-
Kersijana
Co za bydle.... Kersijana zaklęła,,, zresztą nieważne,,, czego mogłam się spodziewać po kimś bez honoru. Nawet nie potrafisz zadbać o własną rodzinę... W biciu to jesteś mądry ale mądrych rad nie potrafisz słuchać... obstawiony poplecznikami... wiedz, że zanim się obejrzysz wsadzą ci nóż w plecy...
Możesz mnie też strącić do lochów... Jestem Nordolką i co miałam powiedzieć to powiedziałam a teraz jedź i polegnij. daj ulżyć ziemi....
Kersijana wiedziała, że jest blisko stajni i miała nadzieję że Mirillia Lassi ją usłyszy....
Zerwij swe pęta i biegnij na oślep
Ostrzec królową, Panią Nordolów.
Jesteś mi droższy od mego brata
Nie daj jej głowy pod topór kata...
Kersijana krzyknęła w stronę stajni... i splunęła pod nogi księcia krwią... Nie jesteś wart krwi nordolskich wojowników... Może się o tym nie przekonam, ale żywię nadzieję że wcisną cię w ziemię....
-
Kersijana:
Do lochu? Oj nie... Mam dla ciebie ciekawszą karę szmato. Pójdziesz ze mną do mej komnaty - rzekł książę a na jego twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech.
-
Kersijana
Pójdę? chyba sobie kpisz...... Możesz mnie tam siłą zaciągnąć, zgwałcić i poniżyć.. Ale dobrowolnie nie pójdę... Kersi patrzyła czy w stajni coś się dzieje....
-
Kersijana:
A co jeśli powiem, że oszczędzę królową jeśli oddasz mi się dobrowolnie? Ja, Alamar, książę Larii przysięgam, że puszczę królową Noldorów wolno, jeśli ty mi się oddasz na jedną godzinę.
Twój rumak tymczasem wypadł cwałem ze stajni przewracając po drodze dwóch zbrojnych. To koń uszatej, gonić go! Krzyknął jeden z rycerzy.
-
Kersijana
Biegnij i nie zatrzymuj się Mój Bracie... Stratuj wszystkich co na Twej drodze staną... a potem zapomnij o mnie... Bądź wolny...
Popatrzyła za koniem..
twoje słowo jest mniej warte niż łajno w latrynach żołdaków... Straciłeś swoją szansę, tylko mnie gwałtem możesz mieć...Nigdy ci nie będę uległa i posłuszna. Powiedziała z pogardą nawet nie patrząc na niego.
-
Kersijana:
Taka mądra jesteś? Książę wyjął z pochwy sztylet i rzucił nim w płaczącą blisko Annę, trafiając ją w ramię. Księżna padła na ziemię krwawiąc.
Catherine:
Cathy idź już córeczko... Idź! Wydarła się Lothiriel i energicznie odepchnęła Cię, o mało nie upadłaś na ziemię. Sama zaczęła cwałować, wyjeżdżając z dziedzińca zamku.
-
Catherine
Ale....Nie powiedziałaś mi jak mam z niego korzystać....I co ja mam teraz robić? - powiedziała do pleców odjeżdżającej elfki,po czym spojrzała na pierścień z kompletnie otępiałym wyrazem twarzy,nie miała zielonego pojęcia co ma robić,czy jechać za nią,czy może zostać zgodnie z prośbą....
-
Kersijana
Jak możesz! krzyknęła i podbiegła do Anny... Pomogę ci... Wybacz ale będzie bolało... Wyciągnęła jej sztylet z ramienia i odcięła kawałek sukni robiąc jej szybko opaskę uciskową.. Nie było czasu na jakiś staranny opatrunek ale taki na szybko.... Nie mówiłaś, że z niego takie bydlę... Współczuję Ci moja siostro... Położyła jej głowę na swoich kolanach... Wybacz,,,, uwolnię Cię od Cierpień...
-
Catherine:
Adela jest równie mocno zszokowana co i Ty, nie mogąc nic powiedzieć. Podbiegła do was Betty kładąc dłoń na Twym ramieniu i pytając - co się stało? Gdzie ona pojechała? I czemu ci to dała...
Kersijana:
Anna jęknęła z bólu, nie przestając płakać. Kersi boli mnie... Bardzo mnie boli... Ale ratuj się, uciekaj stąd - wyjąkała. Alamar roześmiał się głośno, ale jego rycerzom już nie do śmiechu. Większość jakby się wahała, czy zachować lojalność wobec swego nikczemnego pana, czy stanąć w obronie pokrzywdzonych kobiet.
-
Catherine
Co?Ja....Ja nie wiem.... - wyjąkała wciąż wpatrując się w pierścień zaledwie na chwilę na nią spoglądając gdy położyła jej dłoń na ramieniu
-
Kersijana
Nie Anno...Jeśli nie dam mu tego co chce to nigdy nie da Ci spokoju...Moje poświęcenie,,, Jednej Nordolki za cenę Waszego spokoju... To uczciwa propozycja. Kersijana wstała i ze spuszczoną głową podeszła do księcia... Jeśli obiecasz, że wypuścisz Annę, waszą córkę i Moją Królową to wsiądę z tobą na twego konia i pojadę do twych komnat... Ale musisz dać słowo przy tych wszystkich ludziach....Jeszcze nigdy kersijana nie była tak piękna jak teraz.. Mimo tego, że ślady krwi jeszcze były świeże, że dała się poniżyć, stała się śmiertelnie poważna.. Tak jakby nagle wydoroślała. Mówiła spokojnie ale i z dumą w głosie...Zrozumiała, że żołnierze są świadkami w jakich okolicznościach przegrała z księciem. Kersijana widziaiła, że wśród żołnierzy zaczynają się przebijać twarze tych których ta sytuacja być może bulwersuje.
-
Catherine:
Nagle przed sobą zauważyłaś za błękitną mgłą jak jeden z rycerzy w lariańskich barwach uderza buzdyganem Lothiriel w głowę, zrzucając ją z siodła. Nieprzytomną Noldorkę inny wziął na ręce i przerzucił przez łęk siodła, a następnie wszyscy odjechali, znikając we mgle... Wtem przed oczami ujrzałaś tylko jaskrawą łunę, a po tym już oblicze swej siostry, Beatrice, mówiącej do Ciebie rozgorączkowana - siostrzyczko, co ci jest? Siostrzyczko!
Kersijana:
Przysięgam, że tak się stanie! Krzyknął książę i wskazał Ci ręką wejście do zamku. Anna tymczasem zemdlała, a jeden z rycerzy podbiegł do niej i wziął na ręce szepcąc Ci - zaniosę ją do medyka, kiedy wrócisz już pani od księcia, pytaj o sir Bowena, wskażę ci drogę do twej przyjaciółki.
-
Catherine
Nagle oprzytomniała a jej oblicze zmieniło się o 180 stopni,z zagubionego i nie do końca obecnego stało się zdecydowane a z oczu bił ogień furii jaka zaczynała w niej wzbierać,postawiła Adele na ziemi i rzekła stanowczo głosem sugerującym że to nie czas i miejsce na sprzeciw - Idź do Tristana i zaopiekuj się nim,zrób to dla mnie siostro,później Ci wszystko wyjaśnię - i delikatnie pchnęła ją w stronę zamku
-
Kersijana
Widziałeś ich twarze? Twoich ludzi... Powiedziała idąc do wejścia, które jej wskazał... Nie są ci tacy lojalni jak się można by spodziewać... Ja widziałam w ich oczach zażenowanie.... Kersijana stanęła przy drzwiach do komnaty... CO się z nimi stanie? z Anną waszą córką i Królową jak przekroczę ten próg?
-
Catherine:
Adela posłusznie pobiegła do Tristana, a Betty skrzyżowała ręce na piersiach i zadarła nosek, tupając nogą. Tak, niech nikt mi nie mówi co się dzieje, bo po co!
Kersijana:
Szkoda że nie widać w ich oczach zażenowania, gdy dostają łupy wojenne albo żołd. A co się z nimi stanie? Puszczę je wolno, jak obiecałem - odparł Alamar.
-
Kersijana
Wzięła głęboki oddech i przeszła przez drzwi... Nic nie mówiła ale po policzku spływały jej łzy.
-
Kersijana:
Książę zamknął drzwi komnaty na klucz i stanął przy łożu mówiąc - a więc czekam.
-
Kersijana
Podeszła powoli do niego... Nadal łzy płynęły po jej policzkach. Pomóż mi rozpiąć tę zbroję...
-
Kersijana:
Alamar pokręcił głową i sam zdjął swą zbroję, a także spuścił spodnie, rzecząc - przestań szlochać dziewko, tylko rób co do ciebie należy.
-
Kersijana
Popatrzyła na jego przyrodzenie... Było wielkie jak na człowieka. Uklęknęła przy nim i wzięła je w rękę... czuła jak jest nabrzmiały i krew w nim pulsuje... Żylasta wielka kuś... Kersi schyliła głowę nad jego kroczem, Jej włosy opadły na jego nogi....Głową i włosami zasłaniała jego dolne partie ciała...
Gdy książę rzucił w swą żonę sztyletem Kersi zrozumiała to co wcześniej już było wiadome... Ten zwierz nie miał krzty honoru i jego słowo było nic nie warte. Jego dni własnie się dokonały. Wydał na siebie wyrok śmierci... Kersi obiecała Annie, że ją uwolni od cierpień zadanych przez niego... Gdy wyciągnęła jej sztylet z ramienia zdawała sobie sprawę że zadaje jej ogromny ból ale tylko w ten sposób mogła zdobyć jakąś broń. Nikt jej nie rozbroił. Byc może książę był zbyt pewny że wygrał i już ją ma...
Kersijana bardzo dobrze znała się na leczeniu ludzi, ale to co może leczyć może tez i zabić.... Tym samym sztyletem co dał pogardę swej żonie, pchnęła go w tętnicę udową... Bardzo precyzyjnie zadała pchnięcie rozcinając przy okazji ścięgno udowe.
Wyszarpując sztylet odskoczyła od niego... w twym ciele psie jest sześć litrów krwi... a przez twą tętnicę przelewa się trzy litry na minutę... Twa chuć to spowodowała że tętnica pracuje szybciej.... Masz mniej niż minute życia... już nic się nie da zrobić..... Obyś zgnił....
-
Kersijana:
Książę warknął z bólu, patrząc na Ciebie swym obliczem, jednocześnie załamanym co i pragnącym zemsty. Ty zdziro... Wyjąkał padając na kolana.
-
Kersijana
Stała z dala od niego i płacząc patrzyła jak się wykrwawia.... Nic nie mówiła... Jej chęć pomagania innym walczyła bo wiedziała, że jest w stanie go uzdrowić... Ale stała i płakała... Miała ogromne wyrzuty sumienia.... Zabiła... to piętno będzie za nią szło do końca jej dni.
-
Kersijana:
Alamar w końcu skonał na Twych oczach, pojawiło się teraz pytanie co zrobić z jego ciałem, i jak powiedzieć jego rycerzom o śmierci ich pana, akurat kiedy Jatu atakują...
-
Kersijana
Podeszła do zwłok księcia i poszukała klucza... Otwarła drzwi i chciała wybiec na dziedziniec....
-
Kersijana:
Nie zdążyłaś wybiec na dziedziniec, gdy natrafiłaś na korytarzu na młodziutką, ciemnowłosą damę o pięknej urodzie. Bardzo przypomina Ci Annę i zląkł ją Twój widok.
-
Kersijana
Podobieństwo do Anny nie pozostawiało złudzeń... Ty jesteś córką Anny? proszę Cię zaprowadź mnie do medyka tam Twoja matka jest.... Nie mamy czasu do stracenia.... Wzięła dziewczynę za ramie i błagalnie na nią spojrzała.
-
Kersijana:
Ale jak to? Co się stało mojej mamie!? Krzyknęła dziewczyna mocno wystraszona, a do oczu od razu napłynęły jej łzy. Wygląda na to że nie ma pojęcia co się wydarzyło na dziedzińcu.
-
Kersijana
Twój ojciec ją dźgnął sztyletem... chciał mnie zgwałcić... Jestem uzdrowicielką... proszę zaprowadź mnie do niej.....
-
Kersijana:
Co... Ale jak... Zaprowadzę cię ale kim ty w ogóle jesteś i skąd znasz moją mamę? I jak to dźgnął ją nożem, o Astreo jak... Ona nie może... Nelda z płaczem zaczęła gdzieś biec, pozostaje tylko mieć nadzieję że do medyka i Anny.
-
Kersijana
Później wszystko wyjaśnię... Nie obawiaj się o nią ona pod strażą przecie.... Kersijana miała nadzieję, że dziewczyna jest zżyta z matką i instynkt i troska o nią każe jej biec do niej... Które dziecko w panice nie zechce właśnie w tej sytuacji widzieć matki... Elfka mogła się domyślać że dziewczyna nie martwiła się o ojca... Jego komnata była tuz obok a pobiegła w przeciwnym kierunku... Kersi zrównała się w biegu z dziewczyną.
-
Kersijana:
Okazało się, że komnata medyka jest w zamku. Wbiegłyście razem z Neldą do niej, a wówczas dostrzegłyście siwego człowieka z brodą, który przeczyszcza ranę nieprzytomnej Anny. Mamo! Krzyknęła jej córka i podbiegła do niej, siadając na łożu i łapiąc za rękę, płacząc obficie.
-
Kersijana
Panie,,, domyślam się żeś jest medykiem... Ja jestem przyjaciółką Anny... Mogę jakoś pomóc? zapytała z troską. Co z nią?
-
Kersijana:
Straciła wiele, wiele krwi. Nie wiem, czy przeżyje, żadna pomoc tu nie zda się już, pozostaje tylko modlić się do Astrei o jej zdrowie, ja poczyniłem co mogłem - odparł medyk. Jak nie wiesz czy przeżyje, mamusiu... Jęknęła Nelda przytulając się do matki.
-
Kersijana
Jam jestem nordolską uzdrowicielką. Panie, jeśli nie wiesz czy jest nadzieja dla niej pozwól mi jej pomóc, zanim będzie za późno.
Ton głosu był łagodny i pełen sympaii i troski.
-
Kersijana:
Czyń więc pani to co pragniesz, obyś ocaliła naszą księżną.
-
Kersijana
Podeszła do dziewczynki... Twoja troska i miłość do Twej matki będą bardzo pomocne... Ona Cię słyszy i czuje, choć tego nie może teraz okazać.. Położyła dłoń na ramię dziewczyny... CO by sie nie działo nie puszczaj jej, niech wie że ją kochasz a wróci do Ciebie... Kersi wzięła dłoń dziewczyny i położyła na sercu Anny.
Kersijana sama zaś przysiadła na skraju łoża... Położyła jej dłoń na czole, rozgarniając jej delikatnie włosy.
Anno,,, Moja przyjaciółko najmilsza, już jesteś wolna... Ty i Twoja córka... Obiecałam CI że uwolnię Was od cierpień i dotrzymałam słowa. Teraz gdy możesz wreszcie żyć życiem na jakie zasługujecie, wróć do nas.
Kersijana patrzyła na Annę dłuższą chwilę. Starała sie zebrać i przekazać jej jak najwięcej pozytywnej energii. Chciała pomóc jej odnaleźć na nowo sens życia, dobrze wiedząc że to od Anny zależy w którą stronę zechce jej dusza iść. Z jednej strony pokusa ulgi i spokoju a z drugiej osoby, które ją kochają i za nią tęsknią...
Roztarła swoje dłonie rozgrzewając je... Stanęła za jej głową i położyła na niej swe dłonie...
Zaczęła śpiewać cicho, starą Elfią pieśń...
Wczesnym rankiem kiedy świta
I noc z wolna ustępuje
Tarcza słońca jeszcze skryta
Z horyzontem się mocuje
Brzask do świtu się przytula
Cienie mroku zaraz skosi
Ogromna czerwona kula
Z widnokręgu się podnosi
Mgiełka jak cukrowa wata
Opadając trawę zrasza
Rozbudzona brać skrzydlata
Narodziny dnia ogłasza
Mrok i szarość szybko znika
Zewsząd słychać dźwięczne głosy
Wstań, najbliższa sercu mego
Otwórz Swoje piękne oczy....
-
Catherine
Nie wygłupiaj się i nie zadzieraj mi tu nosa!Lothiriel porwali jacyś rycerze w barwach księcia,miałam wizję dzięki jej pierścieniowi! - rzekła śmiertelnie poważnym głosem dosiadając swej wiernej klaczy po czym rzekła do Ealdreda i pozostałych - Nie wiem dlaczego to uczynili lecz my musimy spróbować ją uwolnić....Wiem,że musieli byście wystąpić przeciw swemu suzerenowi dlatego nie proszę Was o pomoc,lecz każda była by na wagę złota....
-
Catherine:
Daj im chwilę by się przygotowali, dobrze że wieża więzienna blisko, dziesięciu rycerzy, migiem, konno się stawić! Ryknął Ealdred. Beatrice zaś nerwowo odparła - jak to? Porwali mamę?! Musimy ją ratować, ojej, mamo... Królewna podłamała się i pobiegła dosiąść konia ale w nerwach potknęła się i przewróciła...
Kersijana:
Anna wraz z kresem Twej pieśni zbudziła się... Otworzyła oczy i spojrzała najpierw na swą córkę, a potem na Ciebie. Ma... Mamo! Krzyknęła Nelda tuląc się do niej mocno.
-
Kersijana
Anno... Wiem że to nie jest teraz najbardziej odpowiedni moment, ale wedle prawa Ty jesteś teraz Panią tych ziem... Owdowiałaś, a ja.... A mnie musisz... Kersi nie wiedziała co ma powiedzieć... Zabiłam go.... Przepraszam ale nie mogłam inaczej... Kersi padła głową na poduszkę koło Anny. Jestem morderczynią... Kersi szlochała w poduszkę.
-
Catherine
Zeskoczyła z konia i podbiegła do siostry pomagając jej wstać szepcząc przy tym - Betty,musimy być silne,dla niej....Bez Ciebie nie dam rady.... - sama najchętniej by się podłamała ale wiedziała że to na jej barkach spoczywa teraz los królowej,nie mogła jej zawieść i zalać się łzami choć to z pewnością było by najprostsze.... - Ale dlaczego ją pojmali? Aż tak go obraziła że wysłał kilkunastu rycerzy? Ale to bez sensu,inaczej by ją od razu wrzucił do lochu....Co więc się mogło stać?