-
Arstan
Ja skądże, no jasne że ja półgłówku, Archibald prawi mi tu o sojuszu, o potrzebie dogadania się z elfami i o konieczności rozejmu między Mym zakonem a wami uszate nieroby, puszczam płazem trupy mych braci naszpikowane strzałami, zamiast resztki sił poświęcić na odrąbanie ci łba, a ty jak nigdy plujesz sobie na ciała poległych, widzę że jednak nie chcecie rozejmu ostatnie słowa Arstan wywrzeszczał
-
Malcolm
O, a skąd wiesz jak to jest mieć zajęczego kutasa w ustach, panie? Próbowałeś? Rzekł zeskakując z konia. Co za eksperyment? I gdzie jest jakaś stajnia, żebyśmy zostawili konie?
-
Arstan:
Zamilcz, brodaty ćwoku. Znam tego bydlaka, którego truchło oplułem. Na mych oczach gwałcił Noldorkę, niewinną kobietę. Uciekł jednak, gdy tylko mnie spostrzegł. Biedaczka ledwo to przeżyła, a ten łajdak mógł chełpić się swym czynem, należało mu się ocharchanie jego zwłok.
Catherine:
Adela chwyciła bukłak w obydwie dłonie i bez wahania zaczęła z niego pić... Gdy wypiła wszystko, oparła się wygodnie o Ciebie i mruknęła - i ty musisz się trochę obmyć, chodź, woda jest dość ciepła, nie zaszkodzi ci siostrzyczko.
Malocolm, Malacath:
Nie, wiem jak torturowani reagują na wpychanie im zajęczego fiuta do ryja. Co do eksperymentu, powiedzmy że próbowaliśmy stworzyć idealną rasę koni, zrobiliśmy krzyżówkę demonicznego rumaka z lariańskim i wyszła... Bestia, która grzmoci wszystko co się rusza. Zamknęliśmy siłą cholerstwo w klatce, ale doceniwszy jej walory bojowe, mamy nadzieję, że uda się ją oswoić.
-
Arstan
Skoro tak stawiasz sprawę, żegnajcie cni zakonnicy Gryfa i Ty Archibaldzie, nie będę już Wam wadził, powodzenia w knowaniach życzę, ten elf to jakiś upośledzony skoro swoich na swych oczach pozwala gwałcić dorzucił półgłosem
-
Kersijana
Wiatr powiewał rozkosznie osuszając jeszcze mokrawe liście po ulewnej nocy. Kersi patrzyła ja owe liście tańczą do muzyki... Mało istot słuchało śpiewu przyrody, ale jej to nie przeszkadzało. Dostała taki dar od losu i często tańczyła do tej kojącej melodii... Teraz też nie było potrzeby by nie iść tanecznym krokiem.
Chwyciła bok swojej sukni i w pląsie wsłuchując się i nucąc szła w kierunku Mirillia Lassi. Miała powody do radości. Królowa najwidoczniej ja lubiła i nawet nazwała przyjaciółką... Kersi zrobiła piruet z gracją, gdy nagle czas zwolnił... Melodia stała się przeciągła a liście już nie tańczyły a tylko leniwie poruszały...
Kersi usłyszała przemiły głos. taki dający ulgę i ukojenie... Pełen miłości i tęsknoty...
Mamo....! odezwała się gdy ujrzała postać... Jaka Ty piękna... jak zawsze... Kersi z ufnością wyciągnęła do niej dłonie i podeszła w jej kierunku z uśmiechem na ustach
-
Catherine
No dobrze,w sumie wczoraj nie zdążyłam.... - odparła biorąc ją za rękę i udając się z nią nad wodę,po drodze spytała z troską - A Ty jak się czujesz po tym napoju?
-
Malcolm
Parsknął śmiechem. Walory bojowe... zgwałci wierzchowce wroga na polu bitwy? I jak to niby oswoić? Użyj któregoś ze swoich ludzi, żeby mu się oddał, ja nie poświęcę ani siebie, ani mojej Sheili. Rzekł klepiąc klacz po szyi.
-
Arstan:
Morda w kubeł Elrohirze - warknął Archibald w stronę Noldora. Nie przejmuj się nim Arstanie, nawet jeśli prawdę rzecze, to nie powinien był.
Catherine:
Dobrze Cathy... Odrzekła krótko Adela prowadząc Cię za rękę i usiadła obok Lothiriel, pociągając Cię byś także usiadła obok nich. Królowa uśmiechnęła się do was delikatnie. Jak się czujesz Catherine? Wyglądasz na chorą... Spytała, zauważyłaś też, że jej pierścionek lśni błękitną poświatą.
Kersijana:
Córeczko! Krzyknęła Twa matka i przytuliła Cię mocno... To Lothiriel, to ona użyła swej magii, byśmy mogły się spotkać... Szepnęła.
Malcolm, Malacath:
Nie mam pozwolenia wielkiego mistrza, by użyć jednego ze zwiadowców. Potrzebuję kogoś z zewnątrz, zapłacę 20 000 denarów, jeśli się uda. W razie, gdyby ogier was dorwał i chciał gwałcić, wyciągniemy was natychmiast z jego klatki - odparł Ealdred, a Rita nagle się ocknęła i zachichotała.
-
Arstan
Prawdę czy nie, ale ja widząc trupy, odpuściłem sobie uwagi, dopiero jak je jął opluwać zareagowałem, widzę jakiś sens w tej Waszej sprawie, ale jak mam być tylko sługusem, którego się poniża i łaskawie toleruje, to nie godzę się na to. Skoro ja mogę trzymać nerwy na smyczy to i niech elf się opanuje, albo nici ze współpracy, po czym zawrócił konia i zaczął odjeżdżać
-
Catherine
Zakasłała kilka razy i odparła z zatkanym nosem nie odwzajemniając uśmiechu - Czuję się wręcz doskonale,nie wiem o czym mówisz.... - No tylko boli mnie całe ciało i mam gorączkę ale nie takie choroby już przechodziłam i jakoś żyję.... - pomyślała wstając i odchodząc od Lothiriel na dobre kilka metrów,dopiero wtedy usiadła,zdjęła swoje buty i zaczęła dość szybko obmywać swoje stopy.... - Ehh,musiała się doczepić....,umyję nogi i twarz i już mnie nie ma....