-
Catherine:
Tak... Miejmy nadzieję... Ealdred również się nieco zmartwił, tak jak wszyscy tu obecni poza Adelą która... Zasnęła smacznie, z nogami na Twych kolanach.
Kersijana:
Dobrze Kersi... Poprzestańmy zatem na delikatnym pieszczeniu swoich stóp... Choć i ty mnie teraz kusisz - odparła Anna patrząc na Twą kobiecość. Po tym zaczęła delikatnie całować palce u Twej stopy.
-
Catherine
Siedziała tak jeszcze przez chwilę z początku nie zauważając że mała zasnęła,dopiero jej ciche posapywanie wyrwało ją z zadumy - Wszyscy się martwimy a ona śpi jak zabita hihi. Czy jest jakaś wolna komnata gdzie mogła bym ułożyć mojego małego śpiocha do snu? - rzekła delikatnie biorąc Adele na ręce by nie spadła z krzesła podczas snu
-
Catherine:
Niech się prześpi w mojej, to twierdza zakonu, większość łóżek nie jest zbyt wygodnych a u mnie będzie miała jakksiężniczka, chodź zaprowadzę cię - rzekła Rita.
-
Kersijana
Przecie jesteśmy kobietami.. Równie pięknymi i nie musimy sztucznie się ograniczać... Chcesz się wykąpać? Kersi nagle się uśmiechnęła.... No proszę daj się namówić...
-
Catherine
Naprawdę?Jesteś za dobra.... - odparła z wdzięcznością patrząc na nią ze szczerym uśmiechem,od razu wstała z siostrą na rękach od stołu i rzekła przed wyjściem do Ealdreda - Dziękuję za gościnę i wysłuchanie mnie panie....
-
Kersijana:
Tak... Chętnie... Odparła Anna z uśmiechem wstając. Położyła dłoń na Twej szyi, a raczej same palce i obeszła powoli wokół Ciebie delikatnie Cię nimi gładząc. Jeszcze jeden but został ci do zdjęcia, że o sukience nie wspomnę - szepnęła.
Catherine:
Ealdred skinął Ci głową z uśmiechem a Rita zaprowadziła Cię do swej komnaty. Ta jest naprawdę przytulna, na łożu jest zielona pościel, bardzo mięciutka i miła. No, niech się prześpi, ty też się połóż jak chcesz.
-
Catherine
A Ty gdzie będziesz spała? Sama powinnaś odpoczywać.... - odparła przygryzając wargę,zaraz też westchnęła cieżko i dodała - No i miałam jeszcze zajrzeć do Tristan,obiecałam mu....A gdzie Margaret?Nie poszła z nami?
-
Catherine:
Tutaj byśmy się we cztery nawet zmieściły, chyba że nie chcesz spać od razu obok mnie, to wtedy prześpię się u ojca... A Margaret została z nim - odparła Rita.
-
Catherine
Nie wygłupiaj się,mam Cię wygonić z własnego pokoju?Wykluczone.... - odparła z uśmiechem - Zostaniesz z nią na chwilę? Ja w tym czasie wrócę po Margaret i zajrzę do Tristana....
-
Catherine:
Pewnie że zostanę, mogę pogładzić jej włosy? Spytała Rita z uśmiechem, siadając obok dziewczynki.
-
Catherine
Oczywiście hihi,potem miałam jej wymasować stopy ale równie dobrze możemy to zrobić w czwórkę jeśli Ty i Margaret będziecie miały ochotę by się przyłączyć.... - powiedziała na odchodne i udała się w stronę drzwi bowiem niepokoiła ją Margaret sama w jednym pokoju z mężczyzną.... - Kto wie co tej wariatce do głowy strzeli....
-
Catherine:
Rita zaśmiała się cicho, a Ty dotarłaś do komnaty Ealdreda. Usłyszałaś ciekawy dialog:
- Przestań się mądrzyć, spójrz lepiej na siebie niewykastrowany łajdaku!
- Na szczęście to Laria a nie twoja chora Veccavia hehe.
- Chora!? Gdzie jest brzytwa, zaraz będziesz inaczej gadał!
- E! Uważaj damulko, bo nie pozwolę ci się tknąć, pomyśl o mojej żonie, hah! Nie ucieszy się że jej mąż stracił przyrodzenie!
- Skoro była na tyle głupia, by wiązać się z niewykastrowanym łachudrą, to niech ma!
Wreszcie zobaczyłaś na własne oczy jak się kłócą...
-
Catherine
Westchnęła ciężko - Ehh,czemu wiedziałam że tak będzie? - weszła jak burza do komnaty i stanęła między nimi tak że Margaret miała jej oblicze przed sobą,wiedziała że to ją najlepiej uspokoi i powiedziała łagodnie - Proszę,wystarczy....I tak nie dojdziecie do porozumienia a zaraz komuś stanie się niepotrzebna krzywda....Możecie zakończyć ten bezsensowny spór?
-
Catherine:
Owszem, ale i tak uważam że te jaja mu niepotrzebne - odparła Margaret, obróciła się na pięcie i wyszła z komnaty. Ealdred roześmiał się tylko, mówiąc po tym - wybacz, pani za kłótnię z twą przyjaciółką, ale sama zaczęła opowiadać o tym, że w Veccavii wszystkich kastrują.
-
Catherine
Nie szkodzi,prawdę mówiąc sama uważam to za okrutne i barbarzyńskie ale za bardzo ją kocham by jej to powiedzieć....Wiem że bym ją jedynie zraniła a i tak dalej by obstawała przy swoim.... - rzekła szeptem tak by tylko on mógł ją usłyszeć - A teraz wybacz panie,idę po nią zanim znowu zacznie się z kimś kłócić....
-
Hejcia. Nie wyrobię na 17.... bezpieczna godzina to 20.... przepraszam za klopot
-
Catherine:
Margaret czeka na Ciebie na zewnątrz komnaty, trzyma ręce skrzyżowane na piersiach i tupie nogą w podłogę.
Techniczny do Werki
Nie ma problemu, i tak wam praktycznie osobno prowadzę, więc jak nie o 17 czy 18 to o 20 się pogra bezproblemowo.
-
Catherine
Skarbie,mogę Cię o coś prosić? - podeszła do niej i delikatnie wzięła ją za ręce wpatrując się w jej oczy
-
Catherine:
Veccavianka odwzajemniła spojrzenie w oczy mówiąc miłym głosem - możesz Cathy...
-
Catherine
Pojechała byś dla mnie do nich aby je poinformować o wszystkim? Pewnie strasznie się denerwują,zwłaszcza Lothiriel....
-
Catherine:
Tak, chętnie... Szepnęła Margaret i delikatnie cmoknęła Cię w usta, po czym uśmiechnęła się i szybkim krokiem zaczęła podążać do wyjścia.
-
Catherine
Spojrzała na nią zaskoczona i westchnęła cicho,mówiąc zanim wyszła - Tylko wróć szybko bo i ja się będę martwić.... - po czym odprowadziła ją wzrokiem a gdy jej przyjaciółka zniknęła w drzwiach dotknęła dłonią swoich ust - To było całkiem miłe....Ale Lothiriel mówiła że to normalne....,bo to jest normalne,prawda? - stała tak jeszcze kilkadziesiąt sekund aż w pewnym momencie otrząsnęła się z letargu i udała się do komnaty Tristana zgodnie ze swoją obietnicą
-
Catherine:
Zastałaś Tristana leżącego na plecach obok poduszki, prześcieradło jest nieco pościągane, chyba nieźle się szamotał. Na Twój widok wyraźnie się ucieszył, mówiąc słabym głosem - to piękny sen, czy naprawdę jestem najszczęśliwszym pośród rycerzy?
-
Catherine
Zaśmiała się cicho,usiadła na skraju łoża i zasypała go pytaniami - Jadłeś coś? I czemu leżysz obok poduszki a prześcieradło wygląda tak jak wygląda? Miałeś jakiś koszmar?
-
Catherine:
Nie, nic nie jadłem, a prześcieradło tak wygląda bo nieco się szamotałem... Jakoś ciężko mi spokojnie uleżeć, a jednocześnie nie mam na nic siły... Medyk mówi, że dużo krwi straciłem - odparł rycerz, patrząc na Twe dłonie.
-
Catherine
Ehh,jak nie będziesz spokojnie leżał to nigdy nie wyzdrowiejesz,mam poprosić by przywiązano Cię do łóżka? - powiedziała z kwaśną miną jednak zaraz uniosła delikatnie jego głowę i podłożyła pod nią poduszkę kontynuując po krótkiej pauzie - Skoro nic nie jadłeś to pewnie jesteś głodny,spragniony też?
-
Catherine:
Nie jestem głodny, ale chętnie bym się napił... I nie, przywiązania nie potrzebuję, ale pięknie śpiewasz moja pani, może bym usnął gdybyś zaszczyciła mnie swym pięknym śpiewem - odparł, wciąż obserwując Twe dłonie, chyba po prostu mu się podobają.
-
Catherine
Skąd ta pewność?Nigdy go nie słyszałeś a moja siostra mogła kłamać....I co Ty właściwie we mnie widzisz? Cały czas się nad tym zastanawiam i nie mogę tego pojąć,rycerz wydający się być bez pamięci zakochany w plebejuszce,to nie jest powszechne zjawisko....
-
Catherine:
Nie posądzaj swej siostry pani o kłamstwo, kiedy o tobie rzecze, bowiem tak cię kocha że serce samo jej podpowiada pochwały, jakie ma o tobie powiedzieć i jest to szczera prawda... A co ja widzę? Szlachectwo jest w sercu a nie we krwi, nie jesteś plebejuszką pani, jesteś szlachetną kobietą, piękną, odważną i zdolną, a przy tym troskliwą i kochającą bliskich. To naprawdę tak mało, by się zakochać?
-
Catherine
Wiem że nie kłamała,zdaję sobie sprawę z tego że mam piękny głos ale Ty nie musiałeś o tym wiedzieć hihi. I odpowiadając na pytanie,to nie....Nie tak mało.... - odparła starając się dojrzeć czy na pewno mówi szczerze lecz nie dostrzegła w jego oczach fałszu,dlatego rzekła - Może nie jest to kołysanka ale lubię tą piosenkę,jest taka żywa i radosna,miło się do niej tańczy.... - i poczęła mu śpiewać znaną tawernianą pieśń....
Techniczny
O właśnie tą :) - https://www.youtube.com/watch?v=t6VMSYIXCCY
-
Catherine:
Zadziwiające jest to, jak szybko Tristan usnął przy Twej piosence. Od razu niemal zamknął oczy i jakby odpłynął, wsłuchując się w Twój głos, który dał mu ukojenie w bólu...
-
Catherine
Już?Przecież to była krótka pieśń a on....No nic,nie wnikam,dobrze że zasnął,sen jest teraz jego najlepszym lekarstwem....A ja nawet nie zdążyłam mu powiedzieć że mi się udało hihi. Zapytam Ritę o jakąś pościel dla niego by miał pod czym spać.... - pomyślała i powoli wstała zamykając za sobą cicho drzwi i udając się do pokoju jej nowej koleżanki.
-
Catherine:
Rita leży obok Adeli, głaszcząc dziewczynkę po włosach...
-
Catherine
Usiadła obok nich i zapytała szeptem - Przepraszam pani,ale mój towarzysz śpi na łóżku bez niczego,jedynie prześcieradło i poduszkę ma w swym pokoju,nie znalazło by się żadne wolne okrycie?
-
Catherine:
Rita wstała, wygrzebała ze swojej skrzyni swój płaszcz, otrzepała go i rzekła - jakiś czas w nim nie chodziłam, ale ładny i potulny więc powinno mu być dobrze pod nim... Dziewczyna podała Ci płaszcz.
-
Catherine
Dziękuję,i przepraszam ale muszę zapytać....Dlaczego jesteś dla nas taka dobra?Nie żeby mi to przeszkadzało ale chciała bym Cię lepiej zrozumieć....
-
Catherine:
A co ty taka podejrzliwa, to już dziwi cię okazywanie dobroci? Spytała Rita uśmiechając się radośnie.
-
Catherine
Także się uśmiechnęła i odparła - I tak i nie....Ale ostatnio coraz mniej,bo trafiam na dobrych ludzi,którym nie przeszkadza moje pochodzenie....Zaraz wracam....
-
Catherine:
Bidulka, wracaj szybko i wskakuj do nas - odparła Rita kładąc się na swym łożu i przytulając do ramienia Adeli.
-
Catherine
Wróciła do komnaty w której leżał Tristan i delikatnie okryła go płaszczem Rity,gdy wróciła do jej komnaty zdjęła buty i usiadła obok nich mówiąc szeptem - Nie bardzo mam jak Ci się odwdzięczyć ale pomyślałam że mogła bym Cię pomasować jeśli masz ochotę....