-
Arstan:
Wracaj, będę go trzymał z dala od ciebie - usłyszałeś słowa Archibalda za swymi plecami.
Catherine:
Lothiriel oparła głowę o kolana i chyba zaczęła płakać... Adela zaś poszła za Tobą siadając obok i pomagając Ci myć stopy. Cathy czemu od niej uciekłaś?
-
Malcolm
Nie jestem poskramiaczem koni ni żadnym innym stajennym, nawet za takie pieniądze, panie. Szukaj sobie innego pachołka. Rzekł podając mu do ręki wodze Marion i siadając z powrotem w siodło Sheili, kierując się do wyjścia.
-
Malacath:
Zaśmiał się pod nosem i odparł - Wybaczcie, ale moja dupa jest chyba więcej warta niż 20 000... Albo i bym rzekł, że jest dla mnie bezcenna, także tego.
-
Catherine
Choć by dlatego że wyznała że widzi całe moje wnętrze....,każdą myśl,uczucie,nastrój....dlatego się jej boję Adele,po prostu się boję,nie potrafię przebywać blisko kogoś kto ma taką zdolność....,bo darem chyba tego nazwać nie można....- odpowiedziała jej patrząc na Lothiriel ze współczuciem,gdy Adele zaczęła myć jej stopy sama zajęła się swoją twarzą i szyją....
-
Kersijana
Och Matulu.... Ile to ja razy Cię już widziałam. i w odbiciu chmur i z snach marzących. Ile to razy chciałam zaczepić jakąś kobietę podobną do Ciebie... Ucałowała ja w policzki...
Mamo... Czemu mi nigdy nie powiedziałaś, że znałaś królową? Byłyście przyjaciółkami... I chyba nadal jesteście... Wiesz? ja chyba też.....
Och jak się cieszę, że się spotkałyśmy....
Elfka jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności nie odczuwała tego, że jej Mama jest już dawno martwa. Nawet nie myślała w ten sposób. Czuła jej dotyk gdy się przytulała, zapach... Była taka realna....
-
Arstan
Będę tak wracał i odjeżdżał aż kręćka dostanę, ostatni raz idę na ustępstwa
-
Malcolm, Malacath:
Gdy rycerz podał wodze Ealdredowi, ten warknął - nie widzisz młocie, że trzymam Ritę i nie mam jak wziąć wodzy Marion? Panienka wyjąkała cicho - Malcolmie, zrób to dla mnie... Podejmij się tego zadania...
Catherine:
Ja cię rozumiem ale ty zrozum ją... Jak ona się musi czuć, gdy uciekasz od niej...
Kersijana:
Bo przysięgałam, że nikomu nie powiem o tej znajomości, gdyż ona opuściła pałac, choć nie powinna tego robić... Nawet tobie nie mogłam powiedzieć córeczko. Mamy niewiele czasu... Tak niewiele... A tyle chciałabym ci powiedzieć, moja piękna Kersi - odrzekła Jana, tuląc Cię mocno i całując w policzek.
Arstan:
Archibald skinął Ci głową. Trzeba coś zrobić z ciałami, ty decyduj co, jako że to twoi bracia. Pochować ich niestety nie mamy czasu.
-
Arstan
Skoro nie mamy czasu to ich zostawmy, taki los wojaka
-
Catherine
Rozumiem ją....,i jej współczuję,naprawdę i szczerze,ale nie potrafię się przemóc.... - powiedziała ze smutkiem,zaś gdy skończyły ją obmywać dodała - Idź do niej i powiedz że pojedziecie w jednym siodle,ucieszy się....
-
Catherine:
Ja się potrafię przemóc, a ty nie potrafisz? Spytała, siadając Ci na kolanach tyłem i opierając o Ciebie, stopami gładząc delikatnie Twe nogi a dłońmi chwytając za Twe ręce.
Arstan:
Niech tak będzie, ruszajmy więc... Naprzód! Rozkazał Archibald, dosiadając rumaka.