Oczekujemy, że wybierani przez nas politycy będą super uczciwi i super rozsądni. Co jest nieporozumieniem skoro będą oni tacy jak my.
Oczekujemy więc cudu i go nie dostajemy, bo cudów nie ma (przynajmniej w polityce). Dobra polityka jest nudna jak flaki z olejem, nie dostarcza postronnym obserwatorom żadnych mocnych wrażeń i nie polega na fajerwerkach. Ot, taka "ciepła woda" (bo jaka ma być? wrzątek? lodowata? - polityka jest dla ludzi!).
Więc mówiąc szczerze nie jestem w stanie zrozumieć osoby (bez obrazy!), które przed wyborami mogły uwierzyć w PiS, Kukiza, Korwina czy nawet Razem (którzy też są takimi "szaleńcami") - z góry można było łatwo przewidzieć, że propozycje tych ugrupowań będą dla kraju po prostu złe. Czy więc ludzie są naprawdę tak naiwni? Lub - wracając do uwag Volomira - są aż takimi "naiwnymi hipokrytami"? Jestem historykiem, więc w zasadzie nie powinno mnie to dziwić, ale jednak dziwi...

