Tomasz
Skoro tak to ku zamkowi ruszajmy, rozkaz to rozkaz. Z Bogiem konstablu, obyśmy się jeszcze spotkali.
Wersja do druku
Tomasz
Skoro tak to ku zamkowi ruszajmy, rozkaz to rozkaz. Z Bogiem konstablu, obyśmy się jeszcze spotkali.
Spytko po łacinie
Bóg z Wami Panie. Ano rozkaz to rozkaz, jako rzekł imć Tomasz. Co w zamku czynić mamy wie ktokolwiek?
Zanim ruszył rozejrzał się co farys czyni.
Nie czas na rozmowy panowie, gdy dotrzecie do zamku wdacie się w dysputę o tym, co macie w nim czynić! Odparł farys po łacinie nie przerywając galopu. Gnacie przed siebie ile sił w końskich płucach, próbując umknąć ludziom księcia, który wszak dopuścił się samosądu na nie swych ziemiach. Jeśli któreś z was obejrzało się za siebie, dostrzegło konstabla walczącego niczym lew ze zbrojnymi de Chatillona. Widok ten jednak szybko się oddala, jak i wy od zapewne miejsca jego ostatniej bitwy...
Po niedługim czasie szybkiego galopu, widzicie wreszcie mury Blanchegarde. Jest to całkiem spory zamek z wywieszonymi na basztach chorągwiami. Jego potężne mury dają pewność bezpieczeństwa kryjącym się za nimi chrześcijanom, a w przekonaniu tym utwierdzają tylko dobrze uzbrojeni żołnierze za blankami. Most zwodzony jest podniesiony, brama zamknięta, co daje znać że załoga jest w gotowości i być może obawia się jakiegoś napadu.
Sir George Srogi
Natychmiast otwierać bramę! Zdrada! Zdrada! - ryknął z całą mocą.
Spytko po łacinie
Na rany Chrystusa! Opuszczać most, ino żywo! Rycerzy trzech różnych Zakonów chcą ubić! Tuż pod waszym bokiem! Gniew Wszechmocnego na Was spadnie, jak rychło nie udzielicie schronienia Sługom Bożym! Bożogrobca rozdarł się na cały głos, jak tylko znalazł się w zasięgu słuchu wartowników.
Tomasz po łacinie
Otwierać bramę, widzicie, że nas tylko kilkoro a jam Lazaryta, co po stroju każdy widzi.
Na Boga, otwierać bramę, opuścić most - krzyknął po francusku jeden z sierżantów. Chwilę po tym potężny most zwodzony opadł na ziemię otwierając wam drogę do otwartej już bramy. Zamek okolony jest fosą, jednak nie nawodnioną.
Charles de Tournemire
Kapłan spokojnie wjechał do fortu przyglądając się mu od środka. Poczuł się już trochę bezpieczniej w tych murach zamkowych.
Wjechaliście na zamkowy dziedziniec, mijając żołnierzy delikatnie składających wam pokłon. Na tunikach i tarczach mają herb przedstawiający złotego konia na czerwonym tle - taki sam widzieliście na chorągwiach powiewających nad basztami. Dziedziniec jest całkiem spory, widzicie wejście do palatio, zbrojownie i stajnię. Wszędzie chodzą dość liczni żołnierze i rycerze. W oczy rzuca się wam widok pięciu lazarytów w pełnym rynsztunku, wyglądają oni tyleż dumnie i pięknie co przerażająco. Jeden z sierżantów krzyknął w waszą stronę po łacinie - poczekajcie szlachetni panowie, biegnę po barona Rogera de Wigan!
Charles de Tournemire
Kiwnął głową na powitanie żołnierzy, po czym czekał na przybycie barona.