-
Catherine:
Będzie dobrze... Poznasz Beatrice... A ona jest tak sympatyczna że nie da się jej nie lubić hihi - powiedziała, trochę rozchmurzona.
Arstan, Hallbjorn:
Ruszyliście za rycerzami Lwa wgłąb lariańskiego lasu... Jedziecie przez wąską ścieżkę, zewsząd otaczają was drzewa, słyszycie piękny śpiew ptaków i czujecie powiew wiatru. Także zaczynają na was spadać krople letniego deszczu. Razem jest was 8 rycerzy i 16 giermków. Obaj odnosicie wrażenie, że pomiędzy drzewami śmiga czasem w niewielkiej odległości od was coś czarnego... Może koń? Jakieś inne zwierzę?
-
Arstan
Podczas podróży zauważył, że coś przemyka pomiędzy drzewami Pewno jakieś gówno i będzie chciało Nas zeżreć, w sumie mnie może jak zagryzie potem tymi rycerzami
-
Catherine
Cóż,chyba będę pierwszą która udowodni że jednak się da jej nie lubić.... - odparła markotnie nie podzielając dobrego humoru dziewczynki i z każdym pokonanym metrem przybliżającym ich do obozu i sympatycznej królowy Beatrice jej własny się coraz bardziej pogarszał....- Dlaczego ja się dałam do tego przekonać?!Jestem za miękka,wystarczyło kilka łez,tulenie i już ma co chciała....,inna sprawa że pewnie też bym beczała na jej miejscu....Ale przez to i swój popieprzony,wyrywny charakter jestem skazana na jakiś cholerny obóz i walkę w imię królewny która pewnie w dupie będzie miała wszystko i wszystkich jak tylko posadzi swój zadek na tronie. Cuuuuuudowna perspektywa.....
-
Catherine:
A czemu? Spytała Adela mając cielęcą i niewinną minę.
-
Catherine
Ona naprawdę jest taka głupia czy tylko udaje? - pomyślała patrząc przenikliwie prosto w jej oczy,bowiem nie mogła uwierzyć że ktoś mógł być tak tępy i miała wrażenie że Adele kpi sobie z niej w żywe oczy bawiąc się jej kosztem,do takich wniosków i podejrzliwości z pewnością przyczyniał się coraz gorszy humor....
Techniczny
Empatia na wredotę :D
-
Catherine:
Dziewczynka odwzajemniła spojrzenie prosto w oczy aż w końcu opuściła wzrok i oparła głowę o Twe piersi. Dostrzegłaś małą rzekę, przy której będzie można rozbić obóz oraz się umyć.
Nic nie dowiedziałaś się, jeśli chodzi o zamiary Adeli. Ale to, że się wtuliła zdradziło że Ci ufa...
-
Catherine
Tu się obmyjemy... - stwierdziła chłodno,wciąż nieprzekonana co do powodów jej zachowania jednak mimo to delikatnie postawiła ją na ziemi,sama zaś zeskoczyła gniewnie i zaczęła prowadzić klacz w stronę rzeki aby ta mogła zaspokoić pragnienie
-
Catherine:
W czasie, gdy poisz klacz, Adela usiadła skulona nad rzeczką, wpatrując się w nią... Zaczyna padać deszcz, ale na razie tylko pojedyncze krople.
-
Catherine
Gdy zaspokoiła pragnienie swojego wierzchowca westchnęła ciężko i podeszła do Adele mówiąc już spokojniejszym tonem- Chodź,czas nam w drogę,jeszcze przemokniesz i się przeziębisz....,w ogóle to daleko jeszcze do tego obozu?
-
Catherine:
Nie ma szans, byśmy dzisiaj tam dotarły, a wolę przez noc nie podróżować, spójrz zaraz będzie zmierzchać - odparła, łapiąc Cię delikatnie za dłoń.
-
Hallbjorn
hmm ciekawe co nas obeserwuje
-
Catherine
Z całej siły kopnęła jeden z kamyków leżących na brzegu i aż zazgrzytała zębami ze złości jednak delikatnie ścisnęła jej dłoń i powiedziała całkiem spokojnie jak na to że gotowała się w środku - Nie chcę żebyś się pochorowała....,droga jest aż tak trudna? Jak nie to wolę jechać w nocy....,zaraz lunie i przemokniemy do suchej nitki bo oczywiście żadna z nas nie ma płaszcza......
-
Catherine:
W nocy lepiej tędy nie jeździć, droga jest trudna a ja w nocy mogę orientację stracić, wtedy się zgubimy... Musimy przeczekać Cathy... Powiedziała nieco wystraszona, może przelękło ją Twoje nerwowe zachowanie?
Arstan, Hallbjorn:
Nagle od strony lasu wyleciała długa strzała, która trafiła jednego z giermków przebijając jego szyję, a kolczuga jakby nie stanowiła przeszkody... Zaraz też od waszej prawej strony wyłoniło się dziesięciu rycerzy w czarnych tunikach ze złotymi gryfami na zbrojach płytowych, dosiadających potężnych ogierów. Prowadzi ich tak samo uzbrojony rycerz, co jednak dziwne, zza wizjery hełmu wydobywa się czerwona poświata... Z jego tyłu zaś powiewa czarny, długi płaszcz. Ruszają na was z obnażonymi mieczami.
-
Arstan
No nareszcie, nie można było wcześniej tłumoki wydarł się do rycerzy Gryfa, jak byście się nie lenili to by wieś z dymem nie poszła, po czym atakuje najbliższego mu lwiego giermka
-
Cathy
Nie przejmuj się,przecież to nie Twoja wina....,myj się jeśli chcesz ja przygotuję obóz najlepiej jak się da.... - powiedziała uspokajająco,prowadząc klacz pod najbardziej rozłożyste drzewo,które da im największą osłonę przed deszczem,zdjęła z niej siodło a następnie przywiązała za uzdę do solidnej gałęzi aby nie uciekła,gdy skończyła poczęła rozpalać ognisko - Może się uda zanim się rozpada a deszcz nie będzie aż tak mocny i będziemy miały choć trochę ciepła....
-
Hallbjorn
no ciekawie się zapowiada
-
Catherine:
Udało Ci się rozpalić ognisko, a Twoja mała podopieczna, kiedy zaczyna zrywać się wiatr i padać deszcz, umyła sobie włosy przez ten czas...
Arstan, Hallbjorn:
Arstan od razu zabił jednego giermka, który był przy nim. Rozpętała się walka zakonu Lwa i Gryfa, wy zaś wspieraliście tych drugich. Po dość długiej potyczce, jako że wszyscy byli wprawnymi wojownikami, odnieśliście wraz z lojalnymi królewnie rycerzami zwycięstwo. Jeden rycerz Lwa został wzięty do niewoli, ten który ocalił Catherine oraz małą dziewczynkę (o czym wy jednak nie wiecie), drugi, który napluł Arstanowi uprzednio w twarz, uciekł, a reszta poległa.
Rycerz Gryfa, z którego wizjer hełmu wydobywa się czerwona poświata stanął przed wami na swym rumaku i zaczął obserwować...
-
Arstan
Obejrzał się za uciekającym Tfu śmieć uciekł, ale jeszcze kiedyś się spotkamy hehe, a Ty czego się gapisz? rzekł do rycerza Gryfów
-
Catherine
Adele do ogniska ale już! Aj Ty niemądra,czemu głowę umyłaś?Myślisz czasem? Ehh.... - gdy dziewczynka do niej podeszła natychmiast złapała ją za rękę i przyciągnęła do ogniska po czym złapała za koc i obwiązała go jej na mokrych włosach tak aby zmniejszyć ryzyko przeziębienia,następnie usiadła pod drzewem,jedną ręką mocno ją do siebie tuląc drugą zaś opatuliła je obie czaprakiem - Oby się nie zaziębiła,nie dość że ranna to i chora będzie,ehh....
-
Catherine:
Adela nie opierała się przy żadnej Twej czynności. Chciałabym mieć taką siostrę... Powiedziała cicho.
Arstan, Hallbjorn:
Bo mam oczy wyrywny człowiecze - odparł rycerz nie zdejmując hełmu. Co robiłeś z tymi przeklętymi Lwami? Byłeś jeńcem?
-
Catherine
Nie skomentowała jej słów,zamiast tego ucałowała delikatnie w policzek i powiedziała - I jak,zimno Ci? Jesteś takim głuptasem że jeszcze mi się przeziębisz i co będzie?
-
Arstan
Na wycieczkę się wybrałem, jasne że byłem jeńcem, wpadliśmy w gówno pod wsią którą te łotry paliły, chcieliśmy ich z Hallbjornem sprać, ale za dużo ich było no i tak wpadliśmy w ich łapy, jakbyście się po krzakach nie uganiali, a wcześniej uderzyli to wieś by ocalała, a i ja bym nie musiał być uprzejmy dla tych bubków
-
Catherine:
Ale się mną zaopiekujesz, prawda Cathy? Spytała patrząc w Twe oczy z delikatnym uśmiechem, dłonią łapiąc kosmyk Twych włosów.
Arstan, Hallbjorn:
Co!? Spalili Ehlerdah? Ktoś przeżył?! Spytał nagle rycerz, mocno poddenerwowanym tonem.
-
Arstan
A skąd mam wiedzieć, miałem inne problemy, choć jakaś dziewczyna uciekła z Naszą towarzyszką, niech no ja tę tchórzliwą babę spotkam
-
Catherine
Prawda,ale wolę nie ślęczeć nad Tobą i martwić się gorączką....a co będzie jeśli mnie zarazisz?Kto się wtedy nami zaopiekuje,hmm? - zapytała choć bez gniewu w głosie a nawet lekko się uśmiechnęła kiedy poczęła bawić się jej włosami
-
Catherine:
Lothiriel - odparła i zachichotała, dodając - chociaż obie możemy sobie pochorować... Będzie miło.
-
Catherine
Milej będzie bez choroby i nie wiem czemu cały czas mówisz o jakiejś Lothiriel....,skąd pewność że zechce nam pomóc? - Naiwna i głupiutka jak nie wiem co....,ale za to kochana....
-
Catherine:
Już raz mi pomogła... Miło wspominam czas, kiedy u niej byłam. Dobrze się mną zaopiekowała, była troskliwa i dobra... Nie wiem tylko, czemu mieszka z ludźmi. Po zachowaniu i wyglądzie bowiem, wywnioskować można że jest jakąś księżniczką...
-
Catherine
No nieee,kolejna szlachetnie urodzona? Ehh....,pewnie znowu będą....,zresztą nieważne....,spróbujmy zasnąć.... - powiedziała przymykając oczy
-
Erilla
Kto by pomyślał, że przyjdzie mi ssać nogę elfki... No dobrze, przynajmniej już po wszystkim. Gdy wyplułam krew, przepłukałam jeszcze dla pewności usta wodą. No dobrze, nie było aż tak źle, przynajmniej miałam okazję komuś pomóc.
W między czasie Kersijana zdążyła się ubrać i wyglądała jakby chciała już ruszać w dalszą drogę.
Hmm... zastanowiłam się chwilę gdy zadała mi pytanie Nie wiem dokładnie, dzień drogi, może dwa. Dawno nie byłam tutaj. Myślę, że powinniśmy ruszać jak najszybciej.
-
Kersijana
Chyba tak będzie najlepiej... Przygoda nad jeziorem nie niepokoiła jej, ale cały czas miała w głowie ten ssyk węża... Obiecałam że coś mogę upichcić, ale to jednak lepiej bedzie przełożyć. Jeszcze jest wcześnie, więc kawałek drogi się przejedzie... Chmurzy się trochę, ale to niestety musimy przeżyć jakoś.....
Zatem jeśli nie masz nic przeciwko to wolę ruszać dalej...Spojrzała na łuczniczkę przygotowując konia do drogi....
-
Erilla
No to w drogę powiedziałam pospiesznie zbierając manatki, nagle przyszło mi coś do głowy Wiesz co, jak będziemy jechać, to ja zejdę z głównego traktu i będę starała się nie rzucać w oczy. Gdyby znowu ktoś się pojawił będę miała okazję w razie czego uderzyć z zaskoczenia.
Techniczny
Zacieranie śladów, coby mieli trudność z zauważeniem mnie :D
-
Kersijana
Ach... to ja mam być przynętą?.... Ale Ty tu jesteś od wojaczki. Skoro twierdzisz że tak będzie dobrze to nie mam nic do dodania... Ino nie zgub mnie proszę.... Uśmiechnęła się przemiło do łuczniczki i ruszyła galopem...
-
Erilla
Tylko nie pędź za bardzo! Krzyknęłam jeszcze za odjeżdżającą elfką. Wskoczyłam na konia i ruszyłam za nią.
Technicznie
Erilla będzie starała się poruszać równolegle do traktu, jakieś 100-150 metrów od niego.
-
Erilla, Kersijana:
W czasie swojej podróży, po jakiejś godzinie, gdy już kropił lekki deszczyk, dostrzegliście jakąś postać na śnieżnobiałym rumaku. Ma ona na sobie ciemnozielony płaszcz z kapturem, bardzo długi, opadający na zad wierzchowca. Reszta ubrania też jest zielona, za wyjątkiem brązowych butów z cholewami. Po figurze sądzicie, że to kobieta, jest ustawiona bokiem do was. Nie wie jeszcze, że nadjeżdżacie, w coś się wpatruje... Jest niedaleko, jakieś 50 metrów od was.
-
Erilla
Oho mruknęłam cicho. Poprawiłam się trochę w siodle i położyłam rękę na fragmencie płaszcza, którym przykryłam wcześniej łuk by cięciwa nie zamokła, jednak na razie nie odkrywałam broni. Najpierw trzeba sprawdzić, czy ta osoba będzie miała wrogie zamiary. Liczyłam tutaj na Kersijanę, że da radę się dogadać.
-
Kersijana
Postanowiła podjechać do nieznajomej, zwolniwszy konia... Już miała krzyknąć w jej kierunku gdy zorientowała się że w coś się wpatruje....
Techniczny
Zniknięcie...
Korzystając z tego, że zaczęło padać i nieznajoma najwidoczniej jest w coś zapatrzona podjechała do niej od tył robiąc niewielkie koło.... Gdy była tuż za nią...
Przepiękna okolica.. Odezwała się miło i dość cicho.....
-
1 załącznik(ów)
Erilla, Kersijana:
Gdy Noldorka podjechała do nieznajomej bliżej, ta nagle odwróciła gwałtownie głowę w jej stronę. Obmierzyła ją swym przenikliwym spojrzeniem i zdjęła kaptur...
http://forum.totalwar.org.pl/attachm...tid=1373&stc=1
Kersijana ujrzała także przepiękny sygnet na jej dłoni... Królewski sygnet, rozpozna go każdy Noldor i każda Noldorka. Ten należący do królowej Lothiriel, zaginął jednak 26 lat temu, gdy ponoć zabita została z rąk heretyków. Kobieta przygląda się bacznie Kersijanie, nic nie mówiąc...
Techniczny
Te wiadomości o królowej Lothiriel posiada tylko Kersijana, Erilla wie tylko, że kiedyś była królowa o takim imieniu, ale sygnetu nie rozpoznaje.
-
Kersijana
Spostrzegła sygnet królewski na palcu elfki....Aneth ara... ( nieformalne powitanie elfów. Coś na zasadzie.."przybywam w pokoju". Używając tego określenia elf wyczuje czy słowa te wypowiadane są z fałszem czy bez, czyli jego intencje)
Przepraszam mą śmiałość Pani, ale nie mamy już królowej. Kersi jednak zsiadła z konia i ukłoniła się uprzejmie... Królewski sygnet nie ukaże się jednak bez przyczyny....
Jej postawa była pokorna ale i uprzejma zarazem.. Nie było w tym krzty wazeliniarstwa a raczej coś w rodzaju szacunku. Szacunku przemieszanego z zaciekawieniem....
Pani jeśli ma śmiałość jest zbyt wielka to powiedz... Nie mogła już się powstrzymać.... Kim jesteście? Zdjęła swój kaptur z głowy pokazując swą twarz i oczy.Zdawała sobie sprawę ze swej nordolskiej urody
Techniczny
Urok
By pokazać się z jak najlepszej strony
-
Erilla
Kersijana zsiadła z konia i ukłoniła się przed nieznajomą. Wygląda na to, że natrafiłyśmy na kogoś ważnego. Dobra, nie ma co informować o mojej obecności. Nie wygląda na to, by Kersijanie coś groziło, a ja nie mam ochoty na spotkania z ważnymi osobistościami.
Naciągnęłam bardziej kaptur, a potem już bez ruchu przyglądałam się spotkaniu.