Ogry ruszyły szybkim marszem w stronę Miragliano. Arathena zobaczyła że Motyl niesiony jest cały czas przez jednego z nich.
Wersja do druku
Ogry ruszyły szybkim marszem w stronę Miragliano. Arathena zobaczyła że Motyl niesiony jest cały czas przez jednego z nich.
Christophe Leroy
Ruszył galopem za resztą coby nie zostać w tyle - Ehhh... Szkoda konia, ale skoro trzeba go zostawić.. Chyba najwyraźniej byli nad tym jeziorem co ja z Aratheną, skoro coś tak jednemu użarło palec.
Techniczny..
Gdy jest już dość daleko by miała czas rozpędzić konia, strzela w ramię tego co trzyma konia.. Jeśli Motyl upadnie szczęśliwie to go woła a sama ucieka w galopie za grupą
Strzała wypuszczona przez Arathenę drasnęła niosącego konia ogra. Wypuścił Motyla, który zsunął się po jego plecach wierzgając kopytami i trafiając wielkoluda w głowę. Ten zatoczył się do przodu, warknął coś głośno, reszta stanęła i się obróciła. Wierzchowiec poderwał się po upadku na równe kopyta i pognał na dźwięk swego imienia. Nagły ból w plecach mało nie zrzucił Aratheny z siodła. Padła na grzywę swej klaczy i trzymając się zdążyła uciec.
OD MG:
Arathena - 1 PS
11 ran (0 Żywotności)
Alessio
Obrócił głowę i widząc ranną Arathenę wstrzymał konia mówiąc - Przeklęta idiotka! Christophe weź ją na swojego konia bo inaczej zaraz ze swojego zleci a my się będziemy musieli szybko na postój zatrzymać żebym ją obejrzał bo nam z ran zejdzie......., no i musimy zgubić naszych wkurzonych wojaków......
Wrzask od strony biegnących ku Wam ogrów potwierdził słowa Alessia. Jeden z nich się zatrzymał i zamachał nad swa głową jakimś skórzanym pasem, który wcześniej służył mu za opaskę na głowie. Kamień wielkości pięści minął o włos twarz Alessio.
Anna de Loiret
Założyła czepiec na głowę i krzyknęła po bretonńsku - nie ma czasu! Jedziemy dalej, w galop! Christophe, trzymaj ją z drugiej strony, kolano w kolano i naprzód! Alessio, ty jedź z jej tyłu! Zrównała się z Aratheną i jedną ręką zaczęła ją asekurować by nie zleciała, drugą zaś owiązała sobie wodzami.
Christophe Leroy
Zgodnie z poleceniem Anny wykonał jej rozkaz - Cholera. Co ci przyszło do głowy, żeby strzelać w tych gigantów? Koń nie był aż tak warty poświęcenia... Jak nas dorwą to nas rozedrą na strzępy.
Alessio
Nie będę ryzykował życiem dla tej wariatki,dziwię się że Ty jesteś gotowa moje życie na szali za nią położyć - odparł jej wściekły poganiając konia do galopu i ignorując to absurdalne polecenie - Chyba słońce za mocno przygrzało skoro myśli że za żywą tarczę dla tej elfki robił
Znów usłyszeliście tylko świst i ryk bólu. Strzelający z procy tym razem haniebnie zezował trafiając jednego ze swych kamratów. Ostatni z ogrów walnął go na odlew piąchą przebiegając obok, by go ukarać za miotanie pocisków do swoich. Procarz padł jak długi.