Dlatego chciałam po prostu poleżeć wtulona w ciebie, by nacieszyć się bliskością... Odparłą niegłośno Betty.
-
Catherine
Uśmiechnęła się tylko pod nosem nie zabierając ręki z jej głowy i dalej cicho pomrukiwała w reakcji na pieszczoty swoich ukochanych dziewczyn....
-
Catherine:
Po jakimś czasie wykąpane, wymasowane i rozluźnione, przypomniałyście sobie wreszcie po co przybyłyście do Larii. Królowa acz niechętnie, to wyszła z balii i zaczęła się powoli ubierać. Za nią Betty ciągnąc Cię za rękę a Adela najwidoczniej czeka, aż któraś ją weźmie na ręce.
-
Catherine
Puściła Betty za rękę i wyniosła małą księżniczkę z balii stawiając ją na ziemi i wycierając starannie,po chwili sama zaczęła się ubierać i zagaiła Lothiriel - A co ja mam właściwie powiedzieć Ealdredowi? Z jaką sprawą oficjalnie się do niego udajemy?
-
Catherine:
Powiedz mu prawdę, o Betty... A jak to powiesz, to już zostawiam tobie córeczko, wierzę w ciebie - odrzekła Lothiriel uśmiechając się serdecznie. Podeszła po tym do Ciebie i poprawiła Ci koszulę.
-
Catherine
Jęknęła cicho,denerwowała się swoją misją a do tego sposób w jaki mieli ją wykonać jej za bardzo nie przekonywał.... - I jeszcze jak ja wyglądam? Już za samo to może mnie kazać ściąć,damą to ja nie jestem....
-
Catherine:
Dasz sobie radę, to honorowy człowiek i nie musisz się obawiać, że ci coś zrobi - rzekła Lothiriel, ale pierścień na jej palcu nie lśni...
-
Catherine
Westchnęła ciężko i tylko przytuliła się do niej,nie rozumiała jej optymizmu ani tak wielkiej wiary w jej możliwości....
-
Catherine:
Matka często wie lepiej od swej córki, na co tą stać skarbie... Szepnęła Lothiriel.
-
Catherine
Kiedy znów się z Wami spotkamy? - zmieniła nagle temat - Niedługo,prawda?
-
Catherine:
Nie wiem, naprawdę nie wiem, może jutro, może pojutrze a może i za kilka dni...
-
Catherine
Nagle wyraźnie posmutniała - Zatem do zobaczenia kochane....,znajdźcie najpierw Betty jakąś ładną suknię bo teraz wygląda okropnie....
-
Catherine:
Wiem, wstąpimy do krawca po drodze - odszepnęła Lothiriel i zaczęła szlochać, przytulając was wszystkie. No idźcie już, ty Betty przygotuj konie, ja muszę chwilę pobyć sama.
-
Catherine
Chodź Betty,pomożemy Ci - powiedziała biorąc ją i Adele za rękę,pocałowała jeszcze Lothiriel w policzek i szepnęła - Pamiętaj że Cię kochamy,nic nam nie będzie,zatroszczę się o siebie i Adele.... - i zaraz po tym ruszyła w stronę wyjścia z zamiarem udania się do stajni
-
Kersijana
Pozwoliła się rozebrać i weszła do bali z wodą... A co masz na myśli mówiąc o urozmaiceniu uniesień? Spojrzała na niego z zaciekawieniem ale i ze zdziwieniem.
-
Kersijana:
Chociażby ogórek między dwoma pomidorami... Odparł Elrohir przykładając głowę między Twe piersi.
-
Kersi
Zaśmiała się głośno... Ej no... Nordolczyku... Co to za język? Ogórek między dwoma pomidorami? Kersi chwilę głaskała lubego po włosach gdy ten miał głowę na jej piersiach... A nie możemy sobie tylko poleżeć? Wiesz, nie zrozum mnie źle ale nie czuję się najlepiej.. Kersi przyłożyła palce dłoni rozmasowując swe skronie...
-
Kersijana:
Nie pasuje ci to określenie? Hm... Znam się nieco na poezji, ale na biegu niczego lepszego wymyślić nie potrafię. Skoro chcesz tylko poleżeć i wypocząć, niech tak będzie, ale myślę że masaż pomoże ci w rozluźnieniu... Rycerz zaczął masować Twe ramiona, składając na nich co chwila czułe pocałunki.
-
Kersijana
Położyła głowę na rancie bali dając się masować... Masz bardzo delikatne ręce... Uwielbiam gdy mnie dotykasz. Powiedziała zamykając oczy. Swe ręce przewiesiła przez balię i leżała odprężając się. Byłeś tu już kiedyś... Opowiedz mi o tym miejscu.
-
Kersijana:
Czasem tu bywałem, owszem. Laria to miasto na pograniczu, strzeże sarleońskich ziem od stron naszych lasów i stepów Jatu. Tutejsi jeźdźcy walczą na modłę koczowników, sprowadzają rumaki z D'Sharu i krzyżują je z sarleońskimi, tworząc rasę szybką oraz silną. Zakon Stanowczego Wezwania zrzesza tutejszych rycerzy, którzy zamienili kopie na łuki by lepiej stawiać czoła szybkim Jatu. Ogólnie Laria opływa w dobrobyt, a większość mieszkańców dobrze obchodzi się z orężem, bo koczownicy często zapuszczają się w pobliże murów.
-
Kersijana
Ziewnęła... Oj wybacz mój miły... Przy Twych dłoniach tak mi dobrze, że odpływać zaczęłam...Kersi powoli wstawała coby wyjść z bali. Muszę odnaleźć księżną... Ciekawa jestem czy królowa już się wypindraczyła.
-
Kersijana:
Elrohir wyszedł sam z balii i pomógł Tobie, chwytając Cię za dłoń. Zaczął Cię po tym wycierać ręcznikiem, pytając - mam tylko nadzieję, Kersi, że będziesz uważać? Nie chciałbym, by ta księżna cię zwiodła...
-
Kersijana
Uff... też mam taką nadzieję. Ale nie przejmuj się,,, Ufasz mi, prawda? Kersi odwróciła się w jego stronę i spojrzała mu w oczy.
-
Kersijana:
Ufam, ale martwi mnie reputacja księżnej - odparł rycerz, kładąc dłoń na Twym policzku. Zatem chodźmy, do zamku udajemy się razem, potem dopiero się rozdzielimy.
-
Kersijana
Poprawiła swoje ubranie. Płaszcz założyła na tę stronę w której wyglądała wytworniej. Zależało jej na tym by zrobić dobre pierwsze wrażenie. Wiedziała, że tak jak Cię widzą tok Cię piszą.... Jak wyglądam najdroższy? chwyciła spodnią część spódnicy i zrobiła kółko w okół własnej osi... śmiejąc się kokieteryjnie....
-
Kersijana:
Urodą naszej królowej nie ustępujesz, jesteś równie śliczna i okazała co ona - odparł Elrohir szczerym głosem, chwytając Cię za dłoń.
-
Kersijana
Pochlebca...klepnęła go w pierś uśmiechając się usatysfakcjonowana i pozwoliła się poprowadzić za rękę do zamku
-
A więc udaliście się w swoją stronę, po czułym i wzruszającym pożegnaniu matki ze swymi córkami. Kersijana z królową, Elrohirem i Betty ruszyła o zamku, po drodze jeszcze wstępując do krawcowej po nową suknię dla królewny. Po tym znaleźli się na dziedzińcu lariańskiego zamku... Dostrzegli po tym, jak pewna bogato ubrana, ciemnowłosa, 40-letnia kobieta dosiada konia, a jeden ze sług przytrzymuje jej strzemię. Owa kobieta jest całkiem ładna, zwłaszcza jak na swój wiek. To księżna, idź do niej - szepnęła Lothiriel Kersijanie.
Catherine zaś ruszyła z Adelą, Margaret i Tristanem do siedziby zakonu Stanowczego Wezwania. Oczywiście miała miejsce mała sprzeczka dotycząca założenia przez małą butów, ta jednak po pewnym czasie uległa. W czasie drogi przez miasto, wciąż siedzi wielce obrażona na koniu siostry...