Catherine:
Twoja siostra przytuliła się do Ciebie, a Lothiriel wzięła jej rękę w swe dłonie i zaczęła oglądać jej ranę. Betty ja się kiedyś przez ciebie wykończę... Szepnęłą.
Wersja do druku
Catherine:
Twoja siostra przytuliła się do Ciebie, a Lothiriel wzięła jej rękę w swe dłonie i zaczęła oglądać jej ranę. Betty ja się kiedyś przez ciebie wykończę... Szepnęłą.
Catherine
Cała Betty....Ale nie martw się,zaopiekuję się Wami,obiecuję.... - wyszeptała zadowolona z tego, że jest pomiędzy nimi,ostatnio coraz częściej tak sypiała i nie wyobrażała sobie jakichkolwiek zmian w tej kwestii....
Catherine:
Betty wygodnie się ułożyła, dotykając jednak zakrwawionym palcem Twych włosów przypadkowo. Ojć... Spojrzała na Ciebie znów niewinnie.
Catherine
Sama miała nieco krwi na rękach po brutalnej rozprawie z katem,już chciała rozmazać ją na twarzy siostry jednak w ostatniej chwili spojrzała na Lothiriel z udawaną grzeczną miną i odpuściła sobie ten zamysł....- Nie szkodzi,potem je sobie umyję.... - odparła nieco wbrew sobie
Catherine:
Betty znów pomazała Ci włosy dotykając ich zakrwawionym palcem, ale tym razem zrobiła to z premedytacją i wrednym uśmieszkiem...
Catherine
Żmija! - prychnęła i już miała dotknąć jej twarzy jednak w ostatniej chwili zatrzymała dłoń dosłownie o włos przed nią i cofnęła ją z ciężkim westchnięciem,patrząc na siostrę z lekkim wyrzutem....
Catherine:
Nie to nie - skwitowała obrażona królewna przytulając się do matki. Lothiriel nie mogła się powstrzymać i uśmiechnęła się widząc zachowanie córki.
Catherine
Wymieniła spojrzenia z Lothiriel która bez trudu mogła zrozumieć krótki komunikat od córki - Zrobiłam to tylko dla Ciebie.... - i po chwili sama się do niej przytuliła,niepokoiło ją jednak że są tu tak długo....
Catherine:
Jest wam tak dobrze teraz, że najchętniej spędziłybyście całą wieczność tak wtulone w siebie... Niestety, pora już w drogę. Ealdred rzekł patrząc na Lothiriel - wybaczą panie, ale trzeba nam ruszać. Wezmę panią na ręce, jeśli zezwolenie dostanę.
Catherine
Jeśli chcesz panie.... - odparła krótko za elfkę,wiedziała bowiem że ta nie będzie miała nic przeciwko,co prawda wolała by sama ponieść Lothiriel jednak była już nieco zmęczona,przecież tego samego dnia oberwała dość mocno w głowę,później zaś szaleńcza jazda do więzienia i bieg po schodach a następnie jeszcze użycie mocy pierścienia....Nie mogła jednak sobie odmówić wzięcia królowej na ręce choć na chwilę i dopiero po tym przekazała ją marszałkowi całując ją jeszcze czule w głowę na odchodne....
Catherine:
Ealdred odebrał Lothiriel od Ciebie, starając się być najdelikatniejszy jak potrafi. W tym samym jednak momencie wtargnęli do komnaty rycerze Stanowczego Wezwania, pięciu z nich. Ludzie Alamara dowiedzieli się, że wpadliśmy tu uwolnić Noldorkę. Całe mnóstwo ich zebrało się na placu, pięciu naszych zabarykadowało drzwi do wieży ale nie wiem ile się utrzymają! Rzekł jeden z nich, zdyszany.
Catherine
Westchnęła ciężko i z trudem nie spojrzała na królową z wyrzutem jednak mimo to zachowała zimną krew i spytała z nadzieją - Jest stąd jakieś inne wyjście?
Catherine:
Jest, przez okno, droga prosto do zaświatów - odparł Ealdred i ułożył królową przy ścianie, daleko od drzwi. Rita usiadła w oknie, wyglądając na zewnątrz. Z łuków można postrzelać do nich, ale ich jest... O Astreo, z kilkudziesięciu na pewno, w tym rycerze. Aj! Strzała poszybowała w córkę marszałka raniąc delikatnie jej policzek. Ta wyszła z okna łapiąc się za ranę.
Catherine
Dobyła miecza ze świstem i podbiegła do Rity odciągając ją pod ścianę i oglądając troskliwie jej ranę,gdy utwierdziła się w przekonaniu że to zaledwie draśnięcie odetchnęła z ulgą - Ta troska mnie wykończy,o tyle osób się muszę martwić.... - jednak po chwili odwróciła się i rzekła do wszystkich - Zatem nie ma wyboru,musimy walczyć,Wam pewnie pozwolą odejść wolno....Nie chcę sprowadzać śmierci na Ciebie i Twą córkę Panie,już i tak wiele dla nas zrobiliście....
Catherine:
A ja ci wyglądam na rycerza czy na pizdę, pani? To też pizdy, a nie rycerze? Ealdred wskazał na swych podwładnych, którzy się zaśmiali cicho. Rita przytuliła się do Ciebie szepcą - dzięki Cathy za troskę...
Catherine
Nie,nigdy bym tak nie pomyślała....Ale musiałam to powiedzieć.... - rzekła z uśmiechem przytulając Ritę - Zatem musimy wykorzystać to że mamy przewagę wysokości i zaledwie jedno wejście prowadzi do środka,jeśli my się zdyszeliśmy wbiegając po tych schodach to i ich to samo czeka....
Catherine:
Ealdred zaśmiał się i podniósł leżące nieopodal narzędzie tortur - gruszkę i podrzucił ją niewysoko. Hehe, korci żeby kogoś tym potraktować po walce. Rycerze, do okien i strzelać, tylko uważajcie byście nie trafili jakiegoś mieszczucha przypadkowo bo potem jak pójdziemy się narąbać do karczmy to nam muchomorki do mord powsadzają hehe.
Rycerze wykonali natychmiast rozkaz i zaczęli strzelać z łuków do żołnierzy księcia, to samo zrobiła Rita, całując Cię uprzednio w policzek. Betty coś szpera po wszelakich niebezpiecznych narzędziach tortur...
Catherine
Betty,chodź,staniemy razem przy drzwiach.... - rzekła odciągając ją od narzędzi zanim zrobi sobie nimi krzywdę - Ach....I czy nie lepiej by Twoi ludzie którzy zostali na dole do nas dołączyli Panie? W pięciu ich na pewno nie zatrzymają....
Catherine:
Tak będzie lepiej, istotnie - odparł Ealdred. Margaret rzuciła tylko - sprowadzę ich tu - i pobiegła prędko na dół. Betty dała się odciągnąć ale w dłoni już trzyma jakieś dziwne narzędzie. Na publicznych egzekucjach z wyjątkowym okrucieństwem czasem widziałaś takowe - służy do miażdżenia męskich jąder...
Catherine
Margaret by Ci z pewnością lepiej opisała do czego to służy - zażartowała cicho gdy Veccavianka już wyszła i odebrała jej to urządzenie odrzucając je natychmiast na stół i całując ją w policzek....
Catherine:
Betty wzruszyła ramionami i odwzajemniła pocałunek w policzek. Po niedługiej chwili wróciła zdyszana Margaret prowadząc pozostałych rycerzy za sobą. Rozbili drzwi, za chwilę tu będą - rzekła łapiąc z trudem kolejne oddechy.
Catherine
Ale nie mów jej o tym żarciku hihi - szepnęła jeszcze na moment kładąc dłoń na jej policzku i podeszła do Margaret delikatnie sadzając ją pod ścianą - Usiądź i odpocznij kochana,dobrze się spisałaś.... - rzekła cicho i nie czekając na odpowiedź stanęła przy drzwiach z mieczem w dłoni mówiąc do pozostałych rycerzy którzy przybiegli z jej przyjaciółką - Wszyscy złapcie oddech,ja i Betty przez chwilę ich powstrzymamy....
Catherine:
Bądźcie ostrożne, od okien, ustawić się zwarto z napiętymi łukami! Kiedy uznacie, że brak wam sił schowajcie się za nami, wtedy wystrzelimy i ruszymy do walki - rzekł Ealdred nakładając strzałę na cięciwę. Betty z mieczem w dłoni ustawiła się przy Tobie i spojrzała Ci w oczy raz jeszcze. Dostrzegasz w niej niepewność, ale też rosnącą chęć walki... Może kilka podniosłych słów sprawiłoby, że bojowy duch ogarnął ją całkowicie?
Catherine
Skinęła Ealdredowi i zaraz po tym złapała Betty w pół ramienia,szepcząc tylko - Kocham Cię siostro.... - po czym ustawiła się w oczekiwaniu do odparcia nadbiegających sługusów księcia
Catherine:
I ja ciebie - odszepnęła królewna. Po chwili nadbiegli ludzie księcia, lecz tylko dwóch ich się mieści w wąskim przejściu. Natarli na was dwaj rycerze, dobrze uzbrojeni i wprawni w walce. Walczyłyście zażarcie pojedynkując się jedna na jednego. Pokonałyście swych przeciwników, jednak same otrzymałyście po dość poważnej ranie (średnie) zadanej mieczem. Betty ma rozciętą, prawą rękę, od łokcia aż do dłoni. Nadbiegają kolejni...
Kersijana:
Nelda spojrzała w Twe oczy i rzekła - ocaliłaś mą matkę pani i... Zabiłaś tego łotra? Jestem więc twą dłużniczką... Ale, pani... Sama nie wiem... Wiedz, że jeśli będziesz kiedyś czegoś ode mnie potrzebowała, to zrobię wszystko by ci pomóc.
Catherine
Stała w oczekiwaniu gdy nagle usłyszała dudniące po posadzce kroki i potęgujący się z każdą upływającą sekundą hałas spowodowany ciężkim opancerzeniem ich przeciwników,ona miała ledwie kolczugę jednak w tych okolicznościach to była zaleta bowiem wbieganie po schodach w zbroi płytowej musiało być udręką....W końcu dostrzegła swojego przeciwnika,nie mogła dojrzeć jego twarzy przez przyłbicę ale oddała by prawicę że jest cały czerwony i spocony,dlatego nie dała mu ochłonąć i runęła na niego z okrzykiem spychając go do rozpaczliwej obrony,wyraźnie nie spodziewał się takich umiejętności fechtunku po kobiecie....Jednak po chwili konsternacji i zaskoczenia odezwały się dziesiątki walk w których brał udział,podobnież i ona z bólem głowy i zmęczeniem wywołanym wydarzeniami całego dnia nie była tak sprawna jak zwykle,dlatego udało mu się wybrnąć z ciężkiej sytuacji i samemu przejść do ofensywy,po trwającej dłuższą chwilę wymianie ciosów przełamał jej obronę i silnym cięciem rozciął jej bok,gdyby nie kolczuga zapewne już by leżała martwa. Zakrzyknęła z bólu i mimowolnie przyłożyła rękę do broczącej krwią rany,wróg ryknął tryumfalnie i musiał być już pewny zwycięstwa bowiem uniósł miecz do wykonania finalnego ciosu,ale mimo ran i zmęczenia wciąż była szybka i zdołała wykorzystać kardynalny błąd przeciwnika przeszywając jego szyję mieczem,rzucił jej jeszcze spojrzenie pełne szczerego zaskoczenia i nienawiści przemieszanej z szacunkiem.... Nie trwało to jednak długo bowiem wyszarpnęła ostrza i posłała mu solidnego kopniaka którym wysłała go z powrotem w dół wywołując tym głośny brzęk i liczne przekleństwa jego towarzyszy. Wreszcie odetchnęła i spojrzała na siostrę,która wyglądała równie źle co ona sama,dlatego złapała ją za rękę i odciągnęła od drzwi krzycząc do pozostałych - Teraz!
Kersijana
Popatrzyła w oczy dziewczyny... Nic mi nie jesteś winna. Najważniejsze, że ten łajdak już nie będzie was gnębił... I nie jestem Panią... mam na imię Kersijana...
Catherine:
Gdy tylko następni wbiegli do komnaty, a było to dwóch rycerzy i pięciu zbrojnych, zakonnicy wystrzelili z łuków, wszystkich zabijając od razu. Ciężko nie być pod wrażeniem ich celności, gdyż strzały trafiały akurat tam, gdzie poddani księcia byli najsłabiej opancerzeni. Po tym rycerze Stanowczego Wezwania dobyli mieczy i pod przewodem Ealdreda runęli z głośnym okrzykiem na swych przeciwników, którzy wciąż przybywają...
Kersijana:
Dobrze, Kersijano... Szepnęła Nelda, w tym czasie jednak wpadło do komnaty trzech rycerzy, w jednym z nich poznajesz Bowena - tego, który niósł Annę do medyka. Znaleźliśmy ciało księcia, a ty byłaś ostatnią, która go widziała! Warknął w Twą stronę, trzymając dłoń na rękojeści niewydobytego miecza.
Kersijana
Tak, byłam ostatnią, która go widziała,,, I patrzyłam jak te bydle zdycha... Oby jego ścierwo zgniło zapomniane... A teraz czyń co mówisz... Kersijana spuściła głowę....
Catherine
Betty,cokolwiek by się nie działo,zostań przy niej,ja ruszę do walki jeśli zaczną przegrywać ale Ty jej pilnuj,dobrze? - szepnęła do siostry stając wraz z nią koło Lothiriel
Kersijana:
Nie przyszedłem tu by cię zabić, Noldorko. Książę był bydlakiem ale miał wielu popleczników, tu w Larii i poza nią. Gorszą jednak sprawą, że Jatu będą tu lada moment a my zostaliśmy bez wodza i wybuchną waśnie, jeśli tylko reszta dowie się o śmierci Alamara. Nie będziemy mieli wtem szans się obronić. Tyś zawiniła, i chociaż śmierć mu się należała, to nie w chwili kiedy może zgubić nas wszystkich, ty więc wymyśl teraz co poczynić, by jedność wśród obrońców zachować - rzekł Bowen.
Catherine:
Dobrze - Betty skinęła Ci głową. Tymczasem wywiązała się okrutna walka, zakonnicy póki co dobrze sobie radzą dzięki widocznie lepszej wprawie w walce oraz uzbrojeniu. Ealdred okazał się znakomitym fechmistrzem, tnąc wielu przeciwników z głośnymi okrzykami. Ale żołdacy księcia wciąż napierają, a wśród nich także jego rycerze... Nagle dosłownie przed Twym nosem świsnęła strzała Rity wypuszczona z długiego łuku. Gdy obejrzałaś się gdzie poleciała, dostrzegłaś łucznika, który jak się okazało przed chwilą celował w Lothiriel, a teraz kona w męczarniach.
Catherine
Miała ochotę podbiec do Rity i mocno ją uściskać jednak wiedziała że w tej chwili to nie najlepszy pomysł....To co dostrzegła uświadomiło jej jedną rzecz,mimo tego że myślała iż na tyłach jej siostra i....Lothiriel będą bezpieczne to najwyraźniej mocno się pomyliła w tej ocenie,dlatego postanowiła że i ona będzie czuwać nad jej bezpieczeństwem,od tej pory wyławiała wzrokiem każde potencjalne zagrożenie dla życia ciężko rannej królowej.
Kersijana
Kto jest wśród wysokich dowódców szanowany zarówno wśród popleczników księcia jak i jego mniej lojalnych ludzi? Wedle prawa Anna jest teraz wodzem i tylko Ona może wskazać swojego Namiestnika...
Catherine:
Margaret walcząc z jednym ze zbrojnych podbiegła do okna, kilkoma finezyjnymi ruchami miecza pozbawiła go oręża, obróciła i zasadziła kopa w tyłek, tak że wyleciał na zewnątrz. Miłego lootuuu niewykastrowany złamasieeee! Krzyknęła za nim, machając ręką.
Rita oddaje co jakiś czas celne strzały z łuku, powalając podanych księcia Larii. Ealdred i jego zakonnicy zawzięcie walczą, trzech z nich już poległo, a kolejni ludzie Alamara nacierają... Betty widząc to ruszyła biegiem naprzód, dołączając do walki.
Kersijana:
Może kasztelan, zdaje się że marszałek Stanowczego Wezwania Ealdred jest też przez wszystkich szanowany. Ale co z tego, że księżna Anna wskaże namiestnika, jeśli książę został zamordowany? Od razu posądzą ją o to, że sama zleciła zamach na niego tobie.
Kersijana
Prowadź mnie na dziedziniec Panie... Ludzie Larii muszą się dowiedzieć. Niech ktoś weźmie Annę na ręce i ją tez tam zaprowadzi... Wiem, widziałam wśród waszych twarzy, że mieli dość Tyrani...
Catherine
Już miała zerwać się do biegu za siostrą jednak w ostatniej chwili oprzytomniała i stanęła jak wryta w miejscu,mogła teraz jedynie modlić się o to by Betty wyszła cała i sama sobie poradziła,ona musiała dbać o to by Rita i Lothiriel przeżyły tą walkę....
Kersijana:
Dobrze, pani, ale ty będziesz mówić - odparł Bowen i wziął Annę na ręce, następnie zaś udaliście się na dziedziniec zamku. Córka księżnej również jest z wami. Na dziedzińcu są już zebrani rycerze w pełnym rynsztunku, czekający na księcia.
Catherine:
Betty walcząc z jednym rycerzem, dzięki swej zręczności powaliła go na ziemię, ale w tym samym momencie dostała toporem w plecy od drugiego i padła na podłogę jęcząc z bólu...
Catherine
Siostro! - krzyknęła rozpaczliwie i w tej samej chwili runęła na rycerza który obalił jej siostrę,liczyła tylko ze nikt nie wykorzysta tej chwili by dobić Lothiriel ale nie mogła stać bezczynnie i patrzeć jak to samo spotyka Betty....
Catherine:
Rita została przy Lothiriel, strzegąc jej. Udało Ci się obalić rycerza, który szykował się już do dobicia Twej siostry. Poddany księcia padł z raną na ziemię, wijąc się z bólu. Betty jest w nie lepszym stanie...
Catherine
Już miała wznosić miecz by dobić rannego jednak powstrzymała się od tego widząc jak ciężko został przez nią raniony i jak bardzo jej siostra potrzebuje pomocy.... - Och Betty,miałaś zostać ze mną.... - jęknęła i delikatnie złapała ją pod pachami zaczynając odsuwać od pola walki....