-
Falmir:
Ważna sprawa. Prowadzimy śledztwo w sprawie kradzieży w magazynie kwatermistrza Richarda. Z tego, co się dowiedzieliśmy, wszelkie ślady prowadzą do Ciebie. Ponoć klucze do magazynu zaginęły, nie zgubiłeś ich może gdzieś? Wnioskuje Falmir po zachowaniu i wyglądzie Bernarda, po czym szeptem do Rhena Powinniśmy mu powiedzieć o tym pijaku?
-
Edward:
Masz wrażenie, iż coraz bardziej kręci ci się w głowie, słabiej ci i twoje kroki powoli stają się cięższe i coraz to trudniejsze do wykonywania. Język chyba niedługo też zacznie się plątać coraz to bardziej... Kufer też jakiś taki cięższy. Chyba ten rum był mocniejszy niż ci się wydawało. Z daleka masz wrażenie, iż widzisz tego swojego "znajomego", niejakiego Dana... Choć czy to on tak naprawdę to nie masz pojęcia.
Dan:
Idąc w stronę domu Sophie zauważasz z daleka, iż chyba Edward właśnie kroczy w waszym kierunku. Nie wygląda to za dobrze... Chyba dorwał się do jakiejś butelki z wódą czy czymś podobnym widząc jak właśnie w tym momencie chodzi.
Falmir i Rhen:
Przecież od cholernego tygodnia, albo i dłużej nawet nie mam już tych kluczy! On teraz bawi się w zarządzanie tym magazynem... Ani kluczy nikomu nie dawałem, ani sobie nie dorabiałem, ani nic takiego. Nawet do pomocy nikogo nigdy nie miałem. Zresztą po co mi okradać swój magazyn? Żeby mi pracę zabrali? - odparł niezadowolony jak poprzednio, choć już nieco łagodniej.
-
Dan
Westchnął ciężko i powiedział do niego bez entuzjazmu - Cześć Edwardzie....wyglądasz jeszcze gorzej niż kiedy Cię ostatnio widziałem.....,kiedy zdążyłeś się tak spić? I weź jakąś kąpiel bo w tym stanie nikt Cię nie zatrudni....
-
Vito
Witaj kartografie, prowadzimy śledztwo, muszę zadać Ci kilka pytań. rzekł siadając obok niego.
-
Edward
Ahoj! Życie mi się wali jak... No nieważne jak co, okradli mnie cholerni strażnicy, zostałem bez sztuki złota, bez dachu nad łbem ehhh... Odrzekł Danowi i spojrzał na Sophie - ładna ona, ciekawe czy... Aaaahahahaha! Postawił kufer na ziemi i dworsko się ukłonił, naprawdę sprawiając wrażenie dobrze wychowanego, mimo swego obecnego wyglądu... Jam Edward, marynarz i podróżnik.
-
-
Vito
Na temat tego tutaj magazynu. rzekł wskazując głową budynek. W ostatnim czasie ktoś go okradł, nie widziałeś nikogo podejrzanego, kto by się tutaj kręcił?
-
Dan
Nie dziwię się że Cię okradli,strasznie ich zlałeś.... - powiedział uśmiechając się lekko na to wspomnienie - A teraz najlepiej weź kąpiel,choćby w morzu,wytrzeźwiej a dopiero potem poszukaj pracy,bo w tym stanie nikt Cię nie zatrudni....,umiejętności są ważne ale nikt nie powierzy zadania pijanemu,zaufanie to podstawa....
-
Vito:
A nie bardzo... Chyba, że jakiś "pijak", który tu podchodził. Niski, niezbyt dobrze zbudowany, ze sztyletem przy pasie i w lekkiej zbroi, głównie ze skóry, ale jakieś żelazne elementy tam posiadała. Strażnik chyba przemówił mu do rozsądku tylko gdy ustawił się by stłuc go mieczem w tą jego buźkę.
Edward i Dan:
Parę błędów Edward popełnił przy mówieniu przez jego stan, choć dzięki staraniom jego powitanie nie było aż wcale takie złe... Sophie kiwneła ci głową na powitanie, spojrzała szybko na Dana i odparła - Ja jestem Sophie. Znajomi?
-
Edward
Od dzisiaj - rzekł z uśmiechem. Sophie... Ulubiona kolubryna kapitana, którą trzymał w kabinie tak miała na imię, aaaahahaha! Piękne imię, jako i twa uroda - powiedział do kobiety a do Dana - zatem umyć się pójdę, a ty pomocy w jakimś eee... Zleceniu nie potrzebujesz? Akurat co do mych umiejętności masz pewność hehehehe.