-
Robert - Włoski
Również zdjął hełm,pochylił głowę i zmówił krótką modlitwę pod nosem - Przyjmij proszę Panie tą zagubioną duszę do swego królestwa,choć zboczył kilka razy z dobrej ścieżki to całe życie żył jak rycerz i jako taki odszedł,wierny i oddany do końca,nieustraszony i szlachetny. Amen
-
Katarina
Gdy usłyszała króla poszła do Spytka... nic nie mówiła tylko stanęła obok niego i chwyciła go za dłoń...
Przyjmij Panie duszę tego Szlachetnego człowieka, który błądził ale wreszcie znalazł drogę...
-
Spytko:
Zdjął hełm, ujął dłoń żony i ciężko westchnął Ech, winienem o wybaczenie błagać Panią Agnes, ale to nie pora jeszcze na to. Zbyt świeża rana w Jej sercu, bym przypominał, że to za mną wszyscy do ataku runęli. Nie mogłeś się baranie opanować na widok Katariny w tak niebezpiecznym miejscu, ech.
-
Wszyscy rycerze zaczęli jechać ku miejscu, gdzie wszystko się rozpoczęło, tam gdzie zaczęła się pierwsza szarża. Tam bowiem już wszyscy, którzy towarzyszyli armii a w bitwie udziału nie wzięli, w tym Charles, zaczęli rozkładać wielkie obozowisko, by przenocować do ranka, wszak już zmierzchać zaczyna. Wiele chorągwi wciąż dumnie powiewa na wietrze, dając znać że saraceni nie rozbili chrześcijańskich hufców.
Na polu bitwy jest dość cicho, słychać tylko niegłośne rozmowy oraz sporadyczne jęki rannych. Piechurzy i pacholikowie odnoszą poległych rycerzy, zabrali też Boemunda. Agnes przyglądała się temu zrozpaczona, oddała rumaka przyprowadzonego przez Katarinę jednemu z rycerzy, sama zaś dosiadła po chwili Amalryka i poczęła wolno jechać w stronę obozu...
Techniczny
Bertrand napotkał Charlesa pośród nowo rozłożonych namiotów.
-
Robert
Zrównał się z Agnes i powiedział cicho obejmując ją - Przepraszam że tak Cię strofowałem ale martwiłem się....,jak dojedziemy to znajdę kogoś żeby Cię opatrzył,dobrze?
-
To tylko draśnięcia, nie ma potrzeby - odparła Agnes, patrząc na swe rany. Nie wygląda to jednak na draśnięcia, dwie z nich wciąż krwawią a zbroja jest przebita, co daje znać że uderzenia były potężne.
-
Robert
Jest potrzeba,jest - powiedział do niej ciepło,głaszcząc ją po ramieniu
-
Charles de Tournemire
I po wszystkim... Udało się nam. Dzięki Ci Boże, że wysłuchałeś naszych próśb -spojrzał w niebo i po cichu z wielką ulgą wypowiedział te słowa widząc nadchodzącą armię królestwa, po czym poszedł szykować medykamenty i bandaże potrzebne do opatrzenia ran rycerzy i żołnierzy, a ma naprawdę sporo do zrobienia...
-
Musisz być taki uparty? Spytała żona konstabla, mimo to obejmując Normana jedną ręką. Co teraz będzie? Dodała, wyraźnie smutnym głosem, lekko drżącym.
-
Robert
Muszę....,jeśli chodzi o zdrowie kogoś kto jest dla mnie jak przybrana siostra potrafię być bardziej uparty niż pewne dwie bliskie memu sercu kobiety razem wzięte.... - odparł uśmiechając się do niej po chwili dodając z powagą - A co teraz będzie....,nie wiem moja miła,na pewno czas krótkiego spokoju dla królestwa bowiem tysiące saracenów na polu bitwy zostało już na zawsze....-zrobił krótką przerwę i kontynuował cicho - Zaś jeśli chodzi o Ciebie i Charlotte to będę Was wspierać jak tylko będę potrafił....
-
Katarina
Mimo, że sytuacja była nader smutna i niewesoła, odważyła się jednak zażartować do Spytka.... Myślisz, że Będzie taki jak Ty? położyła jego dłoń na swoim brzuchu.
Jeśli tak to musisz zaraz po nim postarać się o to by drugie dziecko było dziewczynką. Jej usta wysiliły sie odrobinę w uśmiechu.
-
Agnes ucałowała Normana w policzek i odwróciła się za siebie. Pani Katarino! Panie Spytko! Dołączycie!? Krzyknęła do małżonków, ci to usłyszeli.
-
Robert
Na jej przyjacielski pocałunek nic już nie powiedział tylko przytulił do siebie i czekał aż świeżo upieczeni małżonkowie do nich dołączą....
-
Bertrand
Podszedł do kapłana. Masz czas by się mną zająć, ojcze, czy gorzej rannymi zajęty jesteś? Ja mam jeno prawy bok trochę rozharatany i lewe ramię rozcięte, miecz po mojej tarczy się ześlizgnął i tak trafił. Mniejszych stłuczeń i zadrapań nie liczę, czas wyleczy.
-
Spytko po polsku:
Byś też jej życie na szwank wystawiała jak jego? Westchnął i dosiadł Trzaskawicy by dołączyć do Agnes. Rozumiem czemu to uczyniłaś, ale nie znaczy, że szybko Ci to wybaczę.
po łacinie:
Już jedziem!
-
Katarina
Słowa Spytka sprowadziły ja jednak bardzo mocno na ziemię... Starała się przełamać lody, ale widać rycerz naprawdę był na nią zły... Wsiadła na Ognistą i ze spuszczoną głowa pojechała za nim do Agnes i Pana Roberta...
-
Techniczny:
2 PL na likwidację średniej, jeśli jeszcze mogę je tak wydać.
-
Charles de Tournemire
Dobrze. Zdejmij wpierw swą zbroję, bym mógł dokładnie oczyścić rany i zabandażować je i sprawdzić, czy nie trzeba ich zszywać - powiedział, po czym zaczął szykować bandaże wraz z igłą chirurgiczną i nićmi.
-
Bertrand
Ściągnął powoli zbroję, a następnie zrobił to samo z koszulą. A wina jakiegoś, coby ból uśmierzyć, nie ma ojcze?
-
Katarina, Robert i Spytko dojechali wraz z Agnes do obozu. Wtem kobieta się ozwała, uprzednio klepiąc Amalryka po szyi - Bóg złączył nasze losy i bardzo się z tego powodu raduję. Pani Katarino, panie Spytko, wiem że ze względu na mego męża pragniecie wyruszyć do Francji i zawalczyć o Moulins. Ale zwalniam was z wszelkich obietnic mu danych, możecie podążyć tam z własnej woli, jeśli chcecie, ale nie śmiem prosić was o to, bowiem to będzie kolejna wojna, w której poleje się wiele, wiele krwi. Ty Robercie też nie musisz brać w tym udziału, możesz zabrać Charlotte tam, gdzie będzie bezpieczna, byście razem mogli żyć spokojnie...
-
Robert
Ale chcę,i wiem że Charlotte też tego pragnie,oboje Cię kochamy i nie ma mowy byśmy Cię porzucili w tak trudnym okresie i w chwili największej próby,żadne z nas by sobie tego nie wybaczyło gdybyśmy tam z Tobą nie pojechali,mam nadzieję że ostatni raz złożyłaś mi taką propozycję - powiedział uśmiechając się do niej ciepło
-
Charles de Tournemire
Nie mamy czegoś takiego. Będziesz musiał jakoś to przeżyć - przyjrzał się jego ramieniu i ranie na boku - Jedną będziemy musieli zszyć, drugą zabandażujemy. Nie przywal mi tylko jak zacznę. Staraj się nie ruszać ręką, albo i ułóż ją na czymś.
-
Bertrand
Położył prawą rękę na swym lewym udzie, odsłaniając ranę w okolicach biodra, by kapłan mógł ją zeszyć.
-
Charles sprawnie i dość szybko zszył ranę Bertranda. Zadał co prawda Francuzowi sporo bólu przy tym, ale na szczęście dla niego, rana jest już tak zszyta jak i zabandażowana.
-
Charles de Tournemire
Kapłan wziął się za bandażowanie drugiej rany, tym razem bez szycia. Igłę położył gdzieś na bok na jakąś szmatę, coby ją nie użyć ponownie na kimś innym. Zarazy żadnej czy jakiegoś choróbska to on nie chce roznieść - Dobrze. To tyle. Nie rozerwij tych szwów, bo może być jeszcze gorzej.
-
Bertrand
Dobrze, a kiedy mam się zgłosić na ściąganie? spytał przywdziewając z powrotem koszulę.
-
Charles de Tournemire
Po tygodniu lub nieco później już powinieneś móc się zgłosić. A i nie szalej z tą raną dopóki nie musisz...
-
Katarina
Ależ Pani Agnes.... Ja... Myśmy... dodała bardzo cicho.... Obiecaliśmy Panu Boemundowi... Ale nie o obietnice chodzi....
Przerwała w pół zdania...
Przepraszam, zrobię to co mój mąż będzie kazał. Jeśli jego wola będzie taka to do Francji pojadę...
-
Bertrand
No problem w tym, że muszę odbyć jeszcze pojedynek... Dzisiaj. Chyba trudno będzie zachować przy tym jakiekolwiek środki ostrożności?
-
Agnes uśmiechnęła się do Roberta, Katarinie zaś rzekła - nie mówiłam teraz do twego męża, tylko do was obojga. Dobry mąż szanuje swą żonę, jej wola jest dla niego równie ważna co swoja wola... Pan Spytko zapewne o tym wie, skoro go umiłowałaś.
-
Katarina
Tak, Moja Pani.....
Dobry mąż cieszy się gdy żona chce być przy nim, A dobra żona słucha we wszystkim swego męża...
-
Spytko po łacinie:
No, w końcu to pojęłaś Katarino. Przygryzł wąsa. Pani Agnes, wojaczka to rycerska rzecz, tak samo jak bronienie niewiast, choćby o tą obronę nie prosiły. Radzi byśmy byli, gdybyś zezwoliła nam sobie pomóc w tej wojnie. Ale przede wszystkim proszę Cię Pani o wybaczenie, żem miast bronić Twego boku, gdym ujrzał swą żonę na polu bitwy, runąłem do szarży jakobym jakiegoś szaleju się najadł. Może konstabl by nie padł w bitwie, gdybyś swe nerwy na wodzy umiał trzymać.
-
Katarina
Tak mój mężu... Katarina posłusznie skinęła głową
-
Charles de Tournemire
Trudno. Skoro masz odbyć dzisiaj pojedynek to i jest szansa, że ta rana na boku Ci będzie przeszkadzała, a jak ktoś rozerwie te szwy to będzie jeszcze większa. Tak poza tym z kim się chcesz pojedynkować, rycerzu?
-
Pani de Montmirail przyłożyła sobie dłoń do czoła, wzdychając. W końcu rzekła - zatem niech tak będzie. Nie gniewaj się na swą żonę panie, bo odważne serce nie zasługuje na gniew przeciw niemu skierowany. I nie proś mnie o wybaczenie, bo niczym nie zawiniłeś. Idźcie teraz odpocząć, niech opatrzą wasze rany.
-
Spytko po łacinie:
Skinął głową Agnes po czym spojrzał na żonę Katarino, tyś ranna przecie, czemu nic nie rzekłaś? Natychmiast jedźmy do jakiegoś medyka.
-
Katarina
Ranna.... Wybuchnęła nagle płaczem...Tak ranna, Serce mi krwawi... Nie widzisz tego, że z miłości bym na koniec świata poszła za Tobą... Obiecałeś, że wrócisz do mnie i ja czekałam. Ale nie było Cie tak długo, że już wytrzymać nie mogłam.
Zakryła twarz w dłoniach szlochała głośno....
-
Bertrand
Z nowożeńcem, Polakiem. Wyśmiał mój herb i poddał wątpliwości mą odwagę.
-
Spytko po polsku:
Widzę Katarino, a czy Ty nie widzisz tego, żem miłuję Cię tak mocno, iż gdyby ktoś Ci życie odebrał, to i ja nie miałbym po co dalej żyć na świecie pozbawionym Twej osoby?
-
Katarina (polski)
Przepraszam... Naprawdę bałam się.. Teraz wiem, że naraziłam Cie na jeszcze większe niebezpieczeństwo... To się już nigdy nie powtórzy.... Zrozumiałam.. Wybacz mi mój miły...