-
Dan
Tak....,można tak powiedzieć,umiem walczyć i to dobrze,muszę umieć,w końcu w ten sposób właśnie zarabiam....,choć nie zawsze jest to przyjemna robota - odparł unosząc na dowód ranioną rękę,następnie zawahał się przez chwilę i dodał - Powiesz mi jak masz naprawdę na imię? Nie musisz jeśli nie chcesz....
-
Dan:
Sophie... Ano widzę, że nie zawsze przyjemna. Mieczem jakiś dostałeś, czy to od czegoś innego? - odparła ci pytając się o twój bandaż.
-
Dan
Ładne imię....,a co do ręki to gorzej,dużo gorzej....,naprawdę nie chcesz tego wiedzieć....- powiedział lekko się przy tym krzywiąc bowiem zdecydowanie nie było to jedno z jego najprzyjemniejszych wspomnień....
-
Dan:
Cóż, skoro tak mówisz... I dziękuję za komplement. Jesteś z Khorinis, nie? Chyba już wcześniej gdzieś Cię widziałam...
-
Dan
Naprawdę? Gdzie? I nie jestem z miasta, często w nim bywam ale urodziłem się na farmie pomiędzy nim a klasztorem.... - odparł dziwiąc się w duchu całą tą konwersacją - Całkiem miło się z nią rozmawia....,nie wydaje się być zwykłą kurtyzaną.... - na głos zaś dodał - Mogła byś teraz rozmasować mi kark? O tak,właśnie tak....
-
Dan:
W okolicach tawerny przy placu świątynnym, albo na rynku... Nie pamiętam dokładnie. W którymś z tych miejsc. A farmę poznaję... Niejakiego Akila - odpowiedziała ci i wzięła się za masowanie ci karku.
-
Dan
Tak,właśnie ta,to mój ojciec.... - powiedział odprężając się całkowicie - A na rynku raczej nie bywam,chyba że w drodze do jakiegoś innego miejsca....- w tym miejscu nagle urwał,roześmiał się szczerze i po chwili kontynuował - zaraz będziesz wiedziała o mnie wszystko a ja o Tobie dalej nic....a do tego to dość nudne ciągle mówić o sobie,teraz Ty mi coś powiedz....
-
Dan:
Cóż... Ja pochodzę z miasta. Rodziny żadnej tu nie mam, może poza mamą. Ojciec wylądował w kolonii... No i cóż no. Od tamtej pory robię to co robię... - odparła ci, choć wyczuwasz, że ukrywa lub zdusiła w sobie żal i smutek, gdy wspomniała o ostatnich rzeczach - W sumie to nie wiem co Ci jeszcze powiedzieć... Może masz jakieś konkretne pytania?
-
Dan
Przepraszam,nie powinienem był.... - odparł z ciężkim westchnięciem siadając na łóżku i czując się jak skończony dupek - Ojca nie ma,matka pewnie nie pracuje,to i robi to co robi żeby je obie utrzymywać,cholera....,zachciało mi się rozmawiać i takie oto są tego efekty.....Ehh,za dobry jestem,czemu mnie to w ogóle obchodzi? Powinienem mieć to głęboko w dupie....powinienem....
-
Dan:
Westchnęła i odparła ci - Nic się nie stało, w porządku...