Ślady kopyt prowadzą do traktu i na północ.
Wersja do druku
Ślady kopyt prowadzą do traktu i na północ.
Christophe Leroy
To ja pozbieram chrustu na ognisko... - po czym udał się na zbieranie suchego chrustu starając się za bardzo nie oddalać od "obozu".
Arathena
Idzie za śladami i nawołuje konie jeszcze około 2 km... jeśli ich nie znajdzie wraca do obozu nad jeziorem... Po drodze przykucnie gdzieś i zrobi siusiu coby sprawdzić czy jest krew w moczu.....
Alessio
Usiadł na ziemi i począł sączyć butelkę wina której użył do odkażenia noża do zabiegu......
Christophe zebrał chrust z lasku za jeziorem, zdążył z niego powrócić i rozpalić ognisko gdy z poszukiwań koni wróciła Arathena. Nie odkryła krwi w moczu, a wierzchowce widocznie bardzo daleko poniosły.
Arathena
Murwa, konie poniosły daleko i nici żeby je znaleźć.... Nie ma rady musimy tu zamieszkać.... dobry nastrój jej mimo wszystko nie opuszczał... Nie jest tu tak źle... woda.... miłe towarzystwo... rano pomyślimy co by zrobić jakiś szałas...
A tak poważnie idźcie spać... Ja mogę warte jako pierwsza robić.... obudzę giermka jak jego pora przyjdzie...
Alessio
Posiedzę z Tobą jeszcze trochę......., ktoś chce spróbować tego wina? Jest bardzo słodkie... - zapytał z uśmiechem patrząc po towarzyszach
Arathena
Byrrrryyy,,, otrząsnęła się na samą myśl o słodkim winie..... Za towarzystwo ślicznie dziękuję ale wina odmawiam....
Dziękuję Ci jeszcze raz za uratowanie mojego tyłka... uśmiechnęła się do cyrulika
Alessio
Jesteś dobrą i odważną kobietą Aratheno, kim bym był gdybym Ci,widząc jak cierpisz pomocy odmówił? Po za tym tyle zawdzięczam mej bogini a ona mówi że nie można nikomu odmówić pomocy jeśli to w naszej mocy leży, jakże mógł bym do niej ponownie modły wznieść gdybym jej taką niegodziwością uchybił? - rzekł odwzajemniając uśmiech i pociągając kolejny łyk z butelki
Christophe Leroy
Siedzi i wpatruje się jedynie w płonący ogień przysłuchując się rozmowie - Nie, ja podziękuję za wino... - Pięknie... I po koniach, a z nimi nasze rzeczy. Może i rano rzeczywiście się znajdą, albo pani Liothannea coś wykombinuje...