Robert
Masz rację - rzekł uśmiechając się do niej i kompletnie nie zwracając uwagi na zakrwawiony ślad na swym ubraniu.
Wersja do druku
Robert
Masz rację - rzekł uśmiechając się do niej i kompletnie nie zwracając uwagi na zakrwawiony ślad na swym ubraniu.
Adriano
W szybkim tempie do miejsca w którym zostawił kolczugę i całą resztę wyposażenia. Ubiera ją, zbiera resztę i wraca do towarzyszy.
Bertrand
Wa! Mój rumak czysty, żaden sodomita w zbroi go od tyłu nie zachodził, czyżbyś panie o swych doświadczeniach teraz opowiadał? Pomyliłeś "twój" z "mój"? No cóż, nie wnikam jak wyglądają pańskie relacje z wierzchowcem, lecz czy ta rudowłosa dama o tym wie? wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Bertrand:
Słuchaj uważnie, bo ci chyba panie twój ogier ucho przetkał tak, żeś problemów ze słuchem się nabawił! A ta rudowłosa dama wie o wszystkim, nic nie ukrywam przed nią, nawet tego żem z końską rzycią gadał jako teraz, czy wcześniej ha! Odkrzyknął Godwyn.
Robert:
Doniosłeś Agnes do jej komnaty, jako że miałeś zajęte ręce ona swymi okrwawionymi dłońmi otworzyła drzwi, a następnie zamknęła.
Adriano:
Na dziedziniec wyjechał Oswald de Chastelneuf na koniu, co dziwne bo wypadł wprost z sali rycerskiej... Gestem dłoni przywitał zebranych templariuszy, oni zaś poczynili to samo. Rycerze! Wykrzyczał do wszystkich - Gawain de Montrose został wtrącony do lochu za zdradę, przyznał się że był jednym ze spiskowców i wspierał niejakiego Gawaina de Curland, zagorzałego wroga pani de Montmirail i hrabiego Rajmunda! Jeśli gdziekolwiek bydlaka znajdziecie, macie go ubić bez wahania!
Bertrand
Mój słuch dobry panie, może ty problemy z mową masz, od tego cóżeś w ustach trzymał, jak ze swym koniem żeś się zaznajamiał!
Robert
Postawił ją delikatnie na ziemi i powiedział - Usiądź na łożu,pomogę Ci zdjąć buty - widząc jak już otwiera usta by się sprzeciwić szybko uciął dyskusję mówiąc - Żadnych ale,nogi tym bardziej wymagają opatrzenia,po tym jak ten niezdarny niedźwiedź Ci ostrogą po nich przejechał.....
Bertrand:
Godwyn się zaśmiał i odrzekł - ha! Może obaj żeśmy siebie warci, jam z zatkanymi ustami, a tyś z uszami! Ale jak to powiadają, nie jest dobry ten rycerz, któren konia swego dogłębnie nie poznał ha!
Robert:
Musisz być taki uparty? Traktujesz mnie jako gdybym królową była, a teraz już nawet mój tytuł hrabiny niewiele znaczy ehhh... Ale skoro musisz, proszę, rób co należy, a medyk zaraz pewno przyjdzie - odparła siadając na łożu, z całych sił starając się nie dotknąć pościeli zakrwawionymi dłońmi.
Robert
Traktuje Cię jak ranną przyjaciółkę,która pilnie potrzebuje pomocy samemu z tego sobie nie zdając sprawy - powiedział uśmiechając się do niej i delikatnie,tak aby jak najmniejszy ból u niej spowodować począł buty z jej nóg zdejmować.
Bertrand
Odrzekł żartobliwie do konia Godwyna Powiedz mi no, mości Haroldzie, cóż tam z tym swym panem po nocach odprawiacie za harce? Hehe
Bertrand:
Koń Godwyna stanął za sprawą swego jeźdźca dęba i zaczął bić kopytami przed samym Twym nosem... Widać że jest znakomicie wyszkolony, zaś Duńczyk ma z tego wielki ubaw i chyba póki co nie zamierza kazać mu opaść na cztery kopyta...
Robert:
Agnes zacisnęła zęby z bólu, gdy zdjąłeś jej buty wylała się z nich krew. Takoż bandaż na jej ranie jest cały przesiąknięty jej krwią, jak i prawie całe stopy aż po łydki. Boże drogi, mój dywan! Najpiękniejszy, z Persji wprost sprowadzony, a teraz cały w plamach ehhh... Wykrzyczała załamana, patrząc na kilka czerwonych plam na pomarańczowo-niebieskim dywanie. I teraz do prania tylko się nadaje, a dlaczego? Bo przez błahostkę go zaplamiłam!