-
Kersijana:
Och Kersi... Lothiriel zwróciła się do Ciebie - a więc już wróciłyście, witaj ty też pani Anno. Poznaj mą przybraną córkę, Beatrice. Księżna i królewna podały sobie dłonie i delikatnie uścisnęły, kłaniając się przy tym. Królowa już nieco ostudziła swe nerwy i odciągnęła Cię na bok, szepcąc po noldorsku - my nic nie wskórałyśmy, a tobie jak poszło z Anną?
-
Kersijana
Ona jest przeurocza. Dawno nie spotkałam nikogo tak dobrego... Nie rozumiem czego od niej ludzie chcą,że takie kalumnie i oszczerstwa na niej rzucają.
Pomoże nam..choć mąż ma ją praktycznie za nic. Jednak porozmawia z nim. A przynajmniej to dobre, że da mu to do myślenia. Ja myślę, że sama też z nim będę musiała porozmawiać... Kersijana miała nadzieję, że królowa odczyta jej myśli.
Powiedziałam księżnej o Beatrice i o tym co ją spotkało, a także jak Ulryk wymordował jej rodzinę. Księżna przejęła się jej losem... Prawda Pani? Kersi troszkę głośniej powiedziała w kierunku Anny. Chciałam Was Panie przedstawić...
-
Kersijana:
Lothiriel uważnie patrzyła w Twe oczy w czasie gdy wypowiadałaś jej swe myśli, skinieniem głowy dała znak że zrozumiała. Anna rzekła - tak przejęłam... I pomogę wam, obiecuję, choć nie wiem ile dam radę uczynić... Księżna podeszła przed oblicze królowej czekając, aż je przedstawisz...
-
Kersijana
Skinęła głową Annie w podzięce. Uśmiechnęła się. Moja siostra i przyjaciółka w jednej osobie Lothiriel. Kersi celowo chce ukryć prawdziwą tożsamość Królowej. Uzurpator pewnie ma tu swoich szpiegów i nie było by rozsądnie by dowiedzieli się iż królowa Nordolczyków jest w tym mieście.
A oto księżna i Pani tego zamku... I równie jak Ty jest moją przyjaciółką... Kersi chwyciła Annę za rękę... Uśmiechnęła się do Lothiriel przeuroczo.... Nie gniewaj się Siostro... tu położyła troszkę nacisk na akcent..... na Beatrice... Wiesz że to jeszcze jest kaczątko, ale przerodzi się kiedyś w okazałego łabędzia.... Przy naszej pomocy i oddaniu.....
-
Kersijana:
Wiem, nie gniewam się na nią, to moja córka... I kocham ją taką jaka jest - odparła łagodnie Lothiriel patrząc z uśmiechem na Betty, na co ta przytuliła się do niej mocno. Księżna z królową również podały sobie ręce, a w swej głowie usłyszałaś głos swej pani - jeśli chcesz z nim porozmawiać idź... Ale nie wiem, czy coś dasz radę zdziałać, jest śmiertelnie obrażony na moją córkę i nazwał ją głupią dziewuchą, w zamian za co niekontrolowanie rzekłam mu parę "miłych" słów...
-
Kersijana
Użyję swojego nordolskiego uroku hi hi...Podeszła z Anną do również do Efa... Pocałowała go w policzek i wsunęła dłoń w jego dłoń.... A to Mój rycerz... Oznajmiła Annie z dumą w głosie.
-
Catherine
Wydała z siebie głośne westchnięcie ulgi gdy ujrzała przyjaciółkę w drzwiach komnaty,niemal od razu delikatnie wzięła siostrę na brzuch i poklepała dłonią w miejsce obok siebie dotąd zajmowane przez Adele.
-
Catherine:
Margaret usiadła na łóżku obok Ciebie i uśmiechnęła się pogładziwszy Cię po włosach. Zaraz jednak jej mina spoważniała i rzekła - nie udało im się, zgadnij co twoja kochana siostra odstawiła...
Kersijana:
Anna wyciągnęła Elrohirowi dłoń do ucałowania, ale ten ani myślał tego uczynić. Spojrzał z obrzydzeniem na księżną i nic nie powiedział. Kobieta zaskoczona, zaraz się nieco zasmuciła...
-
Catherine
Ehh,pewnie go obraziła albo się wywróciła....Może jeszcze Lothiriel się uda to naprawić....A Ty co tak siedzisz?Chodź,połóż się hihi - odparła cicho,starając się nie smucić tym że Betty po raz kolejny przez swoją niezdarność stawia na swojej drodze przeszkody - To co będzie jak królową zostanie? Ehh,młoda jest jeszcze to mam nadzieję że wydorośleje nieco,ale ta niezdarność pewnie się za nią będzie ciągnąć do końca....
-
Catherine
Veccavianka ułożyła się obok Ciebie, bacząc by butami nie zabrudzić pościeli. Wątpię, że twoja mama to naprawi. Jak Betty przewróciła się na księcia to ten ją nazwał głupią dziewuchą, a Lothiriel od razu w złości powiedziała co o nim sądzi...
-
Catherine
No tak....,Lothiriel ma jedną granicę uprzejmości,dobro córeczek,jeśli ktoś ją przekroczy to wszystko inne traci na znaczeniu....A Ty zdejmij buty,będzie Ci wygodniej.... - powiedziała głaszcząc ją policzku
-
Catherine:
Tak... Mam nadzieję, że wszystko się jednak jakoś ułoży, i tak mamy szczęście że książę nie kazał ich wtrącić do lochu za to co powiedziały - odparła Margaret i zdjęła buty, ale natychmiast jakby wstydliwie, wsunęła swoje stopy pod Twoje, chcąc je zakryć czymś.
-
Catherine
O co chodzi? Przecież są piękne,widziałam je już,nie masz się czego wstydzić,Twoje stopy to powód do dumy nie do zmartwienia czy zmieszania.... - powiedziała szczerze delikatnie ją głaszcząc po stopach swoją własną
-
Catherine:
Nie wiem... Tak jakoś, po prostu... Nie lubię... Odparła nieco zmieszana Veccavianka ale westchnęła niegłośno, widocznie jednak Twoje delikatne pieszczoty sprawiły jej przyjemność.
-
Catherine
No dobrze,uszanuję to,ale chociaż przy nas mogła byś się nie wstydzić....Jednak sprawiła byś mi wielką przyjemność gdybyś kiedyś się ze mną przeszła boso,one naprawdę są ładne Margaret,nie oszukuję Cię,tak ładne jak moje.... - rzekła cicho nie ustając w delikatnych pieszczotach przyjaciółki,cieszyła się że to nareszcie ona mogła kogoś pogłaskać stopą,bowiem do tej pory zawsze ją ktoś uprzedzał....
-
Catherine:
Dziękuję kochanie że tak mówisz... Kiedyś się tak przejdziemy, obiecuję - odrzekła patrząc Ci prostu w Twoje oczy i dając się dalej pieścić. Po chwili usiadła, pochyliła się nad Twymi stopami i ucałowała obydwie, by znów się położyć w tej samej pozycji co poprzednio. Nie przestawaj - szepnęła i przyłożyła swoją głowę do Twojej.
-
Catherine
Naszła ją wielka ochota by pocałować Margaret,zwłaszcza gdy ta przyłożyła swoją głowę do jej,z trudem się jednak od tego powstrzymała nie chcąc prowokować przyjaciółki dla zaspokojenia własnej ciekawości a może i pożądania....Zgodnie z prośbą nie przestała jednak jej głaskać i powiedziała tylko cicho - Trzymam za słowo....
-
Catherine:
Margaret wyręczyła Cię i zaczęła delikatnie całować po szyi, obejmując Cię jednocześnie. Wybacz mi, ale... Kocham cię - szepnęła.
-
Catherine
Westchnęła kilka razy od jej pocałunków i sama pocałowała ją namiętnie w usta zanim zdążyła się opanować jednak zaraz po tym zakryła swoje usta dłonią nieco wystraszona i zmieszana tym co zrobiła i wyszeptała cicho - Ja....,ja sama nie wiem....ale nie teraz Margaret,nie jesteśmy same,musimy o tym na spokojnie porozmawiać a ja muszę to wszystko sobie jakoś ułożyć....Dobrze?Przytul się do mnie,ale przestań....
-
Catherine:
Margaret była szczerze zaskoczona Twoim pocałunkiem. Odszepnęła z radosnym uśmiechem - dobrze Cathy, dobrze skarbie... Objęła Cię za szyję i mocno się przytuliła całując jeszcze czule w policzek.
-
Catherine
Położyła dłoń na jej włosach i zaczęła je delikatnie głaskać a drugą ręką wciąż obejmowała Ritę. Mimo że dalej było jej bardzo miło zwłaszcza że wcale nie przestała masować stóp Margaret swoją własną to zarazem czuła wielki niepokój i niepewność a także strach,nie miała zielonego pojęcia jak ona to teraz wszystko poukłada - O nie!Nie,nie,nie!Co ja zrobiłam?Czemu ją pocałowałam?Teraz będzie jeszcze trudniej!To było miłe,aż za bardzo,zwłaszcza gdy mnie zaczęła całować po szyi ale nie powinnam!Muszę porozmawiać z Lothiriel,tak bardzo jej teraz potrzebuję a jej nie ma....Co się ze mną dzieje?!Przecież mówiłam jej nie,tyle razy a teraz sama ją całuje i czuję....podniecenie? Chcę mieć dzieci,a z nią ich mieć nie będę,na pewno też bym utrudniła życie siostrom i jeszcze na dodatek jest kobietą,a mimo to jest mi z nią tak dobrze....
-
Catherine:
W czasie, gdy tak rozmyślałaś, zbudziła się Adela. Zamruczała cichutko, przeciągnęła się i leżąc na brzuchu spojrzała na Twą twarz uśmiechając się. Wciąż mruży oczkami, jeszcze się dobrze nie rozbudziła.
-
Catherine
Czemu zawsze kiedy ona się budzi ja muszę być smutna albo zmartwiona? - pomyślała,lecz mimo to ucieszyła się na jej widok i ucałowała ją czule w czoło po czym objęła obiema rękami i mocno do siebie utuliła Mała Adele pozwoliła jej choć na chwilę zapomnieć o coraz bardziej rozdartym sercu z jakim musiała się zmagać....
-
Kersijana
Z niedowierzaniem spojrzała na Nordolczyka... Zezłoszczona na niego chwyciła rękę Anny... Chodź Aniu,,, Widocznie nas tu nie chcą... Zrobiła obrażoną minę i zaczęła ciągnąć księżną do wejścia na zamek...
-
Kersijana:
Idź z człeczyną, skoro aż tak bardzo pragniesz się z nimi bratać - rzekł jeszcze za Tobą Elrohir. Anna zaś jeszcze bardziej posmutniała i gdy trochę się oddaliłyście zwróciła się do Ciebie - przepraszam, że przeze mnie wdałaś się w spór z ukochanym... To moja wina.
-
Kersijana
Nie opowiadaj głupstw...Przecie to.... uffff..... Kersi zaczęła tupać nogą ze złości... Jak on mógł?... Taki gbur.... Aż mi wstyd...Aniu..... Och... i pomyśleć,że ja z nim chciałam.... Kersijana cała była czerwona na twarzy ze złości...
Aniu ja Cię najmocniej przepraszam... Taki wstyd....Jak ja Ci mam spojrzeć w oczy... Och Aniu... Kersi nagle wtuliła się w nią i zaczęła płakać
-
Kersijana:
Nic się nie stało Kersi, nie twoja wina... Anna przytuliła Cię troskliwie i otarła Twe łzy, mówiąc po tym - no już, uspokój się i uśmiechnij, na pewno między wami sie jeszcze ułoży.
-
Kersijana
Ale jak on mógł? Ja myślałam, że z niego zacny Nordolczyk a przede wszystkim rycerz.... Aniu czuję się jakbym dostała od niego w policzek... Wybacz ale w takim stanie nie mogę z Twym Mężem rozmawiać... Musze gdzieś usiąść i ochłonąć... Przepraszam, że się narzucam ale mogę w Twej komnacie?
-
Kersijana:
Anna zaczęła Cię prowadzić za rękę mówiąc w trakcie - wiesz... Wielu Noldorów nienawidzi ludzi, przecież na pewno spotkałaś się w swej rasie z nienawiścią do nas... Nie wiń go aż tak, ja nie żywię urazy... Po chwili dotarłyście do przytulnej komnaty księżnej.
-
Kersijana
No tak,, wiem... Nordolczycy od kiedy stracili panowanie nad królestwem stali się inni. Bardziej zadziorni i nieufni... Ale... to go nie usprawiedliwia... Wie dobrze,że raniąc Ciebie to zranił i mnie. O jaki ładny pokój.... I jakie piękne masz łoże... Kersi wskoczyła pupą na nie, poklepując dłońmi pościel... Hmmm. jaka miła pościel..... Już nie pamiętam kiedy w takiej spałam... Aniu,,, a powiedz mi szczerze... Tylko nie obraź się jeśli to będzie nietaktowne.. Wy z mężem?....no wiesz..... tu na tej pościeli?... Kersi chwyciła się za usta... hi hi...To takie ekscytujące....
-
Kersijana:
Anna usiadła obok Ciebie i machając nogami zrzuciła z siebie buty. Tak my tutaj... Ale tylko raz, to był jeden jedyny raz w życiu kiedy zrobiłam to ze swoim mężem. I był to najgorszy raz w moim życiu, na szczęście więcej tu nie zagościł - odparła.
Catherine:
Adela roześmiała się, po czym rzekła - ciekawe co u mamy i Betty... Śniła mi się nasza siostra, że się przewraca na jakiejś sali tronowej czy czymś hihihi.
-
Catherine
Och,znając Betty to całkiem prawdopodobne.... - odparła,nie chcąc psuć jej dobrego humoru wieściami o tym że jej siostra i mama pokłóciły się z księciem.... - Hmm,Adele,chyba obiecałaś mi masaż stóp....,tak,tak się chyba umawiałyśmy hihi
-
Catherine:
Kłamiesz, ale niech będzie, mądrzejsza powinna ustąpić hihi więc spełnię twe życzenie - odparła Adela i pocałowała Cię w policzek, a następnie wygramoliła się z Ciebie i usiadła obok Twych stóp, ujmując jedną w dłonie i zaczynając masować. Całkiem nieźle jej to wychodzi, chociaż czasem zdarzy jej się przypadkowo połaskotać albo za mocno uścisnąć. Mimo to jej miłe ręce to rekompensują.
-
Kersijana
Nie rozumiem... Aniu to znaczy, że Ty się kochałaś tylko jeden raz? Współczuję Ci moja droga,,, Naprawdę współczuję... Kersijana równie jak księżna ściągnęła swoje buty.... Wiesz Aniu, nie chciałam Cię smucić.... Nie mówmy już o mężczyznach.... A To opowiedz mi co robią księżniczki,, tak na co dzień,,, jaka jesteś?
-
Catherine
Uśmiechnęła się do niej serdecznie a gdy Adele zaczęła masować jej stopy poczęła cicho pomrukiwać,ta mała żmija naprawdę potrafiła naprawdę szybko pozwolić jej zapomnieć o problemach i wprawić w lepszy humor....
-
Kersijana:
Nie... Zdarzały się przelotne romanse... A co do tego jaka jestem to, no cóż, jak każda inna szlachcianka tylko że bez obowiązków. Właściwie nic nie muszę, mąż odsunął mnie od wszystkich spraw politycznych i administracyjnych, więc na codzień oddaję się muzyce, jeździe konnej, spacerom i plotkom z dwórkami. A ty? Jak się żyje w lasach? Spytała, siadając ze skrzyżowanymi nogami i z zainteresowaniem wyczekując na odpowiedź.
Catherine:
Adela widząc, że coś Ci za dobrze, połaskotała energicznie spody Twych stóp, robiąc to z wrednym uśmieszkiem.
-
Catherine
Wierzgnęła delikatnie stopą i zaśmiała się dość głośno na chwilę zapominając o śpiącej i wtulonej w nią Ricie - Żmija! - skwitowała zachowanie siostry jednak wciąż na jej twarzy gościł szczery i sympatyczny uśmiech
-
Catherine:
Adela przestała Cię łaskotać i delikatnie ucałowała w palce, ale swoim zachowaniem chyba zbudziłyście Ritę, która okazała wam tyle dobroci i przyjaźni...
-
Catherine
Och,przepraszam,nie chciałam....Ale ta podła żmija mnie połaskotała i nie zdołałam się powstrzymać.... - rzekła z lekkim smutkiem patrząc przepraszająco na Ritę
-
Catherine:
Nic nie szkodzi, ale teraz za karę któraś każe służkom przynieść balię i mnie umyje - odparła niemrawo Rita i zachichotała.