-
Dan
Nieprawda,nie jest w porządku,jesteś młoda i piękna a los Cię zmusił żebyś pracowała w takim miejscu.... - powiedział choć bardziej do siebie,następnie zaś wstał wyraźnie wzburzony i zaczął się ubierać - Ostatni raz poszedłem do jakiegokolwiek pieprzonego burdelu,z moim charakterem wyszło jak zwykle więcej zmartwień niż przyjemności,świetnie po prostu świetnie....,ale ile złota tą decyzją zaoszczędzę? Hmm,nie,niewiele,potrzebuję teraz alkoholu,dużo alkoholu....,ale miałem się zgłosić do Vatrasa i oczywiście nie mogę się teraz solidnie nawalić....Ehh,porządnemu to zawsze piach w oczy....
-
Falmir:
Zgoda. Gdzie jest ten pieprzony dom tego typa... Muszę się Rhena lub Vito zapytać.
-
Edward
To dawaj poważną wróżbę, zobaczymy co potrafisz! Wykrzyczał stawiając skrzynię na ziemi i siadając na niej.
-
Edward:
A zapłata? - spytał wróżbita, zaś okoliczni ludzie spojrzeli z zaciekawieniem na Ciebie słysząc, że wykrzykujesz w kierunku Abuyina. Chyba nie ma zamiaru się nabrać na twoje gierki...
Dan:
Dziewczyna wyraźnie posmutniała i nic już nie mówiła. Chyba twój nastrój i jej się udzielił...
Falmir:
Rhen jest strażnikiem, więc zapewne będzie wiedział gdzie jest ten cały "Ignaz", niedaleko którego mieszka Bernard. Zapewne lepiej by było się go spytać o drogę...
Techniczny:
Andrijowi walnął komp :P nie wiem co z nim, ile go nie będzie itd. to można przyjąć, że na razie powoli akcja bedzie sie sunęła do przodu a jego BG będzie na razie NPCem.
-
Edward
Zapłata? Nie dałem ci? Aaaa, rzeczywiście, masz - dał mu 50 sztuk złota.
-
Edward:
Zorientowałeś się, że w twych kieszeniach nie ma kompletnie złota... Chyba straż postanowiła Cię ograbić po Twym pokazie przed Wulfgarem.
-
Dan
Widząc że posmutniała,westchnął ciężko,przyklęknął przed nią i powiedział - Sophie....,spróbuję Wam pomóc,zwłaszcza Tobie żebyś nie musiała więcej nikomu ciała swego oddawać....,masz jakieś oszczędności? - Obym tego nie żałował....,ale muszę chociaż spróbować jej pomóc....
-
Falmir:
Rhenie, wiesz może, gdzie mieszka ten cały Bernard? Stale trzymał wiadra z wodą, by go nie upuścić.
-
Edward
A! Moje złoto! Mendy! Świnie! Okradli mnie! Muszę zarobić! Krzyknął podskakując. Wziął natychmiast swoją skrzynię i popędził do Czerwonej Latarni, mając pomysł jak zarobić trochę złota...
-
Edward:
Próbowałeś pobiec, lecz gdy tylko pobiegłeś kawałek i znalazłeś się już na placu świątynnym o mało co się nie wyrżnąłeś razem ze swoją skrzynią. Słabo się czujesz po tym uderzeniu mieczem, a na dodatek nogi powoli zaczynają ci się uginać i kręcić w głowie. Język również ci się nieco plącze...
Falmir:
Nie wiem, ale Vito coś wspominał o tym, że mieszka obok chaty Ignaza.
Dan:
Dziewczyna spojrzała na Ciebie zaskoczona, a po chwili wydusiła z siebie - Ale... Czemu? Ledwo się znamy nawet... I jak zechcesz mi pomóc? Do innej pracy wątpię by mnie przyjęli, a nie chce Ci nic zabierać...