Spytko:
Murwa mać, że też nie możesz trzymać swego ozora za zębami. Zastygł w bezruchu patrząc się błagalnie ponad głową baronowej na Katarinę.
Wersja do druku
Spytko:
Murwa mać, że też nie możesz trzymać swego ozora za zębami. Zastygł w bezruchu patrząc się błagalnie ponad głową baronowej na Katarinę.
Wdowa po baronie dalej zapłakana w końcu odsunęła się nieco od Spytka i wyjąkała do zakochanych - szczęśliwi powiadasz? Mogę wspominać z dumą i radością ale na Boga co ja bez niego zrobię!
Tymczasem Agnes westchnęła ciężko, pokręciła głową i objęła Charlotte, tuląc ją do siebie. Czego ty ode mnie chcesz Robercie, czego ty chcesz... Rzekła.
Robert
Przewrócił oczami - Żartuje sobie czy jak? Chyba naprawdę tamtej Agnes już nie ma.... - objął je obie swoimi potężnymi ramionami i powiedział tylko - A jak Ci się wydaje siostro....
Pani de Montmirail kolejny raz westchnęła ciężko. Nieważne, wszystko już przestało być ważne poza jednym. Zawalczę o Moulins by Charlotte mogła wieść spokojne życie, słyszysz kochana? Bądź spokojna, już niedługo odetchniesz - rzekła i wyrwała się z uścisku, dosiadając znów Amalryka a następnie odjeżdżając kawałek dalej. Co się z nią stało? Spytała rozstrzęsiona Charlotte.
Robert
Westchnął ciężko i powiedział ze smutkiem w głosie - Nie wiem słońce,nie wiem....,mam nadzieję że jeszcze do nas wróci nasza dawna Agnes.... - po czym delikatnie zaczął głaskać ją po włosach
Wiesz, gdzie są ciała poległych? Chciałabym raz jeszcze zobaczyć brata... A Agnes chyba nie zamierza zwlekać do pogrzebu, tak mi przynajmniej mówiła przed waszym wyjazdem, że woli nie patrzeć na to... Ozwała się panienka łzawiąc.
Charles de Tournemire
Hę? To kogo ona jeszcze nam przyprowadzi, by podążał za nami do tej Francji? Jak chce jechać to niech przebiera się w jakiś strój i rusza za nami... - Dobrze, dobrze... Choć na spowiedź nie ma czasu i tak, bom zaraz wyruszamy jak słyszysz. Później się tym zajmiemy... - odszeptał jej, choć się zastanawiał, czy czasami myśląc o spowiedzi nie myślała o czymś innym... A kapłan tego nie wyłapał.
Robert
Pewnie są na dziedzińcu pałacu....,ale.....na pewno chcesz to oglądać? Nie odmówię Ci pożegnania z bratem i pojadę tam z Tobą jeśli tego sobie życzysz ale przemyśl to dobrze,to będzie straszny widok.....- rzekł patrząc jej w oczy i delikatnie ocierając łzy....
Nie, ojcze, poczekają na nas, ja muszę teraz się wyspowiadać bo nie mogę już żyć dłużej z brzemieniem jakim są me grzechy, muszę opuścić Święte Miasto jako rozgrzeszona, no proszę cię ojcze no proszę cię - wyszeptała Aurora zbliżając się do Charlesa bardzo blisko.
Tak, na pewno chcę, nie mogę odejść stąd bez pożegnania z nim, Agnes też zabierzmy, powinna ostatni raz jeszcze... Mówiła Charlotte, ale nie wytrzymała już całkowicie gubiąc się, czy nie mogąc znaleźć odpowiednich słów, jest zbyt roztrzęsiona.
Robert
Spokojnie kochanie,jestem przy Tobie ,chcesz pojechać ze mną na jednym wierzchowcu?- rzekł przytulając ją mocno i dodając z ciężkim westchnięciem - A Agnes niestety widziała jak to się stało,nie wiem czy powinniśmy ją zabierać i rany w jej sercu na nowo otwierać....
Charles de Tournemire
Tak? Więc niech panna Agnes zdecyduje, czy da tę chwilę czasu... - powiedział odsuwając się dosyć wyraźnie od niej.
Nie otworzysz tego, co już otwarte zostało Robercie... Odparła Charlotte dodając - pojadę na swoim, dawno nie jeździłam, dzisiaj dopiero dosiadłam mojego konika. Widzicie z dośc daleka, jak do Agnes podbiegła Aurora kładąc jej dłonie na udzie i coś gorączkowo mówiąc.
Dobrze! Krzyknęła Aurora i pobiegła natychmiast do Agnes. Córka hrabiego położyła obydwie dłonie na udzie pani de Montmirail i zaczęła do niej coś mówić, ksiądz nie słyszy co.
Robert
Jak sobie życzysz moja miła - rzekł po czym pocałował ją delikatnie w usta i dosiadł swojego wierzchowca powoli jadąc w stronę Agnes jednak nie zbliżając się dopóki "panienka" Aurora nie skończy z nią rozmawiać
Charles de Tournemire
Ksiądz pojechał za Aurorą chcąc wysłuchać odpowiedzi - Pierwszy raz ktoś tak gorączkowo błagał mnie o spowiedź... Nie licząc być może tych, którym nic już nie pozostało...
Katarina
Widząc minę Spytka... Wystarczy, że się do niego przytula i już patrzy spod byka.....Oj czekaj no czekaj jeszcze przyjdzie koza do woza....
Nie było sensu pocieszać Baronowej... Znajdzie się bardzo szybko jakiś pocieszyciel i będziesz wiedziała wtedy co masz począć... Nikt nie zostawi zamku bez pana.. Zbyt łakomy kąsek..... A wdówka samotna pocieszenia będzie szukać, to pewne....
Katarina wysiliła się jednak na serdeczny uśmiech do baronowej. Było w nim zawarte współczucie, bo w istocie rzeczy tez jej współczuła... poklepała ją delikatnie po dłoni uprzedni zbliżając się do niej. Przyjdzie Pani kiedyś czas, że rana mniej będzie boleć... Wybacz....
Spytko po polsku:
Dzięki za wybawienie z kłopotu Kochana w który mnie zbyt długi jęzor wpędził. Gotowaś do podróży czy jeszcze coś z komnaty chcesz zabrać?
Katarina(polski)
Prawiem gotowa mój miły...Ino przebrać bym się chciała z tych wojennych zbroi.... Wszak do wytwornych krain sie wybieramy, a nie chcesz bym przy Twoim boku wyglądała jak kocmołuch jaki
Spytko po polsku:
Chodźmy zatem rzekł zsiadając z konia. Dopomogę Ci.
Katarina(polski)
Tak będzie najlepiej. Nie chcę już patrzeć na ten płacz... Mam dość piachu i słońca tak po prawdzie. Konie trza tez do drogi przygotować.. a i imię jakie dla ogiera wybrać... Ty byś mógł je nadać... A ubranie to w zbrojowni moje ,bom tam się przebierała wraz z Agnes gdy za wami ruszałyśmy. Mam nadzieję, że strażnik nie będzie robił kłopotu byśmy tam weszli...
Wiesz na co mam ochotę? Zaśmiała się kokieteryjnie....
Spytko po polsku:
A myślisz że czemu chciałem Ci pomóc w rozdziewaniu ze zbroi? zawtórował śmiechem. Jeno w zbrojowni ktoś może nam przeszkodzić.
Katarina
Jeśli strażnik będzie ten sam co był pilnować jak z Agnes tam szłam to on już upilnuje by nikt nam nie przeszkodził...Zaśmiała się do męża.....
Katarina dostrzegła, że zbrojowni pilnuje ten sam strażnik, który tam stróżował przed wymarszem armii, gdy wraz z Agnes postanowiły przyodziać zbroje. Jednak co i rusz ktoś do niej wchodzi albo wychodzi, może jednak znajdzie się jakieś ustronne miejsce?
Charles nie zdążył usłyszeć odpowiedzi, gdy Aurora znów podbiegła do niego i rzekła - zgodziła się! Powiedziała, że wyruszamy jednak jutro, mamy więc ojcze wiele wiele czasu na... Na spowiedź.
Robert dostrzegł, że Agnes jest już sama. Ma spuszczoną głowę zakrytą dłońmi, odwrócona plecami do Normana.
Robert
Podjechał do niej i delikatnie położył jej dłoń na ramieniu - Charlotte chce się z nim pożegnać przed naszym wyjazdem....,idziesz z nami?
Agnes drygnęła, gdy Norman położył dłoń na jej ramieniu. Otarła łzy i spojrzała tylko na niego jakby zdziwiona, zaskoczona...
Robert
Siostro....możesz zostać jeśli chcesz.... - rzekł łagodnie patrząc na nią ze współczuciem - Panie czy nigdy nie nastanie koniec mojej udręki? Najpierw odebrałeś mi żonę,kobietę o anielskim sercu,potem zesłałeś chorobę na moją drogą Charlotte równie czystą,dobrą i niewinną a teraz odbierasz zmysły mojej przybranej siostrze,którą i tak mocno już w życiu doświadczyłeś! Ile jeszcze tych cholernych prób przede mną postawisz?!
Robert:
Nie, pojadę z wami. Charlotte! Krzyknęła hrabina, wnet jej szwagierka przygalopowała do was. Wyruszyliście razem powoli, stępa, w stronę królewskiego pałacu. Opowiedzcie mi nieco o tej bitwie, zwyciężyliście w końcu... Rzekła Charlotte smutnym głosem, Agnes tylko westchnęła ciężko.
Robert
Zrównał się z Charlotte,ujął ją za rękę i powiedział z równie ciężkim westchnięciem - Wybacz kochana,nie jestem w nastroju do długich opowieści....,na nie przyjdzie czas kiedy indziej. Był to zaś długi i zacięty bój w wiele bohaterskich czynów obfitujący ale zarazem smutny i tragiczny gdyż zbyt wielką cenę za to zwycięstwo zapłaciliśmy....
Robert:
Charlotte nic już nie odpowiedziała. Po jakimś czasie dotarliście do dziedzińca królewskiego pałacu, gdzie zgodnie z przewidywaniami Normana rzeczywiście leżą w "szeregach" ciała poległych rycerzy, jeszcze nie pochowane. Na oko jest ich około setki. Lazarytów jest tylko kilku, łatwo więc dostrzegliście Boemunda spoczywającego ze swoim mieczem w obydwu dłoniach. Cała jego tunika jest we krwi i kurzu, a oblicze spokojne, choć nawet gdy życie z niego uleciało, to dumne... Charlotte od razu zeskoczyła z konia i podbiegła do brata, klękając przy nim oraz zalewając się łzami. Agnes ledwo opanowała Amalryka, który na widok martwego pana stał się nerwowy, kobieta zaś sama z uniesioną głową, tylko skierowanymi oczyma w dół, zaczęła przyglądać się swemu mężowi...
Robert
Mimo że nie był zbyt religijny na widok tylu ciał mimowolnie się przeżegnał,gdy jego luba podbiegła do swego brata sam wowoli zsiadł z konia i dołączył do niej obejmując ją jedną ręką i towarzysząc jej w milczeniu....
Robert:
Charlotte zaczęła zmawiać jakąś modlitwę po francusku trzymając w dłoni krzyż, który dostała od Ciebie. Trwało to kilka chwil aż w końcu panienka ucałowała ów krzyż i włożyła go z powrotem za suknię.
- Agnes, kiedy wyruszamy? Spytała Charlotte drżącym głosem.
- Jutro, o samym brzasku, o brzasku... Odrzekła hrabina zamykając oczy.
- Będę więc czuwać tu całą noc, chcę spędzić z nim trochę czasu...
Charles de Tournemire
Czemu jednak jutro? - powiedział kierując swego konia do stajennego, coby się nim przez tą chwilę zaopiekował.
Robert
Zatem będę czuwał z Tobą,nie zostawię Cię samej w tak ponurym i złowrogim miejscu - powiedział bez wahania,bo choć był zmęczony nie miał zamiaru opuszczać jej choć na chwilę w tak ciężkim i trudnym dla niej czasie, a do tego w takim miejscu..... - Brrr,ciarki mnie przechodzą na samą myśl....,ale serce nie sługa....
Charles:
A nie wiem, nie pytałam - odparła córka hrabiego. Nagle usłyszałeś krzyk - Aurora! Masz chwilę?! Okazało się, że to Oswald zadowolony krzyczy do niej. Wybacz panie, ale muszę się wyspowiadać! Odkrzyknęła, na co rycerz wybuchnął śmiechem.
Charles de Tournemire
Spojrzał zmieszany na obojga, po czym zapytał się - A czemuż to aż tak ci się śpieszy do tej spowiedzi, dziecko? Jak chcesz to... - po dłuższej ciszy dodał - porozmawiaj z tymże oto rycerzem - Kolejny, który się ze mnie naśmiewa? Czy to ta przeogromna chęć wyspowiadania się go tak rozbawiła? Eh...
Charles:
Bo chcę się zmienić, ojcze... I nie mogę się doczekać aż będę mogła ściągnąć z siebie.... Zmyć z siebie swe grzechy... Odrzekła Aurora. Oswald tymczasem dalej jest ubawiony, wtulił się aż do szyi swego rumaka klepiąc go delikatnie, ledwo powstrzymując by nie ryknąć śmiechem z całej siły.
Charles de Tournemire
Ależ ja Tobie do zmiany nie jestem potrzebny... Jestem pewien. Coś tam chciałaś z siebie ściągnąć, panienko? - Cyrku ciąg dalszy? - zapytał żartobliwym tonem, takim coby się nie obraziła...
Techniczny:
Empatia na Aurorkę :P
Katarina
Witaj rycerzu.... Pamiętasz mnie pewnie, a już na pewno Panią konstablową... Przysyła mnie ów Pani bym zabrała jej rzeczy.... A powiedz no mi czy jest tu jakieś miejsce na uboczu co bym mogła przebrać się, ale schowana przed wścibskimi oczami... Rycerstwa tu przychodzi dziś jak na jarmark jaki, a nie chcesz chyba na swej służbie by burdy były jakie.... Ten rycerz pójdzie ze mną. Wskazała na Spytka...
Katarina:
Wiem, gdzie takie miejsce jest... Ale zapomniałem gdzie dokładnie... Odrzekł strażnik, jasno dając do zrozumienia o co mu chodzi.
Katarina(polski)
Spojrzała na Spytka.... Mamy dwa wyjścia... Albo dasz mu srebrniaka albo w mordę.... Za pierwsze zaraz będziemy sami a za drugie ino gapiów i kłopoty możemy se na głowy ściągnąć. Uśmiechnęła się do lubego
Spytko po łacinie
Pokazał strażnikowi złotą monetę. Tyle wystarczy byś sobie przypomniał? rzekł ze śmiechem.