-
Robert - Włoski
A to wariatka jedna,niech fortuna jej sprzyja bo to dobra kobieta choć narwana bardziej niż ja sam - powiedział do Boemunda po czym kląc pod nosem na to jak łatwo dał się wyprowadzić w pole dokończył siodłanie konia gdyby było to potrzebne na później i oparł się o jego boks pogrążony w myślach na temat słów Julii i Agnes o byciu prawym i dobrym rycerzem.
-
Adriano
Nic mnie ten Niemiec nie interesuje teraz. Towarzysz z przypadku ot co. Pani Agnes i templariuszowi nie uwierzysz? Gdzie jest Rajmund. On zaraz może nie żyć rozumiecie?
-
Robert:
Panuje całkowita cisza, lecz nagle przypomniałeś sobie o słowach Agnes, która mówiła o osiodłanych koniach w stajni i tym, że należy kazać szczelnie zamknąć straży bramy miasta...
Adriano, Bertrand:
Ha! Posądzasz nas o zdradę człowieku? Zwrócił się do Adriano - strzeżemy pana Rajmunda jak oka w głowie, gdy nagle dwóch uzbrojonych durniów wpada do komnaty jego córki i o niego pyta! Tylko to, że powołaliście się na panią Agnes i pana Oswalda sprawia, że żywot wasz szczędzę! Ale nie powiem wam gdzie hrabia, póki jedno z nich nie przybędzie osobiście!
-
Robert
Otrząsnął się z zadumy po czym natychmiast udał się sprawdzić czy w stajni znajdują się jeszcze jakieś osiodłane konie.
-
Robert:
Dostrzegasz sześć gotowych do jazdy destrierów, dwa Percherony, trzy Fryzy i jeden największy ze wszystkich, angielski Shire - co pozwala się domyślać, iż jeden ze spiskowców jest Normanem. Również można wywnioskować po bogatym rzędzie i znakomitych rasach owych rumaków, że zamożni panowie stoją przeciw Rajmundowi...
-
Bertrand
Możecie nas nawet przeszukać, a ujrzycie że prócz naszych mieczy nie mamy żadnych ukrytych sztyletów ni innych brzytw, a jedynie rozkaz naszej pani chcemy wykonać, i w obronie pana stanąć i żywota być może dopełnić. Wpuśćcie nas proszę, złych zamiarów nie mamy! A jeśli kłamię to niech najgorsze tortury mnie w piekle spotkają!
-
Robert
Nie namyślając się wiele wyprowadził Boemunda na dziedziniec i pobiegł z powrotem do sali na której przed chwilą miała miejsce uczta.
-
Robert:
Wpadłeś do sali rycerskiej, jest już dość opustoszała ale dostrzegasz troje ludzi - Godwyna, jego zonę Svenję i czarnowłosego rycerza potężnej postury, który wchodził na ucztę zaraz za Bertrandem, Adriano i Gunterem.
-
Robert
Podbiegł do Godwina i powiedział wyraźnie zaaferowany - Mogę Cię Panie prosić na słowo? To rzecz najwyższej wagi zwłoki nie cierpiąca.
-
Robert:
Godwyn spojrzał na Ciebie nieco zdziwiony, ale odparł - mogę panie, chodźmy więc. Oddalając się nieco, słyszycie jeszcze jak Svenja z czarnowłosym rycerzem rozmawiają w nieznajomym języku.