Katarina:
Król uśmiechnął się nieco i odsunął się dłonią zapraszając Cię do namiotu.
Wersja do druku
Katarina:
Król uśmiechnął się nieco i odsunął się dłonią zapraszając Cię do namiotu.
Charles de Tournemire
A łudziłem się, że może jednak w końcu dasz mi spokój. No cóż. Powodzenia w zmienianiu "starego dziada w sutannie"... - wyjął szczotkę dla konia i począł rozczesywać sierść swojego wierzchowca.
Charles, Robert:
Norman na swym wielkim koniu, trzymając w objęciu Agnes, dojechał przed namiotu księdza. Zatem porozmawiaj z nim, ja poczekam - szepnęła kobieta.
Robert
Dobrze siostro - rzekł całując ją w policzek,zsiadając z konia i udając się do namiotu księdza
Kasia
Uśmiechnęła się na zaproszenie króla...
Odwróciła głowę w kierunku strażnika co jej nie chciał wpuścić i pokazała mu język,, Ale tak jakoś nie obraźliwie a na zasadzie .... i tak weszłam he he.... zaraz po tym też i do niego uśmiechnęła się jednak rezolutnie i miło...
Gdy była już w środku i ewentualnie król wskazał jej miejsce gdzie może spocząć, robi to skromnie.... Wina by jakiego nalał... pomyślała rozglądając się po tym skromnym i schludnym, ale i przyjemnym miejscu....
Widzisz Panie, jak mówiłam już pożegnałam bratnie dusze... Poszłam na pustynię by w samotności zmówić za nich cichą modlitwę i o łaski i opiekę poprosić.
Sen miałam i zmarli się tak jakby ze mną zegnali w nim. Pan konstabl i Baron Roger de Wigan.... Jego zamek Saraceni najechali i zapewne spalili wraz moją klaczą co tułaczki by dalszej nie mogła wytrzymać i ją u nich zostawiłam...
Jeszcze był tam też pewien rycerz z Francji.. Pan Bertrand de Toulouse.. On wprawdzie walkę z Saracenami wygrał, ale znalazłam jego martwe ciało za polem walki... Koło niego koń stał i przygarnąć go chciałam, tym bardziej, że Pan konstabl przed śmiercią dał mężowi memu i mnie propozycję ny do Francji, jak mniemam do Waszego i panie Kraju jechać, by żonie swej pomocy dać i ramieniem wspierać w zarządzaniu majątkiem...
Ale by nie zwlekać i głowy zawracać... Bo przecie Panie mimo, ze walka wygrana to nie wiadomo co pomiot pogan jeszcze knuje i radzicie Panie pewnie nad tym....
Zapytać uprzejmie chciałam czy glejt jaki dostanę by świadectwo było, ze koń po Panu Bertrandzie nie jest łupem wojennym i czy wolno mnie w ogóle go zabrać... Myślę panie że ów rycerz by tego właśnie chciał... Chyba, że Wy Mości Królu do własnych stajen go chcecie... To sprzeciwiać się nie będę...
A inna sprawa to że szczere podziękowania chciałam... i przeprosiny złożyć żem mogła Cie obrazić.. jak tą niewyparzona gębę otwarłam gdy uprzejmie mnie zagaiłeś pierwszy raz.... ukłoniła się przy tym i położyła rękę na piersi...
Dłużniczką Twą jestem i jesśi jest coś co mogła bym we Francji dla Ciebie Panie zrobić to rzeknij słowo....
Charles de Tournemire
Kapłan widząc, że Robert zbliża się do niego schował szczotkę, odwrócił się w jego kierunku i spytał - Tak, panie de Modica?
Katarina:
Król z uwagą wysłuchał Twych słów, zamyślił się przez chwilę i odpowiedział - zamek barona Rogera wytrzymał oblężenie, żal wielki iż on sam poległ tutaj, dobrym był rycerzem a i obawę o jego wybrankę mam. Hmm... Nie mogę ci dać glejtu świadczącego o tym, iż ten rumak jest twój. Ale wraz ze śmiercią swego pana, wierzchowiec stał się niczyją własnością, a więc odkąd go przygarnęłaś jest twój i nikt nie może ci praw do niego odmówić.
A Francja to nie mój kraj, prawdą jest iż z dynastii francuskiej się wywodzę, ale nigdy nie byłem w Europie, w Jerozolimie się narodziłem i w niej pozostanę przez te kilka lat, jakie mi pozostały.
Robert
Witaj ojcze,przyszedłem z dość delikatną sprawą....,chciał bym....,tak właściwie to chcieli byśmy - poprawił się dość szybko - żebyś udał się z nami do Francji,dobre masz serce a i na medycynie się świetnie znasz,i tak nic Cię tu dobrego nie czeka....
Charles de Tournemire
Spojrzał jednocześnie zaskoczony, jak i z uniesioną brwią z zaintrygowaniem na jego prośbę - To nie tak miało być... Nie ważne. Zobaczymy co mają mi do powiedzenia, ale we Francji co lepszego może mnie czekać? Szansa na ucieczkę do moich braci zakonnych? - Mam dobre serce jak i znam się na medycynie... Ale dlaczego mnie tu nic dobrego nie czeka?
Katarina
Spojrzała na króla z powagą...
Trąd?... zapytała retorycznie... Straszna choroba i doświadcza najlepszych chrześcijan... Wiedziała, że ten młodzieniec nie chce współczucia, ale nic nie mogła na to poradzić, że szczerze mu współczuła... Wiesz Panie,, kiedyś obiecałam Panu Boemundowi, że modlić się ku jego wyzdrowieniu będę, ale by ten cud się ziścił, czasu zabrakło... Jeśli to nie ujma dla Ciebie to pozwól, ze skromna szlachcianka z dalekiej północy za Twoje ozdrowienie modlić się będzie. Z całym szacunkiem, ale młodyś Panie jest jeszcze i organizm silny.. Czasu masz więcej, więc może i Bóg wysłucha...
Jeszcze raz przeprosić chciałam za moje zachowanie i zapewnić, że nie miałam złych intencji... I dziękuje Ci panie, że przyjąć mnie chciałeś i z czystym sumieniem Cię pożegnać... Nie często się widzi tak rozumnych ludzi.... więc tym bardziej zaszczytem było dla mnie Cie spotkać, tym bardziej, iż Wy pierwsi sie do mnie odezwaliście....
Wstając powoli szykowała się do wyjścia.....
Robert
A co po za śmiercią jest w ziemi świętej? Dziś wygraliśmy ale ilu rycerzy zostało na polu bitwy na zawsze? I myślisz że to koniec? Nie,Saraceni wrócą i to z większą siłą,rycerstwo niejedną bitwę jeszcze stoczy.....
Katarina:
Król podszedł jeszcze do Ciebie i rzekł - będę ci to pamiętał, choć sam już nadzieję straciłem, to wiele dla mnie znaczą twe słowa... Żegnaj zatem, żałuję że już nie dane będzie nam się spotkać.
Charles de Tournemire
Początek końca. Lecz na samym początku powiedz mi - widzisz miejsce dla mnie w tej grupie? Nie obraźcie się, lecz ja nie. I chodzi mu to o nasze relacje.
Robert
Ale o czym ojcze mówicie? Może i się złościliśmy na Ciebie ze Spytkiem kilka razy ale nie znaczy to że jakąś urazę większą do Ciebie chowamy....,Charlotte ma wielkie serce dla każdego,Katarina też,a i moja sio....to znaczy Agnes na pewno doceni to jeśli z nami pojedziesz i szanować Cię będzie....,wierz mi ojcze,ona nigdy nie zapomni jeśli kto dla niej co dobrego uczynił,jaka więc Twoja odpowiedź będzie?
Katarina
Nie mów tak Panie... Przykrość mi robisz... Jeśli nie na tym świecie to na Tamtym się spotkamy jeszcze.. Tego nas przecie kościół uczy... Chciał położyć rękę na dłoni króla, ale przypomniała sobie, że mimo iż czasem popełnia gafy to lepiej nie kusić losu...
zamiast tego uśmiechnęła się do niego i znowu ukłoniła, jak to na szlachciankę przystało przed królem....
Wychodząc z namiotu uśmiechnęła się do Strażnika, który tak długo i przyjemnie zabawiał ją rozmową i puściła mu oczko.... (polski) Nauki jakiej byś zaznał a nie do ludzi jak dzikus jaki i zrozumieć nie idzie.. powiedziała bardzo uprzejmie.. Udała się do swoich koni....
Charles de Tournemire
A co z grożeniem mi? Myślicie, że zapomnę o tym, co ten Polak chciał mi uczynić? Bo nie sądze, żeby to był pierwszy i ostatni raz w jego przypadku. A co z resztą? Co się stanie, gdy "Ojciec Charles" coś powie nie tak, bądź zrobi? I co z szacunkiem jeśli chodzi o innych? Bo taki to oto Duńczyk, niejaki Godwyn już mi obiecywał, że nie zostawi mnie w spokoju i obdaruje mnie tymi swoimi żartami - odparł mu stanowczo, po czym spojrzał na Agnes i dodał - A czy na pewno panna Agnes mnie doceni i szanować będzie to o ile mogę prosić, to już zechcę te słowa usłyszeć od niej... Nie obraź się, panie de Modica, za to co powiedziałem, lecz jeżeli byś był w mojej skórze, to na pewno byś podobnie myślał...
Robert
Godwyn to dobry człowiek,to że czasem zrobi głupi żart tego nie zmienia,powinieneś ojcze większą wyrozumiałością względem niego się kierować....,a Spytko....,gwałtowny to mąż,zawzięty,ale czy ma złe serce? Tego powiedzieć nie mogę....i dobrze pójdę po siostrę,ekhm,znaczy Agnes,ale nie myśl wielebny że na kolanach Cie prosić będziemy....
Charles de Tournemire
Gdyby to mi chociaż swej kusi w ramach żartu i sobie ze mnie nie kpił... Nie oczekuję, nie oczekuję... - odparł Robertowi.
Robert
Nic już nie powiedział tylko wyszedł po Agnes uznając że sam nie ma nic więcej księdzu do powiedzenia....
Katarina
Stała tak przez chwilę przy swoich koniach.... Jak masz na imię przystojniaku? Odezwała się do Ogiera... Dasz się dosiąść... Pan Twój pewnie nie miałby za złe... Pogłaskała go delikatnie po szyi... Obeszła go.. A Ty..... Pocałowała go w policzek i zaczęła wkładać nogę w strzemię... Chodź przejedziemy się.... Odważnie dosiadła konia.... Powoli by sprawdzić jak się prowadzi ruszyła.... Miała zamiar pojechać sprawdzić czy znajdzie może ciało Kasima... Nie patrzyła wcześniej czy strzała którą wypuściła dosięgnęła celu, ale nie dawało jej to spokoju... Po drodze postanowiła zabrać ze sobą Męża co by nie jechać sama...
Gdy zbliżają się do miejsca gdzie powinna trafić Saracena zwalnia... Szukając albo ciała, albo śladów, które by mogły świadczyć o tym czy kamraci go zabrali...
Jeśli go trafiła a nie znajdzie ciała to oznacza dwie rzeczy, albo jest ranny albo nie żyje... Brak ciała w obu przypadkach świadczył by o tym, że towarzysze go zabrali, ale to powinna ze Spytkiem widzieć jakieś ślady...
Jeśli znajdą ciało Kasima to je przeszukują....
Spytko:
Jadąc z żoną bacznie rozgląda się po okolicy. Niby maruderów Saracenów tak blisko obozowiska chrześcijan być nie powinno, ale strzeżonego Pan Bóg strzeże.
Robert, Charles:
Agnes wzorem swego poległego męża, wjechała do namiotu księdza konno, na rumaku Roberta. Ale i Amalryk wjechał zaraz za nią, wierzgając i parskając nerwowo. Kobieta spojrzała na Charlesa, jakoby pytająco...
Spytko, Katarina:
Nie znaleźliście ciała Kasima... Ani również żadnych kosztowności, wszystko zostało starannie rozgrabione. Dostrzegliście nadjeżdżających dwóch saraceńskich jeźdźców, obaj ciężkozbrojni, jeden z nich trzyma sztandar z półksiężycem. Zapewne to posłańcy. Nie widzicie jednak ich twarzy.
Spytko po polsku:
Chyba posłańców w końcu przysłali, ciekawym czy Saladyn chce się już poddać. Czekamy na nich, czy zawiadamiamy obóz o ich przybyciu?
Katarina
Widzieli nas pewnie już...Znasz Arabski, krzyknij no z czym przybywają... A chyżo niech prawią zanim ustrzelę jak psów....
Spytko:
Pokój Wam! Kim ście i z czym bywacie do teren Królestwa Jeruzalem?! wydarł się za radą małżonki nieco łamanym arabskim.
Spytko, Katarina:
Usłyszeliście odpowiedź wykrzyczaną przez jednego z jeźdźców po łacinie - posłańcy sułtan! Po chwili dwaj jeźdźcy dojechali do was i zatrzymali swe konie. Rozpoznaliście w jednym z nich Kasima - farysa, który z wami podróżował oraz z którego to ręki padł pokonany największy rycerz Jerozolimy... I wam pokój - rzekł znów po łacinie, bacznie się przyglądając swymi bystrymi oczyma.
Spytko po łacinie:
Dopóki pod poselskim sztandarem jedziecie odrzekł Kasimowi.
po polsku:
Jedź Katarino zawiadomić obóz o przybyciu posłańców sułtana, niech dadzą znać królowi - mruknął cicho do żony.
Katarina
Spojrzała na Kasima.. Jej oczy nie wyrażały emocji choć była zdenerwowana.... Zapytała by go o wiele rzeczy, ale teraz był posłańcem i włos z głowy nie mógł mu spaść... i obrazić go nie mogła.... Jako kobieta wiedziała, że nie powinna się teraz odzywać....
czekała na rozwój wydarzeń...
(polski)
Gdy usłyszała męża.... Kaj? zostawić Cię by ubili? Przecie... Ale widząc powagę sytuacji.... Dobra, już dobra.. jadę...
Ale pamiętaj, Jak zginiesz to mnie popamiętasz.....
W te pędy ruszyła do namiotu króla...
Zeskoczyła z konia i juz miała wchodzić przez wejście gdy nagle zobaczyła znajomych strażników...
A jeszcze te tu.... Nie czekając aż znowu zaczną gadać w tym ichniejszym języku wydarła się...
(łacina)
Panie.... Posłańcy.... Posłańcy przybyli od samego Sułtana chyba.... Rychtuj Panie ino szybko poczet bo ten mój narwaniec sam tam z nimi ostał.....
Spytko po łacinie:
Jedźmy zatem, ma żona pojechała powiadomić króla o waszym przybyciu - po wypowiedzeniu tych słów ruszył wolno w kierunku obozowiska. Chciał jeszcze coś rzec Kasimowi, ale się powstrzymał. I tak najchętniej przemówił by do Niego za pomocą miecza. Może kiedyś będzie mu to dane bez ściągnięcia hańby na siebie wraz z całą armią.
Charles de Tournemire
Podobno pragniesz pani, bym udał się z wami do Francji... - zaczął pierwszy rozmowę.
Katarina:
Szybko z namiotu wyszedł król, wezwał jednego ze swych sług i coś mu rozkazał po francusku. Strażnik, z którym ucięłaś sobie uprzednio miłą pogawędkę wpatruje się w Ciebie ze zdziwieniem. Po chwili nadjechali w pełnym rynsztunku hrabia Rajmund z Trypolisu, oraz książę Reynald de Chatillon, ten ostatni z pewnością Cię rozpoznał, widzisz to po jego spojrzeniu przejawiającym arogancję, a także minie, butnej i lekko ucieszonej. Prowadź - rozkazał Ci król.
Spytko:
Kasim wraz z drugim jeźdźcem ruszył powoli za Tobą. Żałuję, że nie dane nam było poznać się w lepszych czasach i wiarę daję, że za złe mi nie masz iż to od mej włóczni poległ konstabl. To wszak wojna, każdy walczy ze swych pobudek, ja musiałem pomścić swych synów - rzekł znajomy farys po arabsku.
Charles, Robert:
Nie będę cię o nic prosić ojcze, tylko proponuję ci zostanie medykiem na zamku Moulins, gdzie będziesz żył godziwie za sowite nagrody. Będziesz także miał swą zamkową kaplicę, gdzie będziesz mógł odprawiać msze do Pana. Mój mąż zanim zmarł rozmawiał z twym Wielkim Mistrzem, który nie wyraził sprzeciwu byś wyruszył do Francji - rzekła Agnes uspokajając nieco Amalryka.
Spytko po łacinie:
A jednak mam, o konstablu tylko dobre rzeczy mogę rzec mości Kasimie. Zemsta zaś tylko zemstę rodzi, nie winieneś się dziwić, iże doczekać się nie mogę, kiedy przestanie Cię chronić poselski sztandar.
Charles de Tournemire
Nakłonił mojego mistrza zakonu? Ciekawe jak tego dokonał - Mój Wielki Mistrz wyraził zgodę? Zadziwiliście mnie. Jak tego dokonał, o ile można wiedzieć?
Katarina
Jeszcze tego mi tu brakowało.... pomyślała na widok księcia... Wiedziała, że z racji stanu nie może mu teraz okazać arogancji bo nie wykpi już się tym, że nie wie kim jest....
Ufała jednak swojemu instynktowi i intuicji, że jakimś cudem udało jej się do siebie przekonać samego Króla.. W swoim rozumowaniu był lojalna wobec konstabla... A to przecie nikt inny jak sam Boemund oddał swe życie ratując Króla... Temu nikt zaprzeczyć nie mógł...Uspokoiwszy trochę samą siebie, poprawiła fryzurę i wskoczyła na ogiera...
Za mną Wasza Wysokość zatem....odparła Królowi. Mimochodem spojrzała jeszcze na księcia czy nadal ją obserwuje...
Robert
Gdy Agnes wjechała do namiotu stanął przy niej,rękę na szyi swego konia kładąc i bacznie przysłuchując się rozmowie,samemu nie mając już nic więcej do powiedzenia - Jeśli pojedzie to dobrze,ktoś musi łatać moją ukochaną wariatkę,ale prosić go także nie zamierzam....,przyda się nam na pewno we Francji ale jak dla mnie sam za siebie decydować może....
Katarina, Spytko:
Szlachcianka doprowadziła króla przed obóz, gdzie spotkał się on z posłami. Kasim wręczył Baldwinowi jakiś zwój pergaminu, a władca Jerozolimy począł go czytać. Katarina spostrzegła, że książę dalej co chwila na nią spogląda, choć stara się to ukryć.
Charles, Robert:
Wiesz przecież, że mój mąż miał dar przekonywania... Odparła Agnes.
Charles de Tournemire
Skoro tak... Kiedy macie zamiar wszyscy wyruszać do Francji? Przemyślę tę sprawę jeszcze... - Może się jednak zastanowię... Choć nie ufam im na tyle, by od razu uwierzyć im słowom i lepiej będzie, gdy się zapytam swego mistrza czy on coś o tym wie. Potem się pomyśli. Najwyżej jeżeli we Francji zacznie się coś nieciekawego dziać, bądź będę traktowany jak śmieć przez nich to ucieknę z Moulins i skryję się w jakimś klasztorze, czy u innych duchownych...
Spytko:
Pokłonił się królowi, po czym podjechał do żony i czeka aż będzie mógł z Nią wrócić do obozowiska.
Robert
Ile ten ksiądz myśli....,nad czym tu się tak zastanawiać? Ehh,bojaźliwy jest i tyle,i tak śluby zakonne przyjmując życie sobie zmarnował więc czego tu się obawiać?.... - pomyślał,po czym dosiadł własnego wierzchowca ponownie obejmując "siostrę" w pasie
Charles, Robert:
Na dniach, masz czas do jutra - odpowiedziała i odwróciła się do Roberta z jakimś dziwnym spojrzeniem, jakby żarzącym się, pełnym chęci do boju, Norman jeszcze nigdy nie widział takiego u Agnes, prędzej Charles by to rozpoznał, mając do czynienia z zezłoszczonym Boemundem. Dołączamy do gotujących się rycerzy, im szybciej we Francji tym lepiej - rzekła takoż dziwnie złowrogim głosem.