Charles de Tournemire
Kapłan zatrzymał się, po czym odwrócił się spoglądając na nich wszystkich - De Chatillon znowu chce naszych głów, że planujecie zemstę na nim?
Wersja do druku
Charles de Tournemire
Kapłan zatrzymał się, po czym odwrócił się spoglądając na nich wszystkich - De Chatillon znowu chce naszych głów, że planujecie zemstę na nim?
Katarina
Nie ojcze... On naaaadal chce naszych głów, a szczególnie moja mu się spodobała
Charles de Tournemire
Mhm... Tylko im bardziej drażnicie psa, tym bardziej wściekły się staje i bardziej kąsa. Co jeśli ten cały plan jednak się nie uda? Jak dla mnie to im prędzej się wyniesiemy, tym lepiej. Albo może od początku... Co planujecie? Sprowokować go do agresji przy królu?
Spytko po łacinie:
Katarino, przecież on widział ten naszyjnik na mej szyi. Jak ma sądzić, że król Ci go podarował? Też uważam, iże szybciej do Francji winniśmy ruszać. Książę aż tak długich łap nie ma by tam za nami sięgnąć, a i tak podobno jest tam z kim walczyć. Zachowajmy może swe siły na to co ważniejsze.
Charles de Tournemire
Ani nie ma pewnie aż tyle czasu na zajmowanie się nami. To, że bitwa się skończyła, nie oznacza, że to koniec wojny...
Katarina
Zastanawiała się chwilę.... Pani Agnes.... Ojcze? Panie Robercie.... Rozglądała się w około.... Mężu.... podeszła do niego... Wiecie że to będzie oznaczać naszą winę jeśli uciekniemy? to tak jakby przyznać się do zdrady... Myślicie, że jego łapy tam nie sięgają.... A co jeśli się mylicie?
Mamy żyć bez honoru i wiecznie rozglądać się przez ramię? Czy naprawdę tego chcecie? Jeno Wy panie Robercie nie zawiniliście przeciw niemu, ale nie wierzę byś chciał Panią Agnes i Charlotte zostawić i ruszysz pewnie z nami, a to zrobi z Ciebie winnego na równi z nami.....
Spytko po łacinie:
Myślę, że lepszy fortel trza obmyśleć, niż ten z naszyjnikiem. Nie zezwolę Cię tknąć żono ludziom księcia, nawet jeśli swój żywot miałbym przy tym oddać. Skoro masz królewskie słowo honoru, to może trzymajmy się blisko króla.
Katarina
Nie upieram się przy swoim jeno zabezpieczenia przyszłości szukam jakiego.... Co proponujesz?
Lepszy fortel? Masz jakiś na myśli? Spytała Agnes, wreszcie jakoś wdrapując się na rumaka, nieco poirytowana tym że nikt mimo próśb jej nie pomógł...
Katarina
Pani, konstabl kiedyś wspominał o zdradzie księcia. Może Wy wiecie coś więcej, co pozwoli zdemaskować i pozbawić jego ciało, krnąbrnej i zawistnej głowy?
Zdradzie? Istotnie, to że wysłał na was swych zbrojnych było zdradą, ale nie udowodnimy mu tego. Tylko trójka z was może poświadczyć, że widziało to na własne oczy, a baron Roger poległ, więc nie sądzę by król dał w to wiarę. Chatillon ma wielu stronników, którzy na każdą jego prośbę staną murem za nim i stwierdzą na przykład, iż nie mógł was zaatakować bo był w zamku któregoś z nich wraz ze swymi zbrojnymi - odparła Agnes.
Spytko po łacinie:
Ech, to kolejny fortel upadł. Nie mam więcej pomysłów, dworskie intrygi nie na moją głowę.
Robert
Oczywiście że ich nie zostawię,nawet jeśli wiele nerwów mnie to w przyszłości kosztować będzie - powiedział patrząc z kwaśną miną na Agnes i wiedząc że to początek zabawy z jej samobójczymi planami.... - W ciężkiej sytuacji się znaleźliśmy,najłatwiej by było wyjechać do Francji ale i to rozwiązanie mi się nie podoba....
Katarina
A może Wy Ojcze... Przecie słyszeliście i byliście świadkami jak nam groził i chciał zamordować z zimną krwią... Ciebie król jako przedstawiciela kościoła musi wysłuchać.... Twoja bogobojność i niezłomna wiara sławna jest, więc Król nie będzie mógł Twych słów brać za pomówienie... A obrońcy Chatillona wyjść ino na stronniczych mogą. Nie znam się na polityce, ale jedno wiem na pewno.... Ich lojalność jet tak wielka i wierna jak długo na powierzchni pływać mogą. Jeśli jednak pies w budzie zdychać zacznie to i oni wścieklizną nie chcąc się zarazić obrócą się od niego...
Pani, widzę, że mieczem chcesz spór rozstrzygnąć... Zastanów się ino czy w śród jego popleczników nie znasz kogoś co świadczyć by mógł jednak za nami by słowem zaprzeczył Chatillonowi?
Nikt tak wiarygodnie nie brzmi jak oddany sługa....
Nie mam kontaktów z jego poplecznikami, choć wielu Templariuszy go popiera, może więc Oswald będzie mógł pomóc. Nie sądzę jednak, by nagle zwrócili się przeciw Reynaldowi, pamiętajcie że król darzy księcia wielkim szacunkiem, wszak praktycznie jest on dowódcą całej armii Jerozolimy i ma pod sobą całe księstwo Antiochii, przy tym jest znakomitym wodzem. Odrzekła Agnes i zaczęła stępować w stronę królewskiego namiotu, dzierżąc miecz w dłoni.
Robert
I dlatego chcesz zhańbić się wpadając tam z mieczem w dłoni i przerywając tym samym rozmowy pokojowe?! Odłóż miecz proszę,w ten sposób na pewno nic nie zdziałamy.... - powiedział poirytowany zastępując jej drogę swym wierzchowcem oraz myśląc ze smutkiem - Ta strata chyba kompletnie odjęła jej rozum,nie wiem czy jest w niej jeszcze ta którą miłowałem i za siostrę uważałem....
Charles de Tournemire
Może i król by mnie wysłuchał, lecz mimo to, że jestem kapłanem to nie przeforsuje sprawy z de Chatillonem. Jego pozycja jest zbyt wysoka, by moje słowa cokolwiek wskórały, a i jego poplecznicy doleją oliwy do ognia. Może i król zacząłby się zastanawiać, ale co dalej? No właśnie. A ja biskupem czy kardynałem nie jestem, bym zyskał silne poparcie... Ja mimo wszystko jestem dalej za wyruszeniem do Francji. Aż takim to on zawziętym łotrem chyba jest, by nas szukać po całym znanym nam świecie, a i tylko usilne szukanie sposobów na niego, albo co gorsza stanięcie do walki z nim sprowadzi na nas śmierć - tu po tym spojrzał na Roberta, gdy Agnes już nie widziała go ani księdza i dał znak by ją złapał i powstrzymał.
Agnes zakręciła energicznie młyńca ostrzem i schowała je do pochwy. Skoro nie dacie załatwić tego po mojemu, wracamy do Francji w hańbie, wasze rozwiązania wpędzą nas tylko do lochu. Wyruszamy od razu do Trypolisu, gdy tylko zawitamy do Jerozolimy i zabierzemy Charlotte. Stamtąd płyniemy... Do domu... Odrzekła smutniejąc pod koniec.
Katarina
Jeśli Bóg zechce kiedyś go postawić w innych okolicznościach Pani.... Uwierz mi że niczego bardziej nie pragnę nad to by go w dyby zapędzić, ale nie czas teraz nam dany by to spełnić... wszystko przeciw nam się sprzeciwiło tera.....
Robert
Hańbą było by zaatakowanie go gdy jest u boku króla i w rozmowach pokojowych udział bierze..... - mruknął pod nosem - Nieważne,jedźmy zatem do Jerozolimy i nie mówmy już o tym,ktoś za nami oczy wypłakuje....
Spytko:
Zara, zara, jaka hańba, jaka wina, jaka zdrada? Na um im padło całkowicie? Nie wyraził jednak swych wątpliwości na głos, nie chcąc pogarszać sytuacji. Już i tak o wiele za dużo powiedział. Następnym razem muszę przy Pani Agnes trzymać gębę zawartą na potężną kłódę.
Charles de Tournemire
Zaatakowanie go u boku króla byłoby czystą głupotą i szaleństwem, a nie okrywanie się hańbą. Widzę, że żądza zemsty przysłoniła jej umysł, choć i tyle dobrego, że ustawiliśmy ją do pionu... Choć obawiam się, że po stracie jej męża tego typu zachowanie będzie się coraz częściej pojawiało, a i pewnie we Francji nie tylko ona będzie źródłem problemów i kłopotów... Eh... Miej nas w swojej opiece, Boże.
Gdy wciąż promienie porannego słońca oświetlały pola wokół zamku Montgisard, potężna, choć jeszcze mniej liczna i zmęczona armia Jerozolimy zwinęła obóz, po czym wyruszyła w drogę powrotną do Świętego Miasta...
Kiedy słońce zaczęło zachodzić, ujrzeliście wielkie mury Jerozolimy, potężne baszty dumnie górujące nad ziemią i powiewające chorągwie z herbem królestwa. Był to widok, który pokrzepił serca wszystkich, bowiem wreszcie możecie czuć się bezpieczni, wreszcie z dala od wojny, która już się skończyła... Kres tego starcia nie jest jednak kresem wszystkich świętych wojen o czym każdy sprawę sobie zdaje, jednakoż większość postanawia cieszyc się tą chwilą, chwilą chwały i zwycięstwa.
Dotarliście na dziedziniec cytadeli w towarzystwie już nielicznych rycerzy, większość rozjechała się po całej Jerozolimie oraz podążyła do pałacu za królem. Widzicie Charlotte, piękną i zdrową już panienkę, z uśmiechem gnającą po dziedzińcu wraz z panią Elisabeth, która nie wie jeszcze o śmierci swego męża. Robert od razu pomyślał o swym śnie, na którym to Charlotte tak samo wesoła galopowała przed nim... Dostrzegła was, jej oblicze stało się jeszcze jaśniejsze i weselsze. Wstrzymała swego siwka, przyglądając się wracającym rycerzom witanym już przez damy, które wybiegły do swych mężów.
Robert
Pomachał jej radośnie zdrową ręką z wesołym uśmiechem na ustach i od razu skierował swego konia w jej stronę ujmując przy tym Agnes za rękę i mówiąc - Siostro nie sądzisz że choć by dlatego warto było oszczędzić sobie wymierzania sprawiedliwości w taki sposób w jaki to czynić chciałaś? Poszedł bym za Tobą w ogień ale nie pozwolę Ci życia marnować w taki sposób....,a teraz choć,musimy wyściskać Charlotte
Katarina
Pani, My chyba szybko przebrać się musimy by nie paradować w kolczugach...
Spytko po łacinie, przed dotarciem na dziedziniec cytadeli:
Zaczekajcie na mnie chwilę, łup muszę sprzedać. Wszedł do gildii płatnerskiej. Mistrzu, nie kupił byś ode mnie hełmu pięknej roboty? Za połowę ceny jakiej za niego zażądać byście mieli przy sprzedaży.
Spytko:
O, witaj panie, witaj ponownie! Mistrz wziął do rąk hełm i zaczął go oglądać dokładnie. Łoo, toż to przepiękny hełm, dam za niego trzydzieści sztuk złota!
Reszta:
Ciesz się swym mężem Katarino, spójrz na tych rycerzy, na te damy. Oni nie zwracają uwagi na to czy jesteś teraz w zbroi, radują się i to ich wypełnia. Raduj się i ty - odparła Agnes i ciągnięta za rękę przez Roberta pojechała do Charlotte. Ta zeskoczyła ze swego konia i zaczęła się wam przyglądać. Elisabeth również się uśmiechnęła, obie jednak milczą.
Spytko po łacinie, przed dotarciem na dziedziniec cytadeli:
Stoi. Śpieszno mi, temu wybacz że nie będę się targował jak tutejszy obyczaj każe. Odebrał zapłatę i ruszył do reszty.
Katarina
Tak Pani, masz rację...
Techniczny
Radowała się jak inni xD
Robert
Zeskoczył z konia puszczając Agnes i porwał Charlotte w objęcia wycałowując ją i mocno do siebie tuląc
Katarina
Gdy wszyscy się radowali to ona jednak przypominała sobie twarze tych, których za życia już nie zobaczy
Spytko po łacinie:
Podjechał do Elizabeth. Pani, Twój mąż dzielnie walczył, niestety uległ przewadze wroga, jak i wielu innych dzielnych rycerzy. Żałuję że muszę tak smutną wiadomość dostarczyć.
Charlotte uśmiechnęła się do Roberta i odwzajemniła kilka pocałunków. Po chwili jednak, gdy już emocje upadły przełknęła ślinę, westchnęła i spytała drżącym głosem - jego już nie ma, prawda?
Agnes patrzy się tylko na to, nie zsiadła ze swego konia.
Elisabeth tymczasem spojrzała jak wryta na Spytka... Co? Co!? Roger nie żyje? Roger poległ!? To niemożliwe! To... Przecież, ale jak! Ale czemu! Zaczęła się drzeć i oparła głowę o pierś byłego Bożogrobcy, wybuchając płaczem. Katarina to wszystko widzi...
Do księdza Charlesa podeszła natomiast Aurora i rzekła nieco nieśmiało - dobrze, że wróciłeś ojcze. Wiem, że wyruszasz do Francji, że mogę ci zaufać... Tak mi pani Agnes mówiła. Mogłabym się wyspowiadać?
Robert
Na jej słowa natychmiast spoważniał,przytulił ją i odparł - Tak....nie ma go już wśrod nas....,odszedł jak bohater,prawdziwy rycerz wierny swemu Panu do końca, tak jak tego chciał....
Charles de Tournemire
Hmm... Dobrze, ale czy my czasem nie mieliśmy już niedługo ruszać w drogę? - odparł nieznajomej...
Charlotte utuliła się do Normana szlochając. Nic już nie odrzekła, widać tylko smutek na jej twarzy i całkowite załamanie... Zaraz wyruszamy, Charlotte, Robercie, będzie jeszcze czas na opłakiwanie... Rzuciła Agnes na siłę starając się nie okazać emocji, nie wychodzi jej to jednak zbyt dobrze, widać doskonale jej cierpienie.
Cicho ojcze! Szepnęła Aurora - mój ojciec nie może się dowiedzieć, że jadę z wami bo mnie do zakonu chce oddać! Aurora de Tripoli mnie zwą.
Katarina
Spojrzała na Spytka...Delikatność kopi i miecza w boju... równie dobrze mógł powiedzieć, że stu saracenów ubił Baron zanim poległ.... Na co zranionej w serce kobiety pociecha gdy o śmierci męża się dowiaduje od tego co przeżył?
Podeszła do Spytka i Baronowej... Pani.... Widziałam Twego męża, widziałam też Pana Boemunda i wielu innych dzielnych i wspaniałych rycerzy.... Na swych wiernych rumakach jechali w pełnym galopie. Nie było trwogi i żalu w ich oczach a ino duma i szczęście... A każdy z nich pięknem się wyróżniał, równym sobie wzajemnie. Szczęście ich było ino jednym spowodowane, że Wy Wdowy i Matki, Siostry i Bracia.... Wy którzy przeżyliście i możecie w szczęściu trwać dalej Im zawdzięczacie ten cud... Poświęcili się dla was.... Dla nas.... Po to by... Rozejrzała się dookoła.... Byśmy z radością i dumą o nich wspominali.... Wiem, że myślicie iż łatwo mi to mówić gdyż mój Luby cały wraz ze mną wrócił.... Tak macie rację... Jestem szczęśliwa, Bo wiem, że oni też są szczęśliwi i nie chcą byśmy po nich w bólu i żalu opłakiwali....
Robert
Pocałował ją w głowę i lekko pogłaskał po plecach swe oblicze zaś odwrócił w stronę Agnes i jedną rękę w jej stronę wyciągnął,jasno jej w ten sposób sugerując by do nich dołączyła
Agnes zsiadła z konia i podeszła do obejmujących się, ale być może wbrew sercu, postanowiła tylko na chwilkę objąć Charlotte za szyję i ucałować ją w czoło. Następnie zamknęła oczy i odstąpiła kilka kroków do tyłu, mimo że siostra poległego konstabla chciała ją jeszcze utulić.
Robert
Ujął ją za dłoń i spojrzał na nią pytająco - No dalej,przecież sama tego potrzebujesz,nie każ mi ponawiać mojej prośby....