Robert
Jako że miał przy sobie jedynie sztylet zjechał na bok by zrobić miejsce dla rozpędzonych rycerzy,Boemund cały czas skwapliwie trzyma w zębach diadem przyjaciółki swego Pana jakoby to był najcenniejszy skarb.
Wersja do druku
Robert
Jako że miał przy sobie jedynie sztylet zjechał na bok by zrobić miejsce dla rozpędzonych rycerzy,Boemund cały czas skwapliwie trzyma w zębach diadem przyjaciółki swego Pana jakoby to był najcenniejszy skarb.
Adriano
Tak będzie najlepiej. Może spytajcie czy nic się nie stało bo dziwne jest to że Pan Rajmund ani jego córka nie zareagowali na wasze okrzyki i dźwięki uderzeń miecza o tarcze.
Robert:
Ustąpiłeś przed nadjeżdżającym rycerstwem i z boku im się przyglądasz. To templariusze, około dziesięciu, poganiają swe piękne konie bojowe a obnażone, lśniące w księżycu miecze trzymają na ramionach. A prowadzi ich... Nikt inny jak pani de Montmirail, która wygląda na to, iż jest w całkiem niezłym stanie. Nie ma wprawdzie diademu, a spod włosów cieknie jej krew ale na Twój widok uśmiechnęła się wyraźnie. Widać, że ciężko jej się utrzymać na nieosiodłanym koniu. Zmierzają wprost do Czerwonego Fortu.
Adriano, Bertrand:
Jeden z rycerzy podszedł do drzwi i pochylił się, próbując usłyszeć co dzieje się wewnątrz. Na pewno tam są, słyszę płacz panienki Aurory - rzekł.
Bertrand
Zajrzyj panie, albo samemu daj mi posłuchać, muszę mieć pewność, żeby mych przełożonych nie zawieść. podnosi ręce do góry Złych zamiarów nie mam, spójrz, że nieuzbrojony jestem.
Robert
Agnes! - wykrzyknął wyraźnie uradowany - To zdrajcy! Rzucili mi Twój diadem! Już myślałem że Cię dorwali! - wykrzyknął jeszcze głośniej by przekrzyczeć tętent kopyt i wskazując na spanikowanych spiskowców którzy rozpierzchli się przed templariuszami.
Robert:
Hrabina krzyknęła coś po francusku jednemu z templariuszy, a ten okrzykiem i gestem dłoni wstrzymał rycerzy, którzy natychmiast zatrzymali swe konie. Agnes podjechała do Ciebie i rzekła po łacinie - wiem, że zdrajcy, zaatakowali mnie jak jechałam po świątynników i strącili z głowy diadem. Przyłożyła sobie dłoń do czoła, wycierając krew. Ledwo z żywotem uszłam, Gawain z Curland, on stoi za tym wszystkim, widziałeś gdzie pojechał!? Nie możemy dopuścić, by dotarł do swoich zbrojnych, a trzyma ich w Trypolisie dwie setki! Doliczyć do tego poczty innych możnych stojących za nim, dojdzie do wojny jak go nie zatrzymamy!
Adriano, Bertrand:
Wejdź zatem, ale mam cię na oku - odparł rycerz Bertrandowi. Gdy weszliście do komnaty, zobaczyliście siedzącego hrabiego ze swą płaczącą córką na kolanach, są wtuleni w siebie. Czemuż zakłócacie nasz spokój! Ryknął Rajmund.
Bertrand
Wybacz panie, przysłała mnie pani Agnes de Montmirail, cobym Cię przed zamachowcami bronił, jednak tym dwóm rycerzom uwierzyć nie mogłem, i sam musiałem obadać czy wszystko z tobą w porządku. Będziemy czuwać przed komnatą i na niebezpieczeństwa baczyć. po tych słowach wyszedł z komnaty córki hrabiego No dobrze panowie, wybaczcie żem wam nie uwierzył, lecz życie pana Rajmunda najważniejsze.
Adriano
Czyli wszystko w porządku. Coś mi tu się nie zgadza.
Techniczny
Lwie rycerz zaprosił Betranda a weszliśmy obaj. Nawet tak chciałem więc ok ;)
Adriano, Bertrand:
Hrabia nawet nie zdążył zareagować na wasze słowa, gdy uwagę jego i waszą przykuł dźwięk rogu wojennego, dobywający się gdzieś z miasta...
Techniczny
Tak myślałem, że Adriano też wejdzie za Bertrandem to dałem dla obydwu.
Robert
Przykro mi Agnes,pouciekali niczym szczury,każdy w inną uliczkę,nie mam pojęcia w którą z nich umknął Gawain - powiedział po czym dodał po Włosku do Boemunda - Oddaj Pani co do niej należy,widzę że też się zmartwiłeś jej krzywdą,od czasu Julii nikogo tak nie polubiłeś stary draniu - podrapał go za uchem na co ten zarżał radośnie i jak by wszystko rozumiejąc podszedł do Agnes i zaczął delikatnie trącać jej dłoń trzymanym diademem.