Spytko po łacinie
Podjechał do barona i cicho spytał Mógłbym Panie o te mapy prosić? Być może prosto z miejsca potyczki w dalszą drogę przyjdzie nam ruszać.
Wersja do druku
Spytko po łacinie
Podjechał do barona i cicho spytał Mógłbym Panie o te mapy prosić? Być może prosto z miejsca potyczki w dalszą drogę przyjdzie nam ruszać.
Charles de Tournemire
Będę, będę... Z Bogiem, bracie.
Sir George wyruszył sam w stronę Kerak, dając przykład wielkiej odwagi... Czy Bóg to doceni i rycerz ten przeżyje? Doceni na pewno... Ale pytanie czy w tym życiu czy odwdzięczy się stawiając go przed swym obliczem?
Baron odrzekł Spytkowi, podając mu pergamin - oto i mapa panie, ale obaczym na miejscu potyczki, co czynić dalej nam trzeba.
W międzyczasie lazaryci w pełnym rynsztunku i na koniach podjechali do was w niemal idealnym szyku, jest ich pięciu. Dobyli swych mieczy jak jeden mąż i przyłożyli je sobie płazami klingi do twarzy, zastygając w bezruchu i wyczekując. Nie widzieliście jeszcze nigdy tak przedziwnego, a jednocześnie pięknego pokazu...
Surija
Powłóczystym wzrokiem odprowadziła sir Georga Kolejny prawy i dzielny rycerz podążył na zatracenie nie wyszła jeszcze z podziwu dla Jego męstwa gdy pokaz swej wprawy w rzemiośle dali Lazaryci Och w takiej kompaniji na pewno Nam się uda rzekła rozpromieniona
Charles de Tournemire
Ładnie... Dyscyplina robi swoje - pomyślał zadowolony widząc to, po czym zabrał swój ekwipunek i konia, wsiadł na niego i czekał na resztę towarzyszy.
Spytko po łacinie
Dziękuję Panie odparł baronowi chowając pergamin. Spojrzał na pokaz Ech, mieć stu takich, to nie tylko Mstyczków, ale całą dzielnicę senioralną mógłbym zdobyć.
Katarina
Na dźwięk wydobywanych mieczy zastygła. Z podziwem jednak powiedziała po łacinie w ich kierunku.
Wybrani przez Boga by w chwale nieść wiarę jego... żyjąc lub ginąc...
Po chwili obejrzała się w kierunku Sir Georga. Obyś panie miał w opiece tego dzielnego rycerza
Sir George:
Wyruszyłeś w długą, niebezpieczną drogę ku Kerak, samotnie, nawet mapy nie zabrawszy... Jedziesz coraz dalej i dalej, każda chwila zdaje się trwać wieczność, gdy Twój rozum jest rozdarty i pyta - zawrócić, gdy jeszcze jest szansa czy dalej jechać przed siebie?
Reszta:
Po chwili, gotowi do drogi wyjechaliście z zamku Blanchegarde, z wami jest baron Roger z Wigan oraz pięciu rycerzy świętego Łazarza, którzy w milczeniu podążają za wami. Jeden z nich trzyma chorągiew zakonu. Gdy kilka dłuższych chwil minęło, dotarliście do miejsca potyczki, nad oazę przy której wypoczywaliście w nocy. Dostrzegliście porozrzucane wokół kilka ciał zbrojnych, którzy na tunikach oraz tarczach mają herb de Chatillona. Największą jednak uwagę przyciągnął zakrwawiony, biały płaszcz z naszytym zielonym krzyżem leżący na trawie, tuż obok jeziorka...
Sir George Srogi
Boże dopomóż, wskaż mi drogę. Gdzieś z pewnością jest jakaś warownia.
Sir George:
Jadąc wciąż przed siebie, w pocie czoła na prażącym słońcu, ujrzałeś mury jakiegoś niewielkiego zamku. Wiesz, że najbliżej Blanchegarde jest zamek Bethgibelin, ale któż jego panem oraz czy wspiera on stronnictwo księcia de Chatillona i templariuszy, czy też Rajmunda z Trypolisu, braci Ibelinów i szpitalników - nie masz pojęcia. Masz jeszcze sporo sił, droga chyba nie była długa choć ciężko o poczucie czasu jadąc powoli przez pustynię. Nad basztami powiewają sztandary Królestwa Jerozolimy, za blankami zaś spacerują powoli zbrojni z kuszami, bacząc na teren wokół. Na pewno już Cię dostrzegli. Brama zamku jest otwarta, strzegą jej dwaj strażnicy z włóczniami w dłoniach.