Catherine:
To przeznaczenie... Które ja często widzę... Nie przypadek spowodował, że nasze drogi się skrzyżowały, nie przypadek spowodował, że widziałam cię w wielu moich snach... Odparła smucąc się, gdy zdjęłaś jej dłoń ze swego policzka.
Wersja do druku
Catherine:
To przeznaczenie... Które ja często widzę... Nie przypadek spowodował, że nasze drogi się skrzyżowały, nie przypadek spowodował, że widziałam cię w wielu moich snach... Odparła smucąc się, gdy zdjęłaś jej dłoń ze swego policzka.
Catherine
Od tych słów i choroby aż zakręciło jej się w głowie - Nie....to....za dużo....ja....muszę....odpocząć.... - wykrztusiła z trudem i aż odruchowo położyła rękę na jej ramieniu drugą zaś na swoim czole i wzięła kilka głębokich wdechów i wydechów by nieco się uspokoić....
Catherine:
Cśśśś spokojnie - szepnęła Lothiriel, przerzucając znów nogę przez końską szyję i utulając Cię czule, głaszcząc przy tym delikatnie po głowie. Już dobrze, spokojnie...
Catherine
Nie miała siły bronić się przed zachowaniem Lothiriel,zwłaszcza że jej troska i dotyk były dla niej całkiem miłe....,po dłuższym czasie opanowała się jednak,oswobodziła z jej objęć i powiedziała już spokojniejszym tonem - Muszę to przemyśleć....,to za dużo w zbyt krótkim czasie....
Catherine:
Dobrze Cathy, dobrze moja... Dobrze... Szepnęła Lothiriel, znów Cię utulając mocno z matczyną troską.
Catherine
Pozwoliła jej się objąć ale tylko na chwilę,bowiem poczuła rosnące wzruszenie a nie zamierzała się rozkleić w jej ramionach,zamiast tego delikatnie obróciła ją znów tyłem do siebie i troskliwie objęła ją w pasie,wreszcie decydując się na ponowne włożenie stóp w strzemiona....
Kersijana
Radość dziewczynki zalewała ja falą szczęścia... Ile te dziecko ma w sobie pozytywnego myślenia i,,, sama nie wiem czego jeszcze... Pomyślała... Księżniczko kochana musimy wracać, z tego wszystkiego zapomniałam pozbierać swoich rzeczy... Kersi łagodnie zawracała konia i gdy był już blisko obozowiska zwolniła by się w końcu zatrzymać... Wcześniej jednak, gdy wracały mijały Królową i Catherine.. Pomachaj im, niech zobaczą jaka szczęśliwa jesteś...
Kersijana:
Dziękuję ci za tą chwilę - powiedziała cicho Adela, wtulając się na chwilę do Ciebie. Po tym zgodnie z Twymi słowami pomachała w stronę Catherine oraz Lothiriel, śmiejąc się radośnie.
Catherine:
Lothiriel złapała Cię za dłoń, delikatnie gładząc też Twe stopy jak poprzednio, po czym wzkazała na Adelę - patrz, macha do ciebie!
Catherine
Odmachała Adele i uśmiechnęła się radośnie,nie tylko do niej ale i do Kersijany,jednak trwało to zaledwie chwilę i za moment znów stała się nieobecna i wyraźnie zamyślona,na tyle mocno że nie wyrywała ręki jak poprzednio a i na gładzenie swoich stóp nie zareagowała w żaden sposób....
Kersijana
zeskoczyła z konia by pozbierać swoje rzeczy. Rozejrzała się jeszcze czy przypadkiem nic nie umknęło jej i gdy upewniła się, że wszystko zabrała. Gotowa by ich gonić? ale nie czekała na odpowiedź. Radosne oczy i szczery uśmiech dziewczynki mówił aż nad to.... Galopem pognały za koniem Dziewczyn. Gdy do nich dojechały zrównały się z ich tempem... Mówię Wam... Ta Piękna księżniczka to prawdziwy jeździec.... Pewnie w siodle się urodziła... Ukochała małą i pocałowała w policzek....