Robert:
"Widać, iż każdy Boemund to prawy mąż, bądź dumny walcząc jako wierzchowiec walecznego pana" - przetłumaczyła dokładnie swe słowa, po czym dodała - siodłaj go, zerknę na inne konie i swojego do jazdy wyprawię.
Wersja do druku
Robert:
"Widać, iż każdy Boemund to prawy mąż, bądź dumny walcząc jako wierzchowiec walecznego pana" - przetłumaczyła dokładnie swe słowa, po czym dodała - siodłaj go, zerknę na inne konie i swojego do jazdy wyprawię.
Robert
Na te słowa uśmiechnął się jedynie po czym zaczął siodłać Boemunda który posłusznie się ustawił pomagając w tej czynności swemu Panu.
Bertrand
Gdzie jest pan Rajmund? - rzekł głośno, pewnym tonem.
Adriano
Wchodzi za Betrandem i staje w pewnej odległości za Betrandem tak by mieć czas na ewentualną reakcje.
Robert:
Zdążyłeś dopiero założyć Boemundowi ogłowie, gdy dostrzegłeś jak Agnes na nieosiodłanym destrierze wypadła niczym huragan ze stajni, pędząc galopem, o mało przy okazji Cię nie potrącając. Widzisz teraz tylko jej oddalającą się sylwetkę na koniu i wyróżniającą się, białą pelerynę.
Adriano, Bertrand:
A więc to prawda, bronić hrabiego! Bronić hrabiego! Zdrada! Wykrzyczał na cały głos rycerz po czym podniósł tarczę i walnął w nią trzy razy mieczem. Drugi zaś chwycił swe ostrze oburącz, są gotowi do walki.
Bertrand
Zaraz, żadna zdrada! Jam jest Bertrand de Toulouse, a to jest mój towarzysz, Adriano de Silan, nie przyszliśmy tu dokonać zamachu, a zapobiec przed nim!
Adriano
Przysięgam na Boga że przysłała nas tu pani Agnes by ratować Rajmunda.
Bertrand
Takoż i ja podobną przysięgę złożyć mogę, gdyż waść Adriano prawdę rzecze.
Adriano, Bertrand:
Pani Agnes was przysłała!? Aaaa... Wy jesteście kompanami tego łotra, co to zhańbił panienkę Aurorę! Skąd pewność, że i hrabiego ubić nie próbujecie! Ktoś może poświadczyć!? Wydziera się wciąż rycerz.
Bertrand
Pani Agnes we własne osobie mogłaby poręczyć, lecz do stajni się udała, sprawdzić czy zamachowcy koni gotowych nie mają. Jest jeszcze ten templariusz, Oswald ma chyba na imię, ale nie wiem gdzie on się udał. Błagam panowie, jak Bóg z góry samusieńki patrzy, przyrzekam że my tu hrabiego ratować chcemy! Gdzie pan Rajmund? rzekł z determinacją w głosie, ostatnie zdania prawie wykrzykując.