Bo hrabia porządny rycerz a nie końska rzyć jak co poniektórzy z tutaj zebranych! Wtrącił się Godwyn, dodając zaraz - Duncan powinien przyprowadzić jak dobrze pójdzie, pięćdziesięciu zbrojnych, w tym dziesięciu konnych!
Wersja do druku
Bo hrabia porządny rycerz a nie końska rzyć jak co poniektórzy z tutaj zebranych! Wtrącił się Godwyn, dodając zaraz - Duncan powinien przyprowadzić jak dobrze pójdzie, pięćdziesięciu zbrojnych, w tym dziesięciu konnych!
Bertrand
Po cichu do Agnes i Roberta A któż to ten Duncan? W ogóle powiedzcie co się wydarzyło, bo odpowiedzi wcześniej nie dostałem?
Robert
Odszepnął - Przyjaciel Godwyna ale nie ufam mu a Agnes nam pomoc przyprowadziła mimo ran ciężkich a i spiskowcom jej się umknąć udało,na których zresztą wpadłem jadąc z poleceniem zamknięcia bram......., teraz zbierają siły i szykują się zapewne do ataku - po czym dodał już do rannej przyjaciółki - Zanieść Cię do komnaty? Powinnaś jak najmniej o własnych siłach teraz chodzić a i medyk musi znów na Twe rany okiem rzucić.
Możesz zanieść, zabiorę miecz stamtąd - odparła, po czym zaraz wykrzyczała - służba! Siodłać mi konia! Na to zaraz pacholikowie pognali do siodlarni po siodło dla jej rumaka.
Godwyn tymczasem zaczął się bawić na swoim wierzchowcu, najpierw stanął mu dęba, a potem w miejscu zaczął dreptać inochodem, z gracją stawiając dwa lewe kopyta na ziemi, trzymając w powietrzu obydwa prawe, potem zaś na odwrót. Dobrze Harold, dobrze! Wykrzyczał po łacinie.
Robert
Nie będę protestował żebyś walczyła bo wiem że nic Cię od tego nie odwiedzie,ale proszę, daj się najpierw obejrzeć medykowi i rany swe na powrót do porządku przywrócić - rzekł biorąc ją na ręce i niosąc do komnaty,po chwili dodał po włosku do swego wierzchowca - Boemund! Czekaj tu na mnie,nie atakuj nikogo bez powodu i zachowuj się porządnie - na co rumak zarżał jak by wszystko rozumiejąc i ustawił się sprawnie przodem do bramy.
Bertrand
Poszedł do stajni, do boksu swego konia Witaj przyjacielu. rzekł cicho, po czym pogładził go po szyi. Tylko tyś mi prawdziwie wierny Guillaume, ale jutro pewnikiem Cię stracę... Do kogo byś po moim trupie nie trafił, bądź dla niego dobry. Guillaume zdawał się rozumieć swego pana i szturchnął go pyskiem w ramię, tak jakby chciał go pocieszyć i powiedzieć "Nie smuć się, wszystko będzie dobrze". Bertrand tymczasem zaczął go siodłać.
Robert:
Przywrócić rany do porządku? Nonsens, wszak już medyk mi je opatrzył a nie ma czasu na takie nic nie znaczące głupoty - odrzekła kobieta w drodze.
Bertrand:
Osiodłałeś swego konia i założyłeś mu ogłowie, Guillaume wtulił się do Ciebie głową. Dobry to rumak, wierny, szlachetnej krwi i piękny. Do stajni tymczasem wjechał Godwyn rzecząc z uśmiechem - żal tego wierzchowca ostrogami panie kłuć, chociaż mniej go zaboli niż panią de Montmirail, konie grubszą skórę mają hehe.
Adriano:
Na dziedzińcu dalej bez zmian... Wszyscy szykują się do walki, choć niewiadomo czy ta na pewno nadejdzie.
Bertrand
Tylko od tyłu mego przyjaciela panie nie zachodź! Bo nie ręczę za siebie, jak przy następnym spotkaniu zacznie dziwnie na twój widok rżeć, hehehe.
Robert
Nie żaden nonsens a zdrowy rozsądek,moja droga ledwo z konia zsiadłaś i widziałem jak się za ranę złapałaś,nie próbuj zaprzeczać,jeśli nie chcesz tego zrobić dla siebie to zrób to dla tych na których Ci zależy tak jak i dla nich sprowadziłaś tą pomoc - powiedział do niej zdecydowanym głosem po chwili krzycząc do jednego z pachołków - Sprowadź ponownie medyka do komnaty Pani de Montmirail!
Bertrand:
O! To widzę panie, że twój rumak już doświadczony w tej dziedzinie, skoro i wie jak się zachować, gdy go sodomita w zbroi od tyłu zachodzi! Zapewne miał dobrego nauczyciela?! Wykrzyczał Godwyn z uśmiechem.
Robert:
Agnes spojrzała na Ciebie, podpierając się na Twym ramieniu dłonią, zostawiając nieopatrznie ślad krwi na ubraniu - chyba tym razem nie odstąpisz, mam rację?