Catherine
Płakała jeszcze przez chwilę jednak w końcu się opanowała,otarła łzy i powiedziała cicho powoli wstając - Tak....Chodźmy już,czekają na nas....
Wersja do druku
Catherine
Płakała jeszcze przez chwilę jednak w końcu się opanowała,otarła łzy i powiedziała cicho powoli wstając - Tak....Chodźmy już,czekają na nas....
Kersiana
Już miała zacząć pieszczoty od nowa gdy dźwięk rogów przestraszył ją... Podbiegła szybko do okna... Co się dzieje?... Ano......
Kersijana:
Za oknem dostrzegłaś dziedziniec lariańskiego zamku, na którym panuje wrzawa. Jeden ze zwiadowców Stanowczego Wezwania wpadł galopem i coś nerwowo zaczął mówić do człowieka z herbem miasta na tunice, prawie na pewno więc do księcia. Dzwony bezustannie biją, a rogi wojenne grzmią głośno... Anna podbiegła do okna również zorientować się co się dzieje.
Kersijana
Anno nie mogę nago wyjść.... Masz tu jakąś suknie? Zapytała w panice chwytając ją za ramię
Kersijana:
Anna skinęła Ci głową i z szafy szybko wyjęła jakąś czerwoną suknię. Mi sięga do kostek, tobie powinna poniżej kolan, więc akurat. O, a tu masz buty - wręczyła Ci rzeczy, które wyglądają naprawdę ładnie i jednolicie kolorystycznie.
Kersijana
Jesteś kochana. Aniu nie wiem jak Ci dziękować... Pocałowała ją w policzek i szybko się zaczęła ubierać... Sukienka naprawdę jej się spodobała i pięknie będzie harmonizować z jej płaszczykiem.
Kto mógł na zamek najechać? zapytała ubierając się w panice.
Kersijana:
Nie wiem, Noldorowie, Jatu, Imperium? Zaraz się dowiemy, och Astreo... Rzekła wystraszona Anna i sama się ubrała.
Kersijana
Muszę szybko do Adeli lecieć i do królo... Kersi palnęła przykrywając usta dłonią... troszkę zmieszana popatrzyła na Annę
Kersijana:
Królowej? Spytała Anna, patrząc przenikliwie w Twe oczy.
Kersijana
Tak Aniu... Lothiriel jest prawdziwą królową Nordolczyków... Ale to cicho to nie może się wydać....Jeszcze nie może... Wyszeptała do Anny..
Kersijana:
Ale jak to królową... Jęknęła księżna na głos niestety, a w tym samym momencie usłyszałaś jakiś szmer za drzwiami.
Kersijana
Przyłożyła palec wskazujący do ust.. Ciiii... słyszałaś? ktoś jest za drzwiami.... Kersi energicznie otwarła je...
Kersijana:
Za drzwiami nie dostrzegłaś nikogo, ale gdy wyjrzałaś za nie, zobaczyłaś że jakiś zakapturzony człowiek w czarnym płaszczu znika w korytarzach.
Catherine:
Wyszłyście na dziedziniec siedziby zakonu, gdzie już czekają na was Adela, Beatrice, Rita, Margaret i Ealdred. Ten ostatni rzekł - uderzają z ogromną prędkością, teraz nie pozostaje nam nic innego niż tylko stanąć do walki, straceńczej walki...
Catherine
Tak,nie mamy wyjścia,dobrze że nie są zbyt wprawni w walce pieszo.... - rzekła jednak nie patrzyła na Ealdreda lecz na małą Adele siedzącą na jej koniu - A Ty co tu robisz kochanie?
Catherine:
Może się przydam w opatrywaniu rannych, potrafię proste rany obandażować - odparła Adela gładząc nogami boki Twego rumaka i ręką głaszcząc go po szyi.
Kersijana
Musimy go złapać...chyba słyszał co mówiłam do Ciebie....Kersi puściła rękę Anny i pobiegła za człowiekiem w kapturze.
Kersijana:
Nie bardzo mogłaś dogonić człowieka, niezły z niego biegacz. Dobiegłaś do niego dopiero, kiedy ten zatrzymał się na zewnątrz przy księciu i rzekł do niego - panie, jedna z Noldorek jakie są w tym mieście jest ich królową, podsłuchałem rozmowę jej i twej żony!
Catherine
Tak,przydasz się,ale nie na murach.... - powiedziała podbiegając do niej i mocno przytulając się do małej biorąc jej dłoń do ręki
Catherine:
A jak będzie trzeba znieść rannych z murów? Tam się przydam na pewno - odparła Adela drugą ręką głaszcząc Cię po głowie.
Catherine
Nie!Miałaś się mnie słuchać,zabraniam Ci pójść na mury,zabraniam! - powiedziała nerwowo,wzmacniając uścisk,dla niej to że najmłodsza siostra zostanie na zamku było tak oczywiste że nawet nie brała pod uwagę innej możliwości....
Kersijana
Podbiegła do księcia ledwo dysząc... Popatrzyła na niego... I co zamierzacie z tym zrobić? Wiesz, że gdy się rozejdzie wśród Nordolczyków, że ich królowej stało się coś złego w tym mieście Rycerze Brzasku zrównają je z ziemią?
Catherine:
Ale siostrzyczkoooo... Jak mogę bezczynnie patrzeć na czyjąś krzywdę i siedzieć, kiedy inni walczą o to, by bronić i mnie? Spytała Adela, a Beatrice dodała dziwnie jak na siebie poważnym tonem - ona ma szlachetne serce, obydwie będziecie kiedyś wspaniałymi księżnymi.
Kersijana:
A więc ta druga jest królową... Zrównają ziemią? Kiedy tylko wyjdą z lasów zaatakuje ich ogromna armia Sarleonu i zmiecie w pył. Aldan! Znajdź tą drugą Noldorkę, zakuj w łańcuchy i oddaj katowi, ale niech nie zabija tylko sprawia, by cierpiała jak najwięcej za swe kłamstwa - rozkazał książę jakiemuś rycerzowi, a ten natychmiast dosiadł konia i z kilkoma towarzyszami wyjechał z zamku.
Catherine
Nie!Adele,możesz się na mnie obrazić ale nie zgodzę się na to byś się tak narażała,zajmuj się rannymi ale tutaj,i tak nikogo nie uniesiesz skarbie.... - powiedziała stanowczo i przymierzyła się do tego by zdjąć ją z jej klaczy....,słowa Beatrice ledwie do niej dotarły i zdobyła się na to by jedynie spojrzeć na nią dziwnie.... - Ja księżną?Pff,dobry żart....
Catherine:
Adela przewróciła oczami. Ale nie zdejmuj mnie, tak mi miło tu siedzieć... Rosie ma cudowną sierść - rzekła patrząc na Ciebie ze słodkimi oczkami. Zaraz też stajenni wyprowadzili na dziedziniec jakąś piękną klacz a Rita wskoczyła na nią z rozbiegu, od tyłu. Marion, spokojnie! Krzyknęła, gdy rumak zaczął nieco wierzgać, ale zaraz się uspokoił.
Catherine
Wiem skarbie....Obiecaj mi że tu zostaniesz i nie pójdziesz za nami kiedy odjedziemy?Wiem że chciała byś być ze mną ale sam środek walki to nie miejsce dla Ciebie.... - powiedziała wciąż się do niej przytulając i patrząc ze smutkiem a zarazem wyczekiwaniem w jej oczy
Techniczny
Z uwagi na wypalenie się i ogólna apatię muszę przerwać przygodę na jakieś dwa trzy dni.... Przepraszam i dzięki za ewentualne zrozumienie...
Catherine:
Dobrze obiecuję... Ale ja się będę o was bała, nie wytrzymam siostrzyczko... Szepnęła piskliwie Adela.
Catherine
Musisz,dla mnie,dla nas....Kocham Cię siostro,bardzo,Cię kocham,obiecuję że wrócimy do Ciebie wszystkie trzy,ale Ty musisz tu zostać.... - szepnęła biorąc ją na ręce i stykając się z nią swoją głową....Niestety zapomniała że zrobiła to miejscem które sobie rozbiła,dlatego wymsknęło jej się ciche - Auć....
Catherine:
Adela trochę się wyrywała, gdy wzięłaś ją na ręce ale po chwili rozpłakała się w Twych ramionach bezradna...
Catherine
Westchnęła ciężko,to już drugi raz kiedy musiała kogoś pocieszać,i znów musiała podjąć trudną decyzję.... - Wybacz skarbie,to dla Twojego dobra....Twojej cioci nigdzie nie widzę to zostań z Tristanem,będzie Ci raźniej....
Catherine:
Dobrze... Zaopiekuję się nim, ale... Uważajcie na siebie - wyjąkała, cały czas płacząc. Lothiriel wsiadła na swoją klacz i spojrzała w niebo, a pierścień na jej palcu zaczął lśnić... Lecz zamiast błękitnej barwy, przybrał czerwoną.
Catherine
Będziemy,obiecuję.... - rzekła i ucałowała ją czule w głowę,po chwili podeszła do Lothiriel wciąż z Adele na rękach i zapytała patrząc jej w oczy - Co się dzieje? Zawsze był niebieski....
Catherine:
Lothiriel spojrzała na Ciebie, zdjęła pierścień i wręczyła Ci go mówiąc szeptem - przechowaj go, nie może wpaść w niepowołane ręce. Zwrócisz mi go, gdy uznam to za stosowne albo zawieziesz do Elacrai, kiedy sprawy źle się potoczą...
Catherine
Co?Ale dlaczego?Nie rozumiem.... - rzekła patrząc na nią ze szczerym zdziwieniem jednak odebrała pierścień zgodnie z prośbą i dokładnie mu się przyjrzała jednak co jakiś czas spoglądała na nią pytająco a zarazem z wielkim zaniepokojeniem....
Catherine:
Zrozumiesz w swoim czasie córeczko, ale pamiętaj by zbyt często z niego nie korzystać bo nie jesteś Noldorką i popadniesz w obłęd od jego mocy... Uważaj z nim, załóż go - szepnęła. Pierścień wciąż lśni na czerwono, a barwa ta przybiera na sile wciąż...
Catherine
Przełknęła nerwowo ślinę a w jej oczach pojawił się strach,czyżby królowa się z nią żegnała już na zawsze? Nie chciała dopuścić do siebie tej myśli....Najgorsze w tym wszystkim było dla niej to że jako najstarsza po Lothiriel musiała się opiekować młodszymi siostrami i dawać im wsparcie,być dla nich przykładem i oparciem,nie zaś samemu ich szukać....Dlatego założyła pierścień na palec i starała się zachować zimną krew choć z każdą upływającą sekundą była coraz bardziej zagubiona i patrzyła w oczy Lothiriel wręcz rozpaczliwie szukając w nich jakiejkolwiek odpowiedzi....
Catherine:
Spokojnie, będzie dobrze... Zachowaj spokój, nie narażaj się... Odwiedź jeszcze Tristana i się z nim pożegnaj zanim Jatu tu dotrą. Kocham cię córeczko... I będę kochać zawsze, na tym czy na tamtym świecie... Pamiętaj to maleńka - szepnęła całując Cię w policzek.
Catherine
Na tym,na tym,przeżyjesz nas wszystkie,a potem będziesz się opiekować naszymi dziećmi i ich dziećmi,tak będzie.... - wyszeptała nerwowo bardziej do siebie by dodać nieco otuchy przed nadchodzącą dla niej próbą.Przytuliła się też do niej mocno jedną ręką,w drugiej wciąż podtrzymując Adele
Kersijana
Ależ Panie.... Być może pokonacie Rycerzy Brzasku, ale czy mądry wódz nie szuka innych rozwiązań niżli siłowe? Wiesz, że Nordolczycy mogą przynieś wam wielkie straty. Zanim polegną, zadadzą osłabią Was. Gdy odbudujesz Panie armię, może będzie już za późno. Los dał Ci dar. Wykaż się mądrością jak na dojrzałego władcę przystało. Masz Królową i torturując ją być może zatracisz jedyną szansę by Nordolowie stanęli do walki przy waszym boku. Mimo że jesteście silni to nie oznacza że niezwyciężeni... Nie od dziś wiadomo że szykuje się wojna... Zrobisz jak zechcesz, ale spójrz prawdzie w oczy sam przed sobą i przyznaj, że Rycerzami Brzasku Twoja armia była by prawie niezwyciężona... Królowa... kłamała, oszukiwała.... Masz rację..... A co robi obecny władca? Wiesz, że siłą i gwałtem zabrał tron... Od Ciebie panie zależy po czyjej stronie się opowiesz i jak Cię w pieśniach będą wychwalać.... Czy może potępiać.... Taka szansa jaką masz teraz nie powtórzy się.... A teraz rób co zechcesz... Jeśli strącisz królową do lochów ten świat przestanie istnieć... A Ty Panie będziesz tego powodem...
Kersi jakby jednym tchem mówiła... Odważnie patrzyła mu w oczy....
Kersijana:
Książę wysłuchiwał Twych słów ze spokojem, spoglądając prosto w Twe oczy przeszywająco. Gdy skończyłaś mówić, jego oblicze przybrało nagle gniewny wielce wyraz i zdzielił Cię potężnie okutą w żelazną rękawicę, otwartą dłonią. Uderzenie było silne, aż polała się krew. Nie będziesz mnie pouczać nędzna dziewko! Myślisz, że będziesz mnie mamić jak twoja królowa!?