-
Katarina.
Spojrzała na męża.... Tyle szczęścia mnie tu spotkało... Wiesz... Ludzie... tylu wspaniałych i dobrych ludzi tu... Przerwała myśl. Obawiam się o Boemunda. Nie wiem czemu, ale mam dziwne wrażenie, że....Aż boję się dokończyć. Oboje Z Agnes, niby byli szczęśliwi, ale wydawało mi się, że w ich oczach jednak smutek widziałam...
-
Charles de Tournemire
Nie... Załatwiałem formalności z tamtą parą - westchnął ciężko i począł spisywać akt, tak samo jak w przypadku polaków. Jednocześnie gdy pisał dodał jeszcze - Do aktu wymagane będą wasze podpisy... - gdy skończył podsunął akt Agnes wraz z piórem.
-
Spytko po polsku:
Boemund chwalebną śmierć w boju ma zamiar znaleźć. Ten ślub to jego pożegnanie z Agnes i zapewnienie Jej należnych dóbr. Propozycja nam dana, to też forma zapewnienia Jej bezpiecznej przyszłości, gdy sam przed obliczem Najwyższego stanie. Dość już o tem. Miast smucić się winniśmy się cieszyć swoim szczęściem.
-
Katarina
I cieszę się... podeszła do ukochanego. Naprawdę się cieszę. powiedziała obejmując męża za szyję. Cieszę się jak patrzysz na mnie tymi swoimi mądrymi oczami.Pocałowała najpierw jedno a potem drugie. Cieszę się jak mówisz takie mądre słowa. pocałowała jego usta... Jest wiele powodów do radości...
Techniczny... Jeszcze nie uklęknęła....;D
-
Spytko po polsku:
I jam się cieszę, że pojąłem Cię za żonę. Tak wspaniałą, szlachetną kobietę, która martwi się o innych pocałował Ją w usta. O odważnym, mocno bijącym sercu objął jedną dłonią Jej lewą pierś, a drugą położył na Jej brzuchu Matkę mego dziedzica.
Techniczny:
Na razie w ubraniach :mrgreen:
-
Katarina
Uniosła swą bluzkę coby poczuć jego rękę na skórze brzucha. Mam nadzieję kiedyś oznajmić Ci tę wspaniałą nowinę. Zaprawdę, nawet nie wiesz jaka ja radosna jestem.. Az chce się żyć, aż chce sie śpiewać i tańczyć. nawet nie wiesz ile bym dała by teraz w borze być. Pamiętasz nasze lasy? jeziora? Ale wierz mi, choc ckni mi się za nimi to radam jest, że przebyłam tyle krajów, by w tym piasku Cie znaleźć... Mój Ty kochany....
-
Spytko po polsku:
Pamiętam, lecz z Tobą u swego boku wcale za nimi tęsknię. Zdjął z Niej bluzkę Jeśli zamiast dziedzica dziedziczka na świat przyjdzie, to dla mnie też to będzie radosna nowina. O dziedzica możemy postarać się później rzekł zdejmując z siebie zbroję.
-
Katarina
O czyżbyś badać znowu mnie chciał? zaśmiała się gdy Spytko bluzkę z niej ściągał...Usiadła na brzegu łóżka i uniosła jedną nogę wkładając ją w ręce męża... Wiesz wydaje mi się, że czasami czucia nie mam. zażartowała... Zbadaj mnie dokładnie mój Ty Cyruliku... A nie przegap czasami jakiegoś skrawka ciała....
-
Spytko po polsku:
Nie przegapię uśmiechnął się. Jeno może lepiej byś Ty mym badaniem kierowała, nie chciał bym przez gorliwość krzywdy nienarodzonemu zrobić, jeśliś przy nadziei... odparł gładząc dłonią Jej nogę. Od stopy, poprzez łydkę, coraz wyżej i wyżej.
-
Katarina
Oj głuptasie... Przecie jeśli brzemienna jestem to dopiero od paru godzin... Nie strachaj się i badaj dokładnie...
-
Spytko
Polskiemu rycerzowi nie trzeba było tego drugi raz powtarzać. Przeprowadził "badanie" bardzo sumiennie, tak jak życzyła sobie tego żona.
-
Katarina
Teraz gdy byli już poślubieni nie musiała się obawiać by nie być za głośno. Zresztą wcześniej tez sobie z tego nic nie robiła za bardzo bo wiedziała, że w razie czego jej luby postara się o to by ewentualny czepialski miał na jakiś czas problem ze słuchem...
Tak czy siak nie miała zamiaru poprzestać na pierwszym badaniu, wszak i męża należało dokładnie Sprawdzić...
-
Charles:
Agnes podpisała się za siebie i męża na akcie - Boemund i tak nie umie pisać, mój podpis musi więc wystarczyć. A to za to, że dla dobra wiernych odważyłeś się, by złamać zakaz Kościoła, ojcze. Rzekła, po czym wręczyła Ci brzęczący mieszek.
Bertrand:
Aurora zamruczała tylko rozkosznie, ale się nie zbudziła...
Robert:
Dobrze zatem, Agnes będzie potrzebować dobrych rycerzy, by mogła bronić mych ziem. Jak Bóg da, to dotrzecie bezpiecznie do Moulins przez morze, gdy wojna tutaj dobiegnie kresu.
-
Charles de Tournemire
Nie, nie... Pieniądze nie są mi potrzebne. Przekaż je pani na rzecz potrzebujących, bądź innemu bliźniemu swemu - odmówił i oddał mieszek Agnes. Pieniądze naprawdę nie były mu do niczego potrzebne, bo na co by je wydał? Inni bardziej ich potrzebują, a o niego i tak będzie dbać zakon...
-
Robert
Twoja żona jest dla mnie jak siostra Panie,na pewno jej nie opuszczę bez względu na okoliczności.... - powiedział szczerze mocniej tuląc do siebie Charlotte
-
Bertrand
Ułożył Aurorę wygodniej na łóżku i usiadł na krześle obok.
-
Charles:
Niechaj więc tak będzie... Doceniam to, doceniam - odpowiedziała nieco zaskoczona, po czym odwróciła się i wyszła z kaplicy, a za nią podążyli Oswald z Hugonem, stojący nieco dalej.
Robert:
Boemund uśmiechnął się lekko i zatonął w oczach swej siostry...
-
Robert
Jako że był już nieco zmęczony wydarzeniami dzisiejszego dnia i ciągłą troską o ukochaną ułożył się obok niej na łożu,objął ją i spróbował zasnąć nie bacząc na obecność jej brata wiedząc że nic im z jego strony nie grozi....
-
Charles de Tournemire
Skinął jej głową na pożegnanie, po czym szybko zaczął przebierać się i przywracać wszystko do pierwotnego porządku. Od razu po tym zabiera wszystkie swoje rzeczy i wychodzi z kaplicy do zamkowej kuchni coby coś zjeść...
-
25 listopada 1177 roku, brzask, pożegnanie i wymarsz...
http://1.bp.blogspot.com/-aOpRQ4AR9M...0/deIbelin.jpg
Kwiat rycerstwa Jerozolimy i przybyłych z Europy krzyżowców zebrał się na wielkim dziedzińcu przed głównym budynkiem pałacu królewskiego. Król spogląda na wszystkich dosiadając swego rumaka, stojącego na podwyższeniu przed samym wejściem do al-Aksa. Rycerze żegnają swoje damy oraz odmawiają różaniec, księża udzielają spowiedzi i błogosławieństwa wyruszającym na bitwę mężom. W oczach wojowników Chrystusa widać wiele uczuć, smutek, ulatniającą się nadzieję, ale i kontrastującą z nimi odwagę oraz chęć do bitwy. Wszyscy znaleźliście się wśród nich.
Pośród tego zacnego rycerstwa są - Boemund de Moulins, stojący na czele chorągwi św. Łazarza, mając za sobą trzydziestkę zaprawionych w boju i brawurowych do szaleństwa zakonników, Rajmund, hrabia Trypolisu ze swymi zbrojnymi, Reynald, książę de Chatillon prowadzący wielu wojowników, bracia de Ibelin, baron Roger de Wigan, Wielki Mistrz Templariuszy ze swymi zakonnikami, z Oswaldem de Chastelneuf wśród nich, takoż Wielcy Mistrzowie Joannitów, Bożogrobców i pomniejszych zakonów. Widzicie też Godwyna Bjornssona, jego przyjaciela Szkota Duncana, oraz Gawaina de Bijoun.
Pani Agnes de Montmirail stoi obok swej ukochanej szwagierki, która już coraz lepiej się czuje, oraz panienki Aurory, córki hrabiego Trypolisu, także obok niej jest Elisabeth z Wayren, którą nie wszyscy z was mieli okazję poznać.
-
Robert
Podszedł do Charlotte i mocno ją przytulił podnosząc ją przy tym lekko do góry a także obcałowując jej policzki i szyję,gdy skończył postawił ją na ziemi i wyszeptał - Aniele mój,rad jestem że w lepszym zdrowiu zostawiać mi Cię przychodzi....,weź proszę to,na przechowanie - zdjął z szyi swój krzyż wręczając go do jej rąk - wiele dla mnie znaczy...., w ten sposób cały czas cząstka mnie przy Tobie będzie - po czym podszedł do Agnes,równie mocno ją przytulił całując czule w policzek i mówiąc cicho - Tak krótko się znamy a jesteś dla mnie jak siostra....,dbajcie o siebie nawzajem i wypatrujcie mojego powrotu - po czym wypuścił ją z objęć i zrobił kilka kroków do tyłu patrząc na nie obie z uśmiechem
-
Charlotte wzięła krzyż od Normana, ucałowała go i założyła na szyję. Nie dała rady powstrzymać płaczu, Agnes mocno ją do siebie utuliła głaszcząc po głowie. Żegnaj Robercie, żegnaj... Powiedziała pani de Montmirail.
-
Robert
Przytulił jeszcze na moment je obie i powiedział do nich cicho słabo się uśmiechając - Wrócę,przecież obiecałem - po czym odwrócił się na pięcie by nie przeciągać równie trudnego dla niego pożegnania i udał się do swojego wierzchowca
-
Bertrand
Podszedł do niewiast, i choć bardzo chciał przytulić Agnes, to nie próbował rozdzielić jej i Charlotte. Żegnaj Agnes, żegnajcie i Wy, panienko Charlotte i panienko Auroro...
-
Charles de Tournemire
Kapłan rozgrzesza członku swojego zakonu, oraz ich błogosławi słowami:
"Pan nasz, Bóg Ojciec miłosierdzia, który pojednał świat z sobą przez śmierć i cierpienie swego Syna, oraz zesłał Ducha Świętego na odpuszczenie grzechów, niech udzieli wam przebaczenia i pokoju za wszystkie wasze winy, które popełniliście w waszym życiu! Poprzez posługę Kościoła i ja odpuszczam wam grzechy, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego!
Dodaj również siły i odwagi swym wiernym i oddanym sługom, Panie, którzy ruszają ku Twej chwale, by bronić jedynej, słusznej i przenajświętszej wiary jaką jest chrześcijaństwo! Takoż i błagamy Ciebie, by szala zwycięstwa była po naszej stronie, a Ci, którzy nie zaznają tej wspaniałej chwili, prosimy, by dostąpili zaszczytu dostąpienia do Królestwa Niebieskiego!"
Od razu po tym czyni znak krzyża.
-
Żegnaj Bertrandzie - powiedziała Aurora, Agnes natomiast spojrzała na rycerza pełna gniewu i pogardy, wydawało się że zachowuje spokój tylko dlatego, że ma w swych objęciach Charlotte...
-
Bertrand
Alem narobił, ona chyba wszystko wie... Ech, może lepiej będzie, jak nie wrócę z tej bitwy? Jakiś zabłąkany bułat pierś mi rozerwie?... Westchnął ciężko i odszedł do Guillaume'a. Ty też mną pewno gardzisz, co? powiedział ściszonym głosem do wierzchowca głaszcząc go po szyi i dosiadł go zaraz, oczekując wymarszu.
-
Spytko po polsku (przed zbiórką rycerstwa)
Przywdziewając zbroję zobaczył jak jego żona chwyta za swój łuk. Czyżbyś się również na bitwę z niewiernymi wybierała?
-
Katarina
Spojrzała na męża ze zdziwieniem... A juści!.......powiedziała z energią w głosie ...... Chyba nie myślał......łeś, że poz..wolę Ci walcz..yć i nie być, przy Twoim bo.....ku(wyciszając już i zwalniając słowa i głos)... W tej chwili położyła swe dłonie na swoim brzuchu i opuściła w jego kierunku głowę. stałą tak przez chwilę nieruchomo.. Dotarło coś bardzo ważnego do niej....
Rozpłakała się nagle bo zrozumiała, że być może nie ma w swoich rekach już tylko swego życia....
upuściła swój łuk na ziemi i objęła za szyję męża.... Obiecaj mi, prosze obiecaj, że wrócisz.... !
-
Spytko po polsku (przed zbiórką rycerstwa)
Objął żonę i odpowiedział scałowując Jej łzy No już, nie roń śloz, bo serce się mi kraje, jakby niewierny kindżał w nim obracał. Obiecuję iże wrócę do Ciebie. Jak to dawniej w Bizancjum mówili, z tarczą lub na niej. Nie mam zamiaru z Twoich ramion pchać się w objęcia Kostuchy, jak żem Ci już prawił wczoraj. Nie po tom Cię za żonę pojął, by smutek na Ciebie sprowadzać i żałobę. Pytałem się, bo po prostu lękam się o Twe życie, tak jak Ty się o martwisz o moje, a także o żywot naszego dziecka.
-
Katarina
Starała się nie płakać, ale łzy cisnęły jej się same do oczu.... Obróciła się nagle i odchyliła swój warkocz w bok.. Odpinaj... zgięła głowę w dól....czekała czy Spytko odepnie jej naszyjnik od Boemungda
-
Spytko (przed zbiórką rycerstwa)
Odpiął naszyjnik i podał go swej Żonie całując Ją przy tym delikatnie w kark.
-
Katarina
Wzięła naszyjnik od Spytka... Gdy dobrodziej Boemund mi go podarował wszystko zaczęło szczęśliwie się dla mnie układać. Szczerze go dał i szczęście przyniósł. Niech i Ci przyniesie i doprowadzi Cię całego... Zacisnęła naszyjnik w jego dłoniach..... Idź już.... Nie żegnaj się tylko idź.... Usiadła na łóżku i czekała aż mąż wyjdzie...
-
Spytko (przed zbiórką rycerstwa) po polsku.
Zapniesz mi go na kołnierzu kolczym Kochana? Chcę by wszyscy widzieli iż Twój klejnot noszę uklęknął przy łóżku.
-
Katarina
Wzięła naszyjnik w ręce. Powoli zapinała go na szyi męża.
W chwale i z tarczą, wróć do mnie mój miły,
Nie zdzierżę rozstania gdy legniesz zraniony
Niech szarfa ta moja doda Ci siły,
byś kopie mógł skruszyć na wrogu zgubionym.
Zaśpiewała starą pieśń
Pocałowała jeszcze ukochanego
Pamiętaj..... Obiecałeś.....
-
Spytko (przed zbiórką rycerstwa) po polsku.
Odwzajemnił pocałunek Pamiętam wszystkie swoje obietnice którem Ci złożył. Wyszedł z komnaty nie chcąc przeciągać pożegnania, tak jak go żona prosiła i udał się konno na miejsce zbiorki w pełnym rynsztunku.
Spytko (zbiórka rycerstwa) po łacinie.
Podjechał do Roberta Nie mam tu suzerena, walczyć więc będę po Waszej lewicy. Mamy do kogo wracać, więc warto byśmy w bitwie baczyli nawzajem na siebie.
-
Do Spytka i Roberta podjechał czarnowłosy rycerz o ponurym obliczu, Robert go zna - to Duncan. Wielkość jego rumaka jest wręcz przerażająca, ogromny angielski Shire o karej maści. Obok niego Godwyn. Po chwili Szkot się ozwał - z tego co się od mego przyjaciela dowiedziałem, nie macie jeszcze przydziału w żadnej chorągwi. Możecie jechać z piętnastką moich konnych, jeśli chcecie, ty - wskazał na Roberta - dobrym wojownikiem jesteś ponoć, a ty - wskazał na Spytka - też na hardego mi wyglądasz. Jam Duncan z Albaniae - podał prawicę Polakowi.
-
Katarina
Gdy Tylko Spytko Zniknął za drzwiami Szybko zebrała swoje rzeczy i pobiegła do stajni... przygotowała Ognistą..... Mam nadzieje że się mylę Ale możesz mi byc ostatnia szansą by życie me i mego dziecka ocalić....
Wyszła na dziedziniec... Stała gdzieś w oddali by jej rycerz nie zobaczył...
Nie ma zamiaru ruszac z rycerstwem do Walki... Gdy tylko wyrusza pobiegnie do Agnes.....
-
Robert
Tak,zaiste mamy....,cieszę się że będziesz w pobliżu - odparł uśmiechając się na widok Polaka,Szkot nie wywołał w nim tak pozytywnych odczuć jednak pozdrowił go skinieniem głowy mówiąc - Dziękuję Panie, to dla mnie zaszczyt będzie....
-
Spytko po łacinie
Uścisnął prawicę rycerza ze słowami Jam Spycimir z Mstyczkowa herbu Lis. Dla przyjaciół i towarzyszy bitwy Spytko starczy, łatwiej wymówić rycerzom spoza mego kraju.