-
Christophe Leroy
A pieprzyć to... Zaraz wpadnę koniowi pod kopyta jak się z niego zwalę jak tak będę za nimi gnać. Sami się zaraz zawrócą pewno i tak... - powiedział do siebie marudnym tonem i zwolnił coby znowu nie było zaraz podobnej sytuacji - A przynajmniej mam nadzieję, że zawrócą... Ehh.
-
Arathena
Szalona... chyba zmienię przydomek,,, starała się zmusić do uśmiechu...
-
Alessio wyjechał w końcu spomiędzy gór. Po prawej stronie widzi posąg jakiejś kobiety i jezioro za nim. Zbliża się wieczór.
-
Anna de Loiret
A może być Waleczna? Arathena Waleczna, całkiem ładnie, nie sądzisz? Przynajmniej moglabyś się posługiwać tym w Bretonni, bo Czarna Wdowa może zostać... Niezbyt dobrze odebrana.
-
Alessio
A co mi tam, i tak nie dogonię Liothannei,nikt jej w umiejętnościach nie dorówna a do tego ma lepszego rumaka..... - pomyślał zwalniając konia do kłusu po czym podjechał do posągu oglądając go z dużą ciekawością.....
-
Arathena
Anno, boję się zejść z konia... Nie daleko stad jest jezioro.. Jedź do nich niech się nie skuszą i do niego nie zbliżają... ja dojadę wolno do was... znam drogę.. zawróćcie jeśli zbyt długo mnie nie będzie,,, Giermek wie... leć pospiesz się.....
-
Anna de Loiret
Liothannea zna to jezioro, nie ma potrzeby, bym gnała za nimi. A ciebie nie zostawię - odparła.
-
Posag przedstawia urodziwą kobietę trzymająca w swych dłoniach kielich. Oblicze jest przedstawione z takimi szczegółami jak cieknące po jej policzkach łzy.
Po chwili nadjechał Christophe. Ujrzał przyglądającemu się posągowi Alessia.
-
Arathena
Co to było? Konia niósł na barku jak drwal siekierkę... nigdy czegoś takiego nie widziałam.
-
Alessio
Ach to Ty - odparł na widok giermka bez sympatii ale i bez gniewu w głosie uprzednio się obracając po usłyszeniu tętentu kopyt, ponownie zwrócił wzrok na posąg dodając - To Twoja bogini,prawda?