-
Kersijana
Elfka wzdychała cicho gdy księżna ją całowała po piersiach. zaczęła przez palce przepuszczać jej długie włosy co jakiś czas przybliżając je sobie do twarzy. Chłonęła jej zapach i smak. Powoli popychała ją by się położyła na brzuchu...Gdy Anna leżała elfka usiadła na nią okrakiem ocierając się swym wilgotnym kroczem o jej pośladki. Schyliła ciało i pieściła jej plecy swoimi piersiami całując ją zmysłowo po karku. Rękoma pieściła jej talię i pas co jakiś czas wsuwając rękę ku jej piersiom.
-
Kersijana:
Anna zaczęła wzdychać coraz to głośniej, poddając się Twym zmysłowym pieszczotom. Sama nie miała jak ich zbytnio odwzajemnić więc po prostu oddawała się rozkoszy...
-
Kersijana
Widząc jak Annie jest dobrze zmotywowała się do tego by jeszcze czulej i namiętniej ją pieścić.. Lej wargi smakowały jej ciało coraz niżej i niżej... A wilgotne krocze elfki przesuwało się ku jej łydkom zostawiając mokry ślad jej podniecenia...
-
Kersijana:
Anna wciąż wzdychając obróciła się delikatnie na plecy i usiadła, zabierając jedną nogę spod Twego krocza. Widząc, że wreszcie ma jak odwzajemnić pieszczoty choć trochę, wyzwoloną spod Ciebie nogę uniosła nieco i zaczęła stopą pieścić Twe piersi, masując je, a sutki smagając delikatnie palcami...
-
Kersijana
Widok słodkiej i wilgotnej kobiecości księżej aż zapraszał usta elfki by posmakowała jej uroków... Powoli całując Annę od stopy poprzez łydkę i udo zbliżyła swą twarz do tej spragnionej i lśniącej od pożądania części ciała. Elfka chwilę pieściła ją palcami przy samym wejściu do gniazdka rozkoszy. Powoli bardzo powoli wsunęła w nią swój palec... Jej twarz była tak blisko płatków róż księżnej że gdy ta mimowolnie uniosła swą pupę do góry to tak jakby sama pocałowała swą kobiecością Elfkę w usta. Elfka zaczęła ją pieścić swoimi ustami i językiem jednocześnie wsuwając i wysuwając już nie jeden a dwa palce. Elfka czuła że Anna zmieści o wiele wiele więcej... I miała zamiar się o tym przekonać....
-
Kersijana:
Księżna westchnęła już głośno, aż w końcu zajęczała z rozkoszy odchylając głowę w tył. Twoje dwa palce zmieściły się bez większych problemów... Kersi... Wyjąkała głaszcząc Cię po głowie i karku, a stopami pocierając Twe pośladki.
-
Kersijana
Gdy księżna wypowiedziała jej imię Kersi wyciągnęła palce z jej wnętrza i położyła jej do ust... Sama dalej lizała i całowała ją o jej intymności... Stopy księżnej na jej pośladkach tak bardzo podnieciły elfkę że drugą rękę przybliżyła tez do swego krocza. Czuła jak jest wilgotne i ciepłe. Bez najmniejszego problemu a nawet i samo wsunęło się na palec elfki... Kersi cicho wzdychała kołysząc biodrami. Chwilkę tak się pieściła.... minęła małą chwilka gdy elfka znowu zaczęła wkładać w intymność księżnej już trzy palce.... wcześniej rozchyliła jej jednak płatki róż i lizała jej rozpalone wejście.
-
Kersijana:
Trzeci palec również wszedł do kobiecości Anny... Ta zaś włożyła dwa swoje palce w Twoją i zaczęła energicznie ją pieścić, jęcząc w tym czasie sama z rozkoszy. Stopami wciąć gładzi Twe pośladki a zębami przygryza wargę, chyba po to by nie jęknąć na cały głos...
-
Kersijana
Kersijana przestała w końcu lizać i całować Annę.. Przesunęła swe ciało wyżej ku jej ustom. Przyklęknęła nad nimi i obiema rękoma rozchyliła swą kobiecość tuż nad jej wargami. Patrzyła jej w oczy z pożądaniem i ogromnym podnieceniem.
-
Kersijana:
Anna nie czekała długo, od razu wręcz zaczęła namiętnie i pożądliwie pieścić ustami i językiem Twą kobiecość, rękami łapiąc Cię za pośladki oraz przysuwając Twą intymność do swojej twarzy jeszcze bliżej.
-
Kersijana
Gdy Anna ją pieściła swoimi ustami elfka ściskała swoje piersi i sutki. Po chwili dłoń jej zawędrowała na swoje pośladki by w końcu trafić do rozpalonej i gotowej na wszystko kobiecości. czuła dłonią jak księżna ją liże i pieści raz po intymności a raz po palcach. Najwidoczniej księżna i elfka przypadły sobie do gustu.... Elfka miała nadzieję że zabawią na zamku dłużej niż jeden dzień. Zresztą nie ważne jak długo tu będą ale wiedziała gdzie spędzi noc.
-
Kersijana:
Anna zaczęła Cię jeszcze szybciej, namiętniej i głębiej pieścić po intymności, sama pojękując co i rusz. Trzymając rękę wciąż na Twym pośladku, drugą zaczęła energicznie masować Twą stopę. Czujesz, że już niedługo i...
-
Kersijana
Nagle poczuła niesamowity i ciężki do opisania przypływ i potem wybuch rozkoszy przemieszany z obłędem. Orgazm był tak silny i gwałtowny że nie była w stanie pohamować wypływu z jej wnętrza soków pożądania które wypłynęły wprost na twarz Anny.
Elfka opadła wyczerpana na pościel. Ciężko oddychała i patrzyła jak Anna się świeci... Uśmiechnęła się do niej i pocałowała w usta. Pachniała nią jej kobiecością. Kersi tak objęła Annę nogami by wzajemnie przytuliły się swymi kobiecościami... Ile mamy czasu zanim przyjdzie czas na rozmowę z Twoim mężem?
-
Kersijana:
Anna wciąż jest cała rozpalona i pragnie rozkoszy, a to za sprawą tego że skończyłaś zaspokajając tylko siebie... Pomówisz z nim wieczorem - odparła i wyrwała się delikatnie z objęć, po czym przystawiła sobie Twą stopę do swej kobiecości patrząc na Ciebie z lubieżnym uśmiechem. Mówiłaś, że to lubisz szczególnie... Wydyszała.
-
Kersijana
Tak,,, uśmiechnęła się równie lubieżnie co księżna do niej... Jest taka śliska i taka mokra... Elfka zaczęła pieścić ją stopą po intymności badając ile księżna jest w stanie w siebie zmieścić... Sama by podniecić bardziej Annę rozchylała swą kobiecość wsuwając i wysuwając w nią swoje palce...
-
Kersijana:
Anna najpierw pieściła się tylko spodem dużego palca u Twej stopy, ale potem wsadziła w kobiecość dwa kolejne, trzymając Cię w kostce i pięcie. Po kilku minutach jej coraz intensywniejszego dawania sobie rozkoszy, w czasie kiedy wpychała Twe palce coraz to głębiej i szybciej, poczułaś jej soki spływające po Twej stopie, a ona zajęczała głośno...
-
Kersijana
Patrzyła z niedowierzaniem na wyczyniania księżnej. Bała się że się rozerwie na pół... Aniu to boli? zapytała cicho, bo nie była pewna czy to jej intymność wypuściła soki miłości czy to krew.... Elfka była strasznie podniecona i gdyby nie obawa o Anie była by w siódmym niebie. Przestała się pieścić ale nie chciała gwałtownie wyciągać z niej swej stopy coby czegoś nie uszkodzić...
-
Kersijana:
Anna odetchnęła wreszcie, wyjmując powoli Twą stopę ze swej intymności. Nie boli... Jęknęła i położyła się zmęczona obok Ciebie, obejmując za szyję.
-
Kersijana
Jesteś cudowna Aniu... Jeszcze nigdy nie było mi tak dobrze jak z Tobą teraz.... Już wtedy nad rzeką chciałam, ale nie byłam pewna czy Ty tego chcesz , czy Cię nie obrażę... Kersi paznokciami bawiła się jej sutkami.... Obie były całe mokre nie wiadomo czy od potu czy od.... Czy będzie nietaktem jak byśmy kąpieli zażyły razem? pachnę cała Tobą a Ty mną.... Kersi pokazała lepiące się palce i się roześmiała...
-
Kersijana:
A czyż to, że pachniemy sobą nawzajem, nie jest wspaniałe? Spytała, włażąc na Ciebie i uśmiechając się.
-
Kersijana
Jest.... Nawet bardzo... Kersi pomogła księżnej wejść na siebie.. Cieszę się, że się spotkałyśmy.... Anno a może... Pojechałabyś nami? pomyśl ile wspaniałych chwil razem możemy spędzić? Elfka uśmiechnęła się na ten swój "genialny" pomysł....
-
Catherine:
Gdy usnęłaś w ramionach swej ukochanej opiekunki, dostrzegłaś przed sobą tylko cudowny błękit, jakim lśni jej pierścień. Po tym zaś znalazłaś się na łące... Na zielonej łące pełnej pięknych kwiatów, których barwa jest rozjaśniana przez promienie słońca. Po chwili podbiegła do Ciebie mała, ruda dziewczynka i pociągnęła Cię za rękę mówiąc - chodź mamo, pobaw się ze mną i z ciocią! Pobiegłyście razem do Beatrice i od razu się roześmiałyście, gdy ta zbierając kwiaty zwróciła na was swą uwagę i w tym czasie się ukuła kolcem róży, krzyknąwszy znajome auć! Rzuciłyście się po tym we trzy na ziemię i zaczęłyście tarzać, łaskotać i ogólnie się bawić, ciesząc się swą bliskością. Zaraz też dołączyła do was Adela... Trwało to długi, długi czas, aż dostrzegłaś Lothiriel na białej klaczy, która rzekła do Ciebie - chcesz znać swe przeznaczenie córeczko? Oto i one... Ale też od ciebie zależy, czy ono się spełni czy nie...
Zbudził Cię potężny dźwięk rogów wojennych i dzwony bijące jak oszalałe zdaje się ze wszystkich stron.
Kersijana:
Chętnie pojechałabym z tobą ... Ale czy moja córka wtedy będzie bezpieczna i szczęśliwa? Spytała Anna, lecz nagle zaczęły bić dzwony i rozległ się głośny, przeciągły dźwięk wojennych rogów...
-
Catherine
Mamo.... - jęknęła przez sen,wciąż nie do końca przytomna,dopiero dzwony podziałały na nią jak kubeł zimnej wody,usiadła gwałtownie na posłaniu i....dopiero wtedy zdała sobie sprawę że to nie był najlepszy pomysł bowiem wciąż czuła ból głowy,odruchowo przyłożyła sobie do niej dłoń i znów wyjęczała - Auć....
-
Catherine:
Od razu złapała Cię Lothiriel i przytuliła z całej siły, a po jej policzkach spływają łzy... Córeczko, naprawdę nazwałaś mnie...? Wyjąkała patrząc Ci w oczy.
-
Catherine
Spojrzała na nią nieprzytomnym wzrokiem i wymamrotała - Jak nazwałam?Mówiłam coś przez sen?
-
Catherine:
Wyjąkałaś "mamo"... Lothiriel spuściła głową opierając ją o Twe ramię i nie bacząc, że dzwony wciąż biją zewsząd a z zewnątrz słychać jakieś krzyki.
-
Catherine
Poczuła nagłą falę gorąca i odparła nieco się jąkając - Och....Ja....Eee....Długo spałam?I co się dzieje?Chyba powinnyśmy pójść to sprawdzić....
-
Catherine:
Lothiriel nie zważając już na Twe słowa opadła zapłakana na łoże. W tym samym czasie Betty mocnym kopniakiem wyważyła drzwi i wpadła z mieczem do środka komnaty z okrzykiem. Gdy jednak was ujrzała, uśmiechnęła się głupkowato i rzekła - bałam się, że coś wam się stało... Eeee, no wiecie...
-
Catherine
Nie wiedziała co ma powiedzieć więc jedynie mocno się do niej przytuliła roniąc kilka łez i ignorując Betty,nie chciała zranić elfki ani nie wypowiedziała tych słów celowo,cóż jednak mogła poradzić na to że dalej nie potrafiła nazywać jej swoją mamą?
-
Catherine:
Do komnaty wpadła też Rita, która rzuciła do królewny - Betty, jest coś takiego jak klamka, nie musiałaś mi wyważać drzwi! Dziewczyna zabrała po tym swój łuk, założyła go na ramię, a następnie przypięła pas z kołczanem. Zbierajcie się, zwiadowcy donoszą że Jatu są jakąś godzinę drogi stąd, ogromna armia!
Lothiriel dalej płacze, nie odwzajemniła uścisku, wygląda na całkiem załamaną...
-
Catherine
Och,to wszystko wyjaśnia....,zostawcie nas na chwilę same,dobrze?Zaraz do Was dołączymy.... - odparła delikatnie głaszcząc Lothiriel po włosach i wpatrując się w nią ze smutkiem
-
Catherine:
Rita skinęła Ci głową i wybiegła z komnaty, ciągnąc królewnę za rękę. Zostałaś sama z królową.
-
Catherine
Przepraszam,ja nie chciałam....Kocham Cię bardzo,bardzo,bardzo,przecież wiesz....Wciąż jeszcze nie jestem gotowa,ale....Czuję z Tobą coraz większą więź,tylko potrzebuję czasu,rozumiesz? - powiedziała łagodnie przytulając się do niej i całując ją kilka razy w głowę
-
Catherine:
Rozumiem... A... Ale tak się ucieszyłam, tak bardzo się uradowałam kiedy to usłyszałam z twych ust a potem... Odparła Lothiriel teraz już mocno Cię przytulając.
-
Catherine
Wiem....Ale nie mogłam Cię okłamać,ani nie powiedziałam tego by dać Ci nadzieję a potem ją odebrać raniąc tak podle....Może,pewnego dnia,sprawię Ci tą radość ale już świadomie,lecz proszę,bądź cierpliwa i taka jak dotąd,dobrze?
-
Catherine:
Dobrze kochanie... Dobrze, chodź zobaczymy co się dzieje - królowa otarła swe łzy i pociągnęła jeszcze nosem, a następnie chwyciła Cię za rękę i obie wstałyście z łoża. Zza wejścia do komnaty dostrzegłaś tylko jak jakaś dziewczyna jakby się odwracając, machnęła swymi długimi, złotymi włosami, po czym usłyszałaś szybkie, cichnące kroki. Domyślasz się, do której to dziewczyny owe włosy należały...
-
Catherine
Ehh ta Betty.... - stwierdziła cicho i pokręciła głową z dezaprobatą - Długo spałam? I nie wiem czy powinnam Ci dziękować czy się złościć za ten sen,chociaż był całkiem miły to teraz będzie mnie prześladował....Moja córeczka,której mogę nigdy nie wydać na świat,taka piękna.... - po czym opadła na kolana i zaczęła cicho pochlipywać
-
Catherine:
Wydasz, zaufaj mi... Szepnęła Lothiriel kucając obok Ciebie i głaszcząc po włosach. Chodź już skarbie, musimy iść... Obiecuję ci, że będziesz miała kiedyś córkę, ja to czuję, i widzę kiedy mam ciebie przed oczami.
-
Catherine
Skąd to wiesz?A co jeśli pokocham kobietę?Tak,Twoja córka jest na tyle walnięta że jest w stanie to zrobić.... - powiedziała i wtuliła się w nią zaczynając płakać nieco głośniej
-
Catherine:
Po moim przykładzie wiesz, że córkę można mieć nie tylko wydając ją na świat z własnego łona - odszepnęła troskliwie Cię tuląc.