-
Chrostophe Leroy
Tak... Zmęczony już jestem, wszak jeszcze wcześniej z mym panem jechałem. Coraz mniej widzę i długo już nie pojadę, więc potrzebowałbym odpoczynku - odparł jej już zmęczonym głosem - Jeżeli tu nie jest bezpiecznie rozbijać obozu to zmuszę się do pojechania jeszcze kawałka i może coś znajdziemy, lecz trzeba by zrobić pochodnię bo bez niej niczego nie będę widział. O strawę się nie martw, pani... Dam sobie jakoś radę.
-
Arathena
Nie nazywaj mnie tak... Prosiłam Cię... Jeśli jesteśmy sami możesz normalnie do mnie mówić. Nie jestem szlachcianką ani dworną panną... Uśmiechnęła się pod nosem....
Nie jest tu bezpieczniej jak i gdzie indziej na drodze naszej... Możemy tu odpocząć i zjeść zanim ciemniej się zrobi.... Spać możesz pierwszy,,, Ja czuwać mogę. Zbudzę Cie jak pora przyjdzie... Jej głos był delikatny, nawet dość przyjacielski.
Zsiadła z konia i zaczęła się rozglądać za jakimś w miarę wygodnym miejscem.
-
W miarę wygodne miejsce elfka dostrzegła po drugiej stronie traktu, tam gdzie nie ma rozgałęziania. Co ważniejsze w ten sposób droga odgrodzi Was od drzew zakazanego lasu.
-
Christophe Leroy
Uśmiechnął się lekko i odparł jej przyjaznym głosem, po czym zsiada ze swego konia i przypatruje się jej - Skoro tak chcesz. W razie czego to obudź mnie jakbyś czegoś potrzebowała...
-
Arathena
Gdy dostrzegła miejsce nadające się na popas udała się w tym kierunku.
Będzie nam tu wygodnie, a jeszcze dobrze mieć patrzenie na drogę. Jestem pewna , że oczy z Lasu nas obserwują, ale będąc z tej strony drogi damy jasny sygnał, że granicy nie mamy zamiaru przekraczać.
Techniczny
Jak zjedli i giermek idzie spać to elfka rozsiodłała konie i swoje i jego...(chyba, że Krzyś rozsiodłał swoje wcześniej sam xD)
Wsłuchiwała się przez chwilę w równy oddech giermka,który świadczył o tym, że zmęczenie dało mu się odczuć...
Spojrzała wysoko. Nad sobą widziała gwiazdy, w których są ukryte marzenia. W języku Elfim zaśpiewała cicho.
Dziwaczne to stworzenie
hoduje owłosienie
a nóżek cztery pary
porusza się bez miary
istota ta kudłata
na sieci swojej lata
białą nić wszędzie przędzie
pułapka z tego będzie
siedzi tam oprych mały
by czekać swej ofiary
wnet wpada mucha gruba
zaczyna się rozróba
pająk ją w sieć oplata
już całkiem jest puchata
potem schrupie ją ze smakiem
pająk cwanym jest robakiem *
Tę piosenkę śpiewała jej matka. Pamiętała ją od zawsze, i choć dziś jest już dorosłą kobietą, która w gruncie rzeczy zaakceptowała swój wygląd i nawet polubiła tę "ozdobę na czole" to nadał miała żal do Swojego ludu... Nigdy jej nie zaakceptowali... Nawet miała wrażenie, że jej się boją. Pamiętała jak rozmowy milkły gdy pojawiała się nagle. Te niby niewidoczne spojrzenia, które mówiły więcej niż słowa......
Siedziała tak wpatrując się w gwieździste niebo...
Jej czuwanie pomału dobiegało końca..... Giermek nadal oddychał spokojnie i równo. Aż miała trochę żalu, że go musi budzić...
Wstawaj... powiedziała kucając nad jego posłaniem... Szarpnęła delikatnie jego ramię, na tyle by go nie przestraszyć.
Też muszę odrobinę się przespać.... Zbudź mnie zanim Słońce wstanie... Powinniśmy ruszać jak jeszcze ciemno będzie. I nie zapomnij osiodłać koni....
Starała się by wyczuł w jej głosie, iż to raczej prośba niż jakiś nakaz..
*źródło
http://wiersze.kobieta.pl/wiersze/pajak-145319
-
Warta Christopha mija spokojnie, gdy nagle wydało się mu, że to drzewo w lesie gdzie indziej stało. Nie widział co prawda żeby się poruszyło, zresztą drzewa przecież nie chodzą. Ale jest prawie pewny tego, że mu się nie przywidziało.
-
Christophe Leroy
Cholera... Co jest? Te drzewo gdzie indziej stało... - po czym przykucnął i zaczął szturchać elfkę za ramię, nie za mocno by nie zrobić jej krzywdy, ani nie za słabo, by czasami to nie poszło na nic, jednocześnie obserwuje to drzewo i otoczenie. Zdziwiło go to, a zarazem nieco zaniepokoiło, oraz poniekąd przez myśl przechodziło mu to, iż może tu jakowyś magik się czai, albo inne cholerstwo...
-
Arathena
Przez sen wydawało jej się jak Giermek z kimś rozmawia. Obudzona nagle, otwarła oczy...
Jakie drzewo? zapytała. Ale gdy spostrzegła giermka starającego się coś dojrzeć w ciemności odwróciła głowę w tym kierunku... O czym Ty mówisz?
-
Christophe Leroy
Widzisz te drzewo? - wskazał ręką na nie i powiedział - Jestem niemalże pewien, że ono ruszyło się ze swojego miejsca i przeszło na inne, gdy nie przyglądałem się.
-
Arathena
Jesteś pewien, że nie stało tam cały czas? Cienie w lesie chodzą razem z księżycem.... Wstawała powoli....
Czas ruszać nam powoli.... Osiodłaj swoje konie, nic tu po nas.... Sama zacząła uwijać się ze swoimi....
Po elficku w stronę lasu...
Czemu zaszczyt nas taki spotyka że Enty się spokojnym podróżnym interesują?