-
Kersijana
Co za cudowny widok... Wyglądacie razem przepięknie...Kersi nie ukrywała podziwu. wyraziła go szczerym uśmiechem. Adelo, chcesz sama się przejechać kawałek? zapytała elfka... Widziała, że dziewczynka nic a nic się nie boi. Prawdopodobnie dosiadała już konia ale na pewno nie takiego jak ten. Jedne z najlepszych koni jakie kiedykolwiek się narodziły.
-
Malcolm
Wziął jedno jabłko z kosza i oparł się plecami o ścianę klatki. Wziął gryza. Chcesz jabłko? Spytał przyjaznym głosem. Wziął kolejny owoc i potoczył go po ziemi pod kopyta zwierzęcia. Masz, zjedz sobie. Rzekł nie przestając gryźć co chwila swojego.
-
Catherine
Westchnęła ciężko po czym powiedziała oschle - Przytrzymaj się łęku PANI,zapomniałam wziąć Twoich butów,zaraz wracam.... - po czym sprawnie zsiadła z konia i udała się z powrotem nad rzekę,dość szybko odnalazła buty Lothiriel i już miała wracać kiedy ujrzała że i Adele zapomniała swoich.... - No jasne,zostawiam ją na chwilę i już zaczyna rzeczy gubić,ehh,roztargnione dziecko.... - wzięła je i podeszła do dziewczynki siedzącej na koniu Kersijany,zauważyła jak wielką radość sprawia jej dotykanie końskiej sierści dlatego powiedziała ze słodkim uśmiechem - Księżniczko,zapomniałaś swoich butów....i oczywiście ja musiałam o nich pamiętać....wezmę je ze sobą,możesz jechać boso jeśli chcesz.... - posłała jeszcze przyjazny uśmiech elfce po czym wróciła do Lothiriel i rzekła chłodno a uśmiech zniknął z jej twarzy - Chcesz jechać boso czy w butach?
-
Kersijana:
Gdy Adela wymieniła uśmiech z Catherine, rzekła do Ciebie - tak chcę! Ale... Nie wiem jak, nigdy nie jeździłam konno...
Catherine:
Adela odwzajemniła słodki uśmiech, a Ty wróciłaś do Lothiriel. Boso, ciepło jest i będzie nam milej... Odparła zmęczona, chwiejąc się nieco. Chyba bez Ciebie nie utrzyma się sama długo.
Malcolm:
Ogier nagle stanął dęba, a Ty ujrzałeś jego potężnych rozmiarów męskość... Zaczął powoli iść w Twą stronę, szczerząc zęby.
-
Catherine
Taaa,milej,jak by kiedykolwiek było choć by miło.... - odparła zimno chowając ich obuwie w jukach,po chwili na przekór swojemu tonowi dosiadła Rosie i znów objeła Lothiriel by przypadkiem nie spadła z konia....
-
Malcolm
Pogładził się po brodzie, mrużąc brwi. Nie no, wiesz Ty co? Ja nie lubię chłopców, a Ty co odwalasz? Fujarę będziesz z siebie robił? Zwrócił się do wierzchowca. Dobra, otwierajcie. Rzekł do marszałka.
-
Kersijana
Odwzajemniła ciepły uśmiech wojowniczce gdy Ta do nich przyszła. Gdy zostały same powiedziała podchodząc do ogiera.
Najważniejsze kochana masz za sobą. Pokazałaś mu, że nie boisz się a to już bardzo wiele. Koń wyczuwa ludzkie emocje i już jest pewien tego, że na żadne manowce go nie wyprowadzisz... Zaufał CI tak samo jak Ty jemu musisz zaufać. Delikatnie trzymaj wodze i upewnij się ze pewnie siedzisz w siodle. A teraz księżniczko powoli ruszymy. Udami musisz go lekko szturchnąć. To dla niego znak, że chcesz jechać.
-
Kersijana:
Dziewczynka postąpiła zgodnie z Twoimi słowami, obchodząc się z wierzchowcem bardzo delikatnie. Zaraz też ten ruszył stępem naprzód, a Adela krzyknęła radośnie - udało się! Haha! Jakie to cudowne uczucie!
Catherine:
Lothiriel znów się wtuliła w Ciebie, kładąc swoje stopy na Twoich. O spójrz, jaka ona szczęśliwa - powiedziała do Ciebie, wskazując na Adelę uczącą się podstaw jeździectwa pod okiem Kersijany.
Malcolm:
Robi się hehe - rzekł Ealdred z fałszywym uśmiechem. Wsadził klucz w zamek i dodał - wytrzymaj chwilę, otwieram! Tymczasem zaczynasz czuć oddech ogiera na swym karku...
-
Catherine
Musisz to robić?!Mówiłam Ci coś wczoraj,już zapomniałaś?! - odparła poirytowana,choć i jej widok szczęśliwej dziewczynki sprawiał radość,nie czuła nawet odrobiny zazdrości,Adele nie była jej własnością a siostrzyczką,wiedziała,że co się nie wydarzy i tak ją będzie kochała najbardziej a im więcej osób które darzy sympatią,tym lepiej,zwłaszcza że zarówno Kersijana jak i Lothiriel miały dobre serca i im także sprawiało radość przebywanie z jej maleństwem....
-
Catherine:
Co mówiłaś? Już zapomniałam, wybacz, to ze starości hihi - odparła Lothiriel, wzdychając po tym.