-
Catherine
Zaczynało ją już trochę nudzić wysłuchiwanie jaka to nie jest ładna i wspaniała,westchnęła cicho i przystawiła mu delikatnie bukłak z wodą do ust by pomóc mu zaspokoić jego pragnienie.... - Jak już chce mnie komplementować to by wymyślił coś nowego hihi
-
Catherine:
Tristan napił się wody z Twą pomocą i opadł na poduszkę. I opiekunka też z ciebie niezgorsza, twa delikatność i troska przypominają mi młodzieńcze lata, kiedy chorowałem pod okiem matki.
-
Catherine
Niezgorsza?!Pfff!Najlepsza jaka może być,tylko Lothiriel w tym ustępuje.... - odparła z uśmiechem chowając bukłak do torby, i spojrzała na Adele poprawiając jej włosy - Ehh,jak bardzo bym chciała mieć własne dzieci....
-
Catherine:
Tak, istotnie najlepsza... Wiesz, pani, chyba jednak takiego pecha w życiu nie mam, skoro znalazłem się pod twą opieką - rzekł Tristan uśmiechając się delikatnie.
-
Catherine
Może faktycznie,jeśli tak by na to spojrzeć.... - odparła odwzajemniając delikatny uśmiech i powoli wstając - Zajrzę tu jeszcze po obiedzie i rozmowie z Sir Ealdredem....
-
Kersijana
Gnała na przód za księżną gdy ta się oddalała. Musiała przyznać, że naprawdę jest miła i bardzo ładna... Zastanawiała się nad słowami Elfa.... Chyba przesadzają... Normalna kobieta... Nie wiem czego oni od niej chcą... Może jej zazdroszczą...
-
Kersijana:
Jadąc bardzo szybko dotarłyście po jakimś czasie do sporej rzeki. Okolica jest przepiękna, jest wiele kolorowych kwiatów, tworzących barwny kontrast, a także różne odcienie zieleni. Księżna rzekła - masz rację... To było cudowne, masz wspaniałego konia.
Catherine:
Życzę ci smacznego, pani, i tobie, Adelo... Na odchodne jeszcze powiedział Tristan, a wy dołączyłyście do czekającej na zewnątrz Margaret. Zostałyście potem doprowadzone do komnaty Ealdreda. Ściany przyozdobione są w kilku miejscach tarczami i mieczami, a na jednej wisi duża płachta z herbem zakonu. Na środku ustawiony jest spory stół, a na nim wszelakie jadło, głównie mięsiwo. Marszałek czeka już na was u krańca stołu z jakąś piękną dziewczyną u boku, która wygląda na schorowaną. Poznajcie mą córkę, Ritę - rzekł.
-
Catherine
Witaj pani....Wybacz panie nietakt,przez okoliczności w jakich się poznaliśmy nie dane nam było jeszcze przedstawić naszych imion....Nazywam się Catherine,to moja siostra Adele i przyjaciółka Margaret,rycerz,który przybył z nami to Tristan.... - rzekła,kolejno przedstawiając swoje towarzyszki,po chwili dodała nie mogąc się powstrzymać - Dobrze się czujesz pani? Wyglądasz na nieco chorą....
-
Kersikjana
Wiem, Jest mi droższy niż najbardziej drogocenny skarb na tej ziemi... Kersi pogładziła rumaka... odpięła mu popręg jak i również rumakowi księżnej... Po chwili milczenia zaczęła zrywać przypadkowe kwiaty plotąc z nich wianek... Wybrałaś piękne miejsce na spacer... Czy sama chciałaś tu jechać? gdybym nie przyszła przywitać się z księżną nigdy byś mnie nie poznała.... Kersi nadal wiła wianek powoli spacerując.
-
Catherine:
Miło mi poznać, tak... Pochorowałam się ostatnio, ale już mi nieco lepiej. Jak ulewa była ogromna kilka dni temu, akurat byłam na stepach Jatu - odrzekła Rita. Ealdred zaś powiedział - siadajcie!
Kersijana:
Anna spacerowała wraz z Tobą, mówiąc - zawsze tu jeżdżę, jest tak pięknie... I przyjemnie, ale prawdą jest że z tobą o wiele milej, niż samotnie. Masz zręczne dłonie, nie potrafiłabym tak szybko pleść wianka.
-
Catherine
Ach,rozumiem.... - odparła Ricie i zajęła miejsce,starała się nie dać po sobie poznać jak obco czuje się przy tak suto zastawionym stole jednak nie do końca jej to wychodziło....Nie wiedziała także za bardzo jak się powinna zachowywać....
-
Kersijana
Piękność szuka pięknego miejsca i znajduje.... Znaczy, że marzysz o czymś.... Skończyła pleść wianek i włożyła go na głowę księżnej... Nie ciekawi Cię Pani Co Nordolka robi w Twym mieście?
-
Catherine:
Mimo krępującej sytuacji, otuchy dodała Ci Adela przykładając swoją nogę do Twojej i delikatnie ją gładząc palcami. Margaret z Ritą coś cicho gadają niezrozumiale, ale wyglądają już jak dobre koleżanki. Ealrded rzekł - a więc, jakaż to sprawa cię tu przywiodła, pani?
Kersijana:
Anna ucieszyła się gdy założyłaś wianek na jej głowę. Ciekawi mnie, ale nie chciałam psuć chwili... Odparła patrząc Ci w oczy.
-
Catherine
Dzięki siostrze poczuła się nieco lepiej i odparła - Wpierw panie muszę Was prosić byście dali słowo że to co powiem nie opuści tej komnaty....Wydajecie mi się być ludźmi honoru ale to sprawa zbyt wielkiej wagi....
-
Catherine:
Oboje złożyli przysięgę i zaczęli Cię uważnie słuchać...
-
Catherine
A więc przybyliśmy tu z ramienia Beatrice,prawowitej następczyni tronu Sarleonu,uzurpator Ulryk wymordował jej rodzinę i przejął tron siłą,tylko ona ocalała....Przybyliśmy by prosić o to by Twój zakon panie,udzielił jej wsparcia i pomógł w odzyskaniu tronu....Mimo że jest młoda to ma odważne i wielkie serce,dobre i prawe,jest także szlachetna i waleczna,a przy tym ma bardzo mądrą opiekunkę,noldorską szlachciankę,która zastąpiła jej zmarłą matkę i wychowała jak własną córkę,może i zdarza jej się wciąż popełniać głupstwa z racji młodego wieku ale jestem pewna że będzie dobrą królową.... - mówiła szczerze i z pełnym przekonaniem we własne słowa,a niepewność malała z każdym kolejnym wypowiedzianym słowem aż wreszcie zniknęła zupełnie
-
Catherine:
Ealdreda bardzo zdziwiły Twe słowa... Beatrice powiadasz... I akurat do mnie się skierowałaś, musisz więc wiedzieć, że wielki mistrz mego zakonu jest kutasem którego nie obchodzi nic od dawna. Ale jest problem, Ulryk jest dobrym wodzem i wojownikiem, nie będzie łatwo nastawić rycerzy przeciw niemu. Nie mówiąc o tym, że i ja póki nie poznam tej całej Beatrice, nie złamię przysięgi... Która wprawdzie jest nieważna, jeśli to co mówisz jest prawdą.
Rita wtrąciła - a ładna chociaż ta Beatrice?
-
Catherine
Tak,jest śliczna i urocza hihi - odparła Ricie,jednak zaraz spoważniała,chrząknęła i dodała - Przysięgam że to co mówię jest prawdą....Beatrice może ma wady,bywa niezdarna i niemądra jak każdy z nas gdy był w jej wieku,ale odwagi i serca do walki mógł by jej nie jeden Twój rycerz pozazdrościć,do tego świetnie radzi sobie z mieczem i nie ustąpi uzurpatorowi pola w prowadzeniu ludzi do bitwy....
-
Kersijana
Równie spojrzała jej w oczy lecz można w nich było odczytać zakłopotanie... To trochę krępujące gdy tak na mnie patrzysz....
-
Kersijana:
Och wybacz, nie chciałam cię wprawić w zakłopotanie - rzekła Anna, nieco się uśmiechając. A więc... Co cię sprowadza do Larii Kersi?
Catherine:
Hehe, to widzę że idealna dziewczyna z niej nie jest, ale to jak z Ritą więc mi nie przeszkadza hehe - rzekł Ealdred uśmiechając się do córki, a ta mu w zamian język pokazała.
-
Catherine
Zachichotała cicho już całkiem rozluźniona,mimo nieprzyjemnego pierwszego wrażenia zaczynała całkiem lubić Ealdreda i jego córkę,do tego była z siebie dumna i zadowolona że udało jej się w pełni wykonać powierzone zadanie.... - Zależy panie jakie się ma oczekiwania wobec dziewczyny,dla jednych właśnie taka niewiasta wydała by się idealna....A Ty pani masz już może jakiegoś wybranka? - zapytała z uśmiechem
-
Kersijana
Nie wiem Jak Ci to mam powiedzieć byś źle tego nie odczytała... Wraz z przyjaciółmi podróżuję od jakiegoś czasu i w końcu zawitaliśmy do tego pięknego miasta... Dostrzegłam Cię i postanowiłam powitać.. To Ty mnie zaprosiłaś na przejażdżkę. Poznawanie nowych ludzi nie jest niczym nadzwyczajnym. Nigdy nie wiemy czy nie spotkamy Przyjaciela... Kersi wsunęła dłoń w jej rękę... Wydajesz się być samotna i zagubiona.... Może to był impuls bym się pierwsza odezwała....
-
Kersijana:
Może... Nigdy nie wiemy co nam los gotuje. Anna uścisnęła Twoją rękę. Jej dłoń jest przyjemna w dotyku i ładna, choć z pewnością nie tak piękna jak za lat jej młodości. Wiesz... Męża nigdy nie kochałam, a wyszłam za niego bo byłam głupia, chciałam być księżną... I jestem, ale co mi z tego... Jedyne co, że mam wspaniałą córkę.
Catherine:
Nie mam... Ostatni, który mi się spodobał udusił się przyrodzeniem demonicznego rumaka - odparła Rita, a Ealdred aż się zakrztusił powstrzymując z trudem śmiech. No cóż... Chciałem stworzyć nową rasę koni bojowych, nie wiedziałem że będą zboczone - wyjąkał chrząkając, po chwili jednak zaczął normalnie już oddychać. Margaret zasłoniła dłonią twarz i nieco zzieleniała.
-
Catherine
Hihi,och,wybaczcie,ale zmieńmy temat,Margaret źle znosi choć by myśl o....no wiecie.... - rzekła wstając od stołu,podchodząc do przyjaciółki,obejmując ją delikatnie i mówiąc cicho - Już dobrze,myśl o czymś miłym,na przykład o swojej ojczyźnie,albo o nas,swoich przyjaciółkach....
-
Kersijana
Ja nie mam męża, ale mam wspaniałego rycerza.... Jemu oddałam serce i duszę.... Córkę powiadasz? Kersi przyłożyła swą dłoń do swego brzucha...Zamilkła na chwilę wpatrując się na tę dłoń w zadumie i zamyśleniu... Ja nie mam...i nie wiem czy kiedyś będę miała.
Po dłuższym zamyśleniu robiąc powoli parę kroków odezwała się
Nie kochałaś a wyszłaś za mąż... Odważne wyznanie do nieznajomej Ci osoby....
-
Catherine:
A, bo ona z Veccavii... Domyśliła się Rita uśmiechając się do Margaret. Gwardzistka po chwili się uspokoiła a jej twarz przybrała normalne barwy. Już lepiej, dziękuję kochanie - szepnęła do Ciebie. Ealdred zaś szepnął do Adeli coś i oboje się roześmiali głośno.
Kersijana:
Tak nieznajomej... Ale miła jesteś bardzo i czuję jakbyś była moją dobrą przyjaciółką, nie wiem czemu... Usiądziemy nad rzeczką? Spytała księżna opierając głowę o Twe ramię. Skoro masz wspaniałego rycerza to się raduj... Szepnęła jeszcze.
-
Catherine
Tak z Veccavii....Nie ma za co moja droga.... - odparła i ucałowała ją czule w policzek,po czym zajęła z powrotem miejsce obok siostry i zapytała z uśmiechem - Czy powinnyśmy o czymś wiedzieć?
-
Kersijana
Uśmiechnęła się skromnie na słowa księżnej...Kiwnęła z aprobatą Ani i usiadła,,,zanim jednak usiadła ściągnęła swój płaszcz i rozłożyła go jak koc...Dłonią poklepała miejsce obok siebie zapraszając ją by i ta usiadła... Popatrzyła na rąbek swojej sukienki... Wybacz że taka niechlujna jestem by w obszarpanym ubraniu paradować ale nie mam innej... bawiła się jakąś sterczącą nitką z sukienki. Jest wspaniały i taki dobry... Za nic w świecie nie wyobrażam już sobie życia bez niego... Myślisz że miłość?
-
Catherine:
A nic takiego, potem ci powiem - odparła Adela chichocząc. Odwróciła zaraz swoje krzesło w Twoją stronę i położyła Ci nogi na kolanach, przymykając oczy.
Kersijana:
Na pewno miłość, skoro to czujesz... Ważne, że jesteś z nim szczęśliwa. A co do ubrania, nie przejmuj się, normalne że tak wygląda kobieta w podróży - odparła Anna siadając i zdejmując buty.
-
Kersijana
Ale masz śliczne stopy!... Zachwyciła się nagle... Skoro Ty mi wyjawiłaś swoją tajemnicę to i ja Ci wyznam pewien sekret... Nie wiem czy to normalne ale lubię dotykać piękne stopy pięknych kobiet... Mogę Ci je umyć? Kersi zerwała się nagle i przyklękła na oba kolana kładąc jej stopy na swoich udach... Zaczerpnęła odrobinę wody i zaczęła je obmywać... Nie czekała nawet na zgodę.
-
Catherine
Później skarbie,nie przy stole.... - odparła szeptem,jednak nie zabrała jej nóg ze swoich kolan i jedynie dopiła kielich wina
-
Kersijana:
Och Kersi... Pewnie że możesz... Ale czemu akurat stopy tak sobie upodobałaś? Spytała z uśmiechem, choć widzisz że jest jej bardzo miło.
Catherine:
Wiem, ale tak mi wygodnie - odparła Adela i zamruczała. Ealdred rzekł - wybacz mi pani, za krzywdę uczynioną twemu rycerzowi. Niefartownie się złożyło, że katapulta ma wadę konstrukcyjną i pocisk poleciał w bok...
-
Kersijana
Bo są miłe w dotyku i piękne? Nie wiem... Naprawdę nie wiem, ale mam słabość do nich i tak samo jak moje ktoś dotyka.... Kersi bardzo delikatnie gładziła jej stopy masując dokładnie i powoli każdy kawałek.... A widzę, że i tobie się to podoba... Uśmiechnęła się do niej.....
-
Catherine
Nie szkodzi panie,domyślam się że nie celowo zniszczyłeś własną bramę hihi,ważne że to tylko rana i już się nim dobrze zajęto.... - odparła z uśmiechem,kładąc jedną dłoń na nodze siostry, jednak zaraz pospieszyła ze sprostowaniem - Ale gwoli ścisłości to nie jest mój rycerz,znam go ledwie parę dni....
-
Kersijana:
Anna pomrukiwała w trakcie tego masażu, cały czas patrząc to na Twoje oczy to na dłonie, które tak zręcznie dawały jej przyjemność. Gdy skończyłaś masować jedną jej stopę, przyłożyła Ci ją delikatnie do podbródka, dotykając go palcami i co chwila smagając nimi po Twych ustach.
Catherine:
Oj tam, ja mojej żonie się oświadczyłem po dwóch dniach znajomości, kochamy się do dzisiaj - odparł Ealdred i się roześmiał. Rita dodała - mój tatuś zawsze miał szczęście, a ja to co... Tyle szukam i nic...
-
Kersijana
Gdy księżna uniosła swą nogę przytykając ją do ust Kersi. Twoja kobiecość właśnie się do mnie uśmiecha... Anno My nie możemy teraz... Jeśli teraz się zapomnimy to skończy się to przelotnym romansem i zapomnimy o sobie.. Dajmy nam szansę się poznać i polubić. Kersi pocałowała jej podbicie stopy głaszcząc ją po udzie. Ale powoli odsunęła ją w dół.... Gdy Intymność księżnej była znowu zakryta uśmiechnęła się do niej znowu... Tak jest o wiele lepiej....
-
Catherine
Jakie to wspaniałe....A gdzie ona jest panie? Chętnie bym ją poznała.... - odważyła się zapytać o wciąż nieobecną żonę marszałka i zaraz dodała do Rity - A Ty pani nie martw się,taka ładna dziewczyna jak Ty na pewno znajdzie swojego wybranka,to kwestia czasu kiedy spotkasz kogoś odpowiedniego....
-
Catherine:
Rita uśmiechnęła się uroczo na Twe słowa. Ealdred zaś odrzekł - jest teraz w Sarleonie, u swego brata. Na pewno się poznacie, jeśli sprawa będzie się tak toczyć. Ale jeszcze dziś wyślę jeźdźców, by ją sprowadzili z powrotem bo szykuje się niezła wojna hehe.
Kersijana:
Ale lubimy się chyba...A ja nie mogłabym związać się z tobą na stałe, tak jak ty ze mną. Mam męża a ty ukochanego... Nie możemy być razem i tak... Dajmy więc sobie nieco rozkoszy, a nasza znajomość niech rozkwita w stronę przyjaźni... Anna wzięła do rąk Twą nogę i zaczęła powoli zdejmować Twój but.
-
Catherine
To prawda,obyśmy wszyscy wyszli z niej cało.... - rzekła nieco smutniejąc bowiem zdała sobie sprawę jak wielkim ciosem by była strata którejkolwiek z ukochanych dziewczyn,na chwilę aż przymknęła oczy i westchnęła ciężko.... - Ehh,kiedyś może i byłam sama ale było łatwiej,nie dało się mnie zranić,a teraz?Ehh,szkoda gadać....
-
Kersijana
Wśród moich przyjaciół jest ktoś kto potrafi czytać w mych myślach... To nie będzie już naszą tajemnicą... Myślisz o dawaniu sobie wzajemnie rozkoszy jak o czymś normalnym? Aniu.... Damy sobie tą odrobinę rozkoszy i przejdziemy potem do porządku dziennego? To się nie uda... Skończy się na tym, że się znienawidzimy.... Wybacz ale ja nie mogę Go zdradzić, choć przyznam że bardzo mi się podobasz i czuję że mam słabość do Ciebie... Kersi nie oponowała gdy księżna ściągała jej trzewika z nogi. Oparła się na łokciach podnosząc nogę. Zdawała sobie sprawę też z tego że i jej kobiecość rezolutnie wygląda na księżną....
Zauważyła jej wzrok.... Wystawiamy się wzajemnie na próbę.... Nie wiem czy jesteśmy na to gotowe....