-
Katarina
Za przysługę należy się srebrniak, ale złotą monetę dostaniesz jeśli przez chwilę zamiast zbrojowni naszych drzwi upilnujesz....Nie musisz się nic trwożyć nic Ci z niej nie ukradniemy... My tu po inne dobro przyszli.... Nie mogła już powstrzymać śmiechu...
-
Jest szansa na powrót czy za dużo już się podziało? Będę już miał ciut więcej czasu. :)
-
Charles:
Wydaje się, że Aurora ma jakiś wewnętrzny konflikt w sercu, z którym nie może sobie poradzić. Z jednej strony naprawdę widać w niej chęć spowiedzi i szczerość w oczach, a z drugiej kryje się coś jeszcze... Jakaś pokusa, niespełnione pragnienie, może ciekawość? Nic ojcze, po prostu się pomyliłam - odparła z trochę głupawym uśmieszkiem.
Robert:
Nie musisz być przy mnie, możesz iść i odpocząć, tutaj nic mi nie grozi... Boemund wciąż czuwa nade mną, na pewno Bóg go przyjął, na pewno... Odrzekła Charlotte. Agnes tymczasem oderwała swój wzrok od męża i zaczęła powoli jeździć pośród ciał, obserwując kto poległ. Przed niektórymi pochylała głowę, gdy zaś dojechała do pewnego rycerza, ujrzałeś złość na jej obliczu. Powiedziała coś po francusku, po tonie wypowiedzi wydaje się że jakaś obelga lub przekleństwo.
Katarina, Spytko:
Zatem srebrna moneta teraz, a złota gdy zakończycie, za mną więc - odrzekł strażnik i zaczął prowadzić was w głąb zbrojowni. Po drodze minęliście kilku rycerzy, zdejmujących zbroje. Wasz przewodnik zdjął jedną pochodnię ze ściany i otworzył jakieś drzwi z klucza. Wszedł, zaczepił pochodnię na ścianie w pomieszczeniu, do którego prowadzą owe drzwi i powiedział - tutaj nikt nie wejdzie jak na klucz zamknę, jeno zapukajcie bym wiedział kiedy otworzyć, i niezbyt głośno bym prosił się zachowywać hehe, bo wolę nie łgać zbyt wiele przed rycerzami.
Techniczny
Pampa, możesz wrócić od następnej przygody, ta jest na zakończeniu już. :) Tylko skombinuj jakiś powód, dlaczego George wyrusza do Francji, bo tam się akcja kolejnego PBF-a będzie toczyć.
-
Charles de Tournemire
Zatem chodźmy, panienko... - odparł jej na spokojnie, jednocześnie spojrzał na nią wzrokiem mówiącym, iż chce wiedzieć od niej o co jeszcze może chodzić. Kieruje się w kierunku kaplicy - Cóż to ona ukrywa przede mną? Jeżeli to zdejmowanie ubrania to nie pomyłka to chyba się załamię... Nie dość, że ten Duńczyk będzie mnie prześladował to i jeszcze ona... Boże święty. No nic... Porozmawiam z nią sobie w cztery oczy i zobaczymy co mi powie.
-
Charles:
Kaplica świeci pustkami, widocznie reszta zebrała się albo w większych kościołach, albo nie w głowie im przerywanie świętowania tej chwalebnej chwili. Aurora nieśmiało stanęła przy konfesjonale, uprzednio się klękając na chwilę przed ołtarzem, i rzekła - możemy zaczynać ojcze.
-
Charles de Tournemire
Kapłan uklęknął przed ołtarzem i ukłonił się krzyżu, po czym zasiadł w konfesjonale - Zatem zaczynajmy... - i zapukał w drewno, dając znak, iż może już uklęknąć.
-
Charles:
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus - powiedziała panienka, klękając i przy okazji robiąc dziwnie wielkie oczy. Oblizała swe wargi zmysłowo, wygląda to jednak na jakiś odruch a nie celowe działanie...
-
Charles de Tournemire
Czyniąc znak krzyża mówiąc - W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Niech Bóg będzie w Twym sercu, abyś skruszona w duchu szczerze wyznała swoje grzechy - Robi się... Źle?
-
Charles:
Ekhem... A więc, ekhem... Dopuszczałam się eeee grzechu poprzez oddawanie się cielesnym przyjemnościom, z wieloma rycerzami... Ostatni był pan Bertrand de Toulouse, który poszedł za mną do komnaty w karczmie. Ja z nim porozmawiać wprawdzie tylko chciałam, ale nagle zaczął boleć mnie brzuch... Poprosiłam więc, by go rozmasował, ale że nic nie czułam w sukni wkrótce ją zdjęłam... Wtedy pan Bertrand dalej mnie masował, a gdy skończył, mieliśmy już udać się na dół. Lecz wtedy uderzyłam się bardzo boleśnie w stopę i on zaproponował, że ją też mi pomasuje, zgodziłam się więc! Ale pan Bertrand się podniecił i wkrótce zaczął masować mą stopą swe przyrodzenie. A wtedy...
W trakcie opowieści Aurory, poczułeś że coraz bardziej zaczynają Cię interesować wydarzenia między nią a panem Bertrandem, mimowolnie także wyobraziłeś sobie nieco...
-
Charles de Tournemire
O czym to ja myślę podczas spowiedzi... Muszę przestać. Ale ładne to ona ma przygody widzę. Nic chyba dziwnego, że ojciec postanawia ją wysłać co zakonu. Oby tylko mnie nie chciała przekonać do tychże rzeczy - A dlaczego to nie powstrzymywałaś się i oddawałaś się tym to mężczyznom? Teraz przez to już raczej to nie masz szansy na małżeństwo, a i do zakonu chcą Cię odesłać... Chyba, że we Francji ktoś by mimo wszystko zaakceptował to wszystko.
Techniczny:
Wydaje PS na SW gdyby Aurorcia chciała wytegesować księdza :P żeby to on czasami jej nie uległ
-
Charles:
No bo ja... Bo ja szukam tego jedynego no i nie wiem, który właściwy! Odparła Aurora.
-
Charles de Tournemire
Takimi czynami?
-
Charles:
A jak mam się w inny sposób przekonać, ojcze? Spytała szczerze zaciekawione, gładząc sobie delikatnie dłonią włosy.
-
Charles de Tournemire
Będzie to ten, który będzie się starać o Twą rękę... Ofiaruje ci swą miłość, a swoimi czynami będzie chciał przypodobać się Tobie... No i będzie to ten, który wszystko za Ciebie odda i pozostanie przy Tobie, aż do końca - Tracę wiarę w ludzi... Naprawdę. Nie wierzę, by mogła ona o tym nie wiedzieć.
-
Charles:
Hmm... Ale ojcze, co ja mam zrobić ze swymi nawykami, których nabrałam poprzez swe poszukiwania? Wszak teraz.... Mogę, hm, jak to ująć, ciężko mi walczyć z pokusą...
-
Charles de Tournemire
Ani nie proponuj nikomu tego więcej, ani to nie przyjmuj takich ofert, a jedynie upieraj się za wszelką cenę, byś tego nie uczyniła i módl się do Boga, by ci przebaczył i aby pomógł ci wrócić na właściwą ścieżkę. Powiem tyle... Nie rób tego więcej, bo i życie możesz sobie tym tylko zmarnować...
-
Charles:
Postaram się ojcze... A, ale czy mógłbyś powiedzieć panu Oswaldowi o tym? Bo sama mogę nie potrafić odmówić, gdybyś mógł mu dyskretnie przetłumaczyć, że próbuję się zmienić...
-
Charles de Tournemire
Hmm... Choć jedno mnie zastanawia - co się stanie, jeżeli to on w gniew wpadnie przez to, iż... Pomogłem ci? Wielu to rycerzy spotkałem na swej drodze i wielu to za byle co chciało mnie już ubić...
-
Charles:
Ojcze, ja ci to wynagrodzę, proszę... Rzekła błagalnym tonem nieco odwijając suknię i odkrywając swe ramię. Po chwili jednak przywróciła się do porządku - och wybacz ojcze, nie tak wynagrodzę. Inaczej jakoś, będziesz potrzebował pewno pomocy w... W obowiązku dbania o kaplicę w Moulins, no proszę ojcze...
-
Charles de Tournemire
Znasz dobrze pannę Agnes? Powiedz jej ino, żeby upilnowała Ciebie, a ja powiem panu Oswaldowi, iż z jakiś powodów nie możesz do niego dołączyć. Potem trzymaj się od nich wszystkich z daleka i trzymaj się jej. Jakoś to będzie...
-
Katarina
Ino nie zapomnij nas potem otworzyć... A i jeszcze jedno,,, Nas tu nie było.... Chichot, który ją nagle ogarnął jasno dawał znak, że wcale nie zamierzają być cicho.... A czekaj no... Może daj nam klucz i zamkniemy się od środka. A potem jak będziemy się rozliczać to Ci go oddamy....
-
Robert
Wiem że nie muszę....,ale chcę być przy Tobie....
-
Robert:
Po kilku chwilach zauważyłeś, że Charlotte jest coraz bardziej pogrążona w żalu. Zaczęła lekko drżeć, robi się już chłodno, pewno więc z tego powodu. Panienka pochyliła się nieco, włosy przysłoniły jej niemal całą twarz.
-
Robert
Okrył ją płaszczem i odwrócił lekko w swoją stronę patrząc jej w oczy i mówiąc z ciężkim westchnięciem - Kochanie wykończysz się w tym miejscu....,sama mówisz że czujesz że jest przy Tobie,myślisz że chce patrzeć na to jak się zadręczasz?
-
Robert:
Żegnaj braciszku, bywaj... Spotkamy się, kiedyś... W królestwie, o chwałę którego walczyłeś... Powiedziała do Boemunda łzawiąc i szybko pobiegła do swego konia, oddalając się nieco od ciał poległych.
-
Robert
Podszedł do niej,utulił ją mocno i po raz kolejny tego dnia zaczął uspokajająco gładzić po włosach - Ehh,my mordujemy,one zmysły tracą.....,ale jak tu ich nie wspierać?
-
Robert:
Podjechała do was Agnes, powoli i dostojnie. Zostawcie przeszłość za sobą, wracajmy do cytadeli, wyśpijmy się porządnie a jutro w drogę - rzekła jakoby władczym tonem, głosem tak pięknym jak i dumnym.
-
Robert
Spojrzał na nią z lekkim zdziwieniem - Oddajcie mi moją kochaną siostrę.... - na głos powiedział jedynie - Daj nam jeszcze chwilę,będziemy gotowi na rano....- nie przestając delikatnie głaskać ukochanej
-
Robert:
Myślałam, że razem spędzimy tę noc... Nie spieszcie się - odparła Agnes tym samym tonem poganiając Amalryka do stępa.
-
Robert
Nie mam do nich siły....,wykończą mnie we dwie w tej Francji,wykończą jak nic.... - pomyślał poirytowany,uspokajał jednak Charlotte jeszcze dłuższą chwilę zaś gdy uznał że już się pozbierała rzekł łagodnie - Chodź,pojedziemy do niej,bo choć nie chce tego przyznać potrzebuje by ktoś ją utulił i miłością obdarował jak mało kto w tym czasie....
-
Robert:
Charlotte skinęła głową, dosiadła zaraz swojego konia. Wyruszyliście z powrotem do cytadeli, docierając do niej po kilku chwilach. Po oddaniu wierzchowców do stajni, w której zastaliście już rozsiodłanego Amalryka, weszliście do wnętrza fortecy podążając przez długie korytarze. Wreszcie weszliście do komnaty Agnes, Charlotte od razu pociągnęła za klamkę a drzwi ustąpiły. Zastaliście panią de Montmirail wpatrującą się w ścianę, leżącą na swym łożu w ciemnoniebieskiej sukni, już boso. Ma też zarzuconą swą białą pelerynkę, która dodaje jej tylko uroku. Miecz kobiety jest oparty o ścianę.
Charles:
Znam ją dobrze ojcze... Dostanę rozgrzeszenie?
-
Robert
Cicho zamknął drzwi za sobą i stanął w milczeniu czekając aż Agnes do nich przemówi,cała sytuacja była nieco niezręczna bowiem nie miał pojęcia czego się może po niej spodziewać w jej obecnym stanie a i mówić nie bardzo miał co - Z jednej strony wzdycha i narzeka gdy jej swe ramię ofiaruje z drugiej zaś chce noc w jednym łożu spędzać....,i co ja mam o tym myśleć? Co my mamy o tym myśleć?
-
Robert:
Charlotte pokręciła głową i podbiegła do szwagierki, wskakując jej do łoża. Agnes natychmiast ją mocno objęła ale przy tym mówiąc - gdzie mi włazisz w butach, pościel zabrudzisz.
-
Robert
Przez chwilę miał ochotę odwrócić się i wyjść jednak dość szybko wybił to sobie z głowy i powiedział zmęczonym głosem,mając już serdecznie dość ich wahań nastrojów - Przynieść Wam coś? Zwłaszcza Tobie Agnes,w końcu od rana nic nie jadłaś....
-
Robert:
Nie jestem głodna - odparła Agnes. Ani ja - wtrąciła Charlotte.
-
Robert
Westchnął ciężko i powiedział wychodząc - Dobrze,dobrze,już idę.... - Najlepiej to by było nie wracać....,a i one może wolą same pobyć?
-
Charles de Tournemire
Dobrze... Bóg Ojciec Miłosierdzia, który pojednał świat ze sobą, przez śmierć i zmartwychwstanie swojego Syna izesłał Ducha Świętego na odpuszczenie grzechów, niech ci udzieli przebaczenia i pokoju, przez posługę Kościoła I jaodpuszczam Tobie grzechy, w imię Ojca, Syna i ducha Świętego. W ramach pokuty nakazuję ci odmówić 20 razy Ojcze Nasz, oraz 10 razy Zdrowaś Maryjo. Jeżeli pokuta ta nie wydaje ci się wystarczająca masz prawo do dołożenia sobie więcej, według własnych potrzeb... Pan odpuścił Tobie grzechy. Idź w pokoju i więcej nie grzesz... - ksiądz zapukał po tym od razu w konfesjonał. Chodź wydawało mu się, że szczerze ta dziewczyna mówi to i miał przeczucie, że jednak sobie stroi z niego żarty...
-
Robert:
Agnes coś mruknęła pod nosem po francusku i wstała nerwowo podchodząc do Ciebie. I co teraz!? Zostawisz nas? Jeden nas opuścił, a teraz ty!? Wykrzyczała wyglądając na zrozpaczoną, choć nie roniąc łez. Wybacz, nie chciałam - dodała po chwili już spokojniej, opierając się o ścianę.
Charles:
Ile!? Wykrzyczała Aurora, zaskoczona i jakby oburzona.
-
Charles de Tournemire
Że niby za dużo? Dla Boga, modlitwy nigdy czasu za wiele, zwłaszcza jeżeli masz go przepraszać za grzechy, panienko... Poza tym nie musisz tego odmówić na raz - odparł jej powstając z konfesjonału.
-
Robert
Spojrzał na nią szczerze zszokowany,nie wiedząc co powiedzieć,stał tak przez chwilę wyraźnie zmieszany po czym odparł głosem w którym można było wyczuć złość,niedowierzanie,smutek a przy tym współczucie i rozczarowanie.... - Ja......Was.......zostawić? Co Ty mówisz siostro?Ciebie i Charlotte? Dwie jedyne bliskie mi osoby na ziemi...... ,jak....,jak możesz?Staram się jak mogę żeby Wam otuchy dodać a Ty..... - oparł się o drzwi nie mogąc dokończyć zdania jednak widać po nim że mocno go dotknęły jej słowa