-
Dan
Dlaczego? Powiedzmy,że są na tym świecie jeszcze dobrzy ludzie.... - Prawdę mówiąc to sam nie jestem pewien tego co robię więc nie pytaj więcej.... - Może i jestem zaledwie najemnikiem ale przez to znam wiele osób....,rozejrzę się na mieście,zapytam u siebie na farmie i w okolicy,na pewno się coś znajdzie,nie bój się,najważniejsze jest teraz to żebyś przestała tu pracować....
-
Edward
Cholera w rzyć wieloryba! Cholerna straż... Zdenerwowany spowolnił tempa i zaczął rozglądać się za miejscem, gdzie mógłby usiąść.
-
Dan:
Dziękuje... Doceniam to co dla mnie chcesz zrobić, naprawdę... - powiedziała wzruszona, po czym w ramach podziękowania przytuliła Cię, a po paru chwilach puściła. Poczułeś się znacznie lepiej widząc reakcję tej dziewczyny, a złość w Tobie nie była już tak wielka...
Edward:
Niedaleko stąd znalazłeś ławkę z widokiem wprost na jakąś kolejną tawernę, jak i na kaplicę. W samej tawernie panuje dość niewielki ruch, ale zapachy dobiegające z niej przypomniały ci o tym, że od wczorajszego incydentu na morzu właściwie niczego nie jadłeś... Widzisz też jak jakiś czarnoskóry mag wody rozmawia w kaplicy z jakimś żołnierzem i brodatym magiem ognia, a przy nim stoi jakiś młodzieniec ubrany w czerwono-czarną togę z wyszytymi na niej płomieniami. Zapewne to jakiś nowicjusz magów...
Falmir i Rhen:
Doszliście niedaleko chaty Ignaza. Teraz tylko pozostaje wam jakoś znaleźć tego całego Bernarda i go otrzeźwić...
Vito:
Idąc w kierunku domu kartografa zauważyłeś, iż kwatermistrz zapewnił magazynowi nową "obstawę" w postaci trzech knechtów. Dwóch z nich stoi przy drzwiach do magazynu, trzeci zaś gdzieś z tyłu za rogiem. Kartograf zaś - niejaki Brahim, siedzi na ławce przed swoim domem.
-
Falmir:
Dobra, znajdźmy tego całego Bernarda, przesłuchajmy dziada i spadajmy stąd. Puka do jednych z drzwi.
-
Dan
Wiem,wiem.... - odparł uśmiechając się i lekko ją głaszcząc po policzku,po chwili wstał i dodał - Chodź,odprowadzę Cię do domu....
-
Edward
O jeszcze tych brakowało, cholerne staruchy w piżamach, ale może zarobić dadzą hehe, jak to nie wypali to Czerwona Latarnia czeka, aaahahaha! Pirat podszedł do magów i nauczony, że nie warto być sobą, postanowił sięgnąć po najskrytsze zasoby swego taktu. Ukłonił się delikatnie i rzekł - witam.
-
Dan:
Jest tylko jeden problem... Bromor. Powinnam jeszcze trochę pracować. Powiedzieć mu po prostu, że kończę z pracą...? - spytała nieco zakłopotana, lecz otworzyła drzwi i razem z tobą powoli zaczęła iść schodami na dół.
Edward:
Mag ognia spojrzał na Ciebie unosząc przy tym brew, nowicjusz zaś z żołnierzem nic nie odpowiedzieli, tylko przyglądali się Tobie. Jedynie mag wody odezwał się do Ciebie - Witaj... Czegoś potrzebujesz?
Falmir i Rhen:
Zapukaliście do pierwszych drzwi - wyszła naprzeciw niego jakaś kobieta i nieco zdziwiona widząc strażnika i żołnierza z wiadrem wody zapytała - O co chodzi...?
-
Edward
Hmm... Właściwie to przyszedłem spytać, czy wy nie potrzebujecie czegoś? A konkretnie pomocy człowieka obeznanego z walką? Uprzedzam! To że jedzie rumem ode mnie to nic wielkiego, tylko kilka łyków wypiłem! Powiedział do maga wody i dodał - Edward jestem.
-
Dan
Jeśli chcesz ja z nim pomówię,i niczym się nie przejmuj,nie jesteś jego niewolnicą i nie jesteś mu nic winna....
-
Falmir:
Starając się nie upuścić wiadra z wodą, mówi do kobiety Witaj, szukamy Bernarda, zna go pani? To bardzo ważne.