-
http://img11.deviantart.net/ee80/i/2..._giacobino.jpg
Rycerze z hufca Duncana wybuchnęli śmiechem po modlitwie Spytka. Wybić ich, zarżnąć jak prosiaki, ha! Krzyknął Godwyn.
Wszystkie chorągwie, jedna za drugą ruszały do szarży. Królewska na czele, przeganiana powoli przez rycerzy świętego Łazarza prący do bitwy z największą ochotą, ze swym dzielnym konstablem. Wszyscy galopowali wykrzykując swoje zawołania bojowe, stukot setek kopyt, rżenie rumaków... Nikt i nic nie mogło powstrzymać tego pięknego hufca, pięknego - acz równie przerażającego.
Słychać świst pierwszych strzał, całego ich deszczu, który spadł na was. Nic to nie dało. Hufiec wciąż parł naprzód, niestrudzenie, żadna ze strzał nie przebiła kolczug rycerzy. Naprzeciw wojowników Chrystusa widać wielki półksiężyc saraceńskiej jazdy - farysów, cwałują na swych zwinnych koniach, dzierżąc włócznie w dłoniach.
Pierwsze starcie zakończyło się zaraz po samym jego rozpoczęciu. Szeregi saracenów, mimo że dobrze uzbrojonych, pokotem padły pod kopytami potężnych destrierów jerozolimskich rycerzy. Przeraźliwy krzyk rannych, konających w agonii... Farysi uciekli w popłochu by się przegrupować i ponownie uderzyć, w międzyczasie nacierająca na chrześcijan piechota została odparta. Wkrótce też przybyli piesi zbrojni królestwa, walcząc nie mniej zacięcie jak rycerze.
Nadciągnęła kolejna fala niewiernych, tym razem jednak bitwa rozgorzała na dobre, chrześcijanie utracili impet, zmuszeni teraz ciąć na mieczach swych wrogów. Wszystkie kopie skruszone, ci co je mieli zrobili z nich znakomity użytek.
Spytko, Robert:
Chorągiew Duncana wraz z Lazarytami znalazła się w okrążeniu. Walka jest bezlitosna, saraceni napierają bez ustanku. Na razie wasze straty niewielkie, ale wątpliwe byście długi się utrzymali na tej pozycji. Dostrzegliście jednak niewielką lukę w kręgu atakujących, jeśli tak można nazwać kilkunastu piechurów strzelających do was z łuków, wydają się jednak łatwym celem dość...
Adriano, Bertrand, Katarina:
Znaleźliście się obok siebie, wraz z Agnes. Obydwu kobiet nikt nie rozpoznaje. Zabójcze cięcia mieczami, toporami i buzdyganami padają zewsząd. Z tego co dostrzegacie z dość daleka, chorągwie - szkocka i św. Łazarza znalazły się w okrążeniu.
-
Spytko po łacinie
Rąbiąc mieczem dostrzegł lukę w szeregach niewiernych. Mości Duncanie! Tam mniej tych psów! Atakujemy?! wydarł się.
-
Robert
Okrutna broń Normana opadła po raz kolejny tego dnia tym razem posyłając do grobu jakiegoś młodego farysa,gołowąsa co to w pierwszej bitwę właśnie brał udział....,kątem oka dostrzegł słaby punkt broniony przez zaledwie kilkunastu pieszych. Z tego co pamiętał z potyczki na pustyni Saraceńska piechota nie prezentowała sobą żadnej większej wartości dlatego poparł Polaka drąc się by przekrzyczeć bitewny zgiełk - Spytko dobrze prawi,to sami lekkozbrojni piechurzy zaledwie w łuki wyposażeni,rozbijemy ich bez trudu!
-
Adriano
W wirze walki pchnął mieczem w samo serce kolejnego farysa i kupił sobie nieco czasu by szybko omiatać wzrokiem okolice i ocenić czy mają jakieś szanse na przedarcie się do okrążonych chorągwi.
-
Katarina
Widząc że chorągiew w której Spytko walczy w niebezpieczeństwie się znalazła. dostrzegła również saraceńskich łuczników...
Krzyknęła starając się by jej głos brzmiał grubo... Tam... Rycerze św łazarza przebić się mogą przez łuczników. ino od tył trza ich stratować....
-
Spytko, Robert:
Nie mogę do diabła, nie mam kogo tam wysłać! Odkrzyknął Duncan, rzeczywiście wszyscy jego rycerze nie mieli jak się oderwać. W tym czasie Godwyn uderzeniami swego topora rozłupał hełm jednego z saracenów i uciął mu łeb, aż ten poleciał kilka metrów pod kopyta rumaka Roberta. Ale szarżujcie, jak możecie! Dodał Szkot.
Jednak zdaje się, że wasze okrzyki usłyszał konstabl Boemund, który z dobytym mieczem wpadł w łuczników tnąc ich i siekąc. Trzech ubił od razu, ale jeszcze wielu mu zostało.
Adriano, Bertrand, Katarina:
Agnes usłyszała krzyk Katariny i spróbowała podjechać, lecz nie udało jej się to, bo była atakowana przez dwóch farysów. Co prawda zaraz się z nimi uporała, ale nie dostrzegła już trzeciego i czwartego, którzy to niemal taranem w nią wjechali. Jej rumak się przewrócił, ona sama spadła z siodła, próbuje się teraz jakoś podnieść...
-
Robert
Bez namysłu zaatakował w ślad za konstablem rąbiąc wszystkich którzy byli na tyle głupi by znaleźć się w zasięgu jego ramion....
Techniczny
1 PS w atak i 1 w obronę
-
Spytko po łacinie
Strzymajcie! Jak tylko się wyrwiem uderzym ich od tyłu! ruszył zaraz za konstablem tnąc i rąbiąc wrogów bez krzty litości.
-
Katarina
Bertrandzie,,, Agnes w niebezpieczeństwie.....Krzyknęła do rycerza.....
Bez namysłu ruszyła na farysów,którzy atakowali Agnes... starła się wykorzystać zwinność i szybkość konia. Farysi byli ciężko uzbrojeni(chyba :P) ale liczyła że ich zaskoczy i da to odrobinę czasu na to by Aga się pozbierała....
-
Bertrand
Agnes?! wykrzyczał, usłyszawszy wołanie Katariny. Zawrócił od razu wierzchowca i ruszył w kierunku przewróconego rycerza, tnąc bezlitośnie farysów.
-
Techniczny:
A, PS, zapomniałem, że istnieje i jak dotąd nie wydałem go w całej przygodzie :mrgreen: 2 PS na atak w tej bitwie zatem poproszę.
-
Adriano
Gdy zorientował się że Agnes jest w niebezpieczeństwie ruszył na otaczających ją farysów chcąc ich jak najszybciej wybić.
-
Katarina
Pognała i jak szalona tłucze farysów tą swoją szabelką... mając nadzieje że Bertrand jest tuż za nią...
Techniczny
Jako, że na konfie gadaliśmy o PS Kasia jeszcze nie wydaje ich... Jak to dobrze że Sw miała i dawała komu chce a nie komu musi xD
-
Spytko, Robert:
Na szczęście za wami ruszyło też kilku lazarytów i z ich pomocą, bez najmniejszego problemu rozgromiliście łuczników zastępujących wam drogę. Ujrzeliście chorągiew, w której walczą Adriano z Bertrandem, droga do niej stoi otworem ale Szkoci oraz pozostali lazaryci wciąż są atakowani i nie mają jak się wyrwać z kotła.
Adriano, Bertrand, Katarina:
Polska szlachcianka runęła na jednego z farysów tnąc go szablą, nie przebijając jednak zbroi. Mimo to dzięki niej Adriano bez problemu go pokonał i ubił. Kolejnego zaś ściął Bertrand. Agnes, jak i jej rumak powstali, ale ten drugi strasznie kuleje i chyba nie nadaje się do wierzchu. Kobieta skinęła Wam głową, wciąż nierozpoznana.
Tymczasem przebili się z kotła Boemund, Spytko, Robert oraz kilku lazarytów. Obok nich zażarta walka wciąż trwa.
-
Spytko po łacinie:
Trza dopomóc w walce reszcie! Nagle Polak przypomniał sobie, jak łatwo było pokonać tego bękarta templariuszy podczas pojedynku. Gdyby tak samo rozwścieczyć Saracenów, łatwiej będzie z nimi walczyć. Nabrał powietrza w swe płuca i ryknął z całych sił Allah hu saghir, Mahumit khinzir aleadiin!!!*
Techniczny:
*Allah jest mały, Mahomet zwykłym wieprzem!!! - po arabsku
-
Robert
Zawracajmy i na tyły uderzmy,psy niewierne dalej z wielką siłą na naszych nastają! - wykrzyczał głośno dekapitując kolejnego piechura,kątem oka dostrzegł jak kolejny z Saracenów nierozważnie chciał przejść koło pyska Boemunda myśląc że z tej strony niebezpieczeństwo mu nie grozi,wierzchowiec Normana szybko wyprowadził go z błędu i zacisnął swe szczęki na szyi nieszczęśnika w mgnieniu oka ją przegryzając....
-
Bertrand
Widząc, że koń rycerza, którego Katarina uznała za Agnes kuleje, krzyknął do niej Wsiadaj, Guillaume poniesie nas oboje!
-
Adriano
Stara się osłaniać Agnes i Bertranda dopóki ta pierwsza nie dosiądzie wierzchowca.
-
Katarina
Gdyby nie zagrożenie życia Agnes, za nic w świecie nie zdemaskowała by się i przy okazji Agnes.
Oboje na koniu długo nie powalczycie. Krzyknęła w stronę Bertranda... Lepiej wycofać się do Ojca Charlesa.. on chyba na tyłach z rannymi....
-
Bertrand
Tak czy tak pieszo się tam nie dostanie, odwiozę Agnes i postaram się wrócić. Ty też jedź za nami na tyły, Katarino, i nie wracaj już w wir walki, w ogóle nie powinnyście tu przecież być! odparł Katarinie.
-
Katarina
Rozglądając się dookoła czy jakiś saracen nie atakuje ich... Mości Bertrandzie, ale na Boga I Ty panie Adriano... Proszę nie wydacie nas przed Spytkiem ani Boemundem. Oni by się zaczęli o nas trwożyć i przestali by baczenie na siebie... Po co im zaprzątać jeszcze głowę.. Proszę,,, obiecajcie mi to...
Wiem,że Tak prawdziwi rycerze nie wydadzą dam w potrzebie...
Starała się to mówić tak uwodzicielskim i miłym głosem jak tylko umiała, Gdyby nie hełm który Kasia miała na sobie widziałby jej pełen wyraz twarzy i oczy które tak ślicznie się do niego w tej chwili uśmiechają. Zdawała sobie sprawę z tego ze właśnie ten hełm zakrywa jej urok, więc wlała to wszystko w głos...
-
Spytko, Robert:
Okrzyk polskiego rycerza sprawił, że wielu z saracenów atakujących broniących się w kręgu rycerzy, zaczęła nagle się przebijać wystawiając się pod ostrza. Nacierają z furią, ale wielu z nich poległo pod brzeszczotami wojowników Duncana i św. Łazarza, gdyż ogarnięci chęcią ubicia łotra, który obraził Allaha w ogóle nie baczyli na niebezpieczeństwo. Niestety, w końcu rycerze zostali odepchnięci, ulegli masie, nie poległ wprawdzie prawie żaden ale wielu wypuściło swój oręż i zostało rannych. Macie teraz przeciwko sobie około pięć dziesiątek galopujących na was saracenów, rozwścieczonych wielce, zaślepionych żądzą zemsty za tą zniewagę.
Ale droga do chorągwi europejskiej jest otwarta, tamci wykańczają ostatnich swoich przeciwników a wielu przegrupowuje się do ponownego natarcia. Co ciekawe, słyszycie pośród wrzasków bitewnych też kobiece głosy, oraz słowo wypowiedziane przez Bertranda "Agnes"... Widzicie również całą scenę, jaka się tam rozgrywa - rycerz obok okulawionego konia, obalony uprzednio na ziemię powstaje i wskakuje na jakiegoś rączego konia innego rycerza.
Adriano, Bertrand, Katarina:
Zawrzeć gęby! Dobył się kobiecy głos spod zasłony hełmu. Agnes wskoczyła na rumaka Katariny, krzycząc - łap wodze, to będzie szaleństwo jakiego jeszcze nie zaznałyśmy.
Tymczasem widzicie jak na Boemunda, Spytka, Roberta i kilku Lazarytów zmierza masa rozwścieczonych saracenów na koniach taranując walczących w kotle chrześcijan. Rycerze są już bardzo blisko z was, widać ich twarze.
-
Bertrand
A róbcie co chcecie, nie powiem nikomu że Was tu zastałem, skoro sobie tego nie życzycie... rzekł, po czym ruszył wspomóc szkocką chorągiew.
-
Spytko po polsku
Podniósł dłoń z tarczą do swej twarzy i opuścił ją wykonując ruch, jakby gładził długą brodę, po czym zakwiczał przeraźliwie niczym zarzynany wieprz. Roześmiawszy się po tym, obrócił swą klacz i runął cwałem pochylony nad jej karkiem krzycząc Pędź Trzaskawica! Pędź jakby Cię wszystkie diabły goniły! w kierunku europejskiej chorągwi, tak by przeciąć jej drogę i zaprowadzić niewiernych wprost pod ostrza chrześcijańskich rycerzy.
-
Katarina
Podając rękę Agnes, pomagając jej wskoczyć na konia.... Saraceni nie widzieli jeszcze rozeźlonych kobiet.... Widząc Spytka jak zaczyna jechać na łeb na szyję w ich kierunku odezwała się do Bertranda... Chyba nie musisz panie sie już trwożyć o słowo trzymane w tajemnicy... Mąż mój kwikiem wieprza kpi z saracenów znaczy iż dobrą zabawę z pogańskich psów ma....
-
Adriano
Chyba chce ich na nas skierować... - Do Katariny
Czeka na rozwój sytuacji jednocześnie szukając przeciwników w pobliżu.
-
Katarina
A juści... Nie trzeba mądrych ksiąg czytać by wiedzieć że rozwścieczony wróg błędy popełnia większe niżli spokojny i opanowany...
Techniczny
Jeśli jest możliwość i Saraceni są w jakiejś odległości Kasia wyciąga łuk i strzela do czasu aż któryś nie zbliży się do nich ewentualnie Aga, albo któryś z rycerzy nie będą kazali ruszyć do boju albo do ucieczki ;)
-
Robert
Wariat mi się trafił za kompana.....,obu nas zabić chce? Nie wiem co on tam wygadywał ale na pewno nic pochlebnego....- jednak zapomniał o całej tej sprawie gdy tylko usłyszał okrzyk Francuza o rzekomej Agnes a także inne kobiece głosy....- To jakiś żart?Może omamy mam,albo on je ma....,przecież nie zostawiłaby samej Charlotte....,nie zostawiła by,prawda? -pomyślał i bez dłuższego namysłu zawrócił Boemunda w stronę zasłyszanego okrzyku
-
http://luca-ferrotti-pittura.weebly....43145_orig.jpg
Już jeźdźcy saraceńcy mieli wpaść pod ostrza rycerstwa, rozgniewani przez zachowanie Spytka, gdy zagrzmiały potężne rogi wojenne muzułmańskiej armii, dające sygnał do odwrotu. Na to wiekszość ich sił zaczęła w porządku wycofywać się z walki, ale niektóre półksiężyce ich jazdy zostały rozgromione, nie licząc masy piechurów uciekających w popłochu. Z chrześcijan już tylko piechota toczy boje, hardo się trzyma, a rycerstwo ma chwilę oddechu. Znów zagrzmiały rogi, tylko tym razem jerozolimskie, po chwili też do boju ruszyły chorągwie Templariuszy zaś do reszty przyszedł rozkaz, by przegrupować się, odetchnąć chwilę oraz uderzyć ponownie.
Lazaryci oraz Szkoci, którzy wydostali się z kotła w większości żyją, ale ledwo trzymają się na nogach i zapewne nie wezmę udziału w dalszej bitwie.
Oprócz Charlesa, jesteście teraz wszyscy razem, chorągwie w których walczyliście wycofują się zgodnie z królewską wolą. Boemund jest niespokojny wyraźnie, zapewne słyszał imię swej żony...
Ha! To było dobre wystąpienie Lachu! Poczerwienieli jak buraki, saraceny przeklęte! Wykrzyczał Godwyn do Spytka, podjeżdżając do niego, widocznie widział jego wyczyny.
-
Robert
Dobra,udam że tego nie słyszałem,nie będę denerwował biedaka.... - pomyślał widząc stan Boemunda i szykując się do dalszej walki jednocześnie bacznie patrząc na dwójkę "rycerzy" na zadziwiająco drobnym koniu....- Ale jeśli jeden z nich to naprawdę ona....,co strzeliło do łba tej wariatce?
-
Spytko po łacinie:
Ech Godwynie, jakiś chędożony w rzyć Saracen musiał rozkaz odwrotu wydać, a prawie tych psów pod ostrza chorągwi zawiodłem.
-
Katarina
Słysząc Spytka odwróciła się by odjechać gdzieś i się schować. Szeptem do Agnes... Nie możemy pani dać się poznać... Spytko nigdy mi nie wybaczy.... Możliwe że brzemienna jestem, ale na Boga przecie miejsce żony przy mężu jest...
Chwile tak stała, by trącić Błyskawice lekko udami by powoli ruszyć gdzieś na tyły... Jedźmy zanim się zorientują. Pan Konstabl pewnie też nie swój będzie jak Panią obaczy....
-
Nie, zostań Katarino! Nie damy się poznać, nie martw się, wracajmy do szeregu, wracajmy na Boga, wszak coś sobie postanowiłyśmy, nie ma już odwrotu, nie z tej bitwy Katarino, nie z tej bitwy - odszepnęła Agnes obejmując szlachciankę, by dodać jej nieco otuchy.
-
Spytko po łacinie:
O, patrz mości Godwynie, Ci jednego konia dosiadają, ciekawym czy kobietą w łożnicy po bitwie też będą się dzielić ze sobą! roześmiał się głośno.
-
Katarina
Trochę oprzytomniała na słowa Agnes, i choć jeszcze czuła łomotanie serca odwróciła jednak konia i wróciła do szeregu... Odwracając w razie czego wzrok od znajomych rycerzy... Masz rację Pani. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Ino odzywać się nie możemy to nas nie rozpoznają.
-
Agnes zeskoczyła z rumaka i powoli podeszła do Spytka, oraz śmiejącego się z jego słów Godwyna. Zdjęła rękawicę, spoglądając na obydwu rycerzy. Jednakoż widok nie jest taki, jakby się spodziewali. Dłoń owego wojownika jest nader piękna, zdobiona też pierścieniem, jaki kiedyś z pewnością widzieliście...
Boemund tymczasem zatrzymał się, spojrzał w niebo i zamknął oczy...
-
Spytko po łacinie:
Śmiech polskiego rycerza przeszedł w zakrztuszenie. Przepraszam Pani, nie poznałem odrzekł gdy tylko opanował kaszel i pochylił głowę.
-
Katarina
Spuściła tylko głowę... Trza było mi w cytadeli siedzieć i haftować Lisy na chusteczkach... Psia mać....
-
Bertrand
Cóż to za wyśmiewanie dwóch konnych na jednym wierzchowcu? Rozumiem że pieczęć rycerzy Templariuszy też dla Was zabawna?
-
Robert
Wściekł się nie na żarty gdy zobaczył że to Agnes,zagryzł zęby ze złości i ledwo się powstrzymał od urządzenia jej sceny,z trudem się opanowując i gwałtownie zawracając przed nią konia odwracając się tym samym przodem do Saracenów wykonujących jakiś dziwny manewr,więcej na nią nie spoglądając....