Malacath:
O fajnie... W sam środek libacji trafiłem z tego co widzę. Heh... Zapowiada się interesujący wieczór... - pomyślał, spoglądając na szyld karczmy.
Wersja do druku
Malacath:
O fajnie... W sam środek libacji trafiłem z tego co widzę. Heh... Zapowiada się interesujący wieczór... - pomyślał, spoglądając na szyld karczmy.
Malcolm
Czując, że koń zaraz się na niego rzuci spróbował uskoczyć na bok, i jeśli to się uda to jak najszybciej dosiąść wierzchowca na oklep, póki jest zdezorientowany, trzymając się kurczowo za jego szyję, natomiast jeśli któraś część jego planu nie wypali to pada płasko na ziemię, brzuchem do dołu, mając nadzieję że w takiej pozycji go nie dosięgnie swym organem...
Catherine
Przypadkiem wyrwało jej się ciche mruknięcie spowodowane przyjemnym dotykiem stóp Lothiriel jednak zaraz po tym wyjęła swoje stopy ze strzemion i odparła wyrzucając z siebie wszystko - To Ci przypomnę,nie chcę żebyś się do mnie zbliżała,przerażasz mnie tym że zaglądasz mi do duszy kiedy Ci się żywnie podoba i to bez pytania mnie o zgodę a na dodatek nawet się nie zorientuję kiedy to robisz....Nie przeszkadza mi że przebywasz z Adele bo Cię lubi i darzy szczerą sympatią ale ja nie podzielam jej zdania mimo że prosiła mnie o to żebym Cię zaakceptowała to nie mogłam,zbyt mocno odrzuca mnie Twój dar i zbyt wielkim strachem mnie napawa....A teraz jadę z Tobą w jednym siodle i mimowolnie troszczę się o Ciebie bo nie potrafię inaczej....bo Adele mnie prosiła,więc nie myśl sobie że Cię lubię ....Ale to nic osobistego,jesteś naprawdę dobrą kobietą,masz złote serce,tylko ten dar z którego zbyt lubisz korzystać....
Catherine:
Ale Catherine... Naprawdę... Ja... Lothiriel zaszlochała wpierw kilka razy, a potem po jej policzkach zaczęły spływać łzy, coraz więcej i więcej... Zasłoniła dłonią oczy, nie mogąc się powstrzymać zaczęła głośno płakać.
Malcolm:
W czasie wcielania planu w życie, usłyszałeś trzask i krzyk Ealdreda - kurwa, klucz się złamał! Jako, że nie udało Ci się wskoczyć na grzbiet demonicznego rumaka, padłeś płasko na ziemię. Koń jednak stanął nad Tobą nieco rozszerzając wszystkie cztery nogi i zaczął tłuc w blachę, ochraniającą Twój zad... A czym tłuc, to nie trzeba raczej wspominać...
Catherine
Westchnęła ciężko i spytała łagodnie - Co Ty?
Catherine:
Nie wiem, Catherine, nie wiem... Nic już... Nie wiem... Lothiriel zaczęła mamrotać przez obfity płacz, nie mogąc skleicć żadnego sensownego zdania.
Catherine
No mówże.... - dodała tracąc cierpliwość i mimowolnie tuląc ją do siebie,westchnęła ciężko i zaraz powtórzyła łagodnym szeptem - Mów....
Kersijana
Widzisz jakie to proste? No dobrze to teraz pozwól księżniczko, że i ja wsiądę do was i pojedziemy troszkę szybciej. Elfka poprosiła konia żeby stanął.... Dosiadła go i gdy już była na nim objęła dziewczynkę jedna ręką... Gotowa?
Catherine:
Chciałabym... Być przy tobie... Cathy... Odszepnęła królowa, nie przestając płakać.
Kersijana:
Gotowa! Krzyknęła rozweselona dziewczynka, łapiąc jedną ręką Twą dłoń i ściskając nieco.
Malcolm
Lekko podchmielony zaśmiał się przez tą całą sytuację. On mnie próbuje w zbroję pocisnąć, hehe, podajcie mi mój hełm jakoś przez kraty, o ile przejdzie, to będę cały bezpieczny, a Wy po inny klucz pójdziecie, czy wytrych, czy co innego.