Spytko po łacinie:
Bardziej zabawny od niej tylko koń dęba stojący na tarczy. To jakieś zadośćuczynienie za to, czego natura mości poskąpiła?
Wersja do druku
Spytko po łacinie:
Bardziej zabawny od niej tylko koń dęba stojący na tarczy. To jakieś zadośćuczynienie za to, czego natura mości poskąpiła?
Agnes założyła znów rękawicę, ale zdjęła swój hełm ukazując swe oblicze. Odwrociła się po tym i podeszła do Katariny, rzecząc do niej głośno - dziękuję za użyczenie mi rumaka panie Behmenie, nieporozumienie już wyjaśniłam. Znów wsiadła na jej klacz.
Nie widziałem jego kusi, ale nieźle nią wywijał pewnej nocy, w jęków akompaniamencie, ha! Dodał Godwyn rozweselony.
Robert
Gdy się przed wszystkimi odkryła nie bacząc już na swą tożsamość podjechał do niej i powiedział ostrym tonem z którego jednak przebijała wyraźna troska - Co tu robisz?! - po chwili dodał ciszej - I Charlotte....,z kim została? Nie pomyślałaś co się z nią stanie gdy oboje nie wrócimy? Myślisz że jej serce to wytrzyma? I nie mów mi nic o jakichś pieprzonych obowiązkach!
Katarina (Behmen)
Zrobiła uprzejmy ukłon kładąc dłoń na piersi... Nic nie mówiła.... Cmoknęła na konia i oddaliła się kawałek drogi... Chciał w ten sposób odwrócić od siebie uwagę...
Jednocześnie rozglądała się za jakimś koniem, po poległym rycerzu, który by nadawał się pod Agnes...
Pani de Montmirail kolejny to raz zsiadła z konia puszczając Katarinę, by odjechała tam gdzie sama chce, oraz spojrzała na Roberta z wyraźnym smutkiem w oczach. Nie dokładaj mi w smutku, wiesz dobrze że ją kocham. Ale nie potrafiłam zostać, jak wy walczycie, nie potrafiłam... Elisabeth dobrze się nią zajmie. Odparła.
Katarina dostrzegła jednego luzaka, niezły koń, gotowy do jazdy o bułanej maści. Siodło jego zakrwawione.
Spytko
Ruszył do Agnes i Roberta. Nie miał zamiaru dopuścić, by Agnes stała się jakaś krzywda w bitwie. Pewno będzie psioczyła na niego głośno, gdy nie da Jej w tej sposób walczyć, ale były rzeczy ważniejsze niż zadowolenie kobiety, nawet gdy była jego suzerenką.
Robert
Zsiadł z konia mocno ją przytulając i mówiąc już bez gniewu - A czy zdajesz sobie sprawę że ja kocham Was obie? Myślałem że jesteście bezpieczne i się nią zajmiesz jeśli polegnę....,kto daje gwarancję że przeżyjemy? - po czym westchnął ciężko i dodał - Skoro już tu jesteś to nie chcę widzieć żadnej niepotrzebnej brawury,rozumiesz? I od teraz nie opuszczę Cię na krok....,tak ja też bywam uparty - gdy skończył mówić wypuścił ją z objęć i ponownie dosiadł swojego wierzchowca
Katarina
Gdy dostrzegła luzaka podjechała do niego.... Ty będziesz dobry.... z jakiś zwłok lekkozbrojnego Saracena odcięła kawałek czystej koszuli po uprzednim zeskoczeniu z Ognistej, i wytarła siodło luzaka z krwi....
Spytko po łacinie:
Mości Robercie, bierz prawicę, ja wezmę lewicę. Też nie mam zamiaru zezwolić, by Pani Agnes stała się krzywda w bitwie, nawet gdyby mnie miała za to skląć i zwolnić z przyszłej służby.
Robert
Skinął mu tylko głową w odpowiedzi,ale cały czas myślał o nieodpowiedzialnym zachowaniu swojej przyjaciółki,nie potrafił na nią krzyczeć ani besztać przy wszystkich,tyle w życiu przeszła a mimo to teraz sama sobie dodatkowych zmartwień dołożyła....,i po co? Dlatego wciąż się na nią gniewał choć nie chcąc jej wstydu przy wszystkich przynosić w myślach to czynił - Co ona sobie wyobrażała?Myśli że to jest jakaś zabawa?Jej obowiązkiem było zostać z Charlotte nie latać z mieczem po polu bitwy i narażając się w taki sposób,ledwo walka się zaczęła a już konia pod sobą straciła,....,i teraz jeszcze dodatkowe zmartwienie mi dojdzie,bez niej nie ma co wracać bo mej kochanej serce pęknie,bo co jej powiem - "Najdroższa wróciłem,Agnes i Twój brat polegli ale nie przejmuj się,wszystko będzie dobrze",phi,wolne żarty!Nie mówiąc o tym co będzie gdy i ja nie wrócę....
Bertrand
Usłyszawszy wcześniejszy komentarz Spytka splunął na bok, na ziemię. Gdyby nie bitwa, to rzuciłbym Ci rękawicę, panie, za znieważanie mego rodowego herbu.
Spytko po łacinie:
Gdyby baba miała wąsy, toby była dziadem! Obaczym mości po bitwie jakiś odważny, gdy wymówki braknie! odkrzyknął Bertrandowi.
Katarina zmyła krew z siodła luzaka i wróciła prowadząc go do reszty. Agnes poirytowana wszystkim postanowiła czekać, zmęczona nieco. Wam zmęczenie również powoli zaczyna doskwierać, bowiem wiele cięć zadaliście niewiernym.
Nagle przybył konny posłaniec z królewskim herbem na tunice. Macie natychmiast uporządkować szyki i ustawić się za królewską chorągwią, obok chorągwi Ibelinu! Niechaj uczynią to wszystkie obecne tu chorągwie - szkocka, europejska i świętego Łazarza, główne natarcie pójdzie w centrum a wy je wzmocnicie! Szpitalnicy świętego Jana wraz z Bożogrobcami będą chronić nasze skrzydła, możemy więc być pewni, że nie zawiodą! Wykonać królewski rozkaz! Wydarł się i galopem pognał z powrotem. Boemund, wyraźnie rozgniewany ale milczący, z trudem starając się nie zwracać uwagi na żonę, począł uporządkowywać szyki swych zakonników. Tak samo zrobił Duncan ze swymi nielicznymi już trzymającymi się w siodłach Szkotami, oraz wódz chorągwi europejskiej.
Spytko po łacinie:
Mości Bohmenie, pozwól no na chwile na słowo, zanim do ataku runiemy.
Robert
Cały czas kontrolował Agnes wzrokiem,gdy niejaki "Behmen" przyprowadził luzaka powiedział do niej - Twój znajomy przyprowadził Ci konia kochana,ustaw się po mojej lewej stronie,i pamiętaj co Ci mówiłem
Katarina
Podała wodze Agnes i spojrzała na nią błagalnym wzrokiem gdy Spytko do niej przemówił...Powiedz, żem zakonnik w ślubach milczenia.... Pomyślała nadal patrząc na nią błagalnym wzrokiem....
Agnes wzięła wodze i dosiadła konia, ale syknęła, chyba z bólu. Już o tym zapomniałam Robercie, nie zmienię swojego charakteru, ani ty tego nie uczynisz. Rzekła, po czym zwróciła się do Spytka - pan Behmen raniony w szyję został kilka dni temu buzdyganem. Wyjdzie z tego, ale mówić nie może zbytnio.
Spytko po łacinie:
Może nic nie mówić, to ja mu chciałem rzec kilka słów. Rzuconą rękawicę chyba będzie w stanie podnieść?
Robert
Ta kobieta mnie wykończy,Bogu dzięki że Charlotte nie jest do niej podobna bo bym kompletnie zwariował! - na głos powiedział zaś wściekle kompletnie ignorując słowa Spytka - To lepiej go zmień dla Charlotte,nie chcę jej Twojego ciała wieźć i musieć tłumaczyć dlaczegom nie dopilnował że z bitwy cało nie wróciłaś! Bok masz stłuczony od upadku i jeszcze szarżować chcesz?! To nie zabawa w to kto więcej Saracenów usiecze!
Katarina
Miała wkładać właśnie stopę w strzemię gdy Spytko zaczął prowokować ją rzuceniem rękawicy.... odwróciła się w jego stronę i zdjęła swój hełm...Powiedziała jeszcze do Agnes. Dziękuję Pani, że próbowałaś ale to sensu już nie ma... Nie okłamuj już bo moja wina i ja na swe barki ją biorę. Powiedziała do Agi spokojnym tonem
Miejsce żony jest przy mężu... Wiedziałeś że dziewkę z północy za żonę bierzesz. Kazałeś mi zostać, ale mnie nie związałeś. Brzemienna mogę przecie być.. Sam to prawiłeś, więc gdzie pierworodny ma szlifów rycerskich szukać jak nie wśród najlepszych. Tupnęła nagle nogą zeźlona nie na żarty...
Spytko:
Zbladł ujrzawszy swą żonę, poczerwieniał i nic nie mówiąc runął nagle naprzód ominąwszy Katarinę. Rozpoczął straceńczą szarżę na wroga, bo nie miał już do kogo wracać.
Katarina
Gdy Spytko ruszył na złamanie karku Wskoczyła na Ognistą i spięła ją.... pognała za nim... Jak umierać chcesz i do piekła trafić to zabierzesz mnie tam ze sobą... Oj tak łatwo się ode mnie nie uwolnisz... Gdzie Ty tam i ja.... Wydarła się za nim...
http://2.bp.blogspot.com/-Zzmo2cOBKc...%2BTalento.jpg
Polski rycerz będąc w amoku pognał pędem na armię saraceńską, a za nim jego ukochana żona. Nie tylko jednak oni... Widząc ten zryw, najpierw Agnes dobyła miecza, nawet nie zakładając hełmu, wykrzykując "Bóg tak chce" pognała za nimi. Co oczywiste, za nią też ruszył od razu Boemund, ten z kolei wykrzykiwał jej imię. Zaraz też, Godwyn, Duncan, jego chorągiew i reszta Lazarytów, wszyscy oni z żarem w oczach i sercach ruszyli naprzód. Poderwali do walki wszystkich, których minęli - chorągwie - antiocheńska, trypolitańska, edessjańska, ibelińska, zakonne takoż. Rozległy się gromkie okrzyki bojowe, nadeszła najpiękniejsza ze wszystkich szarż. Nawet królewska chorągiew, a w niej rycerze odziani w błękit w większości, ze swym królem na czele, który dał rozkaz do ataku, ruszyła...
Bóg tak chce - oto ich jednoczesny okrzyk.
I znów dudnienie końskich kopyt, rżenie wierzchowców, wrzask rycerzy i dźwięk rogów wojennych zapanowały nad polem bitewnym. Nikt się tej szarży nie spodziewał, ani saraceni, ani nawet sami szarżujący krzyżowcy. W chwilach takich jak ta, gdy zapał bierze górę nad trzeźwymi myślami, rodzą się najwspanialsze zwycięstwa, najpiękniejsze zwycięstwa...
Potężna armia Jerozolimy runęła z całą swą ogromną siłą na zaskoczonych saracenów. Panika ogarnęła całą niewierną hałastrę. Pierwsze szeregi padały pod kopytami oraz orężem walczących mężnie rycerzy. Bitwa rozgorzała na nowo, z o wiele większą siłą niż dotychczas. Fala za falą napierała muzułmańska nawała na wojowników Chrystusa. Nie było już odwrotów, szarż ani przegrupowań ze strony krzyżowców, każdy walczył bezustannie nie myśląc o własnym żywocie, tylko o wycięciu tylu niewiernych psów, na ile siły pozwolą.
Każde z was odniosło już wiele ran, posłało również do piekła niezliczoną ilość saracenów. Wielu rycerzy również poległo. Walczący na czele król wciąż jednak podrywa wszystkich do walki!
Nagle wydarzyło się coś, co zapamiętane zostanie przez wszystkich świadków tego wydarzenia aż po ich kres... Na króla ruszyło pędem pięciu farysów, wybornie uzbrojeni, w srebrzystych kolczugach, szarżując ze swymi pochylonymi i błyszczącymi w słońcu włóczniami. Widząc to konstabl zakonu świętego Łazarza, Boemund de Moulins, zrobił to, co winien poczynić każdy rycerz na jego miejscu. Podjechał do króla galopem i zasłonił go własnym ciałem, ubijając przy okazji jednego z saracenów. Jednak trzy włócznie wbiły się bezlitośnie w jego pierś, w serce które biło dla Agnes, dla Charlotte, dla Jerozolimy... Potężny Boemund, niepokonany dotąd rycerz, symbol oddania, męstwa, mistrzostwa we władaniu orężem, osunął się ze swego Fryza na ziemię, zalany krwią.
Ale było to ostatnie natarcie armii saracenów. Boemund ugodzony został w ostatnich chwilach bitwy. Nagle zagrzmiały rogi wojenne Mahometan, nakazujące im się wycofać. Wnet wszyscy - mamelucy, farysi, lekkozbrojni wojownicy, zaczęli uciekać jak najdalej. Dojrzeliście również jednego z zabójców konstabla, Katarina oraz Spytko rozpoznali w nim Kasima. Farys uniósł tryumfalnie włócznię w górę, po czym podążył za resztą swoich.
Agnes niczym zaczarowana wpatrywała się we wszystko, również zaszokowany król...
Techniczny
Podczas bitwy wszyscy odnieśliście rany lekkie oraz średnie. Wolałem narracyjnie załatwić sprawę bitwy, niż sprowadzić to po prostu do rozliczenia, uważam że obecnie jest ciekawiej. :)
Spytko po polsku:
Po co obietnicy ode mnie chciałaś, skoro nie miałaś zamiaru dać mi ją spełnić, hę? wyszeptał do Katariny znużony bitwą. Nie miał siły się teraz kłócić. Co prawda cały czas był zły na żonę, ale i uradowany że przeżyła bitwę.
Katarina
Bom i jemu obiecałam, że Panią Agnes opiekować się będę. Powiedzaiła do Spytka wyciągając swój łuk i strzałę.
Konstabl, ten surowy i bardzo zaborczy człowiek stał się w jakiś niezrozumiały dla niej sposób jak ojciec. Obdarzyła go wręcz miłością za jego oddanie i poświęcenie. Gotów był oddać za nich życie i je oddał. Jedną z włóczni która bezlitośnie przeszyła jego pierś była włócznia Kasima....
Przypomniała sobie jego słowa jak radził by Ognista była jej usłużna i oddana.....
Dobrze ją traktowałam i wiele z nią rozmawiałam... A miłowaniem ponad wszystko obdarzyłam....
Trzymając łuk w jednej ręce zaczęła nakładać na niego strzałę. Spięła nagle ognistą i pognała cwałem za Kasimem...
Nie myślała i nie słuchała nikogo. Jej umysł się wyłączył od tego co działo się w około. Skupiała swój wzrok tylko na jednym na sylwetce Saracena...
Przed oczami mignęły jej tylko obrazy konstabla. Na dziedzińcu gdy pierwszy raz go ujrzała. Gdy bezlitośnie wymierzał karę karczmarzowi. Wtedy myślała, że Jest okrutnikiem, teraz rozumiała że kara za taki czyn musiała być surowa. To Boemund wymierzając ją musiał być męczennikiem. Wiedząc jak straszna jest ta choroba skazał na nią innego człowieka.
Inny obraz na pustyni gdy sam walczył gdy ona wraz z innymi szukała schronienia w zamku Barona.
Poświęcenie i oddanie. Dla sprawy, dla nich.....
Wszystkie obrazy z konstablem przelatywały jej w głowie... A oczy nadal skupione były na jednym tylko i nic w około nie istniało... Sylwetka Saracena i jego kark...
To właśnie w niego Katarina wymierzyła swą strzałę... Spokój i opanowanie... W chwili gdy palce dłoni wypuszczały strzałę to własnie nią zawładnęło... Włożyła w ten jeden jedyny strzał wszystkie swoje wspomnienia o Najwspanialszym Rycerzu na świecie...
Gdy strzała leciał na wprost Kasia zwalniała powoli konia.....
Spytko po łacinie:
Podjechał do ciała konstabla, zsiadł z Trzaskawicy i uklęknął wbijając ostrze miecza w ziemię. Oparł na nim lewą dłoń a prawą uczynił znak krzyża, po czym dołączył do lewej i przymknął oczy:
Nakłoń, Panie, ucho ku prośbom pokornie przez nas zanoszonym do Twego miłosierdzia i umieść w krainie pokoju i światłości duszę Twojego sługi, której kazałeś odejść z tego świata, oraz włącz ją do społeczności Twoich Świętych!
Spraw, prosimy Cię, Panie, aby ta modlitwa wyjednała zbawienie duszy Twojego sługi, za którym pokornie błagamy!
Prosimy Cię, Panie, uwolnij od więzów grzechu duszę Twojego sługi, aby wskrzeszony żył w chwale zmartwychwstania wśród Twoich świętych i wybranych!
Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen!
Zastygł nieruchomo Choć tyle mogłem dla Niego uczynić.
Bertrand
Choć chciałem zginąć w boju, to Ty pozwoliłeś mi przeżyć, Panie, czyżbyś co innego dla mnie planował? Dzięki Ci, żeś dał zwycięstwo Twym gorliwym wyznawcom, a tym poległym pozwól dostąpić Twego królestwa. Amen. Trza teraz coś zrobić z tym. Może ksiądz Charles będzie w stanie to opatrzeć. pomyślał, dotykając dosyć głębokiej rany w boku, sycząc przy tym lekko z bólu. Odjeżdża na tyły i rozgląda się za Joannitą.
Katarina
Nie patrzyła już czy strzała dosięgnęła celu.. Wraz z opuszczeniem cięciwy zeszły z Katariny wszystkie emocje. To tak jakby właśnie w niej umieszczona była cała frustracja i złość...
Gdy koń gnany w ostatnim podrywie zwalniał Kasia zatoczyła nim szeroki łuk i wracała do swoich... Ogromne łzy wielkości grochu spływały jej po policzkach. W takim stanie dojechała do ukochanego, który najwidoczniej dawał ostatnia posługę konstablowi... Zsiadłą z wierzchowca....
Przytul mnie...proszę...
Spytko:
Usłyszawszy głos Katariny otworzył oczy, powstał z klęczek i przytulił żonę bez słowa. Trochę mu co prawda niezbyt wygodnie to czynić, bo nadal nie odłożył swej tarczy i oręża.
Katarina
Poczuła jak Coś mocno gniecie ją w bok.. Domyślała się tylko, że to nie jest ten oręż, którym z nią często władał.
Katarina nie wie, czy strzała trafiła Kasima. Tymczasem Boemund jeszcze dycha, widać jak straszliwie cierpi, ale stara się jak może, by tego nie okazać... Nie płacz, nie płacz... Wyszeptał rycerz resztką sił. Jego rumak podszedł do swego pana oraz zarżał żałośnie. Zaś Agnes zakryła dłonią usta przyglądając się załzawionymi oczyma na całe wydarzenie, nie mogąc się nawet ruszyć...
Spytko po łacinie:
Medyka! Ino chyżo do mości Boemunda! rozdarł się usłyszawszy konstabla, nie dbając przy tym, że mógł tym ogłuszyć Katarinę.
Katarina
Uwolniła uścisk dając znać by na chwilę i mąż go zwolnił. Gdy Spytko rozluźni obejmowanie Kasi ta uklęknęła przy Konstablu wycierając twarz z łez... Dobrze mój Panie... dobrze.... Już nic nie mów.. położyła rękę na jego głowie
Robert
Gdy tylko włócznie ugodziły Boemunda nie bacząc na własne rany i zmęczenie podjechał do Agnes przytulając ją mocno i nic nie mówiąc,wiedząc że nie słów teraz potrzebuje najbardziej....
Spytko:
Gdy żona próbowała uwolnić się z jego uścisku, tylko instynktownie go wzmocnił. Po chwili jednak wypuścił Ją ze swych ramion Nie będę przeca Lubej siłą przy sobie trzymał.
Zawołajcie Agnes, zawołajcie ją - wydusił z siebie Boemund. Pani de Montmirail tymczasem rozkleiła się całkowicie w ramionach Normana, mamrocząc coś niezrozumiale po francusku. Robert teraz zauważył, że krwawi ona z pięciu ran.
Robert
Siostrzyczko moja najdroższa,Twój mąż chce Ci coś powiedzieć.... - wyszeptał także wzruszony,po czym wciąż ją obejmując począł powoli jechać w stronę dogorywającego konstabla
Spytko po łacinie
Odstąpił od konstabla Pani Agnes, mąż woła. Odszedł na bok nie chcąc im przeszkadzać. Przykucnął przy trupie jakiegoś Saracena, wyczyścił ostrze miecza o ubiór martwego, podniósł go do góry Łacnie mi się Tobą dziś gromiło wroga, więc od teraz Pustynny Grom będziesz się zwać na pamiątkę tej bitwy. Pocałował środek brzeszczotu i schował dobyty oręż do pochwy.
Katarina
Nadal klęczała przy Boemundzie. Już Panie, zaraz przyjdzie....
Gdy Agnes podejdzie do konstabla, Katarina wstanie i zostawi ich samych wiedząc, że to może być ich ostatnia chwila.
Agnes zeskoczyła z siodła i jęknęła z bólu, gdy opadła na ziemię. Zaraz też uklękła nad swym mężem zapłakana, ściskając w dłoniach swój miecz. Porozmawiali chwilę po francusku, aż w końcu Boemund uśmiechnął się do swej najukochańszej wybranki i zamknął oczy, a całe życie z niego uleciało... Dokąd trafi jego dusza? Tylko Bóg to wie...
Widząc to, król zdjął swój hełm i rzekł głośno - choć zwycięstwo dzisiaj odnieśliśmy, to niewielu z nas będzie je świętować. Wielu bowiem rycerzy w tej nierównej bitwie poległo, wielu wspaniałych rycerzy, w tym jeden który był z nas wszystkich najlepszy. Konstabl zakonu świętego Łazarza, Boemund de Moulins, służył wiernie memu ojcu a potem mi, w końcu poświęcił swój żywot by mnie ocalić. Nie jestem godzien tego poświęcenia... Widocznie jednak Bóg uznał, że tak winno być, a ja Jego woli się sprzeciwiał nie będę, choć żałość w mym sercu wielka. Oddajcie hołd temu rycerzowi i pamiętajcie, że tu, 25 listopada roku pańskiego, pod zamkiem Montgisard, odnieśliśmy zwycięstwo, jakiego jeszcze nikt przed nami nie odniósł.