Catherine
Muszę ocalić Margaret.... - rzekła cicho przymykając oczy
Wersja do druku
Catherine
Muszę ocalić Margaret.... - rzekła cicho przymykając oczy
Catherine:
Rycerz westchnął ciężko i doniósł Cię do komnaty Rity, gdzie ułożył obok rannych Lothiriel i Beatrice, a także obok Adeli która widząc stan mamy i siostry jest cala zapłakana. Rita już opatrzyła ich rany. Tristan od razu po ułożeniu Cię rzekł - sam ją ocalę, pani, a ty wypoczywaj. Wybiegł od razu z komnaty, opuszczając przyłbicę hełmu.
Catherine
Nie!Ona Cię nie posłucha! - krzyknęła za nim po czym opadła bezsilnie na łoże i szepnęła jak gdyby do siebie - I tak pojadę,teraz muszę jeszcze dopilnować by się nie pozabijali....Ehh,skaranie boskie z tymi wariatami.... - zaraz dodając już głośniej - Chodź Adele,przytul się do mnie....
Catherine:
Nigdzie nie pojedziesz, da radę, uwierz w niego - rzekła Lothiriel patrząc na Ciebie, a Adela bez słowa się utuliła mocno z płaczem.
Catherine
Pojadę,nic nie poradzisz,jesteśmy do siebie zbyt podobne i wiesz że i tak to zrobię tak jak Ty byś uczyniła na mym miejscu,to nie kwestia wiary a troski.... - rzekła patrząc jej w oczy i biorąc jej dłoń do ręki drugą mocno tuląc do siebie małą siostrę....Nie chciała jej dobijać wieścią z czyjej winy jej mama i siostra są w tym stanie i postanowiła zachować tą informację na bardziej odpowiedni moment....
Catherine:
Ale ja cię nie puszczę, nie zniosę kolejnej rozłąki z tobą, rozumiesz!? Wydarła się Lothiriel mocno ściskając Twoją rękę, ale opadła zaraz na poduszkę z płaczem.
Catherine
Wybacz kochana,ale nie mogę zostać,nie w takich okolicznościach....Przysięgam Ci,że wrócę.... - rzekła delikatnie całując jej rękę na którą skapnęło kilka jej własnych łez,zaraz po tym rzekła do Rity - Opatrzysz mi moją ranę?To nic takiego ale lepiej żebym tam miała jakiś opatrunek....
Catherine:
Najpierw syn, teraz córka - załkała żałośnie Lothiriel i zabrała swą rękę odwracając się plecami do Ciebie. Rita bez słowa zdjęła Ci zbroję i koszulę, zaczynając opatrywać ranę.
Catherine
Przygryzła wargę z bólu gdy zimna woda dotknęła jej rany,sama wiedziała że to wcale nie jest "nic takiego" jednak nie mogła użyć innych słów bowiem Lothiriel była by jeszcze bardziej załamana....Mimo iż wyrwała jej swoją rękę zaczęła ją delikatnie i czule głaskać,nie chciała dostarczać jej cierpienia ale nie mogła siedzieć bezczynnie zwłaszcza że domyślała się iż głównym powodem dla którego Margaret znalazła się na murach był właśnie Tristan....
Catherine:
Gdy przygryzłaś wargę z bólu, królowa jakby to wyczuła i przyłożyła sobie dłoń do serca, płacząc gorzko. Wybacz mi, wiem że boli ale jeszcze muszę zaszyć ranę - szepnęła Rita.
Catherine
Nie szkodzi moja droga,rób co trzeba.... - rzekła wpatrując się ze smutkiem w załamaną opiekunkę i nie przestając jej głaskać
Catherine:
Rita zabrała się za szycie rany, ale nie zaczęła, gdy stwierdziła - nie mogę, za bardzo drżą mi ręce, nie mogę...
Catherine
Usiadła i wzięła dłonie Rity do rąk - Nie szkodzi....Zrób zwykły opatrunek,obejdzie się bez szycia....
Catherine:
Ale nie, muszę, ale jak... Zaczęła bredzić Rita, tymczasem Lothiriel zacisnęła zęby w złości, złapała Cię mocno za dłoń i przytuliła do siebie jakby z całej siły, dotykając dłonią swego pierścienia na Twym palcu. Ten zaczął lśnić potężnie błękitem...
Catherine
Nie!Zwariowałaś?! - krzyknęła i natychmiast zdjęła pierścień ze swojego palca zamykając go w dłoni i wstając gwałtownie z łoża,wiedziała że może zadać Lothiriel ból ale wolała to niż żeby umarła z wycieńczenia próbując ją uzdrowić....
Catherine:
Lothiriel opadła na łóżko płacząc głośno i łapiąc się za ranę na piersi, którą jej przypadkowo podrażniłaś. Całe szczęście, że Betty śpi... Chociaż Adela przygląda się wystraszona w objęciach Rity.
Catherine
Wybacz,nie chciałam,ale nie mogłam Ci pozwolić na oddanie życia za moją głupią ranę.... - rzekła cicho a kilka łez spłynęło jej po policzkach,otrząsnęła się jednak i nie czekając na Ritę sama zabandażowała sobie ranę,nie przejęła się tym że bandaż momentalnie zrobił się czerwony zaczęła się ubierać i w międzyczasie rzekła do przyjaciółki i siostry - Zaopiekujcie się nimi,ja wrócę,niedługo...
Kersijana
Widziałeś się z Lothiriel? Co z nią? masz jakieś wieści. O Adeli i Margaret? Co z Tristanem? Czy Królowa jest bezpieczna? Nie wiem czy doszły Cię słuchy ale pewnie tak. Książę nie żyje.... chwilę przygryzała wargę... To ja go... Elrohirze on chciał mnie... Ja tylko się broniłam... Kersi rozpłakała się w poduszkę.
Kersijana:
Dobrze zrobiłaś Kersi, jestem pewien że z nikim byś mnie nigdy nie zdradziła - odparł Elrohir, patrząc Ci w oczy i obejmując. A co z resztą nie mam pojęcia, siedziałem w karczmie cały czas, rozmyślając o nas.
Kersijana
Zrozum, że po bitwie czeka mnie sąd i chyba wyrok jest oczywisty... Nie ważne z jakich pobudek, ale zamordowałam księcia... Pana tych ziem... Obawiam się mój miły, że moje dni są już policzone. Nawet Anna nie będzie mogła mnie ochronić... Całe zamieszanie wynikło z tego, że rozmawiałyśmy gdy zagrzmiały rogi wojenne.
Wybiegłyśmy, bo w nerwach powiedziałam księżnej, że muszę być przy mojej...Królowej. Pani... Podsłuchał to jakiś nikczemnik i koniec końców wysłali katów by aresztowano Ją... Nie wiem co się z nią dzieje. Jest takie zamieszanie... Myślałam, że Mirillia Lassi ją może ostrzec, ale chyba mu się nie udało... Znalazłam go, a właściwie On mnie znalazł.. Był ranny a ja go uzdrowiłam, ale osłabłam przy tym... Będziesz mógł ją odnaleźć i przekazać jej że bardzo żałuję... Że nie chciałam narażać jej... Dałą mi bardzo trudne zadanie, ale chyba się udało... Anno... Kersijana popatrzyła na księżną... Poprzesz Beatrice? Wiesz,że ona jest Królową... Prawowitą królową...
Kersijana:
Spróbuję odnaleźć królową i jej to przekazać... I nie martw się, wywiozę cię stąd najszybciej jak się da. Szepnął Elrohir i ucałował Twoją dłoń. Anna zaś odrzekła - tak, poprę ją, jeśli jednak dane będzie nam wyjść stąd żywcem a w to zaczynam coraz bardziej powątpiewać...
Kersijana
Bądźmy dobrej myśli Anno... powiedziała, delikatnie uśmiechając się gdy Elrohir ucałował jej dłoń... Mój dzielny rycerz nie pozwoli nam zrobić krzywdy....
Kersijana:
Anna również uśmiechnęła się delikatnie. Na mnie już pora, Kersi, nie godzi się by Rycerz Brzasku nie walczył, gdy ludzie nadstawiają swe głowy - rzekł Elrohir i ucałował Cię w usta delikatnie, po czym udał się w stronę wyjścia... Ale przed nim zatrzymał się jeszcze, spoglądając na Ciebie już z widoczną tęsknotą.
Catherine:
Dotarłaś pod lariańskie mury. Widzisz na nich już łuczników ostrzeliwujących Jatu i kryjących się co i rusz za blankami przed deszczem strzał. Nie jest tu do końca bezpiecznie, bowiem co chwila jakaś strzała przelatuje przez mur i wbija się w ziemię za nim. Nie widzisz nigdzie ani Margaret ani Tristana, co gorsza robi Ci się już słabo... Zapewne od zadanej rany i ogólnego zmęczenia.
Catherine
Wzięła ze sobą tarczę I mimo że ta ciążyła jej jak nigdy dotąd to po prostu zacisnęła zęby i poszła na mury starając się przy tym nie nadwyrężać zanadto swych nadwątlonych sił....Nie dość że była wyczerpana fizycznie to jeszcze psychicznie,miała wyrzuty sumienia że musiała tak ostro wyrwać się Lothiriel i ją zostawić jednak z drugiej strony wiedziała że to było konieczne....
Catherine:
Na murach także nie widzisz Margaret ani Tristana... Ale przypadkiem usłyszałaś rozmowę dwóch łuczników, którzy w ją prowadzą w przerwach między strzelaniem, chowając się za blankami.
- Szkoda, że Jatu go ustrzelili, jeden z nielicznych porządnych kupców z niego był!
- Prawda, ale chociaż jego żonę wyratowała tamta kobitka! Jeszcze nie widziałem żeby ktoś wypadł z bramy, pod ostrzałem i wziął na konia uciekającą dziewkę, haha!
- Tak, mam nadzieję że chociaż odratują naszą bohaterkę, bo z tego co widziałem to nie była przytomna nawet!
- Ale Lwowi w łeb strzeliła jeszcze zanim zamknęła oczy, za to że ją dotknął, haha! Argh! Przeklęta strzała, dość gadki bo nas tu ustrzelą zaraz!
Catherine
Panowie,moment,gdzie oni są?!Proszę,powiedzcie,ja tu dla nich przyjechałam.... - rzekła podchodząc i patrząc na nich błagalnym wzrokiem
Catherine:
Łucznik wskazał palcem na spory, kamienny budynek - widzisz ten budynek pani? Tam szpital polowy u rządzili, odnieśli tam też tą kobitę!
Catherine
Spojrzała na niego z wielką wdzięcznością i zapominając o ranie zaczęła iść najszybciej jak mogła w stronę wskazanego budynku....
Catherine:
Gdy dobiegłaś do budynku, ujrzałaś duże pomieszczenie, w którym już znajduje się na podłodze sporo rannych, a wśród nich naga Margaret okryta kocem, który jest nieco odchylony a dość młoda, około 30-letnia kobieta o jasnych włosach, opatruje rany Veccavianki. Obok siedzi Tristan ze wzrokiem zawieszonym na ścianie.
Catherine
Margaret! - krzyknęła nie zwracając uwagi na Tristana ani na obcą kobietę,natychmiast podbiegła do niej,odrzuciła tarczę na ziemię i zaczęła ją gorączkowo oglądać z każdą chwilą czując coraz bardziej przejmującą rozpacz
Catherine:
Zostaw pani bo opatrunki poluzujesz - rzekła stanowczo kobieta. Margaret jest nieprzytomna, ma 3 opatrunki na ciele i jeszcze dwie nieopatrzone rany kłute poza tym i jedną ranę ciętą na dłoni. Tristan szepnął - wybacz mi, że zawiodłem... Mogłem już tylko chwycić za wodze jej rumaka i odciągnąć za mur, bo była tak ranna że trzymając kobietę nie dawała rady sama jechać...
Catherine
Spojrzała na niego z rozpaczą w oczach i zaraz zwróciła swoją uwagę na uzdrowicielkę i dość mocno nią potrząsając rzekła rozgorączkowana - Ale ona przeżyje?!Przeżyje,prawda?!
Catherine:
Nie-e-e-w-i-e-m! Odkrzyknęła uzdrowicielka gdy nią szarpałaś. Daj mi dziewczyno opatrunki jej robić, wiem że się martwisz! Straciła dużo krwi, ale zrobię wszystko co mogę by ją ocalić, obiecuję!
Catherine
Mogę jakoś pomóc?Bo ja chętnie pomogę!Tylko powiedz jak.... - powiedziała wciąż wyraźnie pobudzona,puściła ją jednak wreszcie by ta mogła wrócić do opatrywania jej przyjaciółki....
Catherine:
Tak, wskakuj pod koc i przytul się do niej tylko uważaj by jej ran nie podrażnić - odparła uzdrowicielka.
Catherine
To przeze mnie to zrobiła,powinnam być przy niej i ją powstrzymać.... - rzekła nagle i rozkleiła się zupełnie głowę chowając w dłoniach....
Catherine:
Nie obwiniaj się księżniczko, zrobiłaś co mogłaś - rzekł Tristan i przytulił Cię mocno, głaszcząc po włosach.
Catherine
Zaczęła tylko płakać jeszcze głośniej jak gdyby nie zwracając na niego uwagi,nie mogła sobie wybaczyć że nie zdołała temu zapobiec i że jej przyjaciółka mogła odejść już na zawsze....
Catherine:
Tristan nie przestał Cię tulić ani głaskać, rzekł w trakcie - Astrea nie pozwoli jej odejść, skrzywdziłaby tym nie tylko ją ale i ciebie, a to bogini życia, dobroci... Rycerz nagle pocałował Cię czule w czoło.
Catherine
A gdzie ta kobieta którą ocaliła? - wypaliła nagle wciąż roniąc wiele łez,jednocześnie czuła się coraz gorzej choć nie zwracała na to uwagi bowiem były przecież ważniejsze rzeczy na głowie niż piekąca rana i potworne zmęczenie....