-
Robert
W stajni ujrzałem sześć destrierów gotowych do drogi, fryzy,percherony w tym jeden Shire, Pani Agnes podejrzewa że mogą to być konie zamachowców, ja muszę w te pędy jechać do straży by bramy zamknęli ale zaklinam Cię waszmość miej baczenie na hrabiego,dziś może zostać zamach na niego przeprowadzony zwłaszcza że zamieszanie temu sprzyja, i miej baczenie komu o tym mówisz,nie wiadomo kto może do spisku należeć - rzekł konspiracyjnym szeptem i nie czekając na odpowiedź wybiegł na zewnątrz natychmiast poganiając Boemunda do galopu i pędząc w stronę bram.
-
Robert:
Duncan, za mną! Svenja, do komnaty! Wykrzyczał Godwyn po łacinie, od razu gdy tylko zacząłeś biec ku wyjściu z palatio. Obaj wypadli wraz z tobą na dziedziniec, ale od razu wsiadając na Boemunda wyprzedziłeś ich gnając ku bramie wyjazdowej z miasta. Przekroczyłeś most za bramą Czerwonego Fortu i kawałek jechałeś przez opustoszałą już ulicę, gdy drogę zagrodziło Ci dziesięciu rycerzy w pełnym rynsztunku, na koniach. Stać! Wykrzyczał jeden po łacinie.
-
Robert
Ledwo wyhamował konia przed nimi i powiedział - Przepuśćcie mnie! Trzeba zamknąć bramy miasta! Dzisiejszej nocy może się odbyć zamach na Hrabiego Rajmunda i Pani Agnes poleciła podjąć takie środki ostrożności!
-
Robert:
Pani Agnes powiadasz? Odparł jeden z nich z uśmiechem, po czym wyciągnął z sakwy diadem, który pani de Montmirail nosiła na głowie, rzucił go pod kopyta Twego rumaka. Oddać życie w obronie hrabiego to piękna rzecz, pewno Bóg ją dobrze przyjął.
-
Adriano
Panowie uspokójmy się. Jak widzicie nawet nie dobyłem miecza. Betrand schowaj to. Pani Agnes nas tu wysłała po tym jak została poinformowana że dwóch nie znanych jej rycerzy odprowadza tu Pana Rajmunda.
-
Robert
Wy zdradzieckie psy,obyście się smażyli w piekle! - wydarł się na nich a łza popłynęła po jego policzku,również Boemund zarżał żałośnie i delikatnie ujął w swe zęby diadem który Agnes nosiła na głowie - a Wasz spisek jest skończony! Hrabia wie o wszystkim i zbrojni już zabezpieczają fort! - jednocześnie obrócił do nich konia bokiem tak aby od razu gdy zdrajcy na niego ruszą zawrócić i pomknąć z powrotem w stronę fortu.
-
Robert:
Ta mała żmija zapłaciła za to, że wybrała przeklętego de Moulinsa, a nie mnie - ozwał się jeden z rycerzy. Widzę panie, że droga ci była... To pewno ucieszy cię wieść, że nie cierpiała przed dokonaniem żywota. Nagle usłyszeliście przytłumiony grzmot wielu końskich kopyt, ale nie wiesz skąd on nadbiega. Na to wszyscy zdrajcy zaczęli niespokojnie się rozglądać wokół, opierając dłonie na rękojeściach swych mieczy.
Adriano, Bertrand:
Hrabia jest ze swą córką za tymi drzwiami, ale nie wpuszczę was tam, póki pani Agnes osobiście mi nie rozkaże - odparł stanowczo rycerz.
-
Bertrand
Wpuszczać nas nie musicie, zostać nam tu jeno pozwólcie, cobyśmy z wami wejścia bronili i nikogo innego też nie wpuszczajcie. schował miecz z powrotem do pochwy.
-
Robert
Wychodzi na to że Wy również zapłacicie za swą zbrodnię - powiedział lodowatym tonem przeszywając wzrokiem przywódcę zdrajców.
-
Robert:
Grzmot końskich kopyt staje się coraz głośniejszy, zaraz zaś też słychać krótkie okrzyki popędzających wierzchowce jeźdźców. Zdrajcy zaczęli panikować i rozjeżdżać się w różne strony, wpadli zaś w popłoch gdy zagrzmiał róg wojenny. Kiedy spiskowcy się rozstąpili, dostrzegłeś tuman kurzu i choragiew z krzyżem w oddali, nie potrafisz rozpoznać jakiego koloru.