-
Alda
Westchnęła ciężko, głaszcząc rumaka to po pysku, to po szyi. Teraz mamy tylko siebie bracie... Wyszeptała, na chwilę wtulając się mocno i roniąc kilka łez. Śpij dobrze - dodała po otrząchnięciu się, zaraz też otarła łzy i położyła się znów na boku, bawiąc kosmykiem włosów oraz czekając aż zmorzy ją sen.
-
Rehlynn
Daj ten kosz, chętnie pomogę. A ja nie nigdy nie wątpiłem, że zapomnisz. I podarunek mogę sobie wsadzić w rzyć, co to niespodzianka gdy się o niej wie. Ech to musi poczekać.
-
Dagoth:
Dagoth wyjął szybko swój miecz i równie szybko sięgnął po tarczę, po czym wychodzi naprzeciw wilkom, jednocześnie nie odchodząc zbyt daleko od kupca i wierzchowca. Krzyknął od razu głośno, tak by sam kupiec nawet się obudził - Pokaż się i stań do walki tchórzu, o ile stać Cię na coś więcej niż tylko nasyłanie na nas swoich futerkowych przyjaciół, stary zoofilu!
Techniczny:
Używam prowokowania :D
-
Morghar
Nie wiedząc co się dzieje znów zaczepił kogoś z tłumu. Jaki bunt? Jaka wojna? Sekohlandczycy zaatakowali? Co się znowu stało u licha?
-
Alda
Sen nadszedł z zaskoczenia, teraz niecierpliwe parskanie wierzchowca budzi Cię o świcie, zjadałaś śniadanie, torba z zapasami staje się coraz lżejsza, może warto zapolować?
Rehlynn
Elsa powiodła Cię widać tylko jej znanymi ścieżkami między straganami, kosz dość szybko przybiera na wadze, teraz wiedzie was w jakiś wąski przesmyk między kamienicami, ciekawe dokąd? Choć nie będzie Ci dane szybko się tego dowiedzieć, z cienia spowijającego zaułek nagle wyskoczyło dwóch napastników, obaj o dziwo dopadli do dziewczyny Ty tam paniczyku nie ruszaj się, a Ty jeden z nich zwrócił się do dziewczyny przykładając jej nóż do szyi przekaż ojcu, że ma ustąpić
Dagoth
Jeszcze nie teraz hłehłe rozległ się zniekształcony głos po czym wilki zacieśniły krąg, pytanie czy próbujesz się przebić czy raczej wybierasz wariant defensywny, oby Twe wyszkolenie podpowiedziało właściwy wybór...
Morghar
Andrun widocznie spędził cały ten czas, gdy Ty gorączkowo zakładałeś ekwipunek, na dziedzińcu Verdano się zbuntowali, odparli Górską Straż, przebyli Olekady i dotarli na tą swoją wyżynę, a teraz wojują z koczownikami hehe. Dobrze tak, lać Yawendyra tego suczego syna wyszczerzył się
-
Alda
Co do kurwy nędzy... Wymruczała, gdy zbudziło ją głośne parskanie przyjaciela. Ziewnęła delikatnie, przykładając dłoń do ust i usiadła, wyjmując z sakwy coś do jedzenia. Asander, chodź! Zabrała się za jadło, częstując też konia, a ten choć zapewne pożywił już się trawą, to smakołykiem nie pogardzi. Westchnęła, ujrzawszy że już coraz mniej im zostaje. Współplemieńcy nas nienawidzą, uciekamy przez wielki step, i jeszcze jedzenia brakuje. Chujowo, nie? Spojrzała na swe dłonie, z przerażeniem orientując się, że nie dbała o nie ostatnio. Gładkie jeszcze, ale całe pościerane... Stopy pewnie też, już nawet nie patrzę, tak to jest bracie, gdy kobieta sama na szlaku i nawet cholernego jeziorka nie znajdzie, żeby móc się umyć. Zaczęła marudzić Asanderowi, ale zaraz przyodziała buty, hełm, przypięła pas, założyła wierzchowcowi kulbakę, wskoczyła na jego grzbiet i rzekła - chodźmy na polowanie.
Techniczny
Rozgląda się za jakąś zwierzyną z łukiem w dłoni.
-
Rehlynn
Zadzieracie z gildią magów! Puśćcie ją albo wszystkich pochłonie ogień a nie zostanie nawet pył! krzyknął z furią w głosie, a to nigdy dotąd mu się nie przydarzyło. Zawsze chłodny, opanowany, jednak w tej dziewczynie było coś takiego, że nawet Rehlynn zrzucił maskę. Nigdy nie czuł się taki bezradny i bezsilny, jedyna osoba, która potrafiła zmienić jego życie na lepsze miała nóż przy gardle. Wiedział, że jeśli zacznie inkantację to może nóż pójdzie w ruch, ale nie mógł pochłonąć ich w swej fali żaru bo to zraniłoby albo dotkliwie oszpeciło Elsę, a tego nie chciał. Jednak bardziej obawiał się jej śmierci. Palił się w nim ogień, który odpowiadał jego aspektowi. Zęby zacisnęły się z wściekłości, serce biło szybciej.
-
Maikh
Spojrzał w stronę skąd dobiegł gwizd. Szybko, zaprzężcie mego wierzchowca! Zsiadł przy wozie z jednym koniem, tak by ten osłaniał go od źródła dźwięku. Jeśli w tym czasie nie nastąpi atak, będzie jechał na tym wozie.
-
Dagoth:
Kapłan runął na przeciwnika ile sił w nogach chcąc wyrwać się z kręgu, jednocześnie starając się ochraniać swoją twarz, by jakiś wilk nie próbował mu jej pogryźć.
Techniczny:
Pierwszych przeciwników stara się wypchać po prostu/przebiec po nich albo i zabić, jak to tam wyjdzie xD Gdy tylko się wyrwie stara się trzymać z dala od przeciwnika by go wilki znowu nie osaczyły, jednocześnie tak trafiać by unieszkodliwić wroga lub utrudnić mu walkę. Nie odchodzi też z dala od obozu i jego ekwipunku, bo nie wiadomo gdzie zoofil się czai :P
-
Aurelia
Ehh....Ci wojskowi....,banda idiotów,muszę pamiętać żeby się tak do nich nie uśmiechać....,nawet ten dziesiętnik już sobie myśli nie wiadomo co,a to był tylko jeden uśmiech....ehh....- pomyślała zezłoszczona i nie odwracając głowy ani nic nie odpowiadając pognała w stronę Lithrew