-
Christophe Leroy
Popatrzył na nią ze szczerym zdziwieniem zastanawiając się dlaczego nazwała go "Rolandem", jednak po chwili opamiętał się i odparł jej - W porządku, pani... - Czyżby we mnie zobaczyła swego brata? Aż tak za nim tęskni? Eh... Byleby to nie poszło za daleko. A ta elfica... Oj, coś czuję, iż czeka mnie podróż z typową arogancką babą, coby jeszcze chciała, by jej usługiwać.
-
Anna de Loiret
Spojrzała na Alessia i dalej łzawiąc, powiedziała - to nie Roland... A myślałam... Że on do mnie wrócił...
-
Alessio
Westchnął ciężko i ponownie ją przytuli, jak wcześniej gładząc po włosach i z trudem wyszeptał - Już dobrze kochanie,już dobrze,jestem przy Tobie
-
Liothannea najpierw w elfickim rzekła: Skoroś przepatrywaczką, jak twierdzisz Aratheno, to rób co do Ciebie należy i miejmy nadzieję, że ponownie tego dźwięku nie usłyszysz. Ani innego niebezpieczeństwa przed nami nie spotkasz.
Później zaś dodała w bretońnskim: Ruszajmy, chciała bym przed nocą znaleźć się przed przełęczą.
-
Arathena
Nie tak prędko... W drodze jesteśmy długo i musimy odpocząć. Ja w lesie dam jeszcze radę ale Giermek już gorzej. Odpowiadam za Was. No może nie wszystkich poprawiła się...
Moja klacz jeszcze ruję dostała i nie moge jej spokojnie prowadzic, przy tym napaleńcu skinęła głową w kierunku ogiera, z którym tez miałam przygodę.
-
Alessio
Pocieszał ukochaną jak mógł,na chwilę puszczając w niepamięć niedawny ból jaki mu sprawiła, gdy usłyszał słowa Liothannei spojrzał na nią wzrokiem mówiącym - Daj jej jeszcze trochę czasu
-
Anna de Loiret
Wtulała się w ukochanego jak najmocniej i najcieplej, dalej gorzko płacząc, wyobrażając sobie swego brata...
-
Liothannea przewróciła oczami i westchnęła ciężko. Odpoczywajcie zatem póki możecie, choć mam dziwne wrażenie że czasu to nam zaczyna brakować. Obym się myliła.
-
Anna de Loiret
Jeśli pani Arathena bardzo chce wypocząć poczekajmy, ale uważam że lepiej wyruszać niż nocować na niebezpiecznym szlaku - rzekła ocierając sobie łzy, zawieszając zaraz swój wzrok na wizerunku Rolanda.
-
Arathena do Anny
Mam szacunek dla samej siebie i znam swoją wartość. Proszę Cię Pani byś mnie nie tytułowała jednak jeśli to nie jest przeszkodą. Jak mówiłam. mnie nie zrobi różnicy gdzie odpoczynek zrobimy ale nie sama tu po Was przybyłam i zdanie giermka tez pod uwagę brać muszę.
-
Alessio
Gdy zobaczył że jako tako doszła do siebie pogładził ją jeszcze czule po ramieniu po czym powiedział - I takie jest moje zdanie, odpoczniecie więcej podczas dzisiejszej nocy a ryzyko nocowania na szlaku mi się nie uśmiecha.....
-
Ruszamy zatem. Dogonicie nas jak już odpoczniecie. Liothannea ruszyła naprzód galopem.
-
Arathena
Prędzej czy później na szlaku przyjdzie nam obóz rozbić bo zmierzamy o wiele dalej niż z miejsca z którego wyruszyliśmy po was.
Niechętnie ale zawróciła konia i pojechała za Anną, Alessio i Elfką....
-
Christophe Leroy
Eh... - westchnął ciężko i ruszył za Aratheną, mimo, iż nie widział tego za dobrze. Wszak ile można sobie bez snu poradzić, a im dalej w las tym gorzej... - Jeszcze trochę jak tak będzie to my chyba w końcu popadamy z tych koni gdzieś po drodze... Ale musimy wytrzymać, musimy...
-
Alessio
Moja biedna Ania......,dobrze że jak skończony idiota jej nie zostawiłem i nie pognałem przed siebie jak to w pierwszej chwili miałem w zamiarze,nie chciała mnie zranić,jestem tego pewien,widocznie jej tęsknota jest jeszcze większa niż przypuszczałem.... - pomyślał,westchnął jeszcze ciężko i poczekał aż ukochana zdecyduje się swojego wierzchowca za Liothanneą pognać dopiero wtedy czyni to samo.
-
Anna de Loiret
Ucałowała podobiznę Rolanda, zamknęła medalion, oraz założyła go sobie na szyję. Po tym pogłaskała swego konia i ruszyła galopem za resztą, poganiając wierzchowca okrzykiem i energicznymi uderzeniami łydek.
-
Liothannea oddaliła się od wszystkich na swym śmigłym rumaku, jednak zwolniła zanim znikła Wam całkowicie z oczu. Następnie Anna z Alesiem galopem, a na końcu Arathena z Christophe. Po godzinie takiej jazdy konie ostatniej dwójki zaczęły ustawać, na szczęście prowadząca elfka zwolniła do kłusu. Thibault i Stella tylko zgrzane ciągłą szybką jazdą.
-
Anna de Loiret
Musimy się zatrzymać, ich konie zaraz padną! Powiedziała, doganiając elfkę i tak zwalniając do kłusu - lepsza godzina postoju niż śmierć dwóch koni...
-
Niech zamienią na luzaki. Konie bez jeźdźców tak się nie zmęczą i odpoczną w kłusie.
-
Alessio
Wolę śmierć dwóch koni niż żeby Twoje życie było zagrożone.... - pomyślał zaś na słowa elfki powiedział - dobry pomysł,im później zrobimy postój tym lepiej
-
Anna de Loiret
Skinęła głową Liothannei i zatrzymała się, krzycząc w stronę Christophe'a oraz Aratheny - zmieńcie konie, dalej będziemy jechać kłusem!
-
Christophe Leroy
Zsiadł ze swego wierzchowca, po czym przesiadł się na luzaka i zaczął podążać w stronę Anny kłusem.
-
Anna de Loiret
Christophe, pokaż mi swój miecz - powiedziała łagodnym tonem do giermka.
-
Christophe Leroy
W porządku, pani... - podjechał do Anny, po czym wyjął swój miecz w pochwy i ukazał go jej trzymając oręż na dwóch dłoniach, by mogła go sobie wziąć do rąk.
-
Anna de Loiret
Chwyciła mocno miecz Christophe'a w jedną rękę, zakręciła nim młyńca przed jego nosem i powiedziała patrząc na klingę - to dobre ostrze, chcesz być rycerzem... Mój ojciec uczynił cię swym sługą, nie wiem czemu, ale zapewne weźmie pod uwagę me słowo o tobie. A jak ono zabrzmi, zależy od ciebie. Bowiem postaram się zajrzeć do twej duszy, do twego serca. Nie wiem wszak, czy jako plebejusz masz myśli i uczucia, a tylko ten kto je ma godzien jest zostać rycerzem, pamiętaj. Anna podała giermkowi jego miecz.
-
Arathena
I zostaniesz tym rycerzem,ale paradoksalnie będziesz dalej na usługach możnowładców... bez słowa oglądała całe to zajście z mieczem.
zaczęła przywiązywać swego konia i zaczęłą przygotowywać luzaka do dalszej jazdy.
-
Alessio - szeptem do Ani
Kochanie,czyżbyś zapomniała skąd i ja się wywodzę? W me uczucia przecież nie wątpisz a wierz mi na słowo że nie jestem wyjątkiem - wyszeptał kładąc rękę na jej policzku a twarz miał pogrążoną w smutku.....
-
Arathena
Nie każdy z niższych sfer jest tym gorszym i nie każdy z wyższych jest tym lepszym.
życie nas kształtuje, ale to od nas zależy czym potem się stajemy.
-
Christophe Leroy
Nie wiesz czy mam myśli oraz uczucia jako PLEBEJUSZ? Ciekawie będzie później, ciekawie... - pomyślał słysząc te bzdurne słowa Anny, po czym wziął swój miecz i schował go spowrotem do pochwy - Będę o tym pamiętać, pani... - po czym odsunął się nieco od niej i oczekiwał, aż ruszy dalej, wtem sam ruszy podążając za nią.
-
Anna de Loiret
Tak, właśnie myślę że jesteś wyjątkowy, albo i wywodzisz się ze szlacheckiego rodu, tylko o tym nie wiesz. Muszę więc sprawdzić, czy Christophe też jest wyjątkiem jeśli ma zostać rycerzem, nigdy nie zapomnę nauk Rolanda, który także wiele mi opowiadał o plebejuszach - odszepnęła ukochanemu i pognała galopem do czasu dogonienia Liothannei, później zwalniając do kłusa.
-
Aratchena
Pogalopowała za Anną, odwiązała jednak wcześniej ogiera. Gdy grupa będzie razem to pojedzie na przodek jakieś z 50 metrów wcześniej prosząc giermka by trzymał wszystkie luzaki koło siebie....
-
Alessio
I jak tu jej nie kochać? - rozchmurzył się słysząc komplement z ust ukochanej choć wciąż nie mógł zrozumieć jak można sądzić że ludzie niższego stanu są pozbawieni uczuć i wyższych potrzeb....., zostawił jednak te dywagacje na później i podobnie jak luba pognał konia do galopu by zwolnić do kłusa gdy zrówna się z jadącą na przedzie Liothanneą.
-
Christophe Leroy
Giermek przywołał luzaka po imieniu do siebie, po czym stanął, przywiązał go do siodła konia na którym siedział, po "niezajętej" stronie i zaczął dalej podążać za Anną.
-
Późnym popołudniem jadąca na szpicy Arathena zobaczyła szkielety poległych. Trupy są całkowicie pozbawione mięsa. Sporo kości jest rozszczepionych, jakby coś zasmakowało w ich szpiku. Znikła cała broń, która leżała przy nich poprzednio.
-
Arathena
Postanowiła zsiąść z konia i ustawić klacz celowo zagradzając drogę pozostałym. Ciała zabitych najemników były tymi samymi, które widziała wcześniej, jednak poobgryzane do kości nie pozostawały złudzeń, że zrobiły to wygłodniałe stwory. Przypomniała sobie kłębiącą się masę ciemnego dywanu, który jak jeden organizm ale jakoś, dziwnie... chaotycznie poruszał się, gdy w panice opuszczali te miejsce. Na myśl przychodziły jej jedynie szczury. Obrzydliwe i wstrętne.... W grupie prawie niemożliwe do pokonania zwykłą bronią. Nikt i nic nie jest w stanie obronić się przed nimi, a i tylko szczęściarze są w stanie w porę je dostrzec, a raczej niebezpieczeństwo, które stwarzają, i w porę salwować się ucieczką.
Uwaga Elfki skupiła się jeszcze na czymś innym.. O ile szczury, budzące trwogę pomieszaną ze strachem i obrzydzeniem była w stanie zrozumieć, to niepokój jej stwarzał brak broni ofiar.
Szczurom nie jest potrzebna broń. Więc kto ją mógł zabrać?...
Uważnie przyglądała się ziemi by dojrzeć jakieś ślady. starała się zobaczyć czy były one podeptane przez ślady szczurów i ludzi na przemian, czy może najpierw są ślady ludzi a na wierzchu ślady zwierząt. Jeśli są one pomieszane to może oznaczać tylko, że przybyli razem i są ze sobą w jakiejś komitywie. Szukała również kierunku z którego oni przybyli i w którym poszli dalej.
Jakieś połamane gałązki na krzewach mogą świadczyć o tym że były to tez istoty dużo większe od gryzoni.
Techniczny...
Elfka od razu gdy zauważa szczątki zaczyna je badać i otoczenia.
Ma świadomość że reszta jej kompanów zaraz przybędzie i ich oczekuje. Każe im się zatrzymać by nie zatarli śladów...
Nie wiem czy ktoś z Was umie odczytywać ślady ale jeśli nikt, to pozostańcie przed moją klaczą...
Do Elfki również powiedziała... (elficki) To tu usłyszeliśmy ten dźwięk,
(bretoński)
Gdybyście chcieli mnie posłuchać to wcześniej mogliśmy zrobić odpoczynek, Teraz już za późno... Jeśli potwierdzą się moje obawy to musimy jak najszybciej opuścić to miejsce i dopiero w górach się zatrzymać.... Problem w tym, że to już noc będzie i mało co widzieć można a i zimno da się odczuć.
Proponuję by zamienić konie i pozbierać opał. Mało czasu mamy.....
-
Arathena ujrzała mnóstwo śladów gigantycznych szczurów przemieszane z jeszcze większymi śladami, wyglądającymi jak odcisk łap dużych, półtorametrowych szkodników, chodzących tylko na tylnych łapach. Tych na szczęście było o wiele mniej, z jakiś tuzin. Na samym skraju bagien jedne wielkie, odciśnięte głęboko ślady tylnych łap, jakby prawie dwu i pół metrowego gryzonia. Nigdy nie sądziła, że szczury mogą osiągnąć aż takie rozmiary i chodzić jak ludzie czy elfy. Ślady prowadziły przez trakt do szczątków i z powrotem na bagna. W kierunku dawnego obozowiska i z powrotem również. Reszta nadjechała gdy przepatrywaczka skończyła czytać tropy.
-
Anna de Loiret
Zatrzymała się i spojrzała na porozrzucane kości. Synowie Miragliano... Obleśni gwałciciele... Powiedziała przez zaciśnięte zęby, dodając - dobrze że się z nimi rozprawiłyśmy Liothanneo, ale chyba lepiej ruszać dalej. Nie chcę spędzać czasu w towarzystwie tych kości i ich oskubanych kiełbas...
-
Dużo z nich nie zostało. odparła ze śmiechem Liothannea w bretońnskim. Mieli wyjątkowego pecha Anno, że na nas trafili. Jedźmy dalej, opał się zbierze przed samymi górami, koło północy tam dotrzemy w tym tempie. Przed przełęczą płynie potok na uboczu traktu. Może i teraz uda się w nim nałapać pstrągów.
-
Christophe Leroy
Im dalej od tego miejsca tym lepiej... Aratheno, czy my tu ostatnio gdzieś nie zostawiliśmy czasami twej liny?
-
Arathena
Zgadza się. Tędy uciekaliśmy, a do obozowiska to w tamtym kierunku... Wskazała głową miejsce....