-
Catherine
Cathy?Od kiedy jestem dla Ciebie Cathy?I czemu tak bardzo chcesz być przy mnie,czemu?Ledwo mnie znasz....,nawet nie wiem co Ty widzisz w tej mojej duszy....,poza tym wiem że jak będziesz przy mnie to nic się przed Tobą nie ukryje,żaden nastrój,pragnienie,myśl....Kogo by to nie przerażało?No kogo?Wiesz czy będę zła,smutna,radosna,czy przygnębiona zanim nawet zdecyduję się tym podzielić i otworzyć usta,bo postanowisz sobie zajrzeć wewnątrz mnie i to bez pytania! - odparła już całkiem łagodnym tonem,delikatnie ocierając jej łzy,tylko na końcu swej wypowiedzi nieco zaostrzając ton
-
Kersijana
Ucałowała Adelę w główkę. Powoli kłusem ruszyła na bardziej otwarty teren. Kersijana jeszcze raz upewniła się czy Adela siedzi pewnie. Teraz zobaczysz księżniczko za co się kocha konie najbardziej. Za tą niczym nieskrępowaną wolność. ruszyła galopem przed siebie. Mirili Lassi bardzo płynnie galopował a dziewczyny wczuły się w jego rytm.
Pędziły tak przez chwilę, gdy Kersi zapytała dziewczynkę... Czujesz go? słyszysz jego oddech i bicie serca? To znak Słońce moje, że Jesteście jednym ciałem.
-
Catherine:
Dobra matka i tak zna pragnienia swej córki, widzi kiedy jest radosna, smutna, czy rozgniewana... Nie musi mieć takiego daru, jak ja - rzekła Lothiriel, powoli się opanowując.
Kersijana:
Czuję... Czuję! Jakie to cudowne! Krzyknęła uradowana i naprawdę podekscytowana Adela.
Malcolm:
Nie ma szans, żeby się zmieścił! Krzyknął Ealdred. Tymczasem rumak energicznymi kopnięciami przewrócił Cię na plecy i zaczął wsadzać Ci swą męskość do ust z wielką siłą. Jeszcze dajesz radę się opierać... Jeszcze. Słyszysz też śmiech Rity, którego panienka już nie mogła powstrzymać widząc całą sytuację.
-
Catherine
Ale Ty nie jesteś moją matką! - pomyślała rozzłoszczona jednak w ostatniej chwili ugryzła się w język żeby nie powiedzieć tego na głos - Jeszcze by znowu płakać zaczęła,i na co to komu potrzebne? - i zaczęła cierpliwie czekać aż Adele wróci z przejażdżki,wciąż nie wkładając stóp w strzemiona i zabierając ręce z jej twarzy....
-
Catherine:
Lothiriel pociągnęła jeszcze nosem kilka razy i chwyciła obydwoma dłońmi rękę, którą trzymasz ją w pasie. Wybacz mi... Skoro nie chcesz mieć ze mną nic wspólnego, powinnam to uszanować... Choć zawsze postępuję tak jak mi serce każe, i ciężko będzie teraz zrobić inaczej...
-
Catherine
Nie mogę z nią....,o co jej chodzi do cholery?!Przecież mnie nie zna,a powodów do sympatii jej żadnych nie dałam! - pomyślała i oswobodziła swoją rękę z jej objęć - Tak,powinnaś....,tak będzie lepiej dla nas obojga,oszczędzisz sobie łez o które Cię przysparzam....
-
Catherine:
Więcej łez wyleję wiedząc, że panika przysłania ci głos serca, który chce naprowadzić cię na drogę szczęścia - odparła królowa, odwracając się do Ciebie.
-
Catherine
Pieprzysz....,Twoje łzy,Twoja sprawa,ja w to nie wnikam,choć dalej Cię nie rozumiem.... - odparła unikając jej wzrokiem po chwili dodając zdenerwowanym głosem - No i gdzie one są?!
-
Catherine:
Bo nie chcesz zrozumieć, a Adela z Kersijaną zaraz wrócą, twoja siostra jest bezpieczna pod jej okiem - odpowiedziała Lothiriel drżącym głosem i z trudem przerzuciła nogę przez szyję Twego konia, aż jęknąwszy z wyczerpania. Chyba szykuje się, by zeskoczyć na ziemię co w jej stanie nie będzie zbyt dobre.
-
Malcolm
Stara się przeturlać po ziemi na bok, spod konia, wstać i raz jeszcze go dosiąść, łapiąc za jego szyję.