Bertrand
Nie spadnij pan z niego jeno, bo jak spadniesz to zaraz przed zadem wylądujesz, i kto wie, czy okazji nie wykorzystasz, hehehe odsunął się nieznacznie do tyłu, by kopytem nie oberwać.
Wersja do druku
Bertrand
Nie spadnij pan z niego jeno, bo jak spadniesz to zaraz przed zadem wylądujesz, i kto wie, czy okazji nie wykorzystasz, hehehe odsunął się nieznacznie do tyłu, by kopytem nie oberwać.
Robert
Nie ma nic ważniejszego od życia Agnes,nic..... - powiedział do niej i zastygł w wyczekiwaniu na medyka.
Bertrand:
Już raz żem tak poczynić próbował, tom skończył nabity na coś, na co nabić się nikt nie chce i nie mówię tu o włóczni bynajmniej! Odkrzyknął Godwyn, po czym jego rumak opadł na cztery kopyta. Na zewnątrz słyszycie dość głośny krzyk, to chyba głos Oswalda de Chastelneuf.
Robert:
Ajjj mój dywan, o Boże pościel! Drygnęła jak poparzona, gdy zorientowała się że trzyma rekę na swej poduszce, zostawiając na niej czerwoną plamę. W międzyczasie rozległo się pukanie do drzwi, słyszycie krzyk po łacinie - to ja, medyk hrabiowski do pani de Montmirail!
Robert
Odkrzyknął - Wejść! Pani pilnie pomocy potrzebuje
Bertrand
Cosik na dziedzińcu zawierucha, chodźmy obadać. dosiadł Guillaume'a i wyskoczył z boksu kierując się do miejsca, z którego słychać okrzyk.
Adriano
Biegiem pokonuje resztę trasy po usłyszeniu odezwy do templariuszy.
Bertrand:
Na dziedzińcu ujrzałeś Oswalda, który właśnie skończył przemawiać do templariuszy i innych rycerzy zebranych wokół. Z sali rycerskiej co i rusz wychodzą kolejni panowie, gotujący się do walki a z miasta dobiega dźwięk rogów w odstępach kilku minut. Wygląda na to, że podstawiony pod ścianą Gawain nie mając nic do stracenia zbiera wszystkich swoich zbrojnych i stronników...
Adriano:
Widzisz i słyszysz dokładnie to co Bertrand...
Bertrand i Adriano:
Wnet jednak Oswald podjechał do was i spytał donośnym głosem - przysięgacie walczyć po naszej stronie, jeśli do boju dojdzie? Poprzecie hrabiego Rajmunda w walce o utrzymanie swej władzy w Trypolisie? Władzy z Bożej łaski, prawnie odziedziczonej?
Robert:
Wpuściłeś medyka do komnaty pani de Montmirail, ten niosąc w dużej sakwie wszelakie potrzebne sobie rzeczy natychmiast podszedł do niej i rzekł po łacinie:
- Proszę się położyć, szlachetna pani, muszę zmienić opatrunki, oraz sprawdzić czy z ranami wszystko w porzadku.
- Żartujesz? Całą pościel sobie zaplamię, mogę siedzieć! I tak już spójrz co się z moim dywanem stało!
- Pani, nalegam...
- Nie ma mowy!
Przy okazji słyszysz co jakiś czas przytłumiony dźwięk rogów wojennych...
Bertrand
Wyjął miecz z pochwy i uniósł go w górę, po czym wykrzyczał Niech zdrajcy od naszych mieczy giną i w piekle płoną! Przysięgam, iż prawowitego władcę poprę i w boju za niego stanę jak Bóg nakazał!
Adriano
Dobył miecza, uniósł go w górę, Przysięgam jak Boga kocham że będę bronił prawowitej władzy hrabiego Rajmunda.! Zezwól Oswaldzie że pobiegnę do zbrojowni by resztę ekwipunku zebrać i dołączyć do was dozbrojony.
Robert
Westchnął ciężko ale szybko powiedział jak gdyby nagle olśniony - Zatem położysz się na moim łożu, Hrabia przydzielił mi komnatę tuż obok,medyk zrobi opatrunki a ja tymczasem zbroję przywdzieję - podszedł szykując się by ją wziąć na ręce i dodał - Weź swój miecz Agnes a Ty ponieś jej buty,tylko uważaj bo sporo w nich krwi....