Vito
Oparł się o filar spoglądając na najemnika i ziewając przy tym. Orkowy topór? Ilu zielonoskórych załatwiłeś w swoim życiu? Zagaił dla zabicia czasu, widząc broń wojownika.
Wersja do druku
Vito
Oparł się o filar spoglądając na najemnika i ziewając przy tym. Orkowy topór? Ilu zielonoskórych załatwiłeś w swoim życiu? Zagaił dla zabicia czasu, widząc broń wojownika.
Dan
Hehe,na szczęście nie miałem okazji jeszcze żadnego spotkać twarzą w twarz,nie wiem czy wiesz ale aktualnie dzięki bogom nie ma ich na naszej części wyspy....,jeśli chciałeś zapytać skąd mam tą broń to pokonałem w honorowym pojedynku poprzedniego właściciela - powiedział cicho stając koło niego,po czym spojrzał na broń strażnika i dodał - porządny oręż, nie to co Wasze wykałaczki....,spróbował byś tym swoim mieczykiem topielca albo zębacza usiec,życzę powodzenia hehehe
Edward
To tak rozmawiamy? Chodźcie tu psie syny, ja wam pokażę co to znaczy ze mną zadzierać, yeaaaahahahahahaha! Zasadził kopa niepokornemu chłopakowi, w miarę możliwości tak by wyleciał za burtę, oraz wypalił z działa w pokład...
Rhen
Chyba czas na zmianę warty... - Ruszył na plac wisielców i stanął pod zadaszeniem tamtejszego hotelu.
Vito po cichu
Z jednej strony gówno, ale z drugiej gdyby strażnicy dostali takie topory jak ten Twój to by ich pewnie nawet nie unieśli... O porządnej kuszy czy łuku nawet nie wspominam, niewielu potrafi strzelać. Tak naprawdę gdyby orkowie rzucili się na miasto to straż uciekałaby z babami i dzieciakami... Sam służę z przymusu. Ojciec mnie posłał...
Edward:
Udało ci się wykopać chłopaka. Niemalże spadł do wody, lecz udało mu się złapać krawędzi statku i powoli zaczął się podciągać. Załoga ruszyła do Ciebie, a kapitan rżnął tylko wesoło widząc, że szykuje się kolejna bitka. Gdy strzeliłeś armatą w sam środek statku ubiłeś przy okazji paru swoich, a zarazem przebiłeś statek na wylot. Woda zaczęła się szybko wdzierać do statku zalewając dolne pokłady. Ujrzałeś na dodatek, że statek kupiecki wcale nie zawraca w Twoją stronę, a tylko ucieka dalej w stronę Khorinis. Nikt nie steruje na dodatek już statkiem, a z daleka widzisz, jakby coś powoli przysłaniało Ci widok na morze. Coś wielkiego...
Większość załogi spanikowała i próbowała ratować się zrzucając szalupy do wody i próbując odpłynąć jak najbliżej stałego lądu, chodź widząc ten sztorm raczej wątpliwe, by ktokolwiek mógł to przeżyć. Paru z nich jednak zaczęło biec w Twym kierunku coby Ciebie zabrać razem do grobu z nimi samymi. Jest ich 4, zwykli piracki, a w tym Wściekły Bill. Chodź inteligencją nie grzeszy, a zamiast rozumu używa fiuta to jest cholernie niebezpiecznym przeciwnikiem. Masa mięśni, wielki topór i szał bitewny czynią z niego istnego rzeźnika.
Andrij:
Nic nowego, leje, mokniesz i jest ci zimno...
Rhen
Techniczny:
Nie Andrij tylko Rhen ;)
Jestem pod zadaszeniem widocznym tu więc nie moknę chyba ;)
Spoiler:
Edward
W mordę, Billy - warknął pod nosem. Spojrzał na swą butelkę rumu i uniósł ją nieco, jakby chciał rzucić. Nie, nie mogę, nie rum! Ale... No, arghhh przecież... Cholera zbliża się! Cisnął butelką w olbrzyma, celując w łeb, po czym uciekając zabawnymi podskokami i machając rękami spróbował dobiec do sznura, dzięki któremu za pomocą przecięcia go, może uda mu się wskoczyć szybko na maszt.
Dan
Było go nie słuchać - powiedział z uśmiechem - nikt Was nie lubi a do tego za marną płacę jesteście narzędziem w rękach możnych....- po chwili dodał wyciągając rękę - Dan jestem
Vito
Vito. rzekł uściskając dłoń najemnika Gdybym miał wybór to bym go nie posłuchał. A zresztą lepsze takie łażenie po mieście i pouczanie innych niż skręcanie cholernych lin do końca życia. No i wikt i opierunek za darmo przynajmniej.