Sir George Srogi
Panie, przysięgałem być wiernym mistrzowi, a skoro pod twymi rozkazami twraz służę to i lojalność moja należy do ciebie - uśmiechnął się.
Wersja do druku
Sir George Srogi
Panie, przysięgałem być wiernym mistrzowi, a skoro pod twymi rozkazami twraz służę to i lojalność moja należy do ciebie - uśmiechnął się.
Tomasz, George, Charles, Surija
Konstabl odwzajemnił uśmiech rycerza rzecząc - i będzie ci to zapamiętane. Zwrócił się po tym do Charlesa - rękawice dostaniesz... Ale najpierw pisz list, oto jego treść:
Umiłowana Agnes
Wiem, iż teraz w Trypolisie przebywasz i pomagasz hrabiemu Rajmundowi w zarządzaniu jego włościami. Nigdy bym nie śmiał prosić Cię o jakiekolwiek ryzyko, ale sytuacja tego wymaga, a tylko Tobie w Trypolisie poza panem jego, w pełni zaufać mogę. Być może wiesz, że przeklęty Gawain, nasz "przyjaciel" którego konkury cztery lata temu odrzuciłaś przed naszym ślubem, spiskuje teraz przeciw Rajmundowi. Jestem święcie przekonany, i niech Bóg skaże mnie znów, jeśli łgam, iż to on nasłał na niego zabójców ostatnio. Próba się nie powiodła, Bogu niech będą dzięki, a ja wpadłem w posiadanie pewnego pisma... Które udowadnia jego winę. Wysyłam moją drogą Charlotte, by przekazała Ci to, Ty zaś wręczysz pismo hrabiemu. Lecz uważaj moja miła, Gawain jest człowiekiem gotowym na wszystko, trzyma wielu swych zbrojnych w Trypolisie a hrabia Rajmund choć rycerz to prawy i potężny, może nie dopaść Gawaina wystarczająco szybko, by uniknąć wojny między tymi dwoma możnowładcami. Tedy wyjeżdżaj z Trypolisu co koń wyskoczy i jedź do Ibelinu, gdzie zawiadomisz o wszystkim braci Baldwina i Baliana de Ibelinów. To wszystko, od Ciebie zależy życie hrabiego
Boemund de Moulins, konstabl zakonu rycerzy i szpitalników świętego Łazarza z Jerozolimy, baron de Moulins, wasal króla Baldwina Andegawenskiego, Twój na zawsze wierny mąż.
Po podyktowaniu listu rzekł - żywię nadzieję klecho, iż ładne twe pismo.
Charles de Tournemire
Kapłan zaczął starannie spisywać to co dyktuje mu konstabl w języku francuskim po czym oddał mu list i pióro i odparł - Też mam taką nadzieje. Oceń sam, rycerzu.
Tomasz, George, Charles, Surija
Boemund spojrzał pierwszy raz bez nienawiści w oczach na Charlesa i rzekł krótko - biegłyś w piórze. A teraz gotować się, szykujcie swe konie! Wyruszamy czym prędzej, ku Blanchegarde. Odwrócił się i zaczął spoglądać w okno, zapewne czekając aż wyjdziecie.
Wasze konie są w stajni leprozorium, sir George i Charles mają je gotowe do jazdy. Macie czas na rozmowy, przemyślenia i cokolwiek chcecie, póki konstabl do was nie dołączy.
Charles de Tournemire
Chodźmy, bracie - odparł do George'a, po czym stanął przy drzwiach w oczekiwaniu na niego.
Adriano
Zastanawiał się chwilę nad rękawicami po czym ruszył za resztą wyrzucając je do dołu.
Sir George Srogi
Chodźmy, nie ma czasu na zwłokę.
Spytko
Skąd znasz mą tajemnicę! Wykrzyczał Templariusz, chyba trafiłeś w jego czuły punkt. Zadał potężne pchnięcie, na szczęście mimo że celne, to nie wyrządziło Ci żadnej szkody. Przeciwnik wygląda na coraz bardziej rozwścieczonego. Gwidon miał rację, łatwo się denerwuje. Mimo to stara się Ciebie jeszcze trzymać na dystans nie dopuszczając do zwarcia.
Dzięki niezłemu rzutowi udało Ci się uniknąć ran.
Bertrand, Robert, Filip, Adriano, Gunter i Mitrydates
Trypolis! Wreszcie! Pokrzepiający to widok dla waszych serc, ujrzeć mury tego potężnego miasta i jednego z głównych portów państw krzyżowców. Już przed bramami widzicie spory ruch, z oddali słychać śpiewy. Wygląda na to, że reszta tego dnia należy do was, możecie odwiedzić karczmy i kupców, zaś na miejskim rynku pewno wiele się dzieje. Zapewne spotkacie wielu rycerzy gotujących się do jutrzejszego turnieju.
Katarina
Dojechałyście z Charlotte do leprozorium świętego Łazarza. Rycerze na dziedzińcu przerwali swe zajęcia i poczęli przyglądać się karczmarzowi, którego za sznur prowadzisz. Z wnętrza wyszli właśnie lazaryta (Tomasz), dwóch kawalerów świętego Jana (George i Charles) oraz jakaś zapewne saracenka (Surija).
Tomasz, George, Charles, Surija
Wyszliście na zewnątrz, spostrzegliście dwie kobiety na koniach (Katarina i Charlotte), jedna z nich prowadzi za sznur jakiegoś człowieka. Ma też przypiętą szablę do pasa, co dziwne bo chrześcijanie nie lubują się w tym orężu.
Charles de Tournemire
Kapłan spojrzał z zaciekawieniem na dwie przybyszki ciągnące za sobą jakiegoś człowieka po czym przywitał się z nimi po łacinie - Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Czemuż drogie panie przyszłyście tu z tym oto związanym człowiekiem?
Adriano
To kto idzie ze mną po rękawice?
Robert
Ha!Cywilizacja! Szczęście mielim żeśmy Cię spotkali droga Pani. Niech Ci fortuna sprzyja - rzekł do Agnes po czym dodał do przypadkowych towarzyszy - Tu nasze drogi się rozchodzą,jeśli by kto mnie szukał bądź wciąż chciał towarzyszyć jadę się zapisać na turniej a potem wypocząć w jakiejś karczmie - kończąc popędził Boemunda w stronę miasta pozdrawiając ich gestem ręką na odchodne.
Bertrand
Ja pójdę z Tobą, mości Adriano, a później karczmy przyjdzie szukać, i też na ten turniej zajrzeć, co Norman właśnie tam pognał.
Filip
Jadę z Tobą, Robercie - odrzekł Filip, po czym ruszył za nim zapisać się na turniej.
Robert
Jak chcesz - odparł obojętnym głosem wzruszając przy tym ramionami i nawet nie zadając sobie trudu żeby się obrócić do rozmówcy.
Mitrydates
Pożegnał się z drużyną krzycząc po ormiańsku տեսնել ձեզ !-co znaczy ,,Do zobaczenia " po czym pozdrowił ich gestem ręką i pognał oddać konia do stajni.Po oddaniu swojego wierzchowca pod opiekę zamierzał udać się na kufel piwa i zapłacić za nocleg w karczmie ,która jak to Ormianinowi mówili mieszkańcy miasta,cieszyła się wysoką renomą.Przybysz z północnego zachowywał wszelkie środki ostrożności,ponieważ wiedział ,iż ludzie mogą różnie zareagować na jego orientalną urodę.
Tomasz Awdaniec po łacinie do konstabla
Wiedz Panie, że dołożymy wszelkich starań by odnaleźć przyjaciela Wielkiego Mistrza, by pomóc Ci ten obowiązek wypełnić, bo z pewnością masz ważniejsze sprawy niż ta. Saladyn zbiera siły,a nam chrześcijanom daleko do zgody, nawet wśród zakonów rycerskich o zgodę trudno.
Tomasz Awdaniec
Już wyszliście od konstabla, więc przyjmuję, że Tomasz to mówił jeszcze przed wyjściem. Tak jak i następująca odpowiedź Boemunda:
Ja was poprowadzę panie, dostałem rozkaz od Wielkiego Mistrza i na innych go zrzucić nie mogę, ale rycerze tacy jak wy będą mi nieocenionym wsparciem - odparł konstabl.
Pominąłeś pewno ostatni post o nr 208 ;)
Od Aravena
Dzięki, tak pominąłem. Zedytowałem by miało to sens jakiś.
Katarina
Głos kapłana wyrwał ją z rozmyślań i z cichej modlitwy, w której prosiła Pana by dane jej było kiedyś opuścić to miasto w zdrowiu.
Na wieki Pan nasz. Odpowiedziała kapłanowi.
Rozglądnęła się powoli po dziedzińcu. Nie zawsze prowadziła więźnia a w dodatku związanego jak psa. Wzrok zgromadzonych trochę ja onieśmielał.
Jest to karczmarz, który próbował uchybić mojej godności... powoli mówiła nadal rozglądając się w około.... i tylko dzięki łasce Tej damy jeszcze żyje. Wskazała na Charlottę.
Choć ja przyznaję przed obliczem waszym Ojcze i przed Bogiem, że zgrzeszyłam myślą i czynem bo niechybnie bym go ubiła.
Jeśli wola Boga wypowiedziana słowami Pana Boemunda da mu łaskę.... i ja mu wybaczę.
Nadal czuła wzrok rycerzy na sobie.
Ojcze jeśli można prosić o widzenie z konstablem. -Moja godność nie jest najważniejsza.....Nie dokończyła myśli.
Charles de Tournemire
Kapłan spojrzał bez uczuć na karczmarza po czym odpowiedział nieznajomej - Cieszy mnie to, że nic Ci się nie stało, pani. Co do tej łajzy to i tak nie czeka go nic innego niż więzienie... i być może z wyrokiem śmierci. Osoba, której poszukujesz znajduje się w budynku. Zaprowadzę was do niego. - po czym czekał na odpowiedź.
sir George Srogi
Spokojnie, nie osądzajmy pochopnie. Wytoczymy proces, czy masz pani jakiś świadków na potwierdzenie swoich słów? - rzekł spokojnie.
Katarina
Tak panie. Odpowiedziała do rycerza zsiadając z konia. Pan, nasz Wybawiciel. Spojrzała trochę niepewnie na Charlottę.
Surija
Skoro wszyscy tak ochoczo ruszyli do konstabla, Ona poszła poszukać medyka i wypytać o zaczerwienienie na dłoni, mało obchodził Ją los zarówno karczmarza jak i nieznanych kobiet
Charles de Tournemire
Spojrzał na swojego brata zakonnego - Skoro twierdzi, że tak to możemy je zaprowadzić przed jego oblicze. Najwyżej to te panie będą mieć kłopoty.
Tomasz, George, Charles, Katarina
Istotnie, ja ręczę słowem że ta pani prawdę mówi. Ojcze, sprowadź proszę... Pana Boemunda, powiedz iż Charlotte przybyła, bo gdy w innej sprawie mu przeszkodzisz, może w wielki wpaść gniew. Cały stan kapłański znienawidził, niesłusznie wprawdzie ale zrozumieć go można - rzekła Charlotte.
Surija
Poszłaś do komnaty jednego z braci - Niemca o imieniu Fryderyk, który zna się na medycynie jak mało kto. Czym ci mogę służyć, Surijo? Po łacinie spytał.
Surija
Fryderyku Twa wiedza słynna w całej Jerozolimie, toteż do Ciebie przychodzę po odpowiedź czy owo zaczerwienienie na mej dłoni zwiastuje azaliż trąd czy inną przypadłość zapytała po łacinie pokazując dłoń medykowi
Charles de Tournemire
Znasz konstabla, pani? Cóż, dobrze, pójdę po niego - odparł po czym od razu poszedł po konstabla. Podszedł do jego drzwi i zapukał w nie odsuwając się od nich by przypadkiem nie dostać drzwiami od zdenerwowanego rycerza.
Surija
Fryderyk przyjrzał się plamie - hmmm... Jest możliwość, że przy trądzie pojawią się najpierw czerwone plamy, ale to nie musi świadczyć o zarażeniu. Jest sposób na wywiedzenie się. Daj mi swą dłoń - medyk wyjął nóż.
Charles
Konstabl otworzył drzwi zamaszyście i gdy Cię ujrzał wrzasnął - czego tu! Rychtować się do drogi kazałem!
Surija
Podała dłoń medykowi
Charles de Tournemire
Przybyła tu pewna dama zwana Charlotte. Chyba zna Ciebie, panie i prosi, byś wyszedł jej na spotkanie. Czeka na dziedzińcu - odparł nie lękając się wrzasku i gniewu konstabla.
Spytko:
Żadna tajemnica. Wszyscy wiedzą, że twa mać oddaje się na lewo i prawo. rzucił po łacinie.
sir George Srogi
Korzystając z chwili czasu zagaił: Więc cóż się stało? Jerusalem niegościnne stało się dla przyjezdnych?
Surija
Fryderyk ostrzem noża przejechał powoli po wnętrzu Twej dłoni, jednak nie na tyle mocno byś poczuła ból, a że na Twej twarzy nie pojawił się grymas to ciął mocniej, rozcinając Ci skórę aż wreszcie mimowolnie syknęłaś. Rzekł - gdyby to trąd był, to byś nic nie poczuła. Losu naszego drogiego króla nie podzielisz więc, owiń sobie dłoń bandażem. Bóg z tobą.
Charles
Gdy wspomniałeś imię Charlotte, rycerz uspokoił się nagle. Złapał łyk wina z kielicha, który trzyma w dłoni i podążył za Tobą.
Tutaj chwilowa przerwa, damy George'owi i Katarinie porozmawiać.
Spytko
Templariusz odkrzyknął - nie obrażaj gnido z północy mej rodzicielki!!! Wszak nie jej wina, iż po utracie majątku musiała... Nieważne!!! Broń się łajdaku!!! Rycerz począł wymachiwać mieczem na wszystkie strony o mało nie spadając z siodła, wydaje się iż wystarczy niewiele, by znalazł się pod kopytami destriera...
Surija
Dziękuje Fryderyku, pocieszyłeś strapione serce sieroty, a czy mogę Cię prosić o jakowyś bandaż i pomoc w zrobieniu opatrunku?
Spytko
Podniósł wyżej tarczę by ochronić się przed bezładnym ciosem, gdyby jakimś cudem był celny i sam zadał znów bardo potężne uderzenie.
Techniczny:
Jeśli uda się mu zrzucić templariusza z siodła, a przeciwnik nie wpadnie pod kopyta destriera... to jego głowa znajdzie się pod kopytami Trzaskawicy. Ot, taki nieszczęśliwy wypadek podczas pojedynku.
Tomasz Awdaniec
Szykował się do drogi rozmyślając o tym co ich czeka i patrząc na towarzyszy, w tym kobiety jakich się wyrzekł do Zakonu wstępując, a zważywszy na to jak wyglądał, wzbudzał co najwyżej strach lub nawet wstręt, albo i jedno i drugie, ale nie przeszkadzało mu to.
Katarina
Długo byłam w drodze do Ziemi Świętej by osobiście pokłon oddać nad Grobem Pańskim. Niestety zawitałam wpierw do karczmy by obmyć się i godnie.. Nieśmiało spojrzała na rycerza przerywając myśl.
Wybacz panie, ale oprócz Charlotty nie znam tu nikogo. Nie chciałabym uchybić waszej godności, ale pozwól że wpierw porozmawiam z konstablem.
Sir George Srogi
Zaśmiał się szczerze: Ależ oczywiście, nie krępujcie się pani. Jam jest tylko pokornym sługą Bożym, i jeśli ten tu człowiek uchybił waszej godności to spotka go zasłużona kara. - Spojrzał w stronę drzwi - Oho, oto i nadchodzą brat mój z konstablem.
Surija
Ach tak - Fryderyk wziął bandaż i szybko opatrzył Ci ranę. Jutro już pewno bandaża musieć nosić nie będziesz, ale uważaj jak będziesz konia dosiadać.
Spytko
Twój plan powiódł się znakomicie, rycerz wyleciał z siodła a głowę potłukła mu Twoja klacz, zajęczał głośno i stracił przytomność gdy kopyta uderzały go w krytą hełmem głowę. Tenże hełm żywot mu z całą pewnością ocalił, jeśli nie zemrze potem od ran.
Tomasz, George, Charles, Katarina
Charles wrócił z konstablem, rycerz wyraźnie ucieszył się na widok Charlotte, tak samo jak i ona.
- Witaj moja droga, posłać miałem i tak po ciebie, ale widzę że sama do mnie przybyłaś, w jakiej sprawie?
- Ta pani - wskazała na Katarinę - została atakowana przez karczmarza, musiała więc w obronie dłoń mu przeciąć, by tasak jego wytrącić.
- Ach tak... W istocie tak pani było? Żądasz ukarania tego człowieka? Wiedz, że skoro Charlotte ci wierzy, to i ja dam wiarę, ale kara będzie okrutniejsza niż śmierć, jeśli mam osądzić. Zwrócił się rycerz do Katariny.
Surija
Dziękuje Ci panie rzekła po czym udała się na dziedziniec, jeśli tam nie spotka nowych towarzyszy uda się do stajni
sir Geogre Srogi
Spojrzał uważnie na konstabla: Czy to po chrześcijańsku zadawać karę gorszą niż śmierć? Wszak panna jest cała a i karczmarz swoją karę dostał. Postąpisz jednak jak uważasz panie, to ty jesteś seniorem. - w myślach: byłby zdolny zarazić biedaka trądem?