-
Catherine, Erilla, Kersijana:
Dziewczynka zaśmiała się od łaskotek Kersijany, patrząc na chwilę w jej oczy swym rozweselonym obliczem. Królowa tymczasem wyjąkała - dziękuję wam, bardzo wam dziękuję...
Malcolm:
Szkoda było nam ryzykować życiem klaczy, rżnąłby ją póki by nie padła hehe - odparł ojciec Rity. Demoniczny rumak spojrzał na Ciebie swymi czerwonymi oczami, aż przeszył Cię dreszcz. Tymczasem pachołkowie przynieśli wszystko co Ci potrzebne.
-
Malcolm
Nikt nie próbował go dotychczas oswajać? Rozumiem że wywałaszenie go, żeby się uspokoił nie wchodzi w grę?
-
Catherine
Nic nie odpowiedziała tylko delikatnie wzięła ją na ręce choć aż sapnęła z wysiłku była bowiem naprawdę zmęczona a i choroba powoli dawała się we znaki....Z trudem zaniosła ją do swojej klaczy i powiedziała - Rosie,pomóż Pani.... - na co klacz zaczęła lizać Lothiriel po twarzy i wtulać w niej swoją głowę - Nie tak! - powiedziała zirytowana widząc co robi jej wierna przyjaciółka,na naganę ze strony Catherine ta zarżała radośnie po czym opadła na kolana co umożliwiło jej Pani posadzenie królowej w siodle.Gdy to zrobiła zaczęła oddychać ciężko i aż oparła się o swoją klacz chcąc zregenerować siły,wciąż jednak przytrzymywała elfkę jedną ręką....
-
Malcolm:
Nie wchodzi, straci w ten sposób swoje wyjątkowe walory bojowe, a tego chcemy uniknąć. Ach... I zostaw swój oręż tutaj, byś przypadkiem nie próbował zrobić krzywdy Pałogrzmotowi - rzekł Ealdred, wyjmując klucze ze swej sakwy. Rita zachichotała zakrywając usta dłonią.
Catherine:
Poczułaś delikatną dłoń Lothiriel na swym policzku, jej przemiły dotyk... Ta nic nie powiedziała, ale pogładziła Cię lekko.
-
Malcolm
Pałogrzmot... Zostawił miecz przed klatką, upił trochę wina, wziął kosz z owsem i jabłkami i stanął przed drzwiami. Siodłem na razie nie będę go straszył. Jestem zatem gotowy...
-
Catherine
Spojrzała na nią szczerze zaskoczona jednak nie skomentowała jej zachowania,zamiast tego delikatnie wzięła jej rękę i zdjęła ją ze swojego policzka....Gdy wyrównała oddech,bez słowa dosiadła Rosie,jedną ręką obejmując królową w pasie aby nie spadła drugą zaś łapiąc za wodze i stanęła na trakcie czekając aż reszta do nich dołączy.... - No i świetnie,wczoraj jeszcze byłam sama a teraz mam siostrę i podróżuję z trzema nieznajomymi kobietami w tym jedną która widzi każdą moją myśl,jak by tego było mało jadę z nią w jednym siodle choć miałam trzymać się od niej z daleka,ehh,za miękka jestem i tyle....
-
Kersijana
Wzięła małą za rękę i zaprowadziła dziewczynkę do swojego rumaka...Pozwólcie że was sobie przedstawię.... Oto tu stoi przed Tobą królewna Adela. Szuka ogiera godnego by mogła go dosiąść. A tu oto stoi Bojowy rumak Lśniący Liść. O Pani Moja, czy uczynisz nam ten zaszczyt? Kersi w przesadny sposób mówiła dystyngowanie. Chciała rozbawić małą aby choć na chwilę zapomniała o chorobie Catherine i Lothiriel. Jak Ci się podoba?Powiedziała już normalnym głosem całując ją w głowę. Iście królewski koń dla najpiękniejszej księżniczki na świecie... Kersijana wzięła małą pod pachy i posadziła na Rumaku i podała jej wodze w ręce. Odeszła kawałek gdy mała siedziała na nim. Elfka znała ogiera bardzo dobrze ale musiała z boku przyjrzeć się zachowaniu dziewczynki czy czasem nie boi się. Ta chwila w której się przypatruje im obojgu da obraz elfce czy dziewczynka urodziła się w siodle czy nie. Mirilla Lassi w każdej chwili Elfka może prowadzić głosem więc nie miała obaw, że mała zacznie jechać i nie będzie umiała się zatrzymać.
-
Malcolm:
Niech Astrea ma cię w swej opiece hehe - mruknął Ealdred, otwierając klatkę i wpuszczając Cię do niej. Gdy wszedleś, natychmiast zamknął ją z powrotem na klucz. Powodzenia Malcolmie! Krzyknęła Rita. Ogier parsknął, zagarniając ziemię kopytem. Na razie tylko się przygląda... Nie widzisz jeszcze jego męskości.
Catherine:
Lothiriel mruknęła, wtulając się w Ciebie i kładąc swoją dłoń na Twej, którą ją obejmujesz.
Kersijana:
Dziewczynka nie bała się w ogóle Twego rumaka, przeciwnie, z chęcią i radością dała się na nim usadzić. Gdy znalazła się w siodle, wyprostowała się dumnie, jak księżniczka, by zaraz zaśmiać się radośnie patrząc na Ciebie. Jest cudowny - powiedziała, uradowanym głosem, chwytając wodze oraz gładząc nogami jego boki, widocznie rozkoszując się miłym dotykiem jego sierści.
-
Catherine
Co robisz?! - powiedziała dość ostro,zaskoczona tym że zaczęła mruczeć i dotykać dłoń którą ją obejmuje....
-
Catherine:
Nic... Odparła królowa i znów zamruczała.